Skocz do zawartości

Baran nad piwnicą

Użytkownik
  • Postów

    1
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez Baran nad piwnicą

  1. Poprzedni wątek został usunięty ze względów bezpieczeństwa, bo różni ludzie czytają forum. Piszcie na temat i uszanujcie prywatność, to nie trzeba będzie ściągać dyskusji. Niech ta historia będzie przestrogą, bo można stracić więcej niż pieniądze. To, co się odwaliło później, to dramat na kilka tomów. Akt I. Okres najmu Przez 3 lata wynajmowałem pokój w 3-pokojowym mieszkaniu z wielkiej płyty. Pokoje znośne, przystosowane do studentów. Kuchnia straszyła, ale głównie przez syf i zapach oleju wielokrotnego użytku do smażenia frytek. Stare meble, stara kuchenka gazowa z niebezpiecznym piekarnikiem i wiecznie brudny biały zlew. Wszystko kleiło się od oleju. Ale po posprzątaniu było znośnie i schludnie. Łazienka tragiczna. Wanna, smród z kibla, brak pralki. Zaproponowaliśmy, że wyremontujemy łazienkę na nasz koszt. Nie było zgody. Na pralkę też nie było zgody. Mieliśmy zwozić ubrania do domu. Traktowano nas jak studentów pierwszego roku, mimo że wszyscy już skończyliśmy studia. W mieszkaniu trzymali swoje rzeczy i wchodzili, kiedy im się podoba. Pokoje też nie były idealne. U mnie stara wysłużona kanapa do spania. Kłótnie o rachunki. Kłótnie o zapachy z kuchni. Nie dało się odciąć, aby po powrocie z pracy coś porobić. Innowacja, jaką wprowadziłem, to zapalarka piezoelektryczna, bo wcześniej lokatorzy męczyli się zapałkami i często odpalenie kuchenki zajmowało kilka minut. Kiedy przestałem zwozić do domu stos ciuchów do prania, to przez brak pralki zaczęły się problemy w pracy. Próbowałem sobie radzić na różne sposoby. Część ubrań prałem ręcznie. Bawełna jest oporna i trudna do prania ręcznego, zwłaszcza majtki. Łatwa jest odzież sportowa ze sztucznych tkanin. A ile to schodziło czasu... nawet kilka godzin. Przez cały pokój od drzwi do okna ciągnąłem sznur i tak rozwieszałem kapiące pranie. Potem mi się nie chciało, więc dzieliłem ubrania na te, w których chodzę do pracy i na te, w których chodzę po domu. Ogólnie rzecz biorąc, na te, co zakładałem po wstaniu z łóżka, na te, co zakładałem do pracy i na te, w których spałem w brudnej pościeli, bo podczas snu zawsze w pewnych obszarach pociłem się i rozwijały się bakterie lub grzyby. Stare ubrania magazynowałem, aby kiedyś je wyprać. Spanie na tej starej zapadającej się kanapie, gdzie sprężyny się wbijały, nie należało do przyjemnych, ale nie było wyjścia. Akt II Po 3 latach właścicielka postanowiła sprzedać mieszkanie i kazała nam znaleźć sobie inne lokum. To też długa historia. Kiedy przeczuliśmy, że chce sprzedać to mieszkanie, to poszliśmy do niej na spotkanie. Zapewniła nas, że możemy mieszkać co najmniej do końca roku, a potem nie wiadomo. W sierpniu przyszła i oświadczyła, że mamy się do września wyprowadzić. Ponieważ drugi lokator pojechał na wakacje, to okres został wydłużony do października. Zostawił mnie z tym problemem i kazał mi działać. Chciałem wykorzystać fakt, że właścicielka dawała nam umowy tylko od października do czerwca, a przez wakacje mieszkaliśmy bez umowy. Jeśli najem jest na czas nieokreślony, to okres wypowiedzenia wynosi 3 lata. Ale to by w sądzie mogło nie przejść, gdyż istnieje domniemanie, że okres najmu „na czarno” to lipiec-wrzesień i mogłaby to wykazać. Akt III Zacząłem oglądać filmy Kuby Midela i innych internetowych speców. Udałem się też po poradę, czy to mieszkanie ma potencjał inwestycyjny. Zdecydowałem się odkupić to mieszkanie. Po zamieszaniu z doradcami kredytowymi i czekaniu na decyzje, ostatecznie 13 grudnia 2019 stałem się nowym właścicielem. Kazała nam kupić używaną pralkę na Allegro, ale skoro ma być remont, to nie kupiłem, bo jak ją podłączyć? Akt IV Przekaz z Internetu szedł zewsząd takli sam. Kupiłeś dziurę z PRL-u? Konieczny jest remont generalny! Inaczej nie wynajmiesz. Rynek się zmienił. Jeśli kupiłeś dla siebie, to sam też zyskasz na komforcie. Remont jest konieczny. Wszystko do rozwalenia. Uwierzyłem w przekaz i chciałem robić remont już na wiosnę. Akt V Szukałem trzeciego lokatora, aby pomógł mi spłacać raty, bo wypłukałem się z kasy i zarabiałem wtedy mało. Wstawiłem ogłoszenie. Wywołało burzę. Same reakcje ale zrobiłem coś jeszcze dziwnego, wrzuciłem post dla jaj, aby wywołać szok, bo i tak wiedziałem, że standard niedzisiejszy, ale podkreślałem zalety lokalizacji, bo przecież chodzi o lokalizację, prawda? Załączyłem zdjęcia, gdzie był bałagan. No to wywołało falę komentarzy i po kilku godzinach ogłoszenie zostało usunięte. Następnie wstawiłem ogłoszenie z niską ceną i ładniejszymi zdjęciami. Były pojedyncze reakcje ale już bez burzy w komentarzach. Niestety, zero zainteresowania. Wtedy pomyślałem, że lokalizacja już nie jest istotna, bo co drugi student ma auto, a wolą płacić więcej i mieszkać nowocześnie. Faktycznie był taki okres. Ale jeszcze jedno. To był środek semestru, a więc studenci już mieszkali i nie szukali lokum. Zgłosił się student informatyki. Może być, ale czy jest pralka? Nie ma. Czy pokoje są zamykane? Nie. Znalazł tanie mieszkanie bliżej uczelni, gdzie była pralka i zamykane pokoje. Przegrałem lokalizacją. Ale nadal zadaję sobie pytanie, dlaczego w Internecie tak mało jest nieremontowanych mieszkań na wynajem studentom? Nie każdego stać płacić 1000 zł miesięcznie za pokój. Może rację ma ChatGPT, że takie oferty rozchodzą się pocztą pantoflową, a właściciele wolą takie mieszkania wynajmować po cichu, aby nie narazić się na śmiech i szyderstwa? Warto zwrócić uwagę na jeszcze jedną kwestię podczas przewijania mediów społecznościowych. Algorytm pokazuje starannie wyselekcjonowane treści tym osobom, które są zainteresowane daną tematyką i sprowokują do komentarza lub reakcji. Wrażenie jest takie, że ludzie się śmieją z PRL-u, a nie bierzemy pod uwagę, że to konkurencja i osoby działające w branży nieruchomości. Ten tani modny kicz i minimalizm stał się modny, bo jest tani i jest wysoka stopa zwrotu. Przeglądając oferty mieszkań na wynajem wydaje się, że tak się obecnie remontuje lub wykańcza mieszkania, a w rzeczywistości jak ktoś kupuje dla siebie, to wykańcza według swoich potrzeb, tylko tego nie widać w sieci. W mieszkaniach na wynajem chodzi o to, aby był efekt wow, aby najemca był skłonny zapłacić za to więcej. Akt VI Znaleźliśmy trzeciego lokatora. Po kilku miesiącach uciekł i przeniósł się na wyższy standard. Nie chodziło tylko o łazienkę i kuchnię, ale nie podobało mu się całe mieszkanie. Dla mnie to kolejny sygnał, że remont generalny jest konieczny. Ciągle odwiedzali go rodzice. Akt VII Przyszła pandemia i nici z remontu. Ale w sumie czemu? Nikt już o tym nie myślał. Akt VIII Nastała praca zdalna. Mogliśmy zabrać do domu biurko i krzesło. Nie miałem czym, a wstyd zlecać to kolegom. Nowi pracownicy dostawali bon na takie zakupy. Przecież było mnie stać na lepsze biurko. lepszy fotel i normalne łóżko, ale ze wszystkimi zakupami u mnie było tak, że nie znam się i nie wiem, które są OK, bo ludzie różne polecają, a ktoś musi wnieść nowe i wywieźć stare. Odkładałem te tematy w nieskończoność. A to by mega zwiększyło komfort i może zapobiegłoby tragedii.. Akt IX Znalazłem informację o przetargu na przyłączenie ciepłej wody użytkowej do bloku. To zaczekam z remontem, bo potem będą kuć w łazience. Akt X Przyłączyli ciepłą wodę. Z łazienki znikła terma. Z kuchni znikł elektryczny bojler, w którym ciągle wyrabiały się głowice. W końcu jest normalny kran z normalnym ciśnieniem. Od razu poprawił się komfort przygotowywania posiłków. Kupiłem dobry kran polskiej produkcji i posłużył aż do demolki. Akt XI No to trzeba ruszać z remontem. Idę do firmy, która wykonuje remonty kompleksowo. Oni mi doradzali zakup tej nieruchomości. Niestety, gość ciągle przesuwał termin, a gdy przychodziłem podpisać umowę, to dalej jej nie miał. Na maile odpisywał po miesiącu. Akt XII Odpuściłem temat. Zacząłem się zastanawiać, czy remont generalny na pewno jest potrzebny? Wiele obecnych rozwiązań spełnia swoje zadanie i są lepsze do zastosowań, gdzie dużo się nosi błota, gdzie dużo się chodzi, gdzie trzyma się sprzęty i gdzie pracuje się przy komputerze. Chodzi o wykładziny i miękkie podłogi. Czy na pewno chcę to mieszkanie wynajmować, czy po prostu już tu zostać? Co po nowych ścianach, co po nowych meblach, skoro i tak wszystko się niszczy? Czy to ma być mieszkanie na pokaz, czy do mieszkania i wykonywania w nim różnych czynności? Jeśli obecne wyposażenie nadaje się i nie wymaga pilnej wymiany, to po co pchać się w koszty? Z jednej strony chciałem stąd uciec, a z drugiej strony doceniałem lokalizację i zalety wielkiej płyty mimo oczywistych wad. Ale chciałem po prostu iść już na swoje, bo to było mieszkanie studenckie, mieszkaliśmy po kilka osób, czasami sam, a brak sukcesów i stagnację zwalałem na warunki i pozostawanie tutaj. Nadal nie wymieniłem rzeczy, które konieczne były do wymiany. Akt XIII Pewnego dnia tak umyłem rower w wannie, że woda rozlała się na posadzkę i przeciekła do sąsiadów. Od tego momentu codziennie zaczepiali mnie i pytali „kiedy remont?”. Polecili mi ekipę, hydraulika ze spółdzielni i jego syna. Niestety, ciężko było z nimi dogadać termin. Nie miałem doświadczenia, aby najpierw iść do marketu, wykonać projekt łazienki, nawet kilka, podpytać ludzi z bloku, a potem uderzyć do hydraulika, by przerobił instalacje. W tak rozwalonej łazience dalej można by się myć, a jego syn położyłby płytki i wykończył łazienkę, kiedy miałby wolny termin. Jak już przyszli, to wyceniali obie opcje: remont samej łazienki i remont całego mieszkania. Umawialiśmy się 2 razy na termin już w okresie grzewczym, ale o tym zapominali. Na przykład w czerwcu przyszli i ustaliliśmy, że wejdą robić w październiku, ale nic się nie odzywali. To nie wiem, czy trzeba się przypominać, czy od razu spisać umowę... Ale gość nie bardzo chciał robić remont, bo jest syf i chciał, by było już ogarnięte. Co jest istotne, to bałem się zlecać remont samej łazienki. Nie mogłem uzyskać odpowiedzi ani tu, ani od nich, czy jeśli teraz zlecę samą łazienkę, to czy potem, kiedy będzie wymiana elektryki w mieszkaniu, trzeba będzie znowu kuć w łazience, czy da się już poprowadzić nowe kable? Którędy i dokąd? Pewnie sufitem i na razie w przedpokoju by szły kable listwami, bo gdzie je ukryć? Hydraulik kazał uzgadniać termin z synem, a jego syn miał zaklepane terminy. Gdyby wtedy łazienka została wyremontowana, to prawdopodobnie nikt by już nie domagał się remontowania całości, bo kuchnia była znośna, spełniała potrzeby i może kuchenkę należało wstawić nową. W kuchni nie było pełnej zabudowy i zacząłem to doceniać. Brak szafek nad zlewem. Brak szafek nad kuchenką. Nie uderzasz łepetyną o szafki. Jest jaśniej. A studentom po co tyle szafek, skoro i tak mają 1-2 talerze oraz 1-2 garnki, które używają non-stop? Trzyma się to na zmywaku. Akt XIV Co jakiś czas męczył mnie lokator, który z przerwami pomieszkiwał tutaj. Mi to nie na rękę, bo zacząłem dostrzegać zalety tego, co jest, a po co mi modne wnętrza? Pojawiły się nowe wyzwania, nowe zakupy i plany na wydzielenie biura w obecnym wystroju. Sąsiadów unikałem, ale nie zawsze to się udawało. Skoro tak im zależało na łazience, to niech by pomogli dograć ekipę. Wiedzieli, że poleceni przez nich majstrzy zwodzą z terminami. Akt XV Lokatora wyrzucili z domu, to go przyjąłem pod dach. Akt XVI Lokator męczył o remont i przyprowadził swojego kolegę, za którego ręczył. Oferta wydała się korzystna, bo inni wołali więcej. Wstępnie ustaliliśmy, że całe mieszkanie i mu powtarzałem zasłyszane wcześniej kocopoły typu "trzeba wyrównać podłogi, bo ci wstawią progi", "trzeba wyrównać ściany", "jak ekipa wejdzie, to będzie wolała robić całe", no to wstępnie ustaliliśmy, że na podłodze panele, bo nadal myślałem długoterminowo, że ma się podobać najemcom. Akt XVII W maju gość miał robić łazienkę, ale nie miał czasu. Akt XVIII Przyjeżdżał kilka razy, aby podpisać umowę, ale jej nie miałem. Pojawił się sygnał ostrzegawczy, bo wyglądał, jakby brał narkotyki i mi lokator potwierdził, że chyba bierze, ale podczas rozmowy wydawał się kumaty, a skoro to kolega lokatora, to może będzie go pilnował. Co to za logika? Dał namiary na znajomego projektanta, ale typ wywyższający się i z pogardą do klienta od razu został skreślony. Poza tym był za drogi. Szkoda było kasy, bo projekt wszystko przyjmie, a gorzej z realizacją, więc stwierdziłem, że sam wykonam projekt. Nie zdążyłem, bo nie miałem czasu ani narzędzi. Akt XIX Miałem nadzieję, że remontu już nie będzie, a ja w końcu ogarnę wygodne stanowisko pracy i nowy komputer. Przez wszechobecny syf nie było gdzie tego postawić. W połowie sierpnia zeszłego roku otrzymałem sygnał od lokatora, że za tydzień wchodzi ekipa. Do ostatniego dnia zastanawiałem się, czy robić tylko łazienkę, czy całość, ale nie zatrzymałem tego w porę. Gość sam powiedział, że pierwszego dnia ustalimy plan, a pewnie i tak zaczną od łazienki. Akt XX W 3 dni rozwalili pół mieszkania. Wynieśli wszystko z kuchni. Wynieśli wszystko z łazienki. Tak mnie zostawili na weekend. Wiedzieli, że będę tam mieszkać podczas remontu. Im po prostu wygodnie było wszystko od razu wywieźć. Niczego nie zabezpieczyli. Wszystkie meble wydarli i połamali gołymi łapami niezależnie od ich stanu. Wydarli futryny, aby zobaczyć, jak w wielkiej płycie osadzano drzwi. Od razu zaczęli zdzierać parkiet z małego pokoju. Parkietu szkoda najbardziej, bo był w prawie idealnym stanie. Ale oni chcieli klepkami i meblami palić w piecu. Czy równanie podłóg było konieczne? Czy kable musiały iść koniecznie w podłodze? Czy pokoje koniecznie wymagały pełnego remontu? W pokoju, gdzie trzymałem sprzęt, wszystko było zakurzone. Niczego nie zabezpieczyli, a widzieli, że jest elektronika. Dopiero wtedy do mnie dotarło, na jakie świństwo pozwoliłem. Gdzie w tym wszystkim ekologia??? Akt XXI Na drugi dzień przyszedł hydraulik ze spółdzielni, aby przespawać grzejnik. Oczywiście nie było wiadomo, gdzie ma być, może tu, może tam, bo nie było koncepcji. Zrobił to tak beznadziejnie, że pod grzejnikiem na wierzchu idą rury. Za taką wizualną fuszerkę on obwiniał ekipę, a ekipa jego. To ten sam hydraulik, co miał mi kiedyś z synem remontować łazienkę, ale trudno było dogadać termin. Potem ten hydraulik miał pretensje, że jego nie wziąłem, bo on by mi zrobił łazienkę i że ekipa nie ma pojęcia o wielkiej płycie. A ekipa na to, że oni wszystko chcą robić. No bo inaczej musieliby się podzielić kasą. Akt XXII W kolejnym tygodniu trochę pogładzili ściany, pociągnęli kable, po czym bez słowa przestali przychodzić. Od lokatora dowiedziałem się, że mają inną fuchę. Podobno gdybym kupił rzeczy do łazienki lub dał im kasę i wolną rękę, to by wieczorami przychodzili kończyć. Układ łazienki, jaki rozrysowali, ten kompaktowy, chyba był najlepszy, ale został skrytykowany i tutaj, i na innych forach, i przez inne osoby, a sam też się bałem, że jeśli kiedyś wynajmę lub sprzedam mieszkanie, to nikt takiego układu nie zaakceptuje. Kabina by musiała być 75x75 półokrągła, a umywalka 40 cm. Bałem się po prostu dać im kasę, aby nie kupili jakiegoś szajsu z marketu lub że każda rzecz będzie z innej bajki, niepasujące do siebie. Ale sam chodzić też nie miałem czasu. W marketach szajs, a rzeczy polskiej produkcji trzeba zamówić na wymiar. Chciał zamówić z Allegro złotą kabinę z elektronicznymi przyciskami, ale jak znam rzeczywistość, to kilka lat pochodzi i zacznie się psuć. Najlepsze są klasyczne rozwiązania. Nawet jak mnie ciągał po sklepach, to u niego jest podejście - kup cokolwiek, a potem się zastanowimy, gdzie postawić i czy się zmieści. Akt XXIII Doszło do włamania. Uszkodzono zamki, podrapano drzwi i od tamtej pory nie dało się szczelnie zamknąć drzwi, narażając wszystko, co jest w środku, na niebezpieczeństwo. Sąsiadka emerytka widziała włamanie, ale bała się i nie zadzwoniła na policję. Prokuratura nie wszczęła postępowania. Akt XXIX Przez kilka miesięcy totalna cisza. W międzyczasie zleciłem projekt łazienki i kuchni. Powstało kilka koncepcji, a wybrana została ta, gdzie umywalka zostaje przeniesiona na lewą stronę, pralka obok umywalki, na wierzchu blat, a prysznic skośny z drzwiczkami 80x80 po prawej. Tylko trzeba by przenieść grzejnik w inne miejsce i zamrażać rury, na co spółdzielnia nie wyrażała zgody lub poczekać do wiosny, aż skończy się okres grzewczy. Gość od projektu oburzył się na ekipę i naprawdę chciał mi pomóc, przyprowadził kilku fachowców, ale jeden odmówił, bo się bał odkręcać starych rur, bo pękną, a pozostali nie mieli czasu. Powiedziałem, że poczekam do wiosny. Akt XXX Obrazili się, wynieśli sprzęt i wystawili rachunek za paliwo. Nie zapłaciłem. Akt XXXI W zimie gość przez kilka dni przyjeżdżał i stał pod drzwiami, bo skończył inne fuchy i chciał wrócić. Nie chciałem się zgodzić, by oni dalej kontynuowali prace, ale ostatecznie uległem, bo "wpuść go, skończy ci łazienkę". Jeszcze trwał okres grzewczy. Ustaliliśmy, że umywalkę przeniesie na lewo, zamrozi rury i przeniesie grzejnik. W pierwszy dzień skuł posadzkę w łazience, bo wsadzi tam ogrzewanie elektryczne (to nie było zlecane, ale niech będzie). W drugi dzień poleciał parkiet z dużego pokoju i jestem wściekły, bo planowałem ocalić pozostałe pokoje. W trzeci dzień zaczął w każdym pokoju robić sufity podwieszane, wygłuszenie i halogeny (sam to wymyślił i nikt tego nie zlecał). Po kilku dniach zniknął na kolejne 2 miesiące. Akt XXXII Nie wiadomo było, co robić, bo zostawił sprzęt, a ma znowu jakąś inną fuchę. Akt XXXIII Przez ostatni miesiąc trwają prace, ale to, co się dzieje, przechodzi ludzkie pojęcie. Jedziemy za kabiną. Trzeba 80x80. Ale gdzie ma być odpływ? Obojętnie. Kupi się i się zobaczy. Serio? W Leroyu nie ma 80x80, w OBI szajs, w Castoramie też nic mi się nie spodobało, więc zdecydowałem, że zamówię kabinę polskiej produkcji na wymiar. Wzięliśmy tylko prysznic i stelaż do kibla. No ale co się stało drugiego dnia? Goście walnęli odpływ liniowy mimo wcześniejszych protestów i ustaleń, że ma być kabina. Przenieśli prysznic na tylną ścianę po lewej stronie i chcą dać szybę. Pralka będzie po lewej pod grzejnikiem. Myślałem o nieco innej koncepcji, że umywalka na lewo, prysznic w lewym tylnym kącie, pralka w prawym tylnym kącie. To by jednak się nie zmieściło, choć tak ma kilku sąsiadów w bloku. Widziałem jeszcze inne fikołki typu pralka pod zlewem. Nie ma dobrego pomysłu bez przeniesienia umywalki na lewo, a żeby jeszcze umywalka miała obok blat, bo jest bardzo wygodne (ale nie musi, jeśli będą jakieś szafki i półki do trzymania rzeczy i podłączania np. szczoteczki). Gość zaczął się rządzić i chciał poprać wszystkie rzeczy, na przykład mimo protestów wsadził do pralki ubrania sportowe z innymi rzeczami, których nie pierze się wspólnie, nawet nie sprawdzając, czy coś jest w kieszeniach, nie zapinając zamków, przez co poniszczył je i straciły właściwości odprowadzające pot. Ale co najlepsze, to wywiercili korytko w przedpokoju, aby tamtędy puścić rurę odpływową z pralki i wyjście do kibla. Nie zmieściła się, to załatali korytko i skuli jeszcze raz posadzkę w łazience i tamtędy puścili rurę. Chcieli pójść na łatwiznę, to musieli drugi raz kuć. Gość na pewien okres zamieszkał, bo mu się nie opłaca jeździć. No w sumie szkoda palić paliwo. Jest już prysznic, odpływ liniowy, pralka, tylko łazienka nadal bez drzwi. Ale została jeszcze umywalka. I wiecie co? Gość chce kupić małą wąską 40 cm, aby zrobić przejście pod prysznic, bo trzeba jeszcze wstawić szybę. Po prostu brak słów. To już lepiej było zrobić pierwotny kompaktowy układ. Tylko po położeniu płytek widać, że byłby problem z pralką 60 cm i kabiną 80 cm. Projektantowi w Obi jakoś to wyszło, że da się zrobić taki układ, tylko z tego, co pamiętam, to kabina była 75x75, a nie 80x80. Czasami w hotelach są 80x80 i tragedii nie ma, ale obija się łokciami o szybę. Może ktoś ma inną koncepcję, bo to i tak będzie do przerobienia? Akt XXXIV Zostały podłogi w pokojach, kuchni i przedpokoju. Pytał mnie, jakie chcę podłogi, ale nie umiałem mu odpowiedzieć. Ktoś mu polecił deski, że są najlepsze i nalegał na zakup, aby położyć wszędzie jednolitą podłogę, bo wytrzymają lata, a jak położy panele, to za chwilę trzeba będzie wymieniać. Proponowałem panele na klik na podkładzie, ale on nie umie i że podłoga nie będzie stabilna, tylko będzie się uginać pod naciskiem. Zgodziłem się na deski, bo jest presja czasu, a skoro tyle kosztują, to na pewno idzie za tym jakość. Kosztowały coś koło 10 000 zł. Ale potem czytam, że nie są wodoodporne. Chyba nie nadają się do kuchni ani do przedpokoju. W pokojach też można naciapać. Tylko po co zmieniać jeden parkiet na inny? Druga rzecz to te deski są ciemne i widać to dobrze dopiero na żywo. Gdybym mieszkanie chciał wynająć, to nie wygląda to tak fajnie jak jasna podłoga. Przeinwestowałem i zaraz zniszczę. Tam, gdzie podłoga jest położona, na razie śmierdzi klejem. Przebywać się za bardzo nie da. Akt XXXV Został ostatni pokój, w którym urzęduję. Kiedy o tym pomyślę, że mam zrezygnować z wykładziny dywanowej na rzecz gołych desek lub paneli, to widzę, jak spadnie komfort. Serio nie jest mi to na rękę. Gość chce rozwalić ten pokój już teraz, bo musi skończyć elektrykę. Trochę posprzeczaliśmy się. Narzeka, że w ciul roboty, że on wcale nie chciał zdzierać parkietu, ale to ja chciałem równać podłogi. Zgadza się, takie były wstępne wytyczne, ale pierwszego dnia mieliśmy ustalić plan, a oni przeszli do całkowitej demolki. Narzeka, że tylko dokłada do interesu, a na samo paliwo poszło 15k. Ale to on sam się dobijał i chciał wracać. Rzekomo to ja wymyśliłem sufity podwieszane i halogeny. Nigdy nie było takich wymagań. Na co odpowiedział, że to ja proponowałem puścić kable sufitami - ale to chyba wtedy, kiedy już zrobił sufity. Serio chcę jeszcze się upewnić, że ich nie podłączył szeregowo. A o co poszło - o to, że przy odbiorze elektryki trzeba odpiąć wszelkie odbiorniki. Gość już pozakładał halogeny i teraz musi wszystkie odpiąć. Ile to wszystko będzie ciągnąć prądu, to aż strach pomyśleć. A gdyby nie niszczyć parkietu w pokojach ani nie montować sufitów podwieszanych, to którędy się puszcza elektrykę? Chyba i tak w ścianach muszą iść kable. Tego nikt mi nie umie wytłumaczyć. Najłatwiej puścić listwami, ale to z kolei wizerunkowo nie wygląda najlepiej. Kiedyś chyba listwami przy podłodze puszczano. To czy nie można było puścić tak samo nowych kabli, tylko muszą iść w podłodze? Ciekawe, jaki to ma wpływ na zdrowie. Obiecałem wysprzątać pokój do niedzieli, ale nawet nie mam na to ochoty. Szkoda mi tej całej demolki. Był spokój, były komfortowe podłogi pod pracę biurową, to wszystko do rozwalenia. Próbował mnie brać na sposoby, ale dałem bana na jakiekolwiek roboty w weekend i teraz nie wiem, jak z tego wybrnąć. Chyba nie ma odwrotu. Akt XXXVI Została kuchnia. Miała już być z marketu. Teraz wymyślił, że jednak kolega robi kuchnie na wymiar i znów proponował za 20 000 zł, ale to za dużo kasy, ech, nie wiem, w sklepie kupi już za 1000 zł, ale podobno z byle jakich materiałów, a na wymiar to będzie dobrze zrobione. Aż się boję, co wymyślą. A stare meble wytrzymały 50 lat, tylko wygląd z poprzedniej epoki. Brakowało szuflad, szafek, ale w sumie to komu są potrzebne? Talerze każdy trzymał na zmywaku, tak samo sztućce, a garnki na kuchence lub w dolnej szafce. W mieszkaniu studenckim większość szafek będzie pusta. Mi to się podobało, że nad zlewem nie ma szafek, jest jaśniej i nie uderzasz łepetyną o szafkę podczas mycia garów lub przygotowywania posiłków. Nie było też szafki nad kuchenką i to kolejna zaleta. Były półki nieco dalej i to wystarczyło, by trzymać tam jakieś opakowania. Jedna półka ostatnio służyła na suplementy. Kosze? Kiedyś tradycyjny pod zlewem, ale tam zaczęło śmierdzieć. Potem kosz zamykany z klapką na zewnątrz. Na zewnątrz jak jest klapka, to nie śmierdzi, a jest bardziej praktyczne niż chowane w zabudowie kuchennej jak trzeba coś szybko wyrzucić. Przez głupotę pozbyłem się prostej ale praktycznej kuchni. Akt XXXVII Koszmar trwa już 11 miesięcy i zrujnował mi całe życie. Ludzie zaczęli się odwracać. W sklepie mają mnie za żula. Podupadło mi zdrowie. Wpłynęło to na wszystkie obszary mojego życia. Niestety nikt nie widzi w tym problemu, w jakich warunkach obecnie mieszkam. Akt XXXVIII Nie wiadomo, co dalej. Najbardziej mi szkoda lokalizacji. Chciałem uciec, ale zacząłem doceniać zalety wielkiej płyty mimo jej wad. Tylko ten niepotrzebny remont wykonany na siłę pod silnym naciskami, który zniszczył mi wszystko. Nie ma co zbierać. It's over. Zostały tylko nieruchomości. Akt XXXVIX Gość nazywa mnie wampirem energetycznym, że wysysam z ludzi energię, bo mu kazałem robić robić remont, ale to lokator nalegał i podejrzewam, że są w zmowie, bo jemu zależy na tym, aby wrócić do wyremontowanego, ale to mi się nigdy nie zwróci, nawet gdyby płacił 2x tyle, a na to go nie stać. Akt XXXX Najchętniej pozbyłbym się problemu, czyli mieszkanie sprzedać i niech nowy właściciel martwi się, jak przerobić łazienkę i czy to, co jest zrobione, nadaje się, pewnie na tym stracę, bo jest przeinwestowane, nikt już nie kontroluje kosztów, tylko dej, dej, dej... na materiały i za robociznę. Tylko mega szkoda mi tej lokalizacji, bo takie rzeczy uświadamiam sobie dopiero po szkodzie. Za bardzo się zżyłem z tym mieszkaniem. Był tu spokój i sam pozwoliłem wszystko zniszczyć. Epilog W poprzednim wątku padło dużo cennych rad, ale gorzej z ich zastosowaniem w praktyce, bowiem narzucona mi ekipa chciała robić wszystko sama, no bo wiadomo, kasą nie chciała się z nikim dzielić, tylko jak się okazało, nie mieli pojęcia o wielkiej płycie. Wszystkiego dopiero się uczyli. Na przykład wyrwali futryny, aby dowiedzieć się, jak dawniej mocowano drzwi. W łazience wszystko ich zaskakiwało. A jak zerwali parkiet, to gość mnie ciągał do spółdzielni, bo nie wiedział, co to jest pod parkietem i co z tym zrobić. W spółdzielni też nie wiedzieli i nie było z kim tam gadać. Dzień później przyszedł fachowiec ze spółdzielni, by przespawać rurki do grzejnika, to powiedział, że to izolacja i po co było zrywać parkiet, bo kładzie się panele na parkiecie, a ekipa na to, że nie będą potem poprawiać. Ostatnio gość się przyznał, że wcześniej tylko układał kostkę. Serio już nie wiem, bo myślałem, że za granicą nauczył się fachu. Jakąś wiedzę ma i dużo rzeczy potrafi, ale nie jest ogarnięty w sprawach urzędowych i niektórych rzeczy nie chce się podjąć - o tym za chwilę. Najbardziej szkoda parkietu. Przeżył 50 lat i wytrzymałby drugie tyle. Teraz pomyślcie o inwestorach, Januszach biznesu, co zdzierają niezniszczony parkiet, wyrzucają meble nadające się do użytku, bo modne panele i białe mebelki z Ikei. Gdzie tu ekologia? Dla mnie - it's over. Jestem baranem. Jak jest u innych ludzi? W przedpokoju przeważnie jasne panele lub płytki panelopodobne. Czasami płytki. Czasami parkiet taki drobny, a nie w jodełkę jak był tu w pokojach. Czasami całe mieszkanie wyłożone płytkami. Nie widziałem wykładziny PCV. A wg mnie to najlepszy materiał. Tylko to nie jest grupa reprezentatywna. Podejrzewam, że takie nieremontowane lokale z wystrojem PRL nadal są powszechne wśród studentów, którzy nie wydają kasy na głupoty. Zdjęcia Mam mnóstwo zdjęć z całego przebiegu prac, ale ostrzegam, że niektóre są mocne. Dajcie znać, czy chcecie, abym je wrzucił. Chwilę to potrwa, bo muszę posegregować. Powyższy tekst jest wyłącznie dziełem literackim. Wyrwano kilka kartek.
  2. Próba mikrofonu
×
×
  • Dodaj nową pozycję...