W sumie to fascynujące, jak praktycznie każdy w takiej dyskusji staje się pieprzonym faszystą światopoglądowym. Można zrozumieć nienawiść do Grety i reszty lewacki ekoterrorystów.
Otyłość, rak, złe opakowania - tak jest, wróćmy do zdrowej chłopskiej diety z XIX wieku - kasza, kartofle, (już były, co nie?), spyrka, raz do roku kawałek kiełbasy na święta, wszystko z ekologicznego worka i glinianego garnka.
No przecież to oczywiste, że każdego stać wyłącznie na organiczną szynkę i organiczny jogurt przyniesiony z jogurtomatu w wielorazowej ekologicznej kance w drodze powrotnej z porannego joggingu (to zaraz przez przygotowaniem na rodzinne śniadanie pysznych eko-pancakesów)
No i to logiczne, że segregujemy, bezdomni zarabiają, więc za ten luksus będziemy płacić oraz więcej za odbiór śmieci.
Rzygać się chce na te problemy pierwszego świata w sytuacji, gdy pomarańczowa małpa właśnie zatapia Ukrainę. Ciekawe, czy na froncie segregują puszki po konserwach.
Czaty pierd...lą jak potłuczone dobierając sobie statystycznie pasujący wynik do schematu pytania. Często to działa, jak sprzyja nam statystyka, ale często wychodzą takie kocopoły, że klękajcie narody.
Najciekawiej jest, jak się takiego prostuje i się przed nami "tłumaczy"
No właśnie, przyczyną otyłości bardzo rzadko jest jedzenie, nawet to przetworzone, chyba, że ktoś odżywia się naprawdę patologicznie, ale i wtedy bez przejadania tył będzie powoli i powinien to zauważyć i zareagować.