Za Gothica 1, ale tego klasycznego, zabierałem się chyba 3 albo 4 razy i za każdym razem się odbijałem, bo coś mi nie pasowało — a to kanciasta grafika, która nawet w tamtych latach wyglądała na przestarzałą, a to sterowanie, a to jakieś babole i inne cuda-wianki. Wszyscy znajomi rozpływali się jednak nad tym, jaki ten Gothiczek jest dobry. Gadali o fabule, śmiali się z tekstów, opowiadali swoje przygody z tym tytułem, aż sam się złamałem i w końcu zrobiłem ostateczne podejście. Wtedy i mnie wessał świat Gothica, a ja zostałem jego fanem do dzisiaj. Na Gothic II wręcz czekałem z niecierpliwością, kiedy wreszcie będę mógł zagrać w „dwójkę”. Ależ to było cholernie dobre i ile pięknych wspomnień po sobie zostawiło!