-
Postów
3 066 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
3
Treść opublikowana przez Vulc
-
To zależy jak masz rozwinięte z nimi relacje, ale oboje mogą wrócić.
-
Jakby ktoś nie widział, FF7 po taniości na Switcha: https://www.pepper.pl/share-deal/1380768?utm_source=mwebshare&utm_medium=referral&utm_campaign=2026-11-02&utm_content=1380768 https://www.pepper.pl/share-deal/1380765?utm_source=mwebshare&utm_medium=referral&utm_campaign=2026-11-02&utm_content=1380765
-
No widocznie Ty się nie spodziewałeś, bo po raz kolejny zdajesz się tego nie odróżniać. I bardzo dobrze, bo jego wypowiedzi były - nie owijając w bawełnę - niepoważne. Wdawał się w bezsensowne pyskówki na X, używając absurdalnych argumentów, opartych o przykłady anegdotyczne ze swojego życia czy też zasłaniając się "decyzją graczy" w przypadku niektórych wątków, jakby to coś w tym kontekście zmieniało. Tyle, że wraz z ekipą dostarczyli świetną grę. Jedno z drugim w żaden sposób nie koliduje.
-
Nie było opcji nie dać tego do GP, nie po to przez lata budowali usługę opartą na premierach Day 1, żeby teraz się wypiąć. Zwłaszcza że to jest produkcja ich studia. A jeśli faktycznie przepuścili mnóstwo kasy na assety, które ostatecznie nie zostały użyte, winić mogą tylko siebie. Zabawne jak wielkie korporacje nie potrafią okiełznać własnych budżetów, to przecież nie pierwsza taka sytuacja. Tyle dobrego, że przynajmniej gra okazała się naprawdę udana, pomijając wcześniej wspomniane elementy.
-
Nawet mniej. Co nie zmienia faktu, że kto i na kogo ma zrzucać winę? Doskonale wiedzieli jak to się skończy, Game Pass tak funkcjonuje od dawna. Zresztą tutaj nawet nie chodzi o ilość sprzedanych kopii, a przede wszystkim o absurdalne koszty produkcji, sięgające według plotek 500 milionów dolarów. To nie miało prawa się udać, ale nie od wczoraj wiadomo, że czym większa korporacja, tym większe cyrki z zarządzaniem takimi kolosami.
-
Nie wiem ile dodatkowych mechanik pojawia się w part 2 i 3, ale na razie w trzeciej ścieżce w sumie nie widzę ich aż tak dużo. Gra niestety na czysto taktycznym poziomie nie oferuje zaawansowania i możliwości choćby z XCOM'ów czy masy innych turówek. I to może być częściowo powodem tego o czym piszesz - niektóre walki będą się wydawać nieuczciwe, bo brakuje narzędzi, żeby je odpowiednio urozmaicić. Przez co jedynym rozwiązaniem twórców jest spamowanie jednostkami. Widać to już w pierwszej części, gdzie po prostu wrzuca się jednostki randomowo na pole bitwy, na przykład na nasze tyły. Nie tędy droga. Możliwości były ogromne, a miejscami przypomina to proste papier/kamień/nożyce. Tak czy inaczej na razie się jeszcze trzymam. Jak będzie później, zobaczymy.
-
No właśnie. DEI to jedno, ale akurat Outer Worlds jest tak generycznym kasztanem, że w zasadzie niczego innego nie potrzebowałem, żeby ten tytuł porzucić po bodajże 8 godzinach (więc uczciwie próbowałem). To dla mnie ten sam kaliber co Starfield - produkcja nie do ukończenia.
-
Postanowiłem zerknąć na ten tytuł, bo akurat miałem kod na Game Passa z kończącym się terminem. I muszę uczciwie powiedzieć, że całkiem przyjemnie się pyka. Oprawa top ostatnich lat, gameplay daje radę, jeśli komuś jeszcze ta formuła nie zbrzydła. Jest krwawo, wybuchowo, kampania dobrze zbalansowana między delikatnym free-roamem w większych hubach, a dynamiczną akcją, rzucającą w nowe obszary. Bronie brzmią tak jak trzeba i mają odczuwalnego kopa. Czuć i słychać ciężar naszej postaci. Nic tutaj specjalnie się nie wyróżnia, ale widać solidną, rzemieślniczą robotę. Dialogi są ok, typowa żołnierska gadka, znana z poprzednich odsłon. Co kuleje? Bez niespodzianki, postać Mags. Twórcy przez większość gry z marnym skutkiem udają, że to nie ona jest centralną postacią i dowódcą Bravo Squad. Mimo ewidentnego pozycjonowania we wstawkach, poświęcania dodatkowego czasu i robienia z niej najbardziej kompetentnej osoby wśród obecnych. To ona wpada na pomysł, żeby wrzucać granaty do przekopów, ona jest głosem rozsądku w większości sytuacji, rzuca najcelniejszymi uwagami, z którymi wszyscy się zgadzają i motywuje innych niczym rasowy przywódca. Bo tak sobie twórcy wymyślili. I żeby nie było wątpliwości, i tak jest mniej irytująca niż jej odpowiednik z dodatkowej misji do Halo: Campaign Evolved, ale właśnie - tam to był opcjonalny content. Tutaj jesteśmy skazani na postać, która po prostu nie pasuje do całości. Zwłaszcza obok tak charyzmatycznych postaci jak Marcus i Dom. Szkoda, zmarnowany potencjał na tym gruncie. Pomijając powyższe, starałem się przefiltrować cały ten szum powstały wokół tej gry i bez trudu można się tutaj dobrze bawić. Pod warunkiem, że człowiek wie czego oczekiwać, bo jeśli ktoś liczy na powiew świeżości, trafił pod niewłaściwy adres.
-
Serio zastanawiasz się dlaczego tak jest? BG3 czy KCD2 to świetne gry z elementami woke, które nie narzucają ich w tak żałosny, toporny sposób jak robi to Veilguard. Nie ma rozmów przy kolacji o tym jak od teraz wszyscy mają się zwracać do postaci, nie ma robienia pompek w ramach kary za pomylenie zaimka i wiecznego poprawiania, powodującego okrutny cringe, oraz budzącego pytania co te elementy mają wspólnego z historią, gdzie tutaj jest wartość dodatnia. Jeśli zamieszczasz coś takiego w produkcji, która ma masę innych problemów i całościowo nie rzuca na kolana (łagodnie mówiąc), bardzo mocno podkreślą one te ułomności. Natomiast w takich gigantach jak Baldurs Gate czy Kingdom Come zwyczajnie zgubią się w tle. I nie, nie można przerzucać się przykładami, bo skala jest tutaj kompletnie nieporównywalna. Veilguard na żadnym gruncie nie ma podjazdu do wspomnianych tytułów. Chyba tylko optymalizacja wypadła tam lepiej.
-
Już dawno temu, przy okazji innych wątków, pisałem o poszczególnych dziennikarzach, w kontekście ich tak zwanej "wiarygodności". Jest to temat śliski, ciężko mówić tutaj o "najlepszych w branży". Każdy ma swoją mniej lub bardziej jawną agendę. Wszystkie ich rewelacje trzeba traktować z przymrużeniem oka.
-
U mnie wczoraj ukończona ścieżka Ledy i teraz jadę z Dietrichem. Miałem obawy czy dam radę tak z rozbiegu jechać po raz trzeci to samo, ale... o dziwo idzie gładko. Niby ta sama mapa, miasto, postaci już znane, ale jednak feeling jest trochę inny. Fabio to mega ciekawa postać, a Dietrich mimo chyba najmniej rozbudowanej motywacji, jest całkiem przyjemny w odbiorze. Postanowiłem już, że nic nie będę skipować, zwłaszcza że poziomy lecą jak wściekłe, ze względu na bonusy z poprzednich ścieżek. Na szczęście gra jest tak przemyślanie skonstruowana, że można od razu cisnąć mocniejszych przeciwników w dalszych regionach, co mocno przyspiesza progresowanie.
-
Exodus - Sci-Fi action adventure RPG od Archetype Entertainment
Vulc odpowiedział(a) na tuhmunud temat w Gry komputerowe (PC)
Zależy jeszcze jak zrealizowany będzie to tunel. Mass Effecty prócz Androbiedy, też oferowały głównie tunelowe lokacje i w niczym to specjalnie nie przeszkadzało. Z drugiej strony nawet semi-open miejscówka to faktycznie więcej możliwości. Jak wyżej, wszystko zależy od wykonania. -
Obserwuję ten tytuł, ale na razie nie mogę się przekonać. Może dlatego, że obecnie nie mam za bardzo nastroju na azjatyckie klimaty. Ostatnio odbiłem się od Wuchanga i choć to jednak inne mechaniki, świat obu gier wydaje się dość podobny. No i jest jeszcze Onimusha, która wydaje się znacznie ciekawsza od obu.
-
Exodus - Sci-Fi action adventure RPG od Archetype Entertainment
Vulc odpowiedział(a) na tuhmunud temat w Gry komputerowe (PC)
Z jednej strony motyw dylatacji czasu i ewolucji rasy ludzkiej do niemal boskich bytów, wywyższonej ponad innych podróżników, jest u podstaw ciekawy, można tutaj sprzedać praktycznie każdą historię. Z drugiej cały ten zwierzyniec, nawet jeśli fabularnie uzasadniony genetyką i wymaganiami kolonizacyjnymi, z każdym kolejnym materiałem budzi coraz większe obawy. Tym niemniej nie mam zamiaru gry skreślać, bo zobaczyłem gadającą żabę. Bardziej mnie martwią nierówne dialogi, jest sporo dobrych linii, ale miejscami trochę zalatuje tanizną. Nadal czekam, z umiarkowanym optymizmem. Projekt wydaje się duży i mam te same obawy co od samego początku - że okaże się zbyt ambitny jak na możliwości studia. Ps. Powyższy 40-minutowy materiał można spokojnie obejrzeć - sporo walki i pokazywania alternatywnych opcji dialogowych, spoilerów jest tam tyle co nic. -
Nie jestem fanem tego reżysera mówiąc szczerze. Żaden jego film nie zapadł mi w pamięci, ani nie zachęcił do ponownego obejrzenia.
-
Teraz rano będziemy dostawać nowe rewelacje, a wieczorem je dementować. Póki się będzie klikać. Ile razy już to widzieliśmy?
-
Na takie wpisy jeszcze przyjdzie poczekać, pracownicy z reguły podpisują NDA, czasem od ich przestrzegania jest uzależniona wysokość odprawy (lub wchodzą w grę inne ustalenia). Mogą się pojawić anonimowe wpisy, ale takim ciężko dawać wiarę. Temat jest gorący, więc wszystko trzeba traktować z przymrużeniem oka.
-
To jest Reddit, tam można dostać bana za dużo mniejsze przewinienia niż takie bezczelne teksty. Kiedyś napisałem raczej stonowaną, ale średnio przychylną opinię o jednej z drukarek 3D znanego producenta, popartą konkretnymi przykładami - jakiś nadgorliwy mod strzelił mi bana na kilka dni za rzekomy hejt bez pokrycia. Generalnie, patrząc na to co się dzieje od bardzo dawna na tej stronie, jestem już prawie przekonany, że aby zostać tam moderatorem, trzeba mieć orzeczenie o niepełnosprawności.
-
Nie milkną jeszcze echa zamknięcia BioWare, a prasa przypomina o kolejnym studiu na krawędzi. Studiu szczególnie mi bliskim, bo mowa o twórcach prześwietnej serii Dishonored, Arkane. https://www.gamespot.com/articles/arkane-lyon-could-be-shut-down-within-weeks-as-deadline-to-find-a-buyer-looms/ Oddział w Austin został już zamknięty po katastrofie w postaci Redfall, oddział w Lyon ma obecnie na tapecie Marvel's Blade. Deadline na znalezienie kupca upływa 13 listopada (tak, w piątek), i jeśli nie znajdzie się nikt zainteresowany, bardzo możliwe, że Arkane podzieli los BioWare.
-
Wymieniłeś chyba najważniejsze dla takich gier elementy. Veilguard byłby dobrą grą, gdyby był całkiem inną grą, tak w dużym skrócie. Tam prócz tego kulały mechaniki, konstrukcja świata, zagadki.
-
U mnie nie ma problemu, maksymalna cena jaką mogę dać za telefon to 1.5k. O dziwo, w co wiele osób może nie uwierzyć, telefony poniżej 1k również działają. Robią nawet zdjęcia. Obecnie śmigam na Motce Edge 50 Fusion i za cholerę nie chce mnie zmusić do jej wymiany.
-
Fabuła, postaci i świat obronią się zawsze, niezależnie od oprawyt. Kotora przechodziłem z dwa lata temu z jakimiś lekkimi modami i to nadal był mega dobrze spędzony czas. Nie tylko GOL swoją drogą ma takie odjazdy, tutaj Polygon: https://www.polygon.com/dragon-age-the-veilguard-bioware-rpg-retrospective/ Inna sprawa, że nie od dziś wiadomo w którą stronę wieje wiatr w tym serwisie.
-
Od dawna to jest głównie odznaczanie checkboxów, żeby metryki inkluzywności się zgadzały. Lub gorzej, samowolka osób, którym dano zbyt dużą władzę, dla których nie jest priorytetem dobra gra, a przekaz. Zbyt często obrywa się za to samym aktorom (nawet dubbingowym), choć oni dostali tylko skrypt i robotę do wykonania. O tym jak słabo napisana postać zostanie odebrana i jak to wpłynie na jej odtwórcę, to się akurat mało kto w korpo przejmuje. U Japończyków wychodzi to zazwyczaj naturalnie, bo nie podchodzą do tematu od dupy strony - najpierw tworzy się ciekawe postaci, osadza w konkretnej historii, dzięki czemu określone cechy nie wyglądają na wciśnięte na siłę, a raczej będące integralną częścią świata. Czasem jest to tak zamaskowane, że nie widać tego na pierwszy rzut oka. Dla kontrastu Veilguard to metoda gwoździa i młotka. Toporne, pozbawione subtelności walenie odmiennością, wyglądające nie jak element różnorodnego świata, ale jak komunikat.
-
Tenzing. Czekałem na ten film od dawna, bo uwielbiam klimaty gór, motyw przekraczania granic własnych możliwości i ogromnej determinacji w dążeniu do celu. Ten film to posiada na papierze, niestety mimo świetnego castingu, jestem rozczarowany realizacją. Zabrakło emocji, które często zastąpiono tanimi zagrywkami, film rzadko oferuje dramaturgię, której wypadałoby oczekiwać w tych okolicznościach. Nie przedstawiono w sposób przekonujący trudów wspinaczki, retrospekcje są dość płytkie, zbyt bezpieczne i mocno przewidywalne. Wydany w 2015 roku Everest praktycznie na każdej z tych płaszczyzn spisuje się znacznie, znacznie lepiej, mimo sumarycznie niższych ocen. 7/10 i to takie trochę naciągane.
