Pierwsza moja gra RPG, nie licząc cbp. Naprawdę, totalny amator ze mnie nie gram w takie gry. Ale skusiłem się bo to projekt twórcy mojej ukochanej mafii the city of lost heaven. Za mną 13 godzin gry. I z jednej strony jestem mega zajarany tym światem, immersją, grafiką, klimatem i czeskim dubbingiem. W ostatnich latach tylko cbp i rdr 2 mnie tak urzekły. Ale jednoczesnie jestem zniechęcony i przerażony patrząc na to jaka to trudna gra i na ile rzeczy trzeba zwracac uwage. Ukonczyłem dopiero prolog, znalazlem swojego psa i uratowałem córke Bożeny i bawiłem sie świetnie ale jak widze że miecz mi sie niszczy po kilku ciosach, że buty mi sie zniszczyły po kilku kilometrach, że co chwile łażąc spotykam bandytow, i nie da sie im uciec ani ich pokonac, bo zawsze są krok za tobą ale tylko tobie kończy sie kondycja, a walka z nimi też nie ma sensu, próbowałem na dystans łukiem ale ciągle skracają, jeden przyjął 3 strzały w klate i dalej był w stanie za mną pobiec i zabić mnie mieczem czy i inną bronią. Żarcie, zioła, wszystko sie niszczy, pies cie może nawet olać jak nje dasz mu jeść, konia ukradłem żeby mijać tych bandytów to na moj widok wyjeli broń a koń mnje zrzucił prosto na nich bo sie wystraszył. Moze za 100 godzin ogarne podstawy.