-
Postów
731 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
Ostatnie wizyty
3 797 wyświetleń profilu
Osiągnięcia Isharoth
Wyjadacz (4/5)
792
Reputacja
-
W moim przypadku dokładnie tak to wyglądało. Żeby mieć ostatnią konsolę pod płyty i zbudować jakąś kolekcję na półkę póki jeszcze mogę. Na PS6 z napędem już w ogóle nie liczę, nawet jeśli Sony miałoby dostać wyraźny znak że warto. Z samej konsolki jestem zadowolony. Z tego co robi Sony, od dłuższego czasu - nie. Ale w moim przypadku Xboxa nie było sensu kupować, więc wybór tak czy inaczej padł na PS. No i planuję pograć sobie czasem na TV, a komp średnio się do tego nadaje. Generalnie byłem i nadal jestem zdania, że do grania spokojnie wystarczy PC + Switch 2. Masz wtedy dostępną prawie całą bibliotekę gier. A PC ma już więcej 'exów' niż jakakolwiek konsola , w dodatku pozwala na łatwą emulację i archiwizację starych, porzuconych przez wydawców, gier. Ostatnio to nawet w Bloodborne czy Demon's Souls (remake) można już sobie pograć
-
Raczej nikt nie chce ciągle tego samego, ale można też tworzyć nowe marki. Chociaż wiadomo że łatwiejsze jest drenowanie tych, co już są popularne. Assassin's Creed jest chyba najbardziej absurdalnym przykładem. Seria już dawno straciła dla mnie fabularny sens i ma mało wspólnego z pierwotnymi asasynami. Mogłaby się nazywać zupełnie inaczej, ale wszyscy wiemy czemu się tak nazywa Dobrym podejściem jest odstawienie marki na dłuższy czas i powrót do niej po dłuższych latach. To buduje większy hype. A w międzyczasie próba utworzenia nowych marek. No i najważniejsze: ograniczenie budżetów, bo przy niektórych produkcjach są już naprawdę patologiczne. Capcom ostatnio radzi sobie bardzo dobrze.
-
Też mnie to zdziwiło, bo przecież premiera już jakiś czas temu była. Ale potem patrzę i w sklepach dopiero od 15 października wysyłka Czyli fizyczne wersje mają premierę trochę później.
-
Jak widać, fizyki nadal sprzedają się w znaczącym stopniu. Wyjątkiem są gry typowo online i te które w ogóle nie mają fizycznej wersji
-
Dla mnie właśnie niestety beznadziejny. Znaczy w swoich założeniach i prezentacji jest ok, ale wrażenia mocno popsuło skalowanie. Dostałem kiepski miecz, taki jakby z początku gry, ale przeciwnicy byli przeskalowani na mój aktualny lvl czyli 30. Mimo że całość powtarzałem tylko raz, to zeszło mi chyba z 20 minut na samych walkach, bo tym mieczykiem jedynie głaskałem przeciwników. Już wcześniej byłem zmęczonym skalowaniem, ale tutaj miarka się przebrała i był to przełomowy moment, w którym zdecydowałem że olewam resztę pobocznych questów i zmierzam do ukończenia gry. Niestety jestem bardzo wrażliwy na skalowanie przeciwników w grach. Moim zdaniem ten mechanizm nie powinien mieć miejsca w praktycznie żadnej grze i mocno psuje mi odbiór.
-
Teraz jak tak na to zwróciłeś uwagę, to nie jestem pewien czy ten drugi poziom naładowania był od razu dostępny. Ale pewnie po prostu nie ogarnąłem. Ogólnie to używałem tego potem, fajna umiejka. Ogólnie to się zgadzam. Ale polecam zagrać np. w DMC 1. Tam walka nie jest jakaś spektakularnie miodna jak na dzisiejsze standardy, a kamera bardziej przeszkadza niż pomaga przy niektórych starciach. Ale klimat jest nieziemski. Te pierwsze DMC był trochę robione na wzór starych Residentów, więc w jedynce jest nawet element horroru Ja właśnie dwójkę wczoraj przeszedłem i będę niedługo zabierał się za 3. Prawda jest taka że Onimusha ma jeden z najlepszych systemów walki jakie w ogóle widziałem w grach. A grałem w gry takiej jak Nioh 2, gdzie już tam było świetnie. On jest bardzo dopracowany, a bossowie są świetnie zbalansowani. W odróżnieniu od wielu współczesnych, męczących soulslike, gdzie animacje ciosów są źle zaprojektowane, że trzeba się bardziej uczyć ataków na pamięć niż reagować. W Onimushy właśnie w większości przypadków da się wszystko porobić samą reakcją na to co się dzieje na ekranie. Wielu bossów robiłem za 1 czy 2 razem, a mimo to nadal twierdzę że są wymagający. Po pokonaniu takiego czuć satysfakcję a nie ulgę że wreszcie koniec tej męczarni.
-
Ja już skończyłem. Po pewnym czasie zmęczyło mnie to skalowanie lvl przeciwników. Chyba najgorsza mechanika jaką można władować do gry i nie rozumiem czemu to jest tak popularne. Chyba tylko dlatego, że gracze pobłażliwie traktują takie lenistwo twórców. Z każdym kolejnym levelem czułem że walki trwają coraz dłużej, mimo że walczę z tymi samymi przeciwnikami. Nie pomaga fakt, że większość walk wygląda tak samo. Wilki i dziki robiły się już większym zagrożeniem niż wrakiry. Ogólnie gdyby nie skalowanie i ubisoftowość tej gry, to dałbym spokojnie 8 czy 9/10. A tak to niestety moja ocena poleciała trochę w dół.
-
Dobrze że kupiłem jak było drogo niż jak jest drożej W sumie to teraz pewnie i tak mógłbym sprzedać z małym zyskiem. No ale z samej konsolki jestem bardzo zadowolony i chyba ją sobie zostawię. Emulator radzi sobie coraz lepiej. Jeszcze niedawno był filmik jak z 1 fps był, a teraz coś takiego.
-
Ja na ścieżce Dietricha miałem wrażenie że skupia się ona bardziej na Fabio niż samym Dietrichu. No ale jako że Fabio to bardzo ciekawa postać, to ścieżka przez to też sporo zyskała. Pewnie będę miał taką kolejność Dietrich -> Theodora (tu jestem) -> Cai -> Leda.
-
Ja gram właśnie w oba na raz. Nie jestem w stanie już utrzymać w pełni uwagi przy FE i mocno zwolniłem z graniem przy drugim podejściu. Zaczynam wątpić czy podołam z czterema ścieżkami, ale postaram się. One naprawdę mocno się różnią, ale mimo to czuć zmęczenie jak za każdym razem robi się te same pierdoły. Mogli to trochę ograniczyć, żeby pierwsza część gry, którą będzie się powtarzać, nie była taka długa. Z głównej gierki FE stało się teraz moją poboczną. Pewnie po Dawnwalkerze wrócę do grania w DMC, bo ostatnio sobie kupiłem 1-3 na płytce i już przeszedłem jedynkę. Bardzo mi się spodobała. Planuję przejść wszystko do 5.
-
Każda moja próba powrotu do Wieśka kończyła się albo na bagnach w Velen, albo na Skellige. Jednak jak się zna fabułę na pamięć, to ciężko dla samego gameplayu wrócić, bo ten jest... średni. A gra jakby nie patrzeć jest długa Nawet nie wiem czy dam radę ten nowy dodatek ograć, bo już dawno straciłem swoje save. Ubiłem 2 przydupasów Brancisa. I to jednego po drugim, bo A zostało jeszcze 20 dni.
-
Isharoth zmienił(a) swoje zdjęcie profilowe
-
Pograłem dziś dłużej. Udało się w końcu wyrobić jakąś pamięć mięśniową do tego sterowania i teraz idzie lepiej. Choć walki ze zwierzętami to nadal syf, ale wtedy staram się bardziej robić uniki. Grupki ludzkich przeciwników już bez większych problemów zmiatam z planszy. Nadal sądzę że sterowanie ma sporo głupot, a największą przeszkodą w walce jest targetowanie, które działa kompletnie losowo, chaotycznie i czasem ustawia kamerę tak że nie widać skąd przeciwnik wyprowadza cios. Najlepsze jest jak się używa takiego skilla do oślepiania przeciwnika, to wtedy gra wymusza zmianę na inny cel, mimo że najefektywniejszym sposobem na wykorzystanie tego skilla, to bicie właśnie oślepionego przeciwnika. Oślepianie w celu zmiany celu nie ma większego sensu, bo niezależnie od wielkości grupki i tak na raz atakuje nas max 2 przeciwników. Albo to blokowanie się Coena na wszystkim czym się da, nawet małych gałązkach i kamyczkach na ziemi. Tych głupotek jest tyle, że czasem mam wrażenie iż twórcy nie pograli dłużej we własną grę, bo takie rzeczy powinny być wychwycone już na o wiele wcześniejszym etapie produkcji. Tak czy siak, teraz mi się gra lepiej. Chcę dać tej gierce szansę, dlatego dziś waliłem głową w mur aż w końcu się przebiłem. O tym złym pierwszym wrażeniu będę chciał zapomnieć i czekam co gra ma do zaoferowania dalej. Zauważyłem że jest tutaj dość sporo wolności, przynajmniej na razie. Czuję się trochę jak w jakimś AC Odyssey, tylko wymagającym mózgu Nie do końca przemawia do mnie ubisoftowy projekt gier, ale na razie po ogarnięciu walki gra się w miarę przyjemnie. A, jakby co ostatecznie nie obniżałem poziomu trudności. Gram na najwyższym i domyślne opcje. Brakuje mi jeszcze jednego perka (a właściwie to książki do niego), na ostatni poziom omnibloków, gdzie nawet jak wybiorę zły kierunek, to wejdzie wtedy jako omniblok. Pytanie jak dokładnie to u ciebie wyglądało, jaki poziom trudności, ile podejść do każdej walki itp. U mnie do dziś wyglądało to tak, że do każdej grupki przeciwników podchodziłem po dziesiąt razy. Dziś na 3 walkach spędziłem prawie 2 godziny. Dopiero potem udało mi się ogarnąć sterowanie i teraz nawet jakoś udaje się robić je za pierwszym czy drugim razem. Mam jeszcze spore problemy jak jest większa wataha wilków, czy nawet mieszana grupa zwierząt z ludźmi. Mam wrażenie że animacje zwierząt nie były przemyślane pod kątem braku znacznika kierunku. Niby można iść w uniki, ale wtedy łatwo o zużycie całej staminy. KCD też przeszedłem obie części i nie miałem większych problemów. Dawnwalker był pod tym względem wyjątkowy dla mnie. Nie pamiętam żebym się męczył tak w jakiejkolwiek grze.
-
A ja w Dawnwalkerze czuję się jakbym w KCD 1 był zmuszony do bicia się w Kumanami w prologu
-
Ograłem wszystkie gry From Software i inne soulslike. Jestem wręcz weteranem tego gatunku. Grałem w różnego rodzaju akcyjniaki, teraz grałem nawet w stare DMC. Przy żadnej grze nie odbiłem się aż tak jak tu, nawet przy Lies of P z którym mam sporo problemów. Za namową ludzi w internecie odpaliłem najtrudniejszy poziom trudności. W prologu niby jest jakiś samouczek, ale jak dla mnie słaby. Przez cały prolog nie było okazji żeby przećwiczyć sobie walkę 1v1, zrozumieć ją, wyrobić jakąś pamięć mięśniową. A szczególnie to ostatnie by się przydało, biorąc pod uwagę fakt że sterowanie jest nietypowe, a nawet powiedziałbym że trochę nieintuicyjne. Jak się okazało po prologu wcale nie jest lepiej. Gdzie nie pójdę tam 3 przeciwników lub więcej. Myślałem żeby na ten moment unikać walk, ale gra mnie czasem na nie sama prowadzi. Męczę Dawnwalkera godzinka po godzince. Klimat i wstęp fabularny są ok. Ale z powodu walki muszę robić sobie przerwy dość szybko. W prologu jest moment, gdzie jesteśmy w jakichś podziemiach i walczymy koboldami. 4-5 na raz. Wczytywałem save z 30 razy i nie przesadzam tutaj. Dosłownie z 30. Dokładnie nie liczyłem . Myślałem że to wyjątek i zaraz będzie lepiej. Niestety nie. Każda moja potyczka tak wygląda. Dziś dałem radę pograć około godzinę i jedyne co zrobiłem to udało mi się zabić 3 strażników w młynie... po jakichś 30-40 próbach. Doszedłem do wniosku że z blokowaniem będzie to niemożliwe, więc po prostu przyjąłem taktykę unik -> atak -> unik...itd. Przy odpowiednim zarządzaniu staminą po kilku próbach udało się. Ale jeśli ta gra polega głównie na blokowaniu, to nie dam sobie rady później. Bandytów przy wieży nie ubiłem, bo z jakiegoś powodu wydają się trudniejsi. Ktoś powie: no to obniż poziom trudności. Spróbowałem. I nadal nie czuję tej walki. Dla mnie problemem nie jest brak znacznika, bo po animacjach mniej więcej widzę jak zablokować cios. Problem mam ze sterowaniem oraz blokowaniem się Coena o każdą gałąź czy mały kamyk na ziemi. W sterowaniu są nawet takie głupotki, że np. przytrzymujesz bumper żeby mieć przygotowany blok. Ale jak zrobisz atak, to ten blok po nim przestaje działać, więc musisz pamiętać żeby po każdym ataku puścić przycisk i znów go trzymać. Albo fakt że kierunkowe blokowanie i ataki są sterowane osobnymi analogami, mimo że spokojnie można by je sprowadzić do sterowania jednym analogiem, bo i tak nie można robić dwóch rzeczy na raz. Przez to nawyk wyciągnięty z innych gier tj. poruszanie się podczas walki, przeszkadza mi przy blokowaniu. Bo instynktownie chcę sobie powoli chodzić podczas blokowania, a jedyne co robię to niezdarnie próbuję zablokować nieistniejący jeszcze w tym momencie cios Może to pierdoły, do których można przywyknąć. Ale gra nie dała mi okazji żeby się z takimi rzeczami oswoić. Na ten moment to straszna męczarnia i zastanawiam się czy na razie nie odłożyć tej gry w kąt. Nie jara mnie gameplay gdzie przez połowę czasu oglądam ekran śmierci. Czytam opinie na Internecie, to większość ludzi jakoś daje radę, więc może po prostu mam rzadką dla siebie sytuację, że ta gra zwyczajnie nie jest dla mnie. Choć trudno mi się z taką myślą oswoić, bo ja potrafię przyzwyczaić się do naprawdę różnych gier.
-
Ostatnio skończyłem kolejne podejście BG3 - tym razem zaklinaczem. Zdziwiło mnie że nadal odkrywałem jakieś nowe rzeczy. Onimusha - ostatni boss pokonany. Niesamowicie dobra gierka. Świetny projekt systemu walki i balans bossów. Jedyna wada to sztuczne przeciągnięcie tą otwartą lokacją (Kioto) i pobocznymi aktywnościami. Gravity Rush - Jestem w połowie. Gierka leciwa i niskobudżetowa, ale bardzo przyjemnie się lata. Jestem ciekaw jak będzie z 2. Niestety nie mogłem jej znaleźć w sensownym wydaniu pudełkowym, więc na razie mam przygotowaną cyfrę bo była w promce. Może kiedyś wypuszczą jakiś remaster tak jak do jedynki... Fire Emblem: Fortune's Weave - moje główne danie na które czekałem od dłuższego czasu. W ostatni weekend grałem ponad 20h i nie mogłem się oderwać. Nadal nie mogę, ale niestety mało czasu Mocno rozwinęli formułę znaną z 3H i Engage. Jest sporo nowości. Na pierwszą ścieżkę wybrałem Dietricha.
