-
Postów
2 223 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
1
Treść opublikowana przez Vulc
-
Wspominałem o tym wcześniej w temacie, ale specjalnie dla Ciebie - oba są niepotrzebne. O ile postać czarnoskórego medyka ma i tak więcej sensu niż Nigguraja w Shadows, niewiele wnosi to do fabuły. Żeby nie powiedzieć nic. Natomiast romans homo, z punktu widzenia backgroundu postaci, jest zwyczajnie absurdalny. Niestety jego przebiegu Ci nie zrelacjonuję, choć widocznie jesteś zainteresowany. Wybrałem cycki Katarzyny.
-
Gra ukończona. Według licznika na sejwie wyszło niecałe 80h czystej gry. Wszystkie zadania poboczne zrobione, przynajmniej te które udało się znaleźć. Rozpoczynając od oprawy, jest na czym zawiesić oko. Zarówno pierwsza jak i druga mapa oferują przepiękne, sielskie widoki. Lasy i strumyki, wsie i wielkie warownie, karczmy na głównych traktach i ciągnące się po horyzont pola uprawne. Świat tętni życiem, wypełniony jest ludźmi zajmującymi się codziennym obowiązkami, nie widać tutaj statyczności czy lenistwa. Ilość pracy włożona w jego odwzorowanie, jest widoczna na każdym kroku. Strona czysto techniczna również nie zawodzi. Można mówić tutaj o czołówce najlepiej wyglądających gier na rynku, nawet jeśli zdarzają się graficzne niedoróbki i uproszczenia. Gra na sprzęcie z sygnatury chodzi znakomicie i pomijając drobne problemy w Kuttenbergu, jest generalnie bardzo płynna. Stronie dźwiękowej też niewiele można zarzucić. Chrzęst zbroi i broni poczas walki, dźwięki miasta i terenów wiejskich, voice acting, zwyczajnie dobra robota. Stan techniczny na premierę jest niewątpliwie pewnym zaskoczeniem. Spodziewając się bolączek typowych dla open worldów, przez całość przejechałem ledwie z kilkoma mniejszymi bugami (błędne znaczniki zadań, brak graczy w kości i brak dostępu do wykupionych na stałe pokoi w karczmach po patchu 1.2). Nie natrafiłem na żadne bugi uniemożliwiające wykonanie zadania, raz tylko NPC się zablokował w drzwiach, zmuszając do wczytania gry. Nawet pamiętając o tym, że nie brakuje osób które miały mniej szczęścia, twórcy z pewnością przyłożyli się do tematu. Mechanika walki została nieco przemodelowana, ale to ostatecznie nadal ten sam system. Walka potrafi być satysfakcjonująca, jest odpowiednio rozbudowana i przemyślana. Zwody, uniki, mistrzowskie kontry i bloki, możliwości jest sporo. Gra niestety, w celu dotarcia do większej grupy odbiorców, nie oferuje już takiego wyzwania jak poprzednia odsłona. Tutaj trzeba poczekać na hardcore mode, który skróci przede wszystkim timingi, bo obecne okienka na akcje są zbyt długie. Każda z broni wymaga nieco innego podejścia, pozwalając znaleźć coś co będzie nam odpowiadać. Za skuteczność w walce odpowiadają też mniej i bardziej przydatne perki, które odblokowujemy regularnie używając danego oręża. Można więc tworzyć pozorne buildy, choć nie jest w skali znanej z innych tytułów. Jak mało gdzie czuć ochronę oferowaną przez ciężki pancerz, zwłaszcza jak po raz pierwszy uda się nam go skompletować w całości. Na szczęście obciążenie ekwipunku zostało zmniejszone, a raczej zwiększony udźwig, dzięki czemu nie walczymy przez cały czas z przeciążeniem. Fanom załatwiania spraw po cichu, gra oferuje w miarę poprawnie zrealizowany i przemyślany system skradania. Kolor i rodzaj naszego ubioru wpływa na widoczność i słyszalność, do tego ma znaczenie również zapach postaci. Przeciwników można oszałamiać, zabijać, nie dzieje się to za pomocą jednego kliknięcia, skuteczność uzależniona jest od statystyk. AI może nie błyszczy, ale czasem potrafi zaskoczyć. Zbyt często działa jednak z opóźnieniem. Wątek główny stoi na bardzo dobrym poziomie. Jak wszędzie, są zadania gorsze, są i takie które zapadają w pamięć. Nie bawiąc się w spoilery, dostajemy klasyczną walkę o władzę i wpływy, pełną zdrad i spisków. Nie brakuje mocnych, moralnych wyborów, które wpływają na zakończenie, choć niekoniecznie są one z gatunku tych najcięższych. Za to wyraźnie kształtują charakter głównego bohatera, który może podążyć zarówno ścieżką bezmyślnej zemsty, jak i uzyskać szersze spojrzenie na bezsensowność wojny, motywacje swoich wrogów i sojuszników. Pod tym względem nie jest to czarno-biała produkcja. Poziom całości wzmacniają świetne dialogi i charyzmatyczne postaci, gdzie praktycznie każda z nich ma swój określony charakter. Rozmowom towarzyszy system reputacji, wykorzystujący nasze cechy takie jak oczytanie, dostojność czy sprawność w rzemiośle, co pozwala rozwiązywać sporne kwestie na różne sposoby, osiągając różne rezultaty. Tutaj mam wrażenie zabrakło balansu, bo od pewnego momentu mamy tak wysokie statystyki, że w zasadzie prawie każdej kategorii jesteśmy mocniejsi niż wymaga tego gra. Mimo wszystko zdarzają się wyjątki. Zadania poboczne to kolejna, mocna strona. Jest trochę prostych fetch questów, ale większość z nich oferuje konkretny, fabularny background i zależnie od metody, różne rodzaje zakończeń. Tutaj gra pokazuje sporą elastyczność, pozwalając często odbić w bok i zrobić coś na własną rękę. Jeśli ostatecznie realizuje się cel misji, zadanie jak najbardziej będzie uznane za zaliczone. Można stosować rozwiązania siłowe, perswazję, zastraszanie, zakradać się w nocy jak złodziej, oszukiwać lub kłamać. Zdecydowanie postawiono tutaj na na jakość, a nie ilość, co odbiega od standardów tego gatunku. Alchemia względem pierwszej części została poprawiona, stając się bardziej intuicyjną. Gra nie wymusza w żaden sposób parania się nią, kilkukrotnie zaledwie wymaga się jej w głównym wątku. Nowością jest kowalstwo, dobrze zrealizowane i warte obadania, zwłaszcza że dostarcza najlepszych broni w grze. Sam rozwój bohatera również nieco usprawniono, pozbywając się nieprzydatnych perków z poprzedniej odsłony, choć ostatecznie szału tutaj nie ma. Pomijając zdolności czysto bojowe, sporo innych ma raczej średnie zastosowanie w rozgrywce. To czego w KCD2 na pewno zabrakło, to rozmach. Silnik dobrze radzi sobie z dużą ilością NPC w największym mieście, ale twórcy mimo tego nie zdecydowali się na jakieś większe bitwy. Nie wiem co stało tutaj na przeszkodzie, aby pokazać horror potyczek w błocie pełnym krwi, ciał, martwych koni, wśród jęku konających żołnierzy. Końcówka gry została zrealizowana bardzo sprawnie, nie mogę powiedzieć że byłem rozczarowany. Czuć jednak pewien niedosyt, bo był potencjał na coś w naprawdę dużej skali. W ramach podsumowania mogę uczciwie napisać, że jeśli kogoś nie odrzucają setting i pewne mechaniki, jest do pozycja niemal obowiązkowa. Będąca przykładem jak powinno robić się gry z otwartym światem - wypełniając je sensownym contentem, a nie zwiększając rozmiar mapy w nieskończoność, chwaląc się później rozmiarami gry. Z pewnością nie każdemu przypadnie do gustu, ale na tle ostatnich lat to tytuł, który wyróżnia się jakością i dopracowaniem.
-
Sprawa rozbija się o środki wydane na produkcję/marketing vs zysk, to jest główny wyznacznik sukcesu. Tak samo jak liczy się to w przypadku filmów chociażby. Nawet jak gra się zwróci, nadal może nie być tutaj zysku, a na to patrzą udziałowcy. Te 2 miliony wydają się realne, ale mówią tyle co nic. Gra jest dostępna też w abonamencie, który kosztuje znacznie mniej niż retail copy, do tego są kody Intela. Jak będą się mieli czym chwalić, to się pochwalą, mówiąc o konkretnych cyfrach. Pisałem w jednym z poprzednich postów, że moim zdaniem sprzeda się lepiej niż Veilguard, bo kontrowersje nie są tego kalibru, a pomijając wartość samej gry, tutaj przynajmniej jest mniejsze ryzyko, że wieloletni fani powiedzą pass. BioWare ich zlało, serwując produkcję, która kolejną odsłoną serii była głównie z nazwy. Shadows, z tej perspektywy, to nadal "safe ground".
-
@userKAMIL Baw się, szerokości. I pozwól, że sam zadecyduję co jest marnowaniem czasu, a co nie jest. Każdy ocenia to z perspektywy własnych interesów. Jeśli Ubi flopnie na tej grze, być może kolejna odsłona zaoferuje coś lepszego. Nie ma w tym chyba nic specjalnie dziwnego.
-
@userKAMILTo po co piszesz takim osobom, że muszą zagrać, jeśli to nic nie zmieni? Po coś się tak dziecinnie ekscytujesz odmienną opinią? A ludzie piszą, bo takie są założenia forum. To, że jest Ci wybitnie nie w smak co piszą, bo chciałeś się tutaj wyłącznie klepać po pleckach, to tylko Twój problem. Rozwiązanie znasz.
-
To po co w takim razie sugerować komuś, aby zagrał, jeśli wie co dokładnie tam zobaczy? To jest tutaj taka klasyczna obrona - musisz zagrać. Mając w pamięci Valhallę czy Odyssey, to wyrzucanie pieniędzy w błoto, bo progres jest znikomy. W tym wątku nie raz wspominały o tym nawet osoby, którym się gra podoba, że to w sumie to samo, ale im odpowiada. I z tym nie mam żadnego problemu. Pisze się o tym w recenzjach, ale one wiadomo, kłamią. Na innych forach, gdzie grę ma więcej niż 5 osób na krzyż, padają takie same opinie. Nużąca mechanika walki, genetyczne dialogi i fetch questy, tragiczne AI. Przeciętna fabuła, całkiem niepotrzebna postać Yasuke, która nie rezonuje zbyt dobrze z postacią Naoe. Sorry, ale zrobiłem research. Zawsze robię. Jakie mam więc podstawy aby sądzić, że tym razem jest inaczej i wypada zagrać? Uczciwe mi powiedz, jakie? Pisze się też o świetnej oprawie, pomijając już kwestię optymalizacji. O dobrych animacjach i rozbudowanym skradaniu, co niestety mocno afektowane jest przez AI. To też widzę, ale dokonując oceny wartości poszczególnych elementów (każdy, co oczywiste, we własnym zakresie), wynik jest nadal taki sam. Paradoksalnie, im więcej osób tej gry nie kupi, tym lepiej dla serii. Ja chętnie dołożę swoją cegiełkę, ale do szans na coś lepszego. Nie wydaje mi się, żeby to były szczególnie wysokie wymagania.
-
Ja pracuję, trenuję, inwestuję w inne hobby, sporo czasu przebywam poza domem, a i tak rok na 60-70 godzin grania, to IMO skrajny przypadek. No, ale nie mam bynajmniej zamiaru kruszyć o to kopii.
-
@Dirian Tyko widzisz, sytuacja z tą serią jest dość specyficzna, o czym nie raz pisano. Zachęcanie do zagrania jest tutaj średnio sensowne, bo mało kto chce wywalić kasę w błoto. Większość ludzi dokładnie wie czego się spodziewać, wszak Ubi od obrzydliwe długiego czasu wciska ten sam zestaw, z małymi modyfikacjami. Naprawdę uważasz, że jak ktoś się odbił od Odyssey, od Valhalli (mimo uczciwych prób), nagle się odnajdzie w Shadows, bo twórcy pomachali flagą z napisem "feudalna Japonia"? Antyczna Grecja czy podoboje Wikingów, to też są atrakcyjne settingi. Co ma się zmienić? Co może zmienić wywalnie nawet mniejszej sumy na abonament? Mało kto ma ochotę wspierać ten gejmingowy marazm, a są wśród nich również fani (albo ex fani). Po prostu nie chcą serii widzieć w takiej kondycji, co jest z całkiem niewiadomego powodu dla niektórych niezrozumiałe. I tak, będą o tym pisać, bo taka jest idea forum. Jest miejsce na screeny "o boże patrzcie na ten HDR, gały mi płoną", jest miejce na całą resztę. Proporcje wynikają z odbioru na jaki Ubi sobie uczciwie zapracowało. Nie tylko przez dodawanie egzotycznych wojowników do świata, do którego pasują jak pięść do nosa.
-
Ale co zostało w pamięci, to zostało. 😎 Ja bym w takim położeniu grał chyba tylko w CoD'a - 5h kampanii i z głowy. Odin dla odmiany wszystko skipuje, może też jest nauczycielem? 🧐 Trzeba się nad tym głęboko zastanowić.
-
I co dokładnie jest w tym takiego dziwnego, pierwszy raz odwiedzasz forum dyskusyjne? Idąc tą drogą, może nie rozmawiajmy o żadnych grach przed ich premierą, generalnie nie rozmawiajmy o niczym. Brak zainteresowania grą, nie stoi w sprzeczności z rozmawianiem o niej.
-
No tak, ale mówimy tutaj o pojedynczym przejściu gry, a nie wracaniu do niej przez szereg lat. To miałem na myśli, ale jeśli faktycznie na raz trzepiesz 10 gier, to może i w skrajnych przypadkach tyle to trwa. Przyjąłem do wiadomości w takim razie, choć na samą myśl o takim rozwadnianiu się, aż mnie telepie. W życiu nie byłbym w stanie pierwszego przyjęcia Wieśka 3 rozłożyć na rok. Gra była zbyt wciągająca, żeby coś takiego mogło się wydarzyć. @Qrdello W takim razie jest bardzo krucho z czasembu Ciebie, zdecydowanie. No, ale jako że jesteś kolejną osobą, która daje taki przykład, rozumiem.
-
A jeszcze inni grają po prostu w coś innego, zamiast tracić czas na takie kasztany. Ty i te Twoje mądrości. Można z nich utworzyć tomik poezji. Rok to naprawdę długi okres, nawet jak na masywne produkcje. Trzeba mieć wyjątkowo mało czasu na granie, bo jeśli gra jest naprawdę dobra, będzie przyciągać do monitora, a nie od niego odciągać. Jeśli nie jest, ciśnienia nie będzie. Po prostu uważam, że najczęściej przyczyna takiego stanu rzeczy jest ta druga opcja.
-
Zakładam więc, że grasz drugi raz. Wtedy nie ma, siłą rzeczy, już takiego parcia.
-
Jak ktoś chce przez rok przechodzić jedną grę, to IMO tak naprawdę nie chce jej przechodzić. Rozumiem to rozwlec na dwa miesiące, bo gra przynudza, ale jeśli jakaś produkcja zmusza cię do takiego dawkowania, to jest po prostu nietrafiony zakup.
-
No i? To śmieszy za każdym razem. A jaka temperatura w pokoju? Może masz za zimno?
-
@lukadd Co to kierwa jest. O słabym AI pisze się często, ale w tym filmiku to wygląda bardziej na jakiś błąd, bez jaj. No, co za niespodzianka, że piszesz o tej grze to samo, co o 99% innych gier w które grałeś. Stalker 2 też miał WIDOCZKI i był prześwietny. Niestety później już nie był.
-
Zgadza się, ale zawsze jest jednak łatwiej przełknąć gorzką pigułkę kolejnej odsłony, jeśli twórcy dają szansę wczuć się w setting, a nie już od początku rzucają kłody pod nogi.
-
No tak, ale to przecież Ty zadałeś pytanie "kto tak robi"? Jeśli wiedziałeś jaka będzie odpowiedź i że pytanie w zasadzie nie ma sensu, po co je zadawać? Nikt też nie twierdził, że w średniaki grać nie można i nikt po nie nie sięga. Tutaj raczej ludzie piszą dlaczego tego nie robią.
-
Spoko, przecież Ci nie zabraniam. Widocznie jestem staroświecki i poprzez zwrot "granie" rozumiem... "granie". Po prostu mając takie podejście, by mi się nawet nie chciało aktywować Game Passa za zeta, żeby przeskipować sobie wątek główny. A co dopiero płacić pełną sumę na premierę.
-
Patrząc na te Twoje często monologi, podziwiam że Ci się chce. No, ale pasja to pasja, w pełni zrozumiałe. Ja w przypadku nowej generacji nie mam żadnych, szczególnych wymagań. Będąc przez lata graczem głównie konsolowym, od dłuższego czasu już tego klimatu nie czuję. To czego brakuje przede wszystkim to po prostu... gier. Exclusivy były dla mnie wyznacznikiem sprzętu, definiowały jakie pudło kupię i kiedy. Teraz konsola to kurzący się element salonu, bo większość gier chodzi lepiej na PC, oferując znacznie większe możliwości konfiguracji. A exy, kiedyś w ogóle nie dostępne nigdzie indziej, odchodzą do lamusa. Tak czy inaczej, pomijając shift w moim przypadku, mocna pozycja konsol na rynku jest zdecydowanie potrzebna w celu zachowania balansu. Niestety niekoniecznie w formie takiej jak obecnie, gdzie Microsoft nie jest zmienną w równaniu. O ile Sony ma jeszcze czasową wyłączność, usługi Microsoftu i premierowa dostępność niezależnie od platformy w ramach GPU, mocno wpłynęły na sens zakupu konsoli od zielonych. Wracając jednak do wątku - stabilne 60 fps, to powinny być priorytetem. Męczą mnie te wszystkie graficzne opcje na konsolach, gdzie tryb szumnie nazywany "performance mode", często nie potrafi tego zagwarantować.
-
To już ktoś w wątku wspominał, daliby normalną postać samuraja obok babeczki shinobi, chociażby jakiegoś mniejszego wasala ze splamionym honorem i głosem Sanady lub Watanabe. Na dzień dobry +10 do atmosfery. No, ale lepiej się bawić w czarnego drąga, który zabiera się zarówno za ładnych, japońskich chłopczyków, jak i za wysoko urodzone damy, w ramach szerzenia tolerancji i równości. To jest to, czego gracze oczekiwali po settingu, o który proszono przez lata. Kompletnie nic. W drugiej części wypowiedzi nie odpowiadałem na Twoje pytanie. Ciebie to nawet nie dotyczy, Ty gier nawet nie przechodzisz. tylko je skipujesz. Nie wiem w sumie po co je kupujesz, mógłbyś je sobie przejść w głowie. Byłoby na pewno taniej.
-
@ODIN85 Ja piszę o swoich. Ktoś inny pisze o swoich. Przecież to jest jasne. Chciałeś przykłady gier, więc je dostałeś. Multum razy. Niektóre gry są jak dobre filmy, seriale czy książki, można do nich wracać regularnie. Chociażby Wiedźmin 3, BG3, C2077, Deus Ex: Human Revolution, obie części Dishonored, Control, Elden Ring (i generalnie Soulsy), można długo wymieniać. Większość tych gier oferuje o wiele lepsze fabuły, postaci, dialogi, mechaniki, questy poboczne, całokształtem stojąc na daleko wyższym poziomie od festiwalu wtórności jakim są kolejne części AC. Gdzie do żadnej części Asasyna już nie wracałem nigdy, prócz bodajże drugiej odsłony.
-
Nowego? Niekoniecznie? Natomiast jeśli chodzi o poszczególne elementy, każda z gier które wymienił @lukadd, to całkiem inna półka. Choćby pod względem replayability, choć tutaj już pierwsze przejście Shadows może się okazać niezwykle trudne. Pomijając Elden Ring, które fabułę oferuje w sposób niebezpośredni, te gry mają charyzmatyczne postaci i dialogi, których nie chcesz skipować. Aktywności poboczne stoją na bardzo dobrym poziomie, niejednokrotnie niewiele odbiegającym od questów głównego wątku. Można to powiedzieć o którymś z Asasynów z ostatnich lat? Zanim ktoś znów rzuci tym płytkim "nie grałeś" - grałem. Zarówno w Odyssey jak i Valhallę, przy czym ten drugi tytuł wyleciał po 15h, nie dałem rady wytrzymać dłużej przy tej ultra wtórności. Origins był ostatnim Asasynem, którego ukończyłem bez względnych problemów, bo w ramach serii oferował delikatny powiew świeżości, nawet jeśli robił to najprostszymi metodami. Ktoś wspominał o serialu Shogun. Też jestem po seansie, tyle że powtórnym. Patrząc na budżet Shadows, taki poziom dialogów i prowadzenia historii, powinien być oczekiwany. Jak to wygląda w rzeczywistości, chyba nie trzeba wspominać.
-
Nagle akcent rodem z Bronksu jest atrakcyjniejszy od jednego z najbardziej intrygujących rytuałów w japońskiej kulturze. Jak kiepsko się sprawdza dopasowany do settingu bohater, widać choćby w Ghost of Tsushima. A nie, czekaj. Jest zajebiście. Ależ fikoł tylko po to, żeby uzasadnić obecność "czarnego wojownika".
