Trudność tej gry opiera się głównie na bossach. Otwarty świat rzadko kiedy sprawia problemy, chyba że trafisz na Bloodedge Demona. Pierwszego pokonałem w demie na niskim levelu, ale drugi złożył mnie bardzo szybko, mimo że miałem kilkukrotnie wyższy poziom. Praktycznie każda większa lokacja ma jakiś skrót, który pozwala ci zaoszczędzić trochę czasu i biegania. Kapliczki są rozmieszczone gęsto, ale dla mnie to bez większego znaczenia, bo rzadko z nich korzystam. A jak już zginę, to i tak muszę wracać przez pół mapy. Skróty są, najczęściej jakieś zablokowane wcześniej drzwi, drabiny, jak na razie nie widziałem żadnej windy, ale praktycznie każda większa lokacja ma jakiś skrót, który pozwala zaoszczędzić trochę czasu i biegania.
Levele lecą szybko, ale tak samo jest w Elden Ring i w każdej grze z otwartym albo półotwartym światem. Eksplorujesz, zdobywasz doświadczenie, wzmacniasz postać i bossowie, którzy wcześniej wydawali się nie do pokonania, padają na strzała albo dwa. Tutaj jestem o ileś leveli wyżej niż zalecane dla regionu, ale bossowie nadal stanowią wyzwanie, i potrafią cię poskładać bardzo szybko.