Skocz do zawartości

Oldman

Użytkownik
  • Postów

    712
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez Oldman

  1. Szkolenie w cieniu wojny. Ukraińscy żołnierze o swoich doświadczeniach W ciągu trzech lat wojny dziesiątki tysięcy ukraińskich żołnierzy przeszło szkolenie za granicą. DW rozmawiało z niektórymi z nich. Opinie są podzielone. Wiele krajów, w tym Wielka Brytania, Norwegia, Niemcy i Francja, a także inne państwa Unii Europejskiej, zaoferowały szkolenia ukraińskim żołnierzom i oficerom. Jeden z nich – o bojowym imieniu Mara – jest przydzielony do 114. Brygady Obrony Terytorialnej Ukrainy przeciwko rosyjskiej agresji. Jesienią 2023 r. ukończył dwumiesięczne szkolenie podstawowe we Francji. – Zachodni instruktorzy czasami nie rozumieją, jakiego rodzaju wojnę prowadzimy. Są przyzwyczajeni do walki z terrorystami, którzy nie mają czołgów, artylerii ani dronów – mówi Mara. Brakowało mu szkolenia z dronami i z wojskowej medycyny ratunkowej, a ćwiczenie polegające na stawianiu i składaniu obozu namiotowego było niepotrzebne. – Nikt u nas tego nie robi, wszyscy siedzą w schronach. Kiedy zaczyna się ostrzał artyleryjski, natychmiast chowamy się w dołach i nie składamy namiotów – tłumaczy Ukrainiec. Według niego przydatne były jednak ćwiczenia strzeleckie, zarówno w nocy z urządzeniami celowniczymi, jak i z przeszkodami oraz na terenach miejskich. Był też pod wrażeniem ćwiczeń polegających na ucieczce z niewoli w specjalnie zbudowanym do tego miasteczku wielkości dzielnicy Kijowa. – To były zgliszcza i ruiny, innymi słowy, warunki naprawdę podobne do tych na Ukrainie – mówi Mara i opowiada również o kanalizacji w tym miasteczku treningowym. – Mieliśmy tam urządzić zasadzkę i zeszliśmy do podziemi. Strasznie śmierdziało, bo instruktorzy rozrzucili tam zgniłe mięso. Mówili, że podczas wojny musimy czołgać się po trupach. I tak było, gdy wróciliśmy do Ukrainy, naprawdę musieliśmy czołgać się po ciałach zabitych – opowiada Ukrainiec. Według niego taki trening psychologiczny pomógł jego jednostce zachować gotowość bojową nawet w ekstremalnych warunkach. Wymiana doświadczeń – Nauczono nas podstaw, takich jak obchodzenie się z bronią i prawidłowe strzelanie. Ale nie powiedziałbym, że to wszystko było przydatne – wspomina inny żołnierz Gwardii Narodowej, który był w Polsce w październiku 2024 roku. – Natomiast instruktorzy od razu zaznaczyli, że jest to wymiana doświadczeń, że nauczą nas tego, co wiedzą, a my powinniśmy powiedzieć im, jak sobie radzimy – mówi, dodając, że jego jednostka nie miała wówczas doświadczenia bojowego. – Po prostu dowiedzieliśmy się, kto co potrafi – dodał. Za granicą miała być również trenowana koordynacja rotacji w strefie walki. Żołnierz 153. Samodzielnej Brygady Zmechanizowanej, który przechodził szkolenie w Niemczech, nie krył wątpliwości. – O jakiej koordynacji można mówić, gdy widzę swoich towarzyszy po raz pierwszy – mówił. Według niego, na ćwiczenia wysłano zupełnie nowo sformowaną jednostkę. Jak stwierdził, nie miało to sensu, bo zostali przeszkoleni przez Amerykanów, którzy próbowali przekazać im wiedzę, nie mając "doświadczenia w naszej wojnie". Żołnierze 153. Brygady byli również szkoleni na amerykańskich moździerzach w Niemczech, ale na polu bitwy otrzymali moździerze ukraińskie. Musieli więc przejść dodatkowe szkolenie w kraju. Ćwiczenia z zachodnią bronią Z kolei pozytywnie swoje szkolenie w Norwegii ocenił Danyło Chrebtow, żołnierz 35. Brygady Piechoty Morskiej. W 2022 roku ćwiczył obsługę systemu rakietowego Hellfire, który został przekazany jego jednostce. Jak wspomina, "instruktorzy byli w Afganistanie i mieli doświadczenie wojenne". – Chcieliśmy nauczyć się od nich jak najwięcej – dodaje. Dwutygodniowy program szkoleniowy składał się z teorii i praktyki. – Pracowaliśmy bezpośrednio ze sprzętem, strzelaliśmy do morza, do ruchomych celów – mówi żołnierz. Według Chrebtow, w skład grupy wchodziło również trzech oficerów wojskowych, którym prawdopodobnie pozwolono wyjechać za granicę na szkolenie tylko ze względu na powiązania rodzinne ze starszymi oficerami. – Później, gdy wrócili do Ukrainy, przebywali gdzieś w głębi kraju. W ich miejsce można było wyszkolić personel wojskowy, który byłby przygotowany do podjęcia zadań na froncie – krytykuje Chrebtow. Na polu bitwy jego jednostka skorzystała z systemu Hellfire. – Byliśmy w stanie zniszczyć rosyjską fortyfikację – wspomina żołnierz, który po tej misji otrzymał odznaczenie wojskowe. Problemy ze szkoleniami Szkolenie za granicą nie zawsze odpowiada deklarowanemu programowi. Żołnierz obrony terytorialnej, który przebywał na Słowacji w lipcu 2023 roku, poinformował, że jego dowódcy obiecali mu szkolenie w zakresie "najnowszej broni i sprzętu" oraz wojskowej medycyny ratunkowej. Okazało się jednak, że przygotowali szkolenie jak dla rekrutów, coś w rodzaju szkolenia podstawowego. – Nasi chłopcy byli trochę rozczarowani – wspomina żołnierz. Następnie instruktorzy zmienili program i sprowadzili bardziej doświadczonych specjalistów do szkolenia taktycznego. Od tego momentu Ukraińcy ćwiczyli na radzieckim sprzęcie słowackiej armii. Zdaniem żołnierza "było to przydatne", ale ćwiczenia trwały \zbyt długo, bo cały miesiąc. – Czuliśmy się, jakbyśmy grali na zwłokę. Z drugiej strony można powiedzieć, że mieliśmy miesiąc odpoczynku od wojny. Byliśmy w miejscu z piękną przyrodą i bez nalotów – podkreślił. Kursy również dla ukraińskich szkoleniowców W lutym 2024 roku "Ranger" – sierżant z 59. Samodzielnej Brygady Szturmowej, został zaproszony do Wielkiej Brytanii. 35-dniowe ćwiczenia, w tym ewakuację budynku, przeprowadzili brytyjscy i rumuńscy instruktorzy. Obserwowali oni Ukraińców na poligonie, a następnie wystawili im ocenę. – Ale dla ludzi z doświadczeniem bojowym nie było tam nic nowego. Ukraińscy wojskowi z doświadczeniem bojowym byliby bardziej skutecznymi instruktorami – stwierdził "Ranger". Później, w maju 2024 roku, "Ranger" ponownie udał się do Wielkiej Brytanii, tym razem by wziąć udział w kursie dla instruktorów. W tym czasie w Ukrainie szkolił już nowych rekrutów, którzy dołączyli do 59. Brygady. – Kiedy przyjechaliśmy, sami Brytyjczycy nie wiedzieli, co z nami zrobić, ponieważ byliśmy już instruktorami – wspomina ukraiński sierżant. Ukraińscy instruktorzy przeszli sześciotygodniowy program szkolenia podstawowego. Tymczasem "Ranger" musi szkolić nowych rekrutów bezpośrednio w strefie walki w ciągu kilku dni. – Nie mamy czasu na takie wykłady. Podczas przerw na papierosa wyjaśniamy, jak na przykład ukryć się przed dronem lub zasypać okop – mówi. żródło
  2. wystarczy czytac całe newsy a nie tylko oglądac obrazki ;-)
  3. Bundeswehra niezdolna do walki. Brakuje amunicji, czołgów i Patriotów Ekspert wojskowy Carlo Masala stwierdził w rozmowie z dziennikarzem stacji ZDF, że w przypadku wojny Niemcy nie obroniłyby, poza jednym wyjątkiem, największych miast przed Rosją. Systemy Patriot byłyby w stanie zabezpieczyć jedynie Berlin. Podobne opinie wyrażali wcześniej inni eksperci i analitycy podkreślając, że Niemcy wciąż nie spełniają najważniejszych założeń NATO związanych z obronnością. Dopiero w 2024 r. Niemcy osiągnęły wymagany przez NATO (jednak tylko "na papierze") poziom wydatków na obronność przekraczający 2 proc. PKB (było to 2,12 proc.). Sekretarz generalny NATO Mark Rutte uważa jednak, że od teraz członkowie Sojuszu powinni przeznaczać na ten cel już ok. 3 proc. PKB, a zdaniem Donalda Trumpa nawet 5 proc. PKB. W 2022 r. niepokój wywołały z kolei doniesienia, że zapasy amunicji w składach Bundeswehry wystarczyłyby na zaledwie 2 dni intensywnego konfliktu zbrojnego. Tymczasem NATO zakłada w tym przypadku zapasy na minimum 30 dni. Mimo wzrostu wydatków na obronność wciąż jest to problem wielu państw, czego dowodzą ostatnie raporty z Francji na temat zapasów pocisków lotniczych. Problemy Niemiec z obroną przeciwlotniczą Rozmawiając na temat obrony przeciwlotniczej Niemiec, Carlo Masala nieprzypadkowo skupił się właśnie na systemach Patriot, które są jedną z najbardziej zaawansowanych tego typu broni na świecie. Ich przewaga nad konkurentami to m.in. możliwość przechwytywania nie tylko samolotów, śmigłowców czy dronów, ale też poruszających się z największymi prędkościami pocisków balistycznych i pocisków manewrujących. - Mamy w Niemczech osiem baterii systemów obrony powietrznej Patriot. Jeśli dobrze je rozmieścić, to będą mogły chronić Berlin przed pociskami balistycznymi, ale już żadne inne niemieckie miasto nie byłoby chronione przed takim zagrożeniem - powiedział Carlo Masala. Kontynuując swoją myśl Carlo Masala odniósł się również do przewagi, jaką Rosjanie mają obecnie nad Niemcami. W jego ocenie Moskwa dysponuje znacznie większymi zapasami broni, w tym tej, która może razić wrogie cele na dalekim dystansie. - Rosjanie mają przewagę we wszystkim, co dotyczy pocisków balistycznych i pocisków manewrujących - stwierdził Carlo Masala. Wojna w Ukrainie dowiodła skuteczności systemów Patriot, które skutecznie radzą sobie nawet z pociskami Ch‑47M2 Kindżał, które uchodzą za jedne z najgroźniejszych w arsenale Rosjan i przez lata były mocno promowane przez tamtejszą propagandę. Tego typu pociski poruszają się z prędkością hipersoniczną (powyżej Mach 5). Ich zasięg to natomiast nawet 2 tys. km. Niedobory sprzętu w magazynach Niemiec W 2022 r. Frank Haun, szef grupy firm obronnych KMW+Nexter Defense Systems (KNDS), ostro skrytykował niewystarczającą liczbę sprzętu i pojazdów wojskowych w niemieckiej armii. Szczególnie mocno zaakcentował wówczas kwestię amunicji oraz czołgów, których przed laty Bundeswehra potrafiła mieć ponad 2 tys., a obecnie dysponuje ok. 300 sztukami. Co warte odnotowania, również w przypadku systemów Patriot sytuacja Niemiec kiedyś wyglądała lepiej. Jeszcze w czasach zimnej wojny dysponowały one ponad 30 bateriami tej amerykańskiej broni. W chwili wybuchu wojny w Ukrainie posiadały już jednak tylko 12 baterii, a mimo to kilka przekazano w ramach wsparcia dla Kijowa. W 2024 r. Berlin porozumiał się z Waszyngtonem w sprawie pozyskania kilku nowych baterii Patriot, ale ich dostawy zaplanowano dopiero na lata 2027-2029. źródło
  4. Dodałem jednego goscia który spamuje ten wątek takimi głupotami że aż cięzko uwierzyć jak mozna być tak durnym, i wam też polecam, lepiej się czyta
  5. szykuje sie MUST HAVE dla wielbicieli retro klimatu i pixelartu oraz Terminatora, podobno ma byc na konsole i na peceta. czekam TERMINATOR 2D NO FATE
  6. ja prdl nie wierze w to co czytam , musisz być bardzo młodym człowiekiem że wypisujesz takie głupoty, albo starym i troche mało kumatym. Ukraina dostawała pieniądze od Europy i USA to prawda a ze ciągle mało to też prawda i o co sie przypierd***sz ???? proszą bo ciągle brakuje, obecnie koszta prowadzenia współczesnych konfliktów wojennych na duzą skalę są kosmiczne, ceny amunicji i nowoczesnego sprzętu to kosmos (ale nie tylko kasa jest problemem ale także produkcja tego sprzętu). Linia frontu przesuwa się pomału w strone UKRAINY kosztem tysięcy zmielonych kacapów i kosztem ogromnych nakładów materiałowych ze strony Wielkiej Kacapii i Wielkiej Głodującej Korei. Poczytaj sobie na ile dni takiego konfliktu starczyłoby to co my mamy w magazynach. A na front nie musisz zapraszać mądralo , ci Polacy co chcą walczyć bo tak czują w sercu to sami idą i nie potrzebują twojego nieszczerego szyderczego zaproszenia.
  7. tutaj też jest dobrze napisane: ----------------------------------------------------- Wołodymyr Zełenski nie chciał zagrać w przedstawieniu pt. "ukraiński chamie, klęknij przed amerykańskim panem". Trump nie mógł znieść niesubordynacji człowieka, którego postrzega jako petenta. Dla Ukrainy i jej sojuszników to najtrudniejszy moment od odwrotu rosyjskich wojsk spod Kijowa trzy lata temu. Prezydent USA wezwał swojego "lennika" do ucałowania pierścienia. Zełenski odmówił. Doszło do zwarcia. Świat z fascynacją i przerażeniem obserwował jak dyplomatyczny szczyt w Białym Domu eskalował w stronę awantury w barze. "This is going to be great television" (to będzie wspaniały telewizyjny show) - zapowiedział Trump, wypraszając dziennikarzy. W takich sytuacjach Rosjanie mawiają, że to "kak tigra j... - i śmieszno i straszno". Prezydent USA nie ukrywa, że chce jak najszybciej zawrzeć pokój i odciąć się od Ukrainy. Kategorycznie odmawia jakiegokolwiek udziału w gwarancjach bezpieczeństwa, czy to dla Ukraińców, czy dla Europejczyków, których wojska miałyby stacjonować na linii hipotetycznego zawieszenia broni. Zanim się jednak wycofa, chce coś dla siebie ugrać, dopóki jeszcze ma możliwość nacisku, czy raczej już szantażu. Stąd, realizowany w trybie nagłym, pomysł na przekazanie funduszowi zarządzanemu przez USA połowy dochodów z ukraińskich surowców. Tekst wynegocjowanego porozumienia ogólnikowo stwierdza, że "rząd USA wspiera starania Ukrainy o uzyskanie gwarancji niezbędnych do zawarcia trwałego pokoju". Biorąc pod uwagę, że Ukraińcy starają się o nie u Amerykanów, ten zapis brzmi jak nieśmieszny żart. Prezydent Ukrainy przyjeżdżając do Waszyngtonu liczył być może, że Trump, chcąc się pochwalić załatwieniem dla USA kolejnych setek miliardów dolarów, ustąpi i zgodzi się objąć Ukrainę jakąś formą gwarancji. Trump nie brał pod uwagę, że uzależniony od amerykańskiej pomocy Zełenski będzie próbował mu się przeciwstawić. Konfrontacja w Białym Domu nie tyle uruchomiła, co ujawniła bardzo niebezpieczną dla Kijowa dynamikę relacji z nową administracją amerykańską. Trump, ogłaszając, że chce szybko doprowadzić do zawarcia pokoju, zastawił na siebie pułapkę. Włączył stoper. Jeśli do porozumienia nie dojdzie wina spadnie na niego. Równocześnie pozbawił się realnych możliwości oddziaływania na strony konfliktu. Nie chce wywrzeć realnej presji na Rosję, bo nie chce zwiększać wojskowego wsparcia dla Ukrainy, której z kolei odmawia gwarancji - co jest podstawowym warunkiem zgody na zawieszenie broni ze strony Kijowa. Żeby się z tej pułapki wydobyć, Trump naciska stronę słabszą, czyli Ukraińców. Nie ma dla niego znaczenia, że to oni są ofiarami. Z jego punktu widzenia ważniejsze jest to, że stoją na drodze jego planom. A więc są przeszkodą do usunięcia. Prawicowe media i sojusznicy Trumpa bez mrugnięcia okiem rozpoczęli nagonkę na Zełenskiego. To spektakularny koniec polityki zagranicznej opartej na "amerykańskich wartościach". Oczywiście wiele razy były one w praktyce zdradzane przez Amerykanów, jednak dopiero teraz Trump bezwstydnie, oklaskiwany przez zwolenników, odwraca się plecami od samej idei obrony wolności i demokracji, które od czasów Woodrowa Wilsona i zakończenia I wojny odgrywały fundamentalną rolę w kształtowaniu ładu światowego. Co to oznacza dla Polski i Europy? Sojusznicy Ukrainy stają przed niezwykle trudnym wyzwaniem strategicznym i politycznym. Musimy być gotowi utrzymać Ukraińców w walce. Sami. Bez Amerykanów. Jeśli pojawi się realna perspektywa obcięcia dostaw broni, ograniczenia dostęp do technologii (takich jak Starlink) lub informacji wywiadowczych, trzeba będzie ten pistolet szantażu, który do skroni Ukrainy przystawia Trump, odsunąć. Dopóki Ukraińcy angażują armię rosyjską, dopóty Putin nie może rozpocząć poważnej ofensywy na innych kierunkach. Tymczasem w wielu krajach, w tym nawet we frontowej Polsce, spada zainteresowanie pomocą Ukrainie. W tych warunkach zmobilizowanie miliardów euro na wsparcie finansowe i przede wszystkim wojskowe - którym Europejczycy nie dysponują w nadmiarze - zdaje się zadaniem ponad siły. Są jednak zamrożone w bankach rosyjskie miliardy. Warto ich użyć, zanim Trump nie zaskoczy nas zniesieniem części sankcji na Moskwę. Jednocześnie, większość członków na NATO nie chce eskalacji relacji z USA. Wciąż liczą na to, że Amerykanie nie wycofają się jednostronnie z Europy, w każdym razie nie od razu. Tymczasem coraz bardziej realna staje się diabelska alternatywa. Czy zgodnie ze swoimi wartościami i interesem bezpieczeństwa wspierać Ukrainę, czy trzymać z Trumpem i liczyć, że nas obroni przed Rosją? Póki co europejscy liderzy wzmogli się retorycznie. Nie odstraszą w ten sposób Putina, nie pomogą Ukrainie ani nie przekonają swoich rodaków o powadze sytuacji. Gdyby ich słowami można było nabijać armaty Ukraińcy staliby już na przedmieściach Moskwy. To czas, gdy ważą nie słowa lecz czyny. Kiedy potrzebne są wyrzeczenia i wydatki, działania odważne i niestandardowe. --------------------------------------------------------
  8. nic nie rozumiesz widzę, przeczytaj chociaż tresc, ci goscie z tego jak to nazywasz "kabaretu" mają racje (w tym sensie że się z nimi zgadzam)
  9. albo Rosja sama juz nie wie czego chce albo jej cele zmieniają sie jak w kalejdoskopie albo wysyła celowo rozne sygnały w swiat by namieszać w umysłach
  10. pisalem juz o tym ale nie wiem czy to było na tym forum, w przypadku Reachera to straszny zjazd w dół (2 sezon wzlędem pierwszego) wiec juz nie "czekam" na 3, poczekamy zobaczymy
  11. pograłem dziś troszke w GUNS OF FURY, całkiem przyjemne , z minusów to backtraging którego w pewnych momentach jest sporo np: dostajesz w koncu granaty i musisz sobie przypomnieć gdzie były te kamienne sciany co je rozwalasz granatami (wiec musisz sie cofnąć) albo dostajesz w koncu możliwosc czołgania wiec trzeba przejrzeć mape (a nie jest zbyt czytelna ) i przypomniec sobie gdzie są tunele.
  12. zdradze ci mały pro tip: zrobiono dwa zdjęcia, na drugim miałe nieco inaczej ułożone włosy, ot i cała tajemnica
  13. oswietlenie nie ma tu nic do rzeczy juz prędzej kwesia ustawień w obiektywie wirtualnej kamery
  14. MACHINE MIND Machine Mind to gra akcji w postapokaliptycznej scenerii z elementami survivalu i RTS. Będziesz walczył, tworzył moduły, budował transport, rozwijał i chronił swoją bazę. Możesz kontrolować inne pojazdy, aby zautomatyzować operacje. Odkryj wszystkie sekrety zniszczonego świata! demo download link 1 (steam required) https://store.steampowered.com/app/2861590/Machine_Mind/ demo download link 2 https://targemgames.itch.io/machine-mind-demo trailer Gra jeszcze nie wyszła ale jest już demo i wczoraj troszku popykałem i podobało mi się, nie wiem ile bedzie oferować pełna wersja gry ale pomysł jest całkiem fajnie zrealizowany i wciąga.
  15. Trump pier**li co mu ślina na język przyniesie bez zastanowienia (byleby była atencja byleby się coś działo) https://wydarzenia.interia.pl/ukraina-rosja/news-nie-moge-w-to-uwierzyc-trump-wycofuje-sie-ze-slow-o-zelenski,nId,7921868 ostatnio wyczytałem że swoją poprzednią żonę pochował na polu golfowym żeby nie płacić podatku , ale to tylko czubek góry lodowej ciekawostek jakie mozna o nim przeczytać. wiec jak ktoś mysli ze trump sie bedzie o kogoś troszczył to jest w mocnym błędzie. On ma absolutnie wywalone na ukraine całą europe a nawet swoich bliskich, patrzy na wszystko z punktu biznesowego a to co mówi to w duzej mierze głupoty plecione pod wpływem chwilowej emocji bo mimo biznesowego podejscia jest emocjonalny (jak dziecko) i łasy na pochlebstwa.
  16. Takie raporty jak poniższy (juz pomijając to czy są propagandowe czy nie) nie mają wiekszego sensu (nie licząc propagandowo-marketingowego) jesli jest to wojna asymetrycznych sił gdy duze państwo o znacznie wiekszych zasobach (zwłaszcza ludzkich) walczy z mniejszym, no dobrze zniszczyli mnóstwo pojazdów (stracili pewnie też mnóstwo ) i co , i gówno za przeproszeniem.
  17. Trump chyba liczył na szybki deal i wzrost popularnosci a tymczasem rosja ma wyjebongo i dalej atakuje , smieją mu sie w twarz, czasami mysle ze traktują go troche jak wiejskiego przygłupa https://wiadomosci.wp.pl/to-byly-pierwsze-slowa-donalda-trumpa-po-rozmowie-z-putinem-czyzby-sie-przeliczyl-7128683789929248a
  18. Oldman

    Offtopic Filmowy

    W nawiązaniu do serialu ŚWIT AMERYKI, artykuł o prawdziwej masakrze we wczesnej historii USA w Mountain Meadows https://tygodnik.interia.pl/news-najdziksze-okrucienstwo-i-imperializm-korzenie-potegi-usa,nId,7917772
  19. Mam mocne przeczucie że Puti Puti po tym jak nakarmił Trumpa pochlebstwami zaproponował mu w rozmowie (w 4 oczy) nowy porządek świata polegający na tym żeby nie walczyć ze sobą tylko współpracować a słabsze państwa wycisnąć jak cytrynę (a te które będą problemowe usunąć z mapy świata) i sądze ze ta propozycja mocno przypadła Trumpowi do gustu. https://wydarzenia.interia.pl/zagranica/news-media-potajemne-spotkanie-rosji-i-usa-maja-plan-wobec-zelens,nId,7917601
  20. nie siedze w 3D ale kumam na tyle że wiem że istnieje opcja retopologii obiektów (są też chyba oddzielne narzedzia do tego ) wiec mozesz tego opcjonalnie użyć (być moze uzyskasz nawet lepszy efekt niż gdybyś dostał oryginalną siatkę low-poly.
  21. "To, czego jesteśmy teraz świadkami, nigdy dotąd nie miało miejsca: Stany Zjednoczone skapitulowały przed rosyjską propagandą" - pisze szwedzka gazeta "Dagens Nyheter". Z kolei dziennik "Svenska Dagbladet" ostrzega, że Amerykanom nie można już ufać. racja (może nie tyle skapitulowały przed rosyjską propagandą co obliczyły sobie że dzieląc się tortem z Rosją bez szarpania więcej zyskają i mniej ich to bedzie kosztować niż gdyby poszli drogą prężenia muskułów i pokazywania kto ma większego). oczywiscie ktoś moze powiedzieć że mocarstwom nigdy nie należy ufać, ale czuje w kosciach ze sytuacja w stosunkach USA-EUROPA zmieniła sie i to mocno i pewnie bedzie eskalować, w dalszej perspektywie wróżąc z fusów po kawie widzę rozpad NATO (w obecnej jego formie) i zawiązanie nowego mniejszego europejskiego sojuszu jako ostatniej deski ratunku (tylko ze to juz bedzie sojusz bez dużego mocarstwa jako składnika więc dosyć słaby) czarno widze losy Europy w przyszłosci zarówno ogólno gospodarczo jaki i w kwestii suwerenności / obronności. Wyobrazcie sobie taką sytuacje (przykładowy scenariusz) - NATO sie rozpada a Rosja z usmiechem na ustach wchodzi sobie cała na biało do jednego z państw sąsiadujących np Estonii i mówi do reszty europy: nie fikajcie bo wam przywalimy atomówką a USA was nie obroni bo jest z nami "dogadane", a do estończyków mówi: teraz robimy u was wybory na nowo za tym czy chcecie przyłączyć się do nas jako jedno państwo (oczywiscie wybory z wynikiem odgórnie znanym). Można? oczywiscie że można , silnemu wszystko można . Smutne czasy nadeszły na europy, jesteśmy w czarnej dupie Panowie
  22. Donald Trump nagrodził Władimira Putina za wojnę w Ukrainie. "Idiotyczne" ustępstwa USA Szczyt USA-Rosja w Rijadzie to dowód na to, że wojna była opłacalna bez względu na koszty. Amerykanie w sposób idiotyczny, to znaczy szkodliwy dla siebie i całego Zachodu, robią niepotrzebne ustępstwa na rzecz Rosji — ocenia dr Agnieszka Bryc. — Bez względu na to, jak te rozmowy będą dalej przebiegały, Rosja już jest wygrana, a jednocześnie zachęcona do tego, by iść dalej — stwierdza. Dr Agnieszka Bryc: Najważniejszą sprawą, co do której porozumiały się strony, jest normalizacja relacji dyplomatycznych między USA i Rosją. Wyciągamy Putina już całkiem z izolacji? Tak, Putina, cały reżim kremlowski. Otwieramy kanały komunikacji, przywracamy normalność. Rosjanie będą mieć swobodę funkcjonowania na terytorium USA, ich konta nie będą zajmowane. To bardzo im przeszkadzało w ostatnich latach. Zniesione zostaną wszystkie obostrzenia, które zostały wdrożone nie po pełnoskalowej inwazji na Ukrainę, ale jeszcze w czasie kryzysu dyplomatycznego przełomu lat 2016 i 2017. Można powiedzieć, że rosyjscy szpiedzy w przebraniach dyplomatów wracają w pełnym wymiarze do USA. Zostaną przyjęci też nowi ambasadorzy w obu krajach. Placówkę w Waszyngtonie obejmie dotychczasowy szef Departamentu Ameryki Północnej w MSZ, Aleksander Darchijew, a w Moskwie najprawdopodobniej były amerykański ambasador w Libii Richard Norland. Siergiej Ławrow nie ukrywał, że przywrócenie normalnych kanałów komunikacji z USA jest dla Moskwy niezwykle ważne. Możemy więc sobie "pogratulować" kolejnych ustępstw w stosunku do Kremla. Ocenia pani to spotkanie jako duży sukces Rosji. Niewątpliwie tak. W czasie tych długich, bo trwających 4,5 godziny rozmów, przedstawiciele obu państw uzgodnili reset dyplomatyczny. Ponadto zapowiedzieli stworzenie specjalnego mechanizmu komunikacji na rzecz eliminacji "drażliwych" tematów. Ma powstać również zespół ds. konsultacji sprawie Ukrainy. Oprócz tego rozmowy w Rijadzie były wstępem do właściwego spotkania w stolicy Arabii Saudyjskiej za ponad tydzień prezydentów obu państw, Donalda Trumpa i Władimira Putina. Na razie ustępstw i zachęt w stosunku do Rosji jest tak dużo, że zastanawiam się, kiedy Rosjanie wprost zażądają zniesienia sankcji. Zresztą Marco Rubio powiedział, że będą zniesione najwcześniej po zawarciu porozumienia pokojowego, co oznacza, że temat jest na agendzie. Marco Rubio powiedział, że Europa też będzie musiała zasiąść do stołu negocjacyjnego, bo też nałożyła sankcje na Rosję. Ja odbieram tę wypowiedź tak, że USA z Rosją najpierw bez nas ustalą sobie jakiś "pokój", po czym usadzą UE przy stole, by ta z sankcji się wycofała. Rosjanie od samego początku mówili, że nie chcą rozmawiać "z pośrednikami", a Amerykanie przyjęli to, mówiąc dyplomatycznie, ze zrozumieniem. Dlatego nie mamy Zełenskiego przy stole, bo to są rozmowy o Ukrainie, nie z Ukrainą. Nie ma Europejczyków, bo hamowaliby rokowania, a Trumpowi bardzo zależy na czasie. Z kolei Putinowi zależy na tym, by dogadać się z Trumpem. Europejczycy w tym układzie mogą tylko przeszkadzać. Będą potrzebni na właściwym etapie, gdy tematem będzie formuła gwarancji bezpieczeństwa dla Ukrainy oraz kwestia sankcji. Pytaniem jest, jak będzie wyglądał proces włączenia Europy do rozmów. Poprzez negocjacje wahadłowe? Wtedy Keith Kellogg czy inni wysocy przedstawiciele amerykańskiej administracji będą odwiedzać poszczególne stolice i indywidualnie wywierać presję, aby te przychyliły się do pomysłów amerykańskich, na co się zapowiada… …bo nie ma jedności i jest kogo urabiać. Te nałożyły na Rosję nie tylko USA, ale też państwa G-7 oraz Unia Europejska. Rosji będzie zależeć na tym, żeby rękoma Amerykanów przymusić Europejczyków do ich złagodzenia i stopniowego znoszenia. Tak więc prędzej czy później Trump nie będzie miał wyjścia, jak rozmawiać z sojusznikami europejskimi. Może nas ignorować tak długo, jak pozostajemy rozbici i niespójni w naszym stanowisku. Dlatego ciekawa jest inicjatywa prezydenta Francji Emmanuela Macrona, który próbuje konsolidować kraje europejskie nie tylko w sprawie Ukrainy, ale przede wszystkim wobec nowego gospodarza w Białym Domu. Rosjanie podejrzewają, że jeśli udałoby mu się stworzyć grupę mówiącą silnym głosem, wówczas Trump musiałby ustąpić europejskim sojusznikom i poważnie potraktować stanowisko Europy. Dla Kremla oznacza to ryzyko tego, że Amerykanie będą musieli uwzględnić oczekiwania stolic europejskich, a w ten sposób nie uda się sprawnie załatwić problemu Ukrainy. Jakie mogłoby być takie najbardziej bazowe wspólne stanowisko Europy? Wokół czego moglibyśmy zbudować ten wspólny, silny głos? Na razie mówi się głównie o misji stabilizacyjnej i tutaj nie ma jedności. Łączy nas zagrożenie agresją Rosji, potrzeba zachowania integralności terytorialnej i suwerenności Ukrainy oraz konieczność wzmocnienia bezpieczeństwa Europy. Aktualnie tematem, wobec którego muszą wypowiedzieć się państwa europejskie, to kwestia sił rozjemczych na linii rozgraniczenia armii rosyjskiej i ukraińskiej. Realnie uzgodnienia potrwają, więc warto poczekać na ostateczne stanowisko tych państw, które dziś mówią "nie", a które są w trakcie kampanii wyborczej. Jak Niemcy, które idą do urn w niedzielę, oraz Polska, w której wybory odbędą się za dwa miesiące. Myśli pani, że stanowisko Polski może ulec zmianie? Premier Tusk postawił sprawę bardzo ostro, a mógł przecież wypowiedzieć się w sposób bardziej niejednoznaczny: "poczekajmy na wynik rozmów pokojowych, nie wychodźmy przed szereg". Myślę, że po wyborach wiele się zmieni. Jeżeli wygra kandydat KO, to rząd będzie mieć większe poczucie bezpieczeństwa w podejmowaniu trudnych decyzji. A to jest decyzja trudna. Dla wszystkich jest jasne, że jeśli Polska chce być państwem znaczącym w regionie i odgrywać istotną rolę międzynarodową, to nie możemy być bierni. Ponadto aspirowanie do roli lidera wymaga wiarygodności, więc albo ktoś nam urządzi region, albo będziemy brać odpowiedzialność za sprawy. Z drugiej jednak strony są jeszcze koszty polityczne każdej decyzji, a kalkulacje muszą brać pod uwagę emocje społeczne, czy kampanię wyborczą. I najważniejsze, misja rozjemcza ma szansę być skuteczną tylko wtedy, gdy będzie zawierać komponent amerykański. Monopol na odstraszanie Rosjan mają niestety wyłącznie Amerykanie. Obecność żołnierzy brytyjskich czy francuskich nie byłaby wystarczająca? To również państwa atomowe. Nie, dla Rosjan punktem odniesienia są Amerykanie. Jeśli na linii rozejmu byliby sami Europejczycy, Rosjanie szybko przetestują, sprowokują i ośmieszą taką misję, bo będą chcieli udowodnić, że armie europejskie nie są zdolne do silnej reakcji. Generalnie to też kwestia mandatu, jaki miałby one mieć. Jeżeli miałyby przypominać siły pokojowe, to będą kolejnymi błękitnymi hełmami, bez prawa sięgania po broń. Innym słowy, muszą być to takie siły, które będą zdolne i gotowe przywołać Rosjan do porządku. Czy na podstawie tego, co widzieliśmy, możemy zrekonstruować taktykę negocjacyjną Donalda Trumpa? Radosław Sikorski po spotkaniu w Monachium mówił, że gen. Kellogg zdradził na zamkniętym spotkaniu tę taktykę. Szef polskiego MSZ nie wydawał się być pod wrażeniem. Stwierdził co prawda, że "budzi pewne nadzieje", ale powiedział też, że każda nowa administracja USA uczy się Europy i Rosji, z pewnym przekąsem życzył "powodzenia". Rozmawiamy tak, jakby Trump był prezydentem po raz pierwszy i nie miał nigdy kontaktów z Rosją. To jest nieprawda. Oni nie muszą się uczyć Rosji, bo już mieli z nimi doświadczenia. Trump natomiast ewidentnie nie rozumie Rosji albo postrzega ją błędnie. Trump myśli o sobie jako silnym liderze-biznesmenie i chyba uważa, że ma do czynienia z kimś podobnym w osobie Putina? Tak, bo Trump jest tym politykiem, który na Gazę patrzy przez pryzmat rynku nieruchomości, a na Rosję przez pryzmat wielkiego potencjalnego partnera handlowego. Poza tym nie jest zwolennikiem rozwiązań militarnych, jego hasłem było wycofywanie wojsk amerykańskich, cięcie kosztów, chciałby wygasić maksymalną ilość frontów i spokojnie przejść do różnych biznesów, koncentrując się na sprawach chińskich. Nie wiem, jaką on ma strategię negocjacyjną, ale z tego, co widać, oparta jest ona na absolutnie fałszywej i błędnej diagnozie. Polega na tym, że Rosja nie jest wrogiem, jest partnerem, ewentualnie konkurentem. To zupełnie zmienia optykę. Jeżeli Rosja jest dla Trumpa takim graczem, to nie ma mowy o narzędziach wojennych, o odstraszaniu, czyli o tym, co dziś rozumieją i do czego dążą kraje europejskie, i co rozumiał doskonale Joe Biden. Dla Bidena Rosja była kontynuacją zagrożenia sowieckiego z czasów zimnej wojny. Dla Trumpa nie. Więc jeżeli strategia Trumpa opiera się na mechanizmach handlowych, to faktycznie możemy życzyć powodzenia. Błędnie zakłada, że Rosja jest partnerem... …racjonalnym w takim biznesowym rozumieniu? Tak. I błędnie zakłada, że z Rosją można porozumiewać się zachętami …czego politycy zachodni próbowali wcześniej i dziś mamy inwazję na Ukrainę. To jest fatalny, pierwotny błąd. Największa potęga globalna rozmawia z państwem, które potęgą globalną nie jest, ale jest państwem rewizjonistycznym, przy czym wielokrotnie słabszym od USA. Jeżeli Trump rozmawia z Putinem jak równy z równym, dla Putina jest to legitymizacja jego globalnego statusu. Po drugie, jest to dowód na to, że wojna była opłacalna bez względu na koszty, bo Amerykanie rozmawiają wprost z Rosją i to Amerykanie, w sposób idiotyczny, to znaczy szkodliwy dla siebie i całego Zachodu, robią niepotrzebne ustępstwa na rzecz Rosji. Zachęty są tutaj kontrproduktywne, bo prowadzą do tego, że Rosja nie tylko utwierdza się w przekonaniu, że wojna jest opłacalnym narzędziem osiągania celów, ale też jest nagradzana, bo szczyt amerykańsko-rosyjski podnosi status międzynarodowy Rosji. Dlatego bez względu na to, jak te rozmowy będą dalej przebiegały, Rosja już jest wygrana, a jednocześnie zachęcona do tego, by iść dalej. Rosja w 2008 r. przeprowadziła pierwszy test Zachodu, wywołała wojnę z Gruzją i dostała w nagrodę reset. Widzieliśmy, że przyniósł fatalne konsekwencje, bo doprowadził do aneksji Krymu w 2014 r. Brak ukarania Rosji w 2014 r., bo sankcje, które nałożyliśmy, były... ...symboliczne? To mało powiedziane. Rosja je bardzo spokojnie zneutralizowała. A jednocześnie dostała zgodę na budowę drugiej nitki Nord Stream. Znowu nagroda. Więc się opłacało. Teraz popełniamy trzeci raz ten sam błąd. Trump siada do stołu negocjacyjnego bez warunków wstępnych, co jest fatalne i świadczy o słabości i braku profesjonalizmu strony amerykańskiej, i jest zachętą do dalszych eskalacji. Rosja ma trzeci raz potwierdzenie, że poprzez zarządzanie niestabilnością i wojną Rosjanie dostaje nagrody. Strona ukraińska, w tym prezydent Zełenski, na wszelkie sposoby próbowali uświadomić prezydentowi Trumpowi, z kim ma do czynienia. Ale Trump powiedział, że nie wierzy w to, co Zełenski mówi mu o Putinie. Myśli pani, że naprawdę nie wierzy, czy może to taka taktyka, by publicznie "słodzić" "partnerowi biznesowemu" i dzięki temu próbować coś osiągnąć? Myślę, że Trump jak tuba rezonansowa powiela narrację rosyjską. Trump mówi wprost komunikatami Kremla. Powtarza kłamstwo, że Zełenskiego popiera tylko 4 proc. Ukraińców. Mówi, że trzeba przeprowadzić jak najszybciej wybory w Ukrainie – to jest żądanie rosyjskie. Że Zełenski nie powinien był rozpoczynać wojny – to jest kłamstwo kremlowskie, bo wojnę rozpoczęli Rosjanie. Po rozmowie telefonicznej z Putinem napisał m.in. że USA i Rosja wygrały II wojnę światową, co jest w ogóle takim spłyceniem spraw, że aż trudno komentować. To wszystko jest rosyjska narracja. Bo narracja rosyjska o świecie i historii jest grubo ciosana, ale prosta. A prawda np. co do II wojny światowej jest bardziej skomplikowana. Trump raczej nie jest typem osoby, która lubi analizować i zagłębiać się w niuanse rzeczywistości. Tak jest. A jednocześnie trzeba pamiętać o emocji Trumpa w stosunku do Zełenskiego — podczas pierwszej prezydentury nalegał na niego, by przekazał mu dokumenty obciążające Huntera Bidena. Wtedy Zełenski się mocno postawił. Ta zadra pozostała. Poza tym Trump zawsze wykazywał słabość do dyktatorów, takich jak Putin. Jeśli Trump kupuje narrację rosyjską, odrzuca optykę Zełenskiego, czy może posłuchać np. prezydenta Dudy, który szczyci się dobrymi relacjami z amerykańskim prezydentem, a prezentuje racjonalne stanowisko wobec rosyjskiego zagrożenia? Z perspektywy Waszyngtonu prezydent Duda jest kulejącą kaczką, czyli odchodzącą głową państwa. Z minimalną sprawczością. Kellogg spotkał się właśnie z Dudą, nie innym przywódcą europejskim. Ponieważ Polska jest krajem frontowym, przez które ciągle przechodzi pomoc amerykańska. Jest to bardziej standardowe i rutynowe, niż nam się wydaje. Nie widzę w tym jakiegoś wyjątkowego wyróżnienia. Nie była to okazja, by przedstawić administracji Trumpa naszą perspektywę w sprawie Ukrainy? Co nowego może powiedzieć prezydent, czego nie ma w raportach amerykańskiej ambasady w Polsce? O czym jeszcze może poinformować? Kellogg mógł próbować rozmawiać z prezydentem Dudą na temat stanowiska obozu opozycji w sprawie ewentualnego udziału Polski w siłach rozjemczych. Tylko spekuluję, ale to byłby sens dodatkowy takiego spotkania. To, w jaki sposób Trump ustawił rozmowy w Rijadzie – bez Europy, bez Ukrainy – to zwycięstwo światopoglądu Putina. Decydują silni, jest kilku globalnych graczy, reszta to strefy wpływów. Koncert mocarstw. Czyli wielki sukces Rosji. Natomiast chociaż rosyjskie prokremlowskie media świętują, rosyjscy blogerzy wojenni są bardzo niezadowoleni po rozmowach w Rijadzie, wieszczą zdradę, "haniebny pokój". Nic nowego. Komentariat rosyjski przesiąknięty jest szczuciem na Zachód i USA. Trudno jest zanurzonym w propagandzie Rosjanom raptem rozsądnie spojrzeć na to, co robi Kreml. Wróg nagle nie jest wrogiem, tylko partnerem. Poza tym mental rosyjski jest w znacznym stopniu fatalistyczny, Rosjanie łatwo dają wiarę teoriom spiskowym. A ustępstwa Trumpa są tak daleko idące, że Rosjanie nie wierzą w to, że są prawdziwe. Doszukują się drugiego dna, boją się, że to podstęp. A co z dotychczasowymi sojusznikami Rosji – Iranem i Koreą Północną – w sytuacji zbliżenia USA z Rosją? Putin będzie chciał nadal trzymać ze światowymi pariasami, gdy sam wychodzi z izolacji? Sojusz irańsko-rosyjski jest taktyczny. Jest co prawda głęboki, ale generalnie doraźny, czyli zmienny. Nie ma żadnej wątpliwości, że jeśli będzie konieczne, to Iran zdradzi Rosję, a Rosja zdradzi Iran, nikt nie mrugnie okiem. Ciekawe co prezydent Trump zdecyduje w sprawie Teheranu, będzie rozmawiać czy da Izraelczykom zielone światło do zbombardowania irańskiego programu jądrowego. W takiej sytuacji interes Rosji jest jasny – nie zepsuć normalizacji z USA, nawet kosztem relacji z Iranem. Nie raz zresztą tak to wyglądało. Jeśli chodzi o Pjongjang, to tutaj największe przełożenie mają Chiny. Więc to nie jest tak, że ktoś tutaj kogoś porzuci. W grze są twarde, cyniczne interesy.
  23. a to hujek https://wydarzenia.interia.pl/ukraina-rosja/news-burza-po-slowach-trumpa-o-wojnie-ukraina-nie-powinna-byla-za,nId,7915116
×
×
  • Dodaj nową pozycję...