W środę sypało ok. 13h i wyszło z tego 8-10 cm tak na oko.
Wczoraj zaczęło się topić, a wieczorem przyszedł mróz i była gołoledź. Jak jechałem po 17 do pracy, to przy 5 km/h dupa latała. Tak przynajmniej było w moim perfekcyjnie zarządzanym mieście. Po dojeździe do "głównej" drogi, było mokro, ale bez poślizgu.
Dziś kolejny dzień roztopów, ale trochę to zajmie. Szczególnie, że co noc ma być mróz.
Tak czy tak, napatrzyłem się na śnieg, wyryłem sobie ten obraz w pamięci i przywołam za jakieś trzy tygodnie. 🙈
Oczywiście zostawiam otwartą leciutko, furteczkę nadziei na niespodziankę.