Oczywiście ludzie potrzebują zwykle jakiegoś rodzaju duchowości, jedni bardziej, inni mniej i zastępowanie religii czymś innym to naturalny proces. Ale to jakby druga skrajność, bo oryginalna statystyka dotyczy nowych duchownych, czyli z kolei jednej z najbardziej zaangażowanej formy wiary.
A tu jest więcej zjawisk, dużo ludzi nie rezygnuje z samej wiary, ale ma sceptyczny stosunek do samych instytucji kościoła. Gdzieś widziałem statystyki (akurat z Francji), że tam jest sporo ludzi, którzy uważają się za chrześcijan, a nawet za katolików, ale w ogóle przestali chodzić do kościoła. Więc między różnymi new-age mambo-dżambo a religią są stany pośrednie. A pewnie znajdzie się też trochę osób co w sobotę do wróżki a w niedzielę na mszę