Masters of the Universe (2026) 4/10
Musiałem sobie odświeżyć wersję z 87, pamiętam że za dzieciaka nie byłem zadowolony, że akcja dzieje się głownie na naszej planecie. Wolałem odległe planety. Film był dość kiczowaty, widać mały budżet i brak wizji. Przecież film powstał 10 lat po pierwszym Star Wars, a wyglądał trochę jak serial Herkules. Wracając do wersji z 2026. Też jest kiczowata, a co gorsza próbuje naśladować Thor Ragnarok. Czerstwe dowcipy i cała masa elementów jak z idiotycznej komedii. Najgorzej, że z Adama (i również He-Mana) zrobili uczuciowego idiotę. Był idiotą na naszej planecie, jak i również na swojej macierzystej. Do tego zbrojmistrz alkoholik. Film oczywiście jest za długi, 140 min to przesada. Na takie dzieło wystarczy 100 min. Widać, że Leto kładzie każdy superbohaterski/komiksowy film, Morbius, Joker a teraz Szkieletor. Na plus tyłek córki zbrojmistrza. Też musieli wsadzić, że Duncan jest czarny, a córka to latynoska. Ogólnie w tym filmie faceci są dość mało bystrzy, cechuje ich siła i głupota. Kobiety są albo waleczne i sprytne, albo złe i przebiegłe. Film zaliczył klapę finansową, więc raczej kolejnych części nie będzie.