Skocz do zawartości

Kamiyanx

Użytkownik
  • Postów

    1 205
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    1

Treść opublikowana przez Kamiyanx

  1. Przerwę wam na chwilę garścią statystyk, bo te wywody o incelstwie są skrajnie bezsensowne (źródła niżej). Mamy ~45% singli w pokoleniu Z, co dopełnia 20% związków na odległość, czyli w takim pełnym związku mamy... 1/3 młodych? Bardzo kiepsko to wygląda. No i to są za wysokie liczby, żeby upatrywać problem w jakichś "incelach/przegrywach", jak postulują starzy ludzie. Pełny art: https://www.politykainsight.pl/cwiczeniazprzyszlosci/esej09
  2. A tam toniemy. To globalny model gospodarki. Drukujemy bez końca i zwiększamy cyferki w Excelu, choć demografia to ~1 i trzeba powoli przyzwyczajać się do spadków. W sumie ciekawy będzie szok demograficzny na rynkach finansowych. @ITHardwareGPTjakieś prognozy?
  3. Nie no, taka sugestia się sama ciśnie po jego postach Fetysz ma jakiś czy coś.
  4. Na UoP też są w sumie sposoby. Kredyten Machen i odliczasz od podatku.
  5. Głównie chodzi o Temu i Empik. Chociaż Vinted też trochę zabiera.
  6. Niby jak? Ja już teraz widzę problem ze spadającym obrotem w wielu firmach, a koszty ciągle rosną. Pewnie na 2026 znów wydam sporo rekomendacji do zwolnień. Zresztą ten problem już występuje nawet u gigantów. Allegro właśnie wysłało ludzi do biur (przy okazji likwidując 2 z tych biur), żeby zrobić redukcję etatów, nie nazywając tego redukcją etatów. JDG to nie taki prosty temat, bo koszty stałe są dużym ograniczeniem. Zresztą u nas i tak z tej wypłaty więcej zabiera ZUS niż PIT.
  7. Ja już baby nie mam prawie rok, ale mieliśmy taką relację, że mam wątpliwości co do wiązania się z inną - takie poczucie, że to już nie będzie to samo. Też kwestia, że była nie mogła mieć dzieci (przyczyny biologiczne). Nie to było powodem, ale też zastanawiam się, czy z czasem nie zaczęło by mi to przeszkadzać. Ogólnie skomplikowane są teraz relacje, a toksyczność internetu i ogólnie cybernetyzacja życia w tym nie pomaga. Ogólnie czuję pewien paradoks wysiłku do komfortu nawet w zwyczajnych relacjach. Dając przykład, mogę pojechać 30 km do kumpli (pół godzinki drogi) i jest super spotkanie, ale możemy też siąść sobie zagrać w LoLa, nie wychodząc z domu, zerowym wysiłkiem. No i często właśnie jakoś się nie chce i leci internetowo. Chyba taka leniwa specyfika dzisiejszych czasów.
  8. Różnica wieku i ograniczony zakres informacji? Bo ogólnie sporo z tego dotyczy pokolenia Z, które jest już wychowane na smartfonach i Tik Toku. A statystyki nie kłamią i większość z tego pokolenia nie ma partnera/partnerki. Apropos, ignorowanie Internetu jest bez sensu, bo w Internecie powstaje już gdzieś ~50% związków, które jeszcze są. Czyli, tak czy srak, realnie obowiązuje te internetowe wymagania. Welp, wiem, że pewnie dla ciebie to brzmi jak sci-fi, ale realnie mówimy tutaj o tej różnicy pokoleniowej.
  9. No tyle gdzieś wychodzi albo więcej, zresztą Łakomy to przytaczał. Ogólnie na /r/Polska była właśnie tabela z tą dzietnością małżeństw dla Europy i chyba wszędzie wychodziło blisko ~2. Tylko nie mogę jej teraz znaleźć, a nie chce się sam grzebać z danymi GUS/Eurostat. A tu jeszcze jest coś ciekawego: https://marketingprzykawie.pl/espresso/bezdzietni-raport-o-bezdzietnych-w-polsce-w-2025-r/ Okazuje się, że przyczyną najczęściej wskazywaną przez respondentów obu płci jest problem ze znalezieniem odpowiedniego partnera/partnerki (31%). Kiedy porównamy światopogląd grupy bezdzietnych kobiet i bezdzietnych mężczyzn, zobaczymy, jak duży jest rozdźwięk między nimi w deklarowanych poglądach: kobiety znacznie częściej wyznają wartości liberalne, panowie istotnie statystycznie częściej niż panie – konserwatywne.
  10. Pytasz, bo nie czytasz moich postów ze zrozumieniem. Wyraźnie napisałem, że to blisko ~2 się tyczy urodzeń w związkach, szczególne w małżeństwach. W obiegu są różne teorie, ale większość z nich ignoruje obiektywne dane – liczba dzieci w związkach nie zmieniła się znacząco. Co zmieniło się zaś drastycznie – liczba zawieranych związków (formalnych i nieformalnych). Więc no, możemy sobie pisać o karierach, mieszkaniach, stabilizacji, ale to nie jest specjalnie istotne statystycznie. To jest tylko wadliwa metoda tłumaczenia sobie przyczyn. Odpowiedź (tę prawdziwą) masz w danych i tyczy się starej zasady jak świat – najpierw było jajko czy kura? No oczywiście możemy iść dalej, czyli porównywać, na ile praca zawodowa kobiet ma wpływ na to, ale wtedy już szukamy rozwiązania problemu, a nie przyczyny.
  11. Ale to sobie możesz wymyślać różne własne interpretacje. Twardy fakty są następujące – w związkach dzietność jest bliska ~2. Pomimo tych wszystkich czynników. Ogólnie możemy je uznać za 3-4 rzędne. Zresztą to się nawet zgadza z tymi sondażami, gdzie jednak >90% deklaruje chęć potomstwa. Bezdzietne kobiety z wyżu to w zdecydowanej większości... samotne kobiety.
  12. Bicz pliz. Dane, statystyki, a nie twoje subiektywne odczucia. Chyba że brak partnera też klasyfikujesz w ten sposób (brak stabilizacji).
  13. Co mi się w sumie wydaje błędem tak naprawdę. Widać to po tym, że kolejne roczniki coraz mniej potrafią zrobić samodzielnie i są coraz mniej odporne na jakiekolwiek sytuacje stresowe. Tak samo są coraz mniej zgodne do ustępstw, co pewne też ma wpływ na ten rosnący % rozwodów. Dość często mam problem z młodszymi, że się obrażają o byle gówno, jak ja sobie tylko jaja robię. Tak jakby nie wiem, byli dość wyczuleni na swoim punkcie.
  14. Ale co wyjaśnia? Bo ja mam wrażenie, że dużo z tych kosztów posiadania dzieci to zwykłe fanaberie, które możesz z powodzeniem zignorować. W czasach koniec liceum/początek studiów zawsze mnie zastanawiało, czemu w zaprzyjaźnionej rodzinie (od kolegi ojca) ładują tyle kasy bezsensownie w swojego syna rocznik 2000. Zajęć dodatkowych miał chyba cały grafik, z czego większość (dużo) płatne. I teraz najlepsze – realnie na żadne z nich nie chciał chodzić i się żalił, że w ogóle musi to robić Koniec końców do niczego mu się potem nie przydały. Ja sam to w ogóle nie kojarzę, bym jakoś dużo kosztował rodziców. No ale chodziłem do szkoły na miejscu i nie prosiłem o jakieś smartfony po 3 tysiące ziko (zresztą wtedy ich jeszcze nie było). Podobnie – jeśli koniecznie musi mieć jakiś wysoki standard. A musi? Zawsze mnie zastanawia np. to, jak ludzie liczą, że kolejne dziecko = kolejny pokój w mieszkaniu. Do niedawna całe pokolenia się wychowywały we dwójkę w jednym pokoju.
  15. Czyli kiedy to było, jak rodzice? Przecież u nas ta polityka prorodzinna to jest dopiero od kilku lat tak naprawdę. Łojezu, dzięki za bezużyteczne rady, dziadku. Ja tylko mówię, ile moi znajomi dostają zwrotów na PIT i z tego, co widzę, jest tego wcale nie tak mało. Zresztą jeden to w ogóle dużo wydoił tych dopłat, bo jeszcze pobierał jakieś wakacyjne na dzieci (teraz już chyba tego nie ma, to jakoś koło pandemii było chyba?).
  16. Ale z samego PIT ci sporo zwrócą. Nie pamiętam dokładnych liczb, ale znajomy z dwójką dzieci co roku ma spory zwrot na PIT.
  17. Nie wiem dokładnie. Po prostu znajomi z dziećmi ciągle dostają różne dofinansowanie z Gminy inne niż 800+. Wiem na pewno, że z samego PIT idzie dostać duży zwrot podatku, jak masz dwójkę.
  18. No ale dostajesz też 800+, jakieś zasiłki socjalne i zwrot podatku w PIT. Do tego jakieś dopłaty w bankach itp. (ciągle mi reklamy wyskakują, ale dziecka nie mam).
  19. Nie kumasz. Statystyki tyczą się małżeństw i par. Nie ma w Polsce nic poza małżeństwem, więc logiczne, że chodzi o związki nieformalne. W małżeństwach masz TFR >2, w związkach nieformalnych jakoś ~1,8. To są dane, które podawał Łakomy, więc raczej wie, o czym mówi. Ogólnie zasada jest prosta – jeśli jest związek, to możemy przyjąć, że pojawi się jednak ŚREDNIO ta dwójka dzieci. Główny problem – blisko połowa NIE JEST w żadnym związku. Aaa, i z tym 70% wśród Zetek to tak całkiem na serio jest. Nawet same Zetki tworzą o tym materiały w necie. Chyba nawet w tym klipie od Zetki było przytoczone to 70% wraz z wyjaśnieniem, czemu (według niego) tak jest:
  20. Najlepsze, że to wszystko jest do czasu. Trend się pewnie odwróci, jak ludzie przestaną być samowystarczalni. No i jak wielkim korporacjom przestaną się zgadzać zyski kwartalne. Przecież tak naprawdę Tinder już ma dość danych, żeby skutecznie łączyć ludzi w pary. Ale nie robi tego świadomie z powodów biznesowych.
  21. Kosztują czy nie, to bez znaczenia. Akurat powody niskiej dzietności wynikają wprost ze statystyk. Zadajmy sobie proste pytanie – co było pierwsze, jajko czy kura? Dzietność w małżeństwach jest bardzo dobra, dzietność w para jest zadowalająca. Ogólnie za problem odpowiadają ludzie niezdolni do posiadania dziecka – single. A że ogółem singli jest 45%, a w pokoleniu Z (rozrodczym) nawet 70%... Jak ktoś chce naprawić dzietność, to niech szuka sposobu na łączenie się ludzi w pary. Bez tego wszystkie inne kwestie – są bez znaczenia.
  22. Uch, z jednej strony post jest sensowny, a z drugiej widać, że autor jest w okolicach 40stki i niezbyt rozumie, że trochę się to wszystko pozmieniało. Ogólnie patrzysz na to przez pryzmat swoich doświadczeń sprzed 10-15 lat, a rzeczywistość randkowania fundamentalnie się zmieniła: • Brałeś ślub zarabiając 1800 zł - poznaliście się prawdopodobnie organicznie (studia/praca/znajomi), nie przez aplikacje. • Dla dzisiejszych 20-latków aplikacje randkowe to często GŁÓWNA droga poznawania – tam liczy się pierwsze wrażenie z 3 zdjęć, nie osobowość z rozmowy na żywo. • To nie "incelskie wymysły" – są badania pokazujące jak algorytmy aplikacji zmieniły dynamikę (np. efekt 80/20). • Znasz kilku żonatych znajomych bez 190cm – okej, ale oni prawdopodobnie też poznali partnerki przed erą Tindera. • Internet i "prawdziwe życie" to już nie są oddzielne rzeczywistości dla młodych ludzi – to się przenika. Nie mówię że incele mają rację – ale zrzucanie realnych problemów strukturalnych na "weźcie się za siebie" i nazywanie ludzi piwniczakami, to trochę tak jakby ktoś kto kupił mieszkanie za 100k mówił dzisiejszym 25-latkom "po prostu oszczędzajcie". No sorki, ale nie. Bonus - perspektywa z obserwacji młodszego pokolenia: Tworzę content dla w dużej mierze ludzi z przedziału 18-23 lata i mam z nimi spory kontakt. To nie są żadne "sebixy" czy "piwniczani incele", tylko normalni ludzie. Czasem słyszę od nich, że już w liceum widzieli problem z "księżniczkami" – dziewczynami, które przez Instagram/TikTok miały tak zawyżone oczekiwania, że normalna interakcja była trudna. To nie jest "nienawiść do kobiet" – to obserwacja jak social media wpłynęły na obie płcie. Dziewczyny od 14-15 roku życia są bombardowane przekazem "znasz swoją wartość i nie bądź z byle kim", widzą influencerki z idealnymi życiami, dostają setki polubień za zdjęcia. To oczywiście wpływa na oczekiwania. I znowu – to nie wina tych dziewczyn. One też są ofiarami systemu. Ale zaprzeczanie że problem istnieje i nazywanie każdego kto o tym mówi "incelem" to zamiatanie pod dywan i de facto przyczynianie się do samego problemu. Z jakiegoś powodu zawsze łatwiej nam skrytykować faceta i przypiąć mu łatkę "sebixa" czy "piwniczaka", bo ma z czymś problem. Jeśli facet mówi "trudno o normalną kobietę" – natychmiast słyszy "to twoja wina, weź się za siebie i przestań narzekać" (w sumie dokładnie tak jak ty). Nie podoba mi się to, ale starsze pokolenia chyba też specjalizowały się w gnojeniu młodszych mężczyzn zamiast próbować zrozumieć ich perspektywę. I potem się dziwią że ci faceci trafiają do toksycznych środowisk, gdzie przynajmniej ktoś ich wysłucha zamiast od razu oceniać. No i wielkie też jest zdziwienie, że Konfederacja ma 15% w sondażach, bo chociaż udaje, że faceci też sobie istnieją. I tak, ja sądzę, że to w dużej mierze z tego wynika. Nie, ludzie NIE są tacy sami. Twój kuzyn ma 21 lat – urodził się w 2004 roku. Całe jego dorastanie to: • Instagram od 13 roku życia (2017) • TikTok od liceum • Pandemia w kluczowych latach socjalizacji (16-18 lat) • Aplikacje randkowe jako norma, nie wyjątek • Kultura "ghostowania" i traktowania ludzi jak produktów na półce To nie jest "ta sama gra, tylko wredne incele narzekają". To jest pokolenie, które: • Ma rekordowe poziomy depresji i lęków • Uczy się interakcji społecznych przez ekrany • Widzi wyidealizowane życia 24/7 na social mediach • Ma dostęp do setek potencjalnych partnerów (paradoks wyboru) Twój kuzyn może mieć szczęście lub być wyjątkiem. Ale statystyki są jasne – młodzi ludzie mają mniej seksu, mniej związków, później się żenią niż jakiekolwiek pokolenie w historii pomiarów. Twoje "mam w nosie statystyki" to dokładnie postawa: "u mnie działa więc problem nie istnieje". To jak bogaty mówiący "po prostu zarabiajcie więcej".
  23. No teraz to najgorzej być właśnie takim przeciętnym białym hetero. Laski wybrzydzają, państwo chcę cię wydymać na wyższym wieku emerytalnym, a jak przyjdzie wojna, to ty do okopu, a kobita w domu. Kompletnie jest to niesprawiedliwe i skończy się pewnie jakąś rewolucją. Dowiemy się pewnie na przykładzie Korei Południowej, bo tam sytuacja jest już dramatyczna. Trochę też to uprościłeś wszystko. Gadało się zawsze o tym facecie z piwkiem przed TV, ale jednak większość małżeństw była normalna (przynajmniej w moim otoczeniu). Problemem to jest bardziej współczesny kształt społeczeństwa. Szczególnie ogłupianego wizją jakiejś kariery i życiem na poziomie Sratata, se zobaczcie, ile % całego bogactwa na świecie ma klasa wyższa. Ile tam było, połowa zasobów dla 2%? @ITHardwareGPT No jak to ma nie pierdyknąć systemowo?
×
×
  • Dodaj nową pozycję...