Mam przyjaciela, znamy sie od podstawowki on ma 2 dzieci, mial narzeczona a ja jestem po drugiej stronie w sensie brak ulozonego zycia. W maju zeszlego roku sie spielismy po tym jak mi dowalil ze on cos w zyciu ma nie tak jak ja....poczekalem 3 miesiace i laska go wywalila z domu, placi alimenty ale mu tego nie wypomnialem. Od tamatego czasu poznal mnostwo kobiet z 12 chyba mial kontakty seksualne w ogole one strasznie na niego leca, ma mega powodzenie i dzis byl temat dziewczyny z ktora teraz zaczal sie spotykac. Chodzi o to ze ona mu powiedziala ze bedzie mial seks kiedy tylko bedzie chcial a ja mu mowie ze za bardzo w to nie wierze. Dostalem odpowiedz ze nie wierze bo nic nie przezylem. Ta ilosc lasek sprawila ze on naprawde ma sie za boga zycia i chyba juz troche odlecial w kosmos. Nie zycze mu zle oczywiscie ale zeby znow nie zaliczyl gleby morda o zyciowy beton bo chyba pycha juz mu za mocno wjechala. Co myslicie