Skocz do zawartości

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

Zakładam taki temat bo jestem ciekawy jak definiujecie szczęśliwe życie i w ogóle szczęście. Raczej nie chodzi mi o wymiar typowo emocjonalny czyli ważne chwile w naszym życiu jak pierwsza miłość, narodziny dziecka, awans czy egzotyczne wakacje, a CODZIENNE MOZOLNE ŻYCIE.

 

Moja definicja jest taka - jeśli po pracy, czy to na etacie czy na własnej działalności jesteś w stanie wrócić do domu i nie jesteś na tyle zmęczony aby pograć przez parę godzin, obejrzeć film lub w inny sposób się zrelaksować co najmniej na 3-4 godziny to można powiedzieć, że jesteś szczęśliwy. Od ponad 20 lat ja tak mam i bardzo się z tego cieszę :) Jak pracowałem na etacie, który zresztą nie był jakoś super wyczerpujący. Bywały dni, że pracowałem dosłownie 2 godziny dziennie (oczywiście płacone za 8h - praca w kontroli państwowej) to i tak często bywało, że wieczorem nie miałem już na nic siły, a byłem dużo młodszy. Wpływ na to miało wstawanie rano do pracy czego nienawidzę i źle funkcjonuję, dojazdy do pracy i z powrotem, które też zabierają czas i energie życiową. Brak wolności w nakładaniu sobie obowiązków. 

 

Pomijam oczywiście kwestie zdrowia. Bo jak wiadomo ono ma ogromny wpływ na to co piszę. Jak się jest chorym czy z ukrytą chorobą ciężko mówić o relaksie.

 

To wszystko co piszę wcale też nie koreluje sticte z poziomem płacy i zamożnością. Bo ktoś może zarabiać bardzo dużo, na kilku etatach, ale poziom stresu i wyczerpania jest tak ogromny, że nie tylko nie ma mowy o relaksie bo jedyne co może to spać, ale też może wpływać na zdrowie czy życie seksualne. A może być ktoś kto zarabia bardzo mało, ale ma niewiele pracy. To wszystko prowadzi też do bardzo smutnej konstatacji, że bardzo wiele osób jest tak bardzo zmęczona, że jedynie je może odprężyć etanol. Szczególnie po pracy fizycznej w systemie 3 zmianowym. Zasłyszałem niedawno prawdziwą historię. Podchodzi do pracownicy biedronki klient i składa jej życzenia świąteczne. A ona jedyne życzenie jakie ma to żeby pracować na jedną zmianę...

 

Następna smutna konstatacja jest taka, że na etatach kompletnie nikogo nie obchodzi czy jesteśmy typem sowy czy słowika. Czy mamy lepszy czy gorszy dzień itp. Wiem, że kolega Gordon przebywa właśnie w Bieszczadach gdzie odpoczywa sobie :) , ale napisał niedawno, że przeceniam pracę na własnej działalności. Więc otóż NIE. Nie chodzi wcale o pieniądze. Chodzi właśnie o tą wolność. Mam czasami tak, że mam bardzo słaby dzień. Na etacie tak czy inaczej musiałbym pracować z zaniżoną wydajnością co implikuje potem problemy ze zdrowiem, samopoczuciem itp. U siebie mogę sobie cały dzień przespać albo zrelaksować. A są też takie sytuacje, że mamy ogromny power i wszystko robimy szybko i sprawnie i nie męczymy się. Na etacie może akurat nie być w tym czasie za dużo pracy. U siebie możemy odrobić wszystkie niechciane zaległości. Mam czasami tak, że po prostu praca mi nie idzie. Widzę jak mam słabą wydajność. To przestaję. A mam czasami tak, że pracuję 12h i wciąż mi mało. I siłą się odrywam, żeby nie było 14h. I nie czuję żadnego zmęczenia... Na to wszystko mają wpływ oczywiście procesy biochemiczne zachodzące w naszym organizmie, poziom ciśnienia, pogoda czyli zarówno czynniki zewnętrzne jak i wewnętrzne. Ale na etacie nikogo to kompletnie nie interesuje, a u siebie możemy sami to dostosowywać.

 

Więc - TAK - to są powody dla których własna działalność, nawet JDG jest o wiele lepsza niż etat. Mogę zarabiać i minimalną, ale NA WŁASNYCH ZASADACH... Niestety korporacje wraz z rządami stają na głowie, żebyśmy byli niewolnikami Panów z wysp. Rzucą nam owocowe czwartki albo jakąś przemowę a robią wszystko aby 5% ludzi miało kapitał, a 95% było na ich usługach. I w taki świat wkraczają nowe pokolenia. Całkowita zależność czy to w formie pracy czy jako podwykonawca. I stąd smutny wniosek, że ludzie będą coraz mniej szczęśliwi.

Edytowane przez hubio
Opublikowano
1 minutę temu, hubio napisał(a):

Moja definicja jest taka - jeśli po pracy, czy to na etacie czy na własnej działalności jesteś w stanie wrócić do domu i nie jesteś na tyle zmęczony aby pograć przez parę godzin, obejrzeć film lub w inny sposób się zrelaksować co najmniej na 3-4 godziny to można powiedzieć, że jesteś szczęśliwy.

Po pracy? :E

 

Ja w dni bez żadnej pracy jestem zbyt zmęczony na 3-4 godziny grania :E

 

 

Moja definicja szczęścia: brak problemów ze zdrowiem, możliwość widzenia i slyszenia, brak problemu z dachem nad głową i brak problemu z kasą na jedzenie. Jak to jest, to wystarczy jakiekolwiek hobby dające radość i to uznam za szczęście. No może jeszcze szacunek do samego siebie w kwestii moralności, bo ja bym szczęśliwy być nie potrafił widząc w lustrze złodzieja, oszusta albo wręcz polityka ;)

  Do długoterminowego to przydałąby się odłożona kasa na wypadek nieszczęścia itp. 

 

A superkrótkoterminowo? Wyspać się dobrze 2 dni z rzędu i pograć sobie w VR albo posłuchać muzy (to może być w VR).

  • Upvote 1
Opublikowano (edytowane)

@VRman z całym szacunkiem, ale dla mnie to nie szczęście tylko egzystowanie :) Też tak miałem. Mam porównanie. Widzę różnice :) OGROMNĄ... :) Oczywiście kwestie zdrowia są najważniejsze - tu 100% racji. Ale zdrowie, jedzenie i dach to jest jedynie egzystowanie wg mnie.

 

@Klakier1984 pytanie tylko co w tym czasie wolnym jesteś w stanie robić. Na co masz chęć. Czy możesz sobie na luzie pograć kilka godzin albo robić to co lubisz. 

 

Ja mam taki rytm pracy od ponad 20 lat. Wstaję ok 12-13. Pracuję do ok 20-22. Czasami od 9 do 22 w szczególnie napiętym okresie, ale to jeden miesiąc. Najczęściej od ok 12-13 do jakieś 20. Ok 21 jem i oglądam film. Od 22-24 do 4-5 rano gram. Dosyć często robię sobie wolne już ok 18 i gram wtedy w jakąś strategię do 22. Praca mi idzie tak szybko, że wiem, że to co robię przez 4 godziny inna osoba by robiła z 8h więc dzięki dużej wydajności mam czas dla siebie. Na etacie jakbym pokazał jak dobrze pracuję miałbym zlecaną najgorszą pracę albo dodatkową. Przerabiałem to właśnie na etacie. Napisałem 3x szybciej protokół to dostawałem zadanie pomocy osobom co się nie wyrabiały. Oczywiście najcięższe kontrole itp. I wiem, że tak jest. Ma ktoś dzieci to jakby nie pracował to się go nie ruszy. Jesteś wydajny i jak zrobisz szybciej swoją pracę to dają ci następną. Więc najbardziej opłaca się cwaniakowanie i udawanie. Rezultat - udajesz, że pracujesz przez 8h co jest jeszcze cięższe niż sama praca. A czasu dla siebie tak czy inaczej nie masz. Na własnej działalności KAŻDA oszczędzona sekunda pracy jest dla ciebie.

 

W przypadku pracy na taśmie oczywiście nie ma cwaniakowania. Tam każdy haruje te 8h a nadzorcy niewolników tylko patrzą czy przypadkiem nie pójdziesz do WC jak nie ma przerwy. Najczęściej słyszę od takich osób, że są tak bardzo zmęczone, że jedynie co pozwoli im zasnąć to piwo. Bo jak się jest mega zmęczonym często nawet nie można zasnąć. Taki mamy "extra" świat XXIw. A 3 zmianowy system pracy ma bardzo negatywny wpływ na zdrowie co jest już udowodnione.

Edytowane przez hubio
Opublikowano (edytowane)

@ODIN85 tak - nie mam porównania więc się nie wypowiadam odnośnie dzieci. Ale podawałem na swoim przykładzie 1:1 porównanie. Więc wtedy nie miałem dzieci i teraz nie mam. Na marginesie dodam, że mam bratanicę i każdą możliwą chwilę z nią spędzam jak tylko mogę i to też jest dla mnie ogromny relaks... Więc zakładam, że jakbym miał własne dziecko to bym nie grał tylko nim się zajmował, ale wciąż by to był odpoczynek dla mnie. A na etacie bym był zbyt zmęczony nawet na to. Ja zajmowałem się nią po kilka/kilkanaście godzin. I wracałem i grałem sobie. Bo zabawa z nią mnie totalnie relaksowała. Nie było mowy o jakimkolwiek zmęczeniu.

 

Ale ok... Wiadomo - ja się tylko z nią bawiłem. A rodzic musi naszykować do szkoły/przedszkola - odebrać więc tu się nie wypowiadam, ale myślę, że będąc na swoim i tak to by lepiej się znosiło.

Edytowane przez hubio
Opublikowano (edytowane)

Zdrowie najważniejsze wiadomo.

 

Jeśli chodzi o pracę to ja już pierdylion lat na swoim, etatu też kapkę zaznałem w życiu, ale na szczęście tylko kapkę za młodego jak rozpoczynałem życie zawodowe i już wtedy wiedziałem, że to nie dla mnie :E. Dzisiaj nie wyobrażam sobie wrócić do etatu.  

 

Nie ma co się rozpisywać na swoim to na swoim, szczególnie cenię wolność. Chce jutro nie pracować to nie pracuję, chcę zrobić sobie od dziś długi weekend to robię bez gadania. Chcę jutro pracować od 9tej to tak pracuję, Chce skończyć pracę o 12tej to kończę i nikomu się nie muszę meldować, ani prosić :E 

 

W zasadzie to nie lubię za dużo pracować, ale pracować coś trzeba bo rtxy się nie biorą z powietrza niestety :E W każdym razie cenię sobie wolny czas, pracując na swoim zarabiam więcej jak na etacie i pracując mniej, nikt nie marudzi, a jak próbuje marudzić to mówię mu nara :E, a czas pracy to połowa lub ciapkę więcej tego co na etacie trzeba robić jakby tak przeliczyć w skali roku godziny przepracowane i wolne. No i spokój, bardzo cenie sobie spokój, jak najmniej stresu i bez nadmiernego ciśnienia. 

Edytowane przez lukadd
  • Like 1
Opublikowano (edytowane)
Godzinę temu, hubio napisał(a):

 z całym szacunkiem, ale dla mnie to nie szczęście tylko egzystowanie :) Też tak miałem. Mam porównanie. Widzę różnice :) OGROMNĄ... :) Oczywiście kwestie zdrowia są najważniejsze - tu 100% racji. Ale zdrowie, jedzenie i dach to jest jedynie egzystowanie wg mnie.

Doprecyzuj bo tak to tylko mogę zgadywać o co Ci chodzi i ryzykować rozpisanie się zupełnie nie o tym co trzeba ;)

 

Nie. To nie jest egzystowanie/wegetacja. To co opisałem, to marzenie. Niemal raj. Wszystko zależy od perspektywy. Jak miałem 20 lat, pełnię zdrowia, normalny słuch i wzrok i kasę "żeby nie mieć problemu z rachunkiem czy kupnem żarcia" to bym pewnie takie cos nazwał "od biedy może być, ale trochę lipa", ale teraz to jest ideał przy którym nie wyobrażam sobie jak można by być nieszczęśliwym.

Ba, ja już mam problem z rozumieniem jak można narzekać będąc bezdomnym, ale młodym, zdrowym,  silnym, zdolnym robić wszystko co zdrowy człowiek może robić. 

 

Edytowane przez VRman
  • Thanks 1
Opublikowano (edytowane)

@VRman to co pisałem jest oczywiście przy założeniu, że mamy zdrowie, dach nad głową i jedzenie. Bo jeśli nie ma tych podstawowych rzeczy to wtedy się marzy właśnie o tym. Szczególnie to pierwsze. Bóg dał, że mam jakieś lekkie choroby, ale nie wpływające jak dotąd na życie. Ale ludzie co zmagają się z ciężkimi chorobami to jedyne o czym marzą to wyleczenie albo choć jeden dzień bez bólu. Oczywiście dla takich osób to będzie szczęście. I dla tych co byli chorzy i wyszli też to będzie miara szczęścia. Ale ja pisałem w sensie jakby to było zawsze zapewnione.

 

Życzenia zdrowia tak bardzo się strywializowały, że ludzie niby sobie tego życzą, ale olewają. W Polsce profilaktyka NIE ISTNIEJE! Ludzie idą do lekarza jak zaczyna boleć co w wielu przypadkach oznacza ciężką, czasami niemożliwą do wygrania chorobę. Ja w wieku 40 lat mimo, że czułem się DOSKONALE poszedłem sobie do lekarza, żeby być pod monitoringiem i wyszło, że na początku miałem jedną lekką chorobę. Teraz doszło zapobieganie innym. Czy fajnie mi chodzić po lekarzach? Wcale nie. Ale wiem, że jeśli głupi samochód ma obowiązkowy przegląd, a człowiek nie to coś jest bardzo nie tak z priorytetami w życiu.

 

Ludzie monitorujcie swoje zdrowie NAPRAWDĘ... Bo badania okresowe z pracy to pic. Róbcie pełną diagnostykę co jakiś czas! 

 

I też jest sprawa, że właśnie przez stres, 3 zmianowy system pracy, uzależnienia od etanolu i nikotyny na czym korpo bardzo zależy niszczymy sami swoje życie. Jakbym wierzył w spiskowe teorie to bym wysnuł taką, że jedne korpo w których pracujemy nas wykorzystują na maxa tak żebyśmy musieli odreagować, a inne - etanolowe nam podsuwają truciznę, żebyśmy nawet nie dożyli emerytury, albo krótko na niej byli.  Jak chyba nigdy dotąd człowiek musi obecnie na maxa myśleć o sobie, żeby go ten system nie pochłonął!

Edytowane przez hubio
Opublikowano (edytowane)
3 godziny temu, hubio napisał(a):

Na własnej działalności KAŻDA oszczędzona sekunda pracy jest dla ciebie.

To fakt. Pamiętaj, że poza swoją działalnością i staniu przy taśmie można jeszcze pracować w budżetówce (a pracuje tam u nas całkiem sporo ludzi- linkowałem w innym temacie) i tam naprawdę można zachować mityczny work-life balance :cool: 

Edytowane przez Klakier1984
Opublikowano (edytowane)
1 godzinę temu, VRman napisał(a):

Nie. To nie jest egzystowanie/wegetacja. To co opisałem, to marzenie. Niemal raj.

 

Dokładnie. Małżonka generalnie mogła by nie robić nic innego tylko czytać książki- to nie jest drogie hobby :)

Edytowane przez Klakier1984
Opublikowano
2 godziny temu, lukadd napisał(a):

Nie ma co się rozpisywać na swoim to na swoim, szczególnie cenię wolność. Chce jutro nie pracować to nie pracuję, chcę zrobić sobie od dziś długi weekend to robię bez gadania. Chcę jutro pracować od 9tej to tak pracuję, Chce skończyć pracę o 12tej to kończę i nikomu się nie muszę meldować, ani prosić :E 

 

 

Jak jesteś na swoim, nie zarabiasz 50k miesięcznie i z pracy wyłączy cie poważna choroba to siedzisz i płaczesz ?? ;) 

1 minutę temu, janek25 napisał(a):

Ja przez ostatnie 3 lata nie przepracowałem nawet godziny i mi to pasuje 

Rentier ?? Czy gatunek naiwniaka, który uważa, że przebywając w pracy którą się kocha tak naprawdę się nie pracuje ;D

Opublikowano
14 minut temu, Klakier1984 napisał(a):

To fakt. Pamiętaj, że poza swoją działalnością i staniu przy taśmie można jeszcze pracować w budżetówce (a pracuje tam u nas całkiem sporo ludzi- linkowałem w innym temacie) i tam naprawdę można zachować mityczny work-life balance :cool: 

No przecież ja pracowałem w budżetówce i też nie było jakiejś harówki, ale i tak to było morze świetlne do tego co jest teraz :) Już wtedy myślałem, że jest ok zanim nie poznałem własnej DG

Opublikowano
5 minut temu, Klakier1984 napisał(a):

Jak jesteś na swoim, nie zarabiasz 50k miesięcznie i z pracy wyłączy cie poważna choroba to siedzisz i płaczesz ?? ;) 

Rentier ?? Czy gatunek naiwniaka, który uważa, że przebywając w pracy którą się kocha tak naprawdę się nie pracuje ;D

Za dużo bydlaków w pracy spotkałem by kochać pracować. Poza tym wstawanie o 12 mi pasuje 

Opublikowano
2 minuty temu, Klakier1984 napisał(a):

Jak jesteś na swoim, nie zarabiasz 50k miesięcznie i z pracy wyłączy cie poważna choroba to siedzisz i płaczesz ?? ;) 

Od tego są ubezpieczenia, oszczędności czasami jakie by nie były nie pomogą. Jak cie dopadnie poważna choroba to etat w niczym ci nie pomoże gdy prywatnie trzeba na już wywalić czasami setki tysięcy, albo milion+ aby w ogóle mieć jakąś szansę, a NFZ każe ci czekać w kolejce rok :E 

 

  • Like 1
Opublikowano
3 minuty temu, Klakier1984 napisał(a):

Jak jesteś na swoim, nie zarabiasz 50k miesięcznie i z pracy wyłączy cie poważna choroba to siedzisz i płaczesz ?? ;) 

NIE, NIE i NIE - po pierwsze mając dobrowolne chorobowe, które jest bardzo tanie ZUS ci wypłaca pieniądze, a do tego sam nie płacisz. Fakt, że marne pieniądze, ale coś płaci. Wystarczy mieć wykupione dodatkowe płatne ubezpieczenia np. na wypadek nowotworów i masz od razu ze 100k wypłaty

3 minuty temu, Klakier1984 napisał(a):

Rentier ?? Czy gatunek naiwniaka, który uważa, że przebywając w pracy którą się kocha tak naprawdę się nie pracuje ;D

Ja jak pracowałem na swoim i miałem fazę mega miłości do pracy to często wolałem popracować niż pograć bo praca była odpoczynkiem i rozrywką... :) Minęło mi po 5 latach i obecnie nie jest już tak fajnie, ale wiem, że jak się bardzo lubi pracę to w ogóle nie męczy i to nie jest naiwniactwo. Naiwniactwo jest wtedy kiedy kochasz swoją pracę i wykorzystują to inni ludzie - twoi szefowie, korporacje itp... Oni sprytnie używają słowa "dźwignia" bo faktycznie dźwigają się na cudzej pracy. 

Opublikowano (edytowane)
9 minut temu, janek25 napisał(a):

Za dużo bydlaków w pracy spotkałem by kochać pracować. Poza tym wstawanie o 12 mi pasuje 

Mam też jednego kumpla, który poza giełdą nigdzie nie pracuje ale tam wygrywają tylko nieliczni- gratuluję ;)

7 minut temu, hubio napisał(a):

 ale wiem, że jak się bardzo lubi pracę to w ogóle nie męczy i to nie jest naiwniactwo. 

Zależy co rozumiesz pod tym pojęciem. Dla mnie to naiwniactwo bo jeżeli bo jeżeli kochasz swoją pracę to znaczy, że żyjesz żeby pracować. Ja mam na pracę wywalone i pracuję by żyć ;)

Edytowane przez Klakier1984
  • Haha 1
Opublikowano (edytowane)

@Klakier1984 co rozumiem pod tym pojęciem? Wyobraź sobie najlepszą rzecz jaką kochasz robić w ramach odpoczynku lub rozrywki, a potem pomyśl, że ktoś ci by za to płacił :) To jest właśnie to. Miałem tak. Wolałem "pracować" niż odpoczywać choć oba pojęcia się zacierały. Siłą się odpędzałem od pracy. Ale oczywiście tylko i wyłącznie na własnej działalności. Obecnie mi z tego zostało z 60% i też jest ok w stosunku do pracy na etacie. Jak widzę tych ludzi co w większości wyglądają jakby pracowali za karę albo ludzi co tylko myślą jak skończyć i się napić to żal mi tych ludzi. Na etacie to zgadzam się, że naiwniactwo. 

Edytowane przez hubio
Opublikowano

Ja żyje w schemacie 8 godzin pracy zdalnie na kanapie bo praca mi na to pozwala, 8 godzin gram w coś i 8 godzin śpię. Weekendy spędzam na działce.

 

Ale wolał bym nie pracować i mieć 16h dla siebie. Nie wiem co bym miał robić żeby mi za to płacili i żebym był z tego powodu szczęśliwy. Jestem realistą, żadna praca nie jest i nigdy nie będzie rozrywką. Ważne jest więc tylko to żeby była wygodna, nie męczyła i nie pochłaniała dodatkowego czasu na dojazdy (czyli zdalna). 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

    • Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...