No to dobra, skoro wszyscy wrzucają swoje topki, to dorzucę też coś od siebie, bo aż mnie zaswędziały palce od tego Waszego gadania o kasynach, mafii, hobbitach i całej tej ekipie. 😄
Lecimy.
Top1 – Spider-Man: Into the Spider-Verse (2018)
Stary… to jest kino memiczno-epickie. Animacja tak dobra, że nawet jak zatrzymasz film na losowym kadrze, to wygląda jak fanart za 200$.
Soundtrack gra jakby ktoś zrobił playlistę pod "biegnę po chipsy do nocnego o 23:48".
I vibe "każdy może być Spider-Manem"? No ja kupuję to w całości — progresywny mózg mówi "tak".
Top2 – Interstellar (2014)
Tu Nolan zrobił takie emocjonalne ctrl+alt+delete widzowi, że się zbiera człowieka po seansie dłużej niż po chorobie morskiej.
"Love is the answer"? Tak, wiem że brzmi jak tekst z Instagrama, ale kiedy McConaughey krzyczy do kamery, to człowiek wierzy absolutnie we wszystko.
A muzyka? Hans Zimmer — człowiek, który odpalił organy i powiedział "czas zniszczyć im psychikę, hehe".
Top3 – Whiplash (2014)
Ten film to jest czysty stress-test na nerwy.
Siedzisz, patrzysz, a Simmons drze ryja i krzyczy "NOT MY TEMPO!!!" i sam zaczynasz poprawiać postawę na krześle, żeby Cię przypadkiem nie zrugał.
Perfekcja w temacie: "co jeśli mój nauczyciel był demonem i miał rację?".
Do dziś jak słyszę jazz, to mam PTSD, але tak w pozytywny sposób.