Skocz do zawartości

Vulc

Użytkownik
  • Postów

    2 112
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    1

Treść opublikowana przez Vulc

  1. Akurat w przypadku W4 to jest faktycznie parodia. Nie mówiąc o samym, fabularnym fundamencie w postaci książek, które były pełne tych elementów, zanim to się stało modne. To, że Netfilx jakimś cudem i tak ekranizację spieprzył, to swoją drogą.
  2. Vulc

    Rower jest wielce OK

    Do okazjonalnych wycieczek będzie okej. Możesz spojrzeć jeszcze na ofertę Rometa lub wspomnianego Krossa. I zastanowić się jak często rower będzie używany, może warto spojrzeć na jakiś tańszy model. Najczęściej z hamulcami szczękowymi jeszcze, ale tym bym się nie przejmował.
  3. Mówiąc szczerze, ja już nie mam pojęcia o czym mówimy. Przede wszystkim duży biznes potrafi robić dobre gry. Jeśli chce. Nie ma co generalizować, dostajemy różne produkcje. Nadal więc nie rozumiem i wygląda na to, że już nie zrozumiem co to zmienia i czym różnią się Twoje "błędy w zarządzaniu" od błędów w zarządzaniu, o których wspominałem ja i inni. Wracając więc do DEI. Jak wyżej wspomniano, DEI jest częścią tego zarządzania. Ty próbujesz to na siłę od siebie oddzielić. Ja się z tym nie zgadzam, bo te kwestie są ze sobą ściśle powiązane. Nie osiągniemy tutaj porozumienia. No cóż, jest to dla mnie zbędne, w kontekście wypominania ludziom bezrefleksyjnego przeklejania filmików. Nie wiem w czym miałoby to pomóc.
  4. Praktycznie każdy boss w Shadow of the Colossus. Tego się nie zapomina. Jak weszło The Opened Way w tym momencie, ciary gwarantowane. Nie ma bata.
  5. Przecież już na piątej stronie sam Ci odpowiedziałem, kiedy pytałeś o gry zniszczone przez DEI, i kontekst wyraźnie sugerował kwestie finansowe, a ja równie wyraźnie napisałem, że winy nie ponosi wyłącznie obecność tych elementów. Więc w zasadzie od strony piątej już się powtarzam. Zdążyłem się w tym bajzlu zagubić. Wątek korpo, targetów i kasy się później regularnie przewijał. I tak, wiadomo że to miejsce to jest głównie pocisk w wiadomym kierunku, tutaj nikt się nie czaruje (tytuł zobowiązuje). Co nie znaczy, że ludzie nie wiedzą o rzeczach oczywistych, o których starasz się tutaj nauczać. Zwłaszcza że na ten temat z częścią sam rozmawiałem w innych wątkach. Wątek poruszany. Gry z elementami DEI, które odniosły sukces, były wspominane (BG3, seria ME, etc.). Mamy analizować to po raz kolejny, bo masz luki w pamięci? Tak, widziałem. Ale tutaj, nie da się ukryć, wałkowany jest głównie wątek osób niekompetentnych i nietrafionych decyzji finansowych, a nie sytuacji odwrotnych. Bo to ludzi martwi, a nie gry odnoszące sukces, które elementy DEI mają w całkowicie akceptowalnym stężeniu i sensownie zaproponowanej formie. Pragnę tylko przypomnieć, że sam wklejałeś takie filmiki. Filmiki o równie niskiej wartości merytorycznej co materiały z drugiej strony barykady. Filmiki, które - jak wspominałem - sam byś potrafił w 5 sekund wypunktować. Równocześnie zachęcasz do analitycznego myślenia.
  6. Nie, to tylko Twoja interpretacja. Poruszane były różne kwestie i nikt nie zwalał całej winy na DEI, o czym choćby sam pisałem. Dlaczego więc w tak płytki sposób to upraszczasz i wrzucasz wszystkich do jednego worka? Wykazując daleko idącą ignorancję, odrzucasz inne czynniki, które były tutaj omawiane, a mają wpływ na obraz końcowego produktu. Wybacz, takie ogólniki sadzić potrafi każdy. Kolejna interpretacja, mająca na celu zrzucenie odpowiedzialności z samych twórców. Będąc w pracy liderem jakiegoś projektu, ja ponoszę odpowiedzialność za jego fiasko w pierwszej kolejności. Jeszcze, na szczęście, mi się to nie zdarzyło, ale rozumiem i akceptuję taki stan rzeczy. Wyznaczam do tego zadania osoby, które uważam za kompetentne i nadające się do realizacji określonych celów. Taką osobą w BioWare była wspomniana Corinne Busche i piastowała stanowisko kierownicze, które w dużej mierze nadawało kształt całemu projektowi. Po czym, po klęsce, jako pierwsza pożegnała się z Bioware. Oczywiście oficjalnie odchodząc samemu, "poszukując innych wyzwań". Ty po prostu piszesz o źle prowadzonych biznesach, a EA od lat jest przykładem takiego tworu. Co już rozkładano na czynniki pierwsze w wielu artykułach. A kiedyś leżał? 🤭 Rozbawiłeś mnie, naprawdę. A ja Ci tłumaczyłem, że to rozumiem i nazywam to przykładem kiepskiego managementu od strony czysto biznesowej. I zanim zaczniesz ponownie wszystkich dookoła pouczać jak to działa, pracuję w dużych korporacjach od lat (w tym amerykańskich), procesy biznesowe są mi znane. Naprawdę daruj sobie więc ten mentorski ton. Wiem, że to Twój znak rozpoznawczy, ale przez lata to już wszystkim wychodzi bokiem.
  7. Jak nie to samo? Rozmawialiśmy o tym w szerokim kontekście i choćby ja jasno precyzowałem co mam na myśli. A my Ci tłumaczyliśmy, że nie zawsze tak to wygląda i czasem odpowiedzialność spoczywa także na konkretnych osobach, z racji stanowiska mających wpływ na określone elementy. Nad nimi nikt nie musi wisieć i mówić co mają robić, robią to z własnych pobudek. Ty z uporem osła starasz się przerzucać całą winę na "biznes", bo jest to wygodne z punktu widzenia Twoich argumentów. Nie dogadamy się na tylnej płaszczyźnie, nie ma takie opcji. O tym też pisałem, bezsensowna robi się ta dyskusja. Z jakich badań miałoby wyjść, że wspomniany Veilguard - w takiej formie - ma szansę odnieść sukces, gdzie założenia tej gry całkowicie odbiegają od obrazu poprzednich części, które siłą rzeczy powinny być tutaj wzorcem. Można bawić się w jakieś spin-offy, ale wtedy nie łączysz tych gier fabularnie, jak w tym wypadku. To się kompletnie nie klei, więc albo nikt tych badań nie robił, albo nikt nie miał kontroli nad procesem tworzenia gry. Dlatego pisaliśmy, że jest to kiepski przykład zdrowego, biznesowego podejścia. Serio Gordon, ja już jaśniej nie potrafię tego napisać. Nie dogadamy się i straciłem ochotę po raz kolejny pisać to samo. Zwłaszcza, że do niczego to nie prowadzi. Szanujmy się więc i darujmy sobie obustronny, mentorski ton.
  8. Oczywiście, że było, już na pierwszych stronach wspominano o tym w kontekście biznesu, słupków sprzedażowych/wyników finansowych. Serio, jak grochem o ścianę. W jednym z omawianych przypadków, czyli w przypadku Veilguarda, absolutnie żadne badania rynkowe nie sugerowały, że sprowadzenie gry do takiego stanu, ma jakiekolwiek finansowe uzasadnienie. Uśmiechnięci nekromanci z piszczącymi szkieletami, niebinarne postaci, art style rodem z gier mobilnych, infantylne dialogi bez realnych wyborów, możliwość odblokowania za ich pomocą tożsamości transgender, spłycona mechanika walki i zarządzania towarzyszami - można długo wymieniać. Ta gra, będąc kolejną odsłoną serii o określonych cechach, których każdy zainteresowany miał prawo oczekiwać, nie miała się prawa udać w takiej formie. O czym wszyscy otwarcie mówili już po pierwszych zapowiedziach. I wiesz co? Nie udała się. O jakim planowanym odbiorcy tutaj rozmawiamy? To była decyzyjna porażka, wyraźnie podszyta ideologią. Od fundamentów po sam czubek. Produkcja nie mająca żadnego, planowanego odbiorcy, bo fani szybko się zorientowali, że nie ma ona nic wspólnego z Dragon Ejdżem jakiego znają, a infantylny klimat i spłycone elementy RPG, odrzuciły miłośników gatunku. Sprecyzuj więc proszę jakie badania masz na myśli, i jakiego "planowanego odbiorcę".
  9. Nikt o tym nie zapomniał. To od początku było przedmiotem dyskusji, w tym czy w innych tematach. W kontekście wspomnianych błędnych decyzji, odbijających się później na wynikach finansowych. Tych rzeczy nie można rozłączyć czy o nich zapomnieć. Nie, po prostu nie widzę związku między jednym a drugim. Wyraźnie się w tym punkcie nie zrozumieliśmy.
  10. Oj tam, przesadzasz. Ja dla mnie najlepsza premiera Nvidii od lat. 1. Nie musisz kupować nowej karty, bo ceny są absurdalne, a wzrost wydajności niewielki. 2. DLSS4 dla posiadaczy starych kart. 3. Mnóstwo świetnych memów i historii prosto z życia (zadatki w ramach rezerwacji karty, róbmy pikietę pod X-Komem) 4. Darmowa wiedza na przyszłość - jaki miernik temperatury kupić, jak zejść na Ventusie poniżej 2000 rpm. Ja tam jestem zadowolony.
  11. Nie, to nie jest typowy straszak z tanizną w postaci jump scarów, tutaj napięcie buduje się dźwiękiem, cieniami i montażem scen. Więc serce raczej bezpieczne. Raczej. Pozwól mi wejść - również polecam, obejrzałem chyba właśnie z polecenia w tym wątku. Fajne, kameralne kino.
  12. - Dzień dobry, aktualne? - Tak - Nie dziwię się. 🤭
  13. Uwielbiam takie remastery. Takie nie za dobre. No, ale jak piszą twórcy, bez paniki, trzeba czekać na patche. Nie warto się spieszyć. W zasadzie to najlepiej na razie nie kupować. Lub nigdy. Generalnie patologia z tymi remasterami w dzisiejszych czasach. Albo remasteruje się gry 5-6 letnie, które tego nie potrzebują, albo gry które by na tym bardzo dużo zyskały, ale robi się to po taniości, jadąc na sentymentach.
  14. Jestem po seansie Nosferatu. Bardzo, bardzo dobre kino. Dźwięk, scenografia, zdjęcia - pierwsza klasa. Przyzwoita gra aktorska, idealnie dobrani aktorzy. Nie jest to IMO film oscarowy (to w zasadzie może być równie dobrze komplementem ), ale zdecydowanie wart polecenia. Od Eggersa nie widziałem tylko The Witch, reszta mi się mniej lub bardziej podobała.
  15. Uniwersum jest mi bliskie, ale mimo wielokrotnego przeglądania materiałów, nie mogę się wyzbyć wrażenia, że wygląda to wszystko bardzo przeciętnie. Słowo klucz, "massive multiplayer". Całkiem nie moje klimaty. Zapisałem się do bety, głównie z ciekawości, nie wiąże jednak dużych nadziei z tym tytułem.
  16. Masz zamiar dalej brnąć w tym kierunku i uważać, że rozmawiając w tym i w dziesiątkach innych wątków o porażkach lub sukcesach finansowych, nie wiedzieliśmy że w tych grach to chodzi o kasę generalnie (bo je, heheh, sprzedają na stronach), i dopiero Ty nam o tym przypomniałeś? Powiedz, że źle Cię zrozumieliśmy czy coś, bo to się nie klei na żadnej płaszczyźnie i w żadnym kontekście. Raczej wyraźnie miałem na myśli naszą dyskusję z ostatnich postów, a nie wszystkie możliwe wypowiedzi w tym temacie, zwłaszcza te mocno skrajne, z którymi rzadko kiedy się zgadzam. Jak już pisałem, takie uproszczenia są krzywdzące, ale zrozumiałe i nie mam zielonego pojęcia dlaczego się tym tak przejmujesz i z taką werwą robisz za obrońcę uciśnionych. Nie ma takiej potrzeby. Śmiem twierdzić, że większość tych ludzi, których firmy i organizacje starają się za wszelką cenę reprezentować, ma to zwyczajnie w dupie. Część, patrząc na formę w jakiej się to robi (hammer and nails), jest wręcz przeciwko. Tak myślałem.
  17. No tak, i rozmawiamy również o tym, o ewidentnie błędnych decyzjach, które skutkować mogą - w skrajnych przypadkach - zamknięciem studia. Z których badań wynika, że robienie dziecinnej gry z płytkimi postaciami i dialogami, odwracanie się plecami do poprzednich odsłon i związanej z nimi bazy klientów, ma zapewnić większą sprzedawalność? Nie odwracajmy kota ogonem, nie komplikujmy prostych spraw. Jestem daleki od zwalania całej winy na ideologię i osoby ochoczo ją przepychające. Developing gier to proces złożony i wielotorowy, naciski czy "sugestie" z góry, jak najbardziej mogą mieć wpływ na obraz końcowy. Naiwnym jednak jest myślenie, że przykładowo Corinne Busche, game director Veilguarda i przy okazji jawna aktywistka, nie ma namacalnego wpływu na końcowy obraz, jeśli jest to widoczne gołym okiem. Czego oczekujesz w tym przypadku, że ludzie będą winić jakiegoś krawiaciarza z EA, mając wszystko podane jak na tacy? Ponownie, tego dotyczyła dyskusja. Stanowisk decyzyjnych, a nie obecności jakiegoś programisty interfejsu z zielonymi włosami.
  18. No i właśnie o tym rozmawiamy, o decyzjach, które z biznesem nie mają nic wspólnego, bo w żaden sposób nie podnoszą sprzedawalności. Pytam więc jeszcze raz, gdzie tutaj biznes, jeśli ideologiczne treści w wielu przypadkach sprzedaż tylko pogorszyły, poprzez zaburzenie procesu developingu i wizję, która nie przekonała graczy. Po raz kolejny unikasz odpowiedzi, tym razem pisząc coś o artystycznych wartościach, co w tym kontekście nie ma żadnego znaczenia. Jeśli ktoś jest zatrudniony na stanowisku "game director", dlaczego ma nie ponosić winy za wynik końcowy? To kogo należy winić, sprzątaczkę, chłopca dostarczającego pizzę?
  19. Nie zrozumiałeś, mówiłem właśnie o tym, że to powinien być tylko biznes, ale widocznie nie jest, bo mamy szereg przykładów, gdzie stanowiska decyzyjne powierza się niekompetentnym osobom. Przez co zmienia się produkcyjny focus, a brak kontroli na procesem developingu, prowadzi do finansowej porażki. To nazywasz dobrym pomysłem na biznes? Jak nikt nie pisał? Oj, Gordon. Cały czas piszemy o tym, że graczom zależy po prostu na dobrej grze, a nie realizacji targetów. Natomiast Ty, jak zwykle, próbujesz rozmywać odpowiedzialność. Jeśli przykładowo w takim Veilguardzie mamy słabo napisane postaci i infantylna fabułę, winny jest wydawca, bo takich ludzi zatrudnił albo nie miał kontroli nad procesem powstawania gry, ale winę ponoszą też takie osoby, które odpowiadając za te elementy z racji stanowiska, zajmowały się w pierwszej kolejności ideologią. Robiąc to zresztą dość otwarcie. Przytaczasz cały czas przykład HL, a przecież to też było omawiane. Gra się świetnie sprzedała, bo to pierwsza od lat poprawnie zrealizowana gra z otwartym światem, osadzona w niezwykle popularnym uniwersum. To ile tam było wspomnianych elementów, nie ma nic do rzeczy w kontekście sprzedaży tej gry. Z pewnością nie potwierdzają tego żadne, sensowne badania.
  20. Ten wątek był już niejednokrotnie poruszany, gdzie tutaj jest biznes, jeśli próbując trafić do jak najszerszej grupy, antagonizujesz te które potencjalnie są największym źródłem zysku? To jest praktycznie zaprzeczenie idei biznesu, przykłady takich gier przewijały się w wątku regularnie. Ludzie piszą Ci to raz za razem, a Ty raz za razem próbujesz to negować. I ponownie, nikt nie zwala całej winy na tzw. aktywistów i inne osoby, które piastują stanowiska powyżej swoich kompetencji. Ludzie po prostu nazywają rzeczy po imieniu i nie bawią się w jakieś pokrętne tłumaczenia, bo sytuacja jest raczej jasna.
  21. Nie jestem jasnowidzem, ale potrafię dodać dwa plus dwa. Wątek niebezpiecznie blisko zbliża się do końca swojego ciężkiego żywota.
  22. @Up. Właśnie miałem pisać, że w misji z rycerzem, który stracił zbroję, wczytałem save i spróbowałem ją założyć, bo w dialogu była opcja okłamania właściciela, że nie udało się jej odzyskać. 😆 Super, że npc tak reagują na nasze zachowanie, co przecież powinno być standardem, ale jak dobrze wiadomo - nie jest. Gra pod wieloma względami jest elastyczna, w jednej misji pobocznej można oddać pierścień kobiecie, która zleciła jego odnalezienie. Można też oddać go pierwszemu właścicielowi. Po czym, po skasowaniu nagrody, ukraść go od niej. 🤭 Takich akcji jest więcej, sporo czasu poświęcam na sprawdzanie innych możliwości i choć nie ma pełnej swobody, widać że twórcy trochę czasu spędzili nad zadaniami.
  23. No tak, to jest słabo zrobione, bo większości ludzi możesz zagadać podczas pracy. W czasie snu każą ci spieprzać, ale znów nie wszyscy, część pogada nawet w środku nocy. No jak na pewno jest ukończone to fakt, bug. Wiem na pewno, że bitka na pięści z szemranymi typami z karczmy pod Kuttenbergiem może być powtórzona - bijesz się z nimi ponownie, dlatego gwiazdka na dal wisi na mapie.
  24. To niekoniecznie jest bug. Przykładowo zadanie od węglarza pod Kuttenbergiem można odebrać tylko po jego godzinach pracy, jak żłopie w karczmie. Inne zadanie z szemranej gospody pod wspomnianym miastem, dostałem dopiero po ruszeniu głównego wątku. Wtedy mogłem porozmawiać z postacią z tym symbolem. Co nie zmienia faktu, że nie jest to do końca dopracowane.
  25. I z pewnością nie jest ich jak na lekarstwo. Przejrzałem te zrobione w dzienniku i większość ma zróżnicowane cele. Wiadomo, niektóre są krótsze, a inne dłuższe. Nie zgadzam się też, że nie jesteśmy w centrum akcji. Pamiętając o pochodzeniu Heńka, jak miałoby to wyglądać? Bale na praskim dworze? Mamy i tak spory kontakt z możnymi, realizujemy dla nich zadania, które mają konkretną wagę i znaczenie, decydujemy nawet o ich losie (np. kwestia rodu Seminów). Współpracujemy z czeskim bohaterem narodowym, podkopując władzę Zygmunta w regionie. To całkiem sporo jak na syna kowala. A że trzeba czasem załatwić prostą sprawę dla wieśniaków? Dlatego zadania poboczne nazywa się pobocznymi, dodatkowo prości ludzie mają proste potrzeby. A i tak często proszą o rzeczy, których sami po prostu nie są w stanie zrealizować (bandyci, kłusownicy, kradzieże, uwolnienie więźnia, uleczenie członka rodziny czy takie banały jak przeczytanie co jest napisane na skrawku papieru).
×
×
  • Dodaj nową pozycję...