Skocz do zawartości

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

@Kabor to jest oczywista kolejna nieefektywność pracy na etacie. U siebie odchodzi ten problem. Właśnie w tej chwili to testuję. Nie mogłem spać. Wstałem od 7. Cola i do roboty :) Innym razem odeśpię z 12h ale to moje decyzje. Wiele zależy też od samej pracy i szefa. Jak pracowałem na etacie w budżetówce akurat miałem fajnego szefa i rozumiał, że od rana jestem bardzo mało efektywny więc gdzie się dało zaczynałem pracę później. Ale i on miał ograniczenia np. przełożonych albo zazdrosnych moich kolegów i koleżanki co uważali, że to przywilej. Oczywiście w systemie 3 zmianowym na biedrach, lidlach, amazonach i innych korporacyjnych maszynach ucisku ludzi nie ma o tym mowy. Tam kompletnie nikogo nie obchodzi czy lepiej pracujesz rano czy wieczorem. Krzykiem, poniżaniem, szantażem i manipulacją zmuszają do pracy.

Opublikowano (edytowane)
22 godziny temu, hubio napisał(a):

Niestety korporacje wraz z rządami stają na głowie, żebyśmy byli niewolnikami Panów z wysp.

tymczasem sam zapierniczasz okresowo przez miesiąc w gorszych warunkach jak Ci "nieszczęśnicy" z 3-zmianówki :E

22 godziny temu, hubio napisał(a):

Pracuję do ok 20-22. Czasami od 9 do 22 w szczególnie napiętym okresie, ale to jeden miesiąc.

  kolejny kwiatek

22 godziny temu, hubio napisał(a):

u siebie mogę sobie cały dzień przespać albo zrelaksować. A są też takie sytuacje, że mamy ogromny power i wszystko robimy szybko i sprawnie i nie męczymy się. Na etacie może akurat nie być w tym czasie za dużo pracy. U siebie możemy odrobić wszystkie niechciane zaległości.

Jak nie mam za dużo pracy, to firma wręcz zachęca bym ten wolny czas poświęcał na samorozwój (nowe projekty, continous improvement, kursy, szkolenia, poprawianie języka), ale równie dobrze nic nie muszę robić. Płacą mi za godzinę, a nie za akord - gdzie ty myślisz o tym, żeby nadrabiać jakieś zaległości. I to jest ta wolność?  

22 godziny temu, hubio napisał(a):

Chodzi właśnie o tą wolność. Mam czasami tak, że mam bardzo słaby dzień. Na etacie tak czy inaczej musiałbym pracować z zaniżoną wydajnością

Jak pracujesz w jakimś januszeksie to pewno tak jest - ja piszę team leaderce, że mam gorszy dzień i mam spokój.  

22 godziny temu, hubio napisał(a):

A mam czasami tak, że pracuję 12h i wciąż mi mało. I siłą się odrywam, żeby nie było 14h. I nie czuję żadnego zmęczenia...

biorobot chwali się byciem biorobotem :E 

 

 

Zasadniczo opisujesz swoje życie przez swój pryzmat próbując wmówić innym jaka ta praca w korpo jest zła - tymczasem aktualnie leżę w łóżku, gdzieś tam obok komputer jest włączony z Outlookiem, za 30 minut go wyłączam, dalej nie ruszając się z łóżka odpalę sobie jakąś grę (ale najpierw dokończę serial :E ) - i to ma być to niewolnictwo? Rzucasz jakieś puste mrzonki jak to złe korpo tylko wykorzystują ludzi, gdy Pan z JDG może wszystko - tymczasem to ja mam 35 dni w pełni PŁATNEGO urlopu w roku (26 standardowe + 5 stażowe + 3 na poprawę samopoczucia + 1 za urodziny), dodatki do wczasów pod gruszą, bonus roczny, bonus świąteczny, swag bag co kwartał z produktami firmy, Multisporta, owocowe wtorki :E, dopłaty do okularów, wyposażenia biurowego czy prywatną opiekę zdrowotną, wolne na ślub, pogrzeb, czy opiekę nad kimś - a to wszystko jako dodatki do normalnej pensji. Tymczasem osoba na JDG musi za-pier-da-lać cały czas, jeśli chce mieć płacone i mieć za co żyć (chyba, że chce żyć z oszczędności). 

Dla Ciebie JDG to wolność, dla mnie niewolnictwo, ale na własnych zasadach. Ja swoją ścieżkę wybrałem - wolę mój ciepły grajdołek w korpo za naprawdę przyzwoitą pensję niż niewymiarowy czas pracy i niepewność o moją przyszłość. 

 

Każdy ma inaczej, nie warto lecieć stereotypami.

 

Edytowane przez huudyy
  • Upvote 1
Opublikowano

Pracuje na etacie w IT od 13 lat. Dla mnie jedną z najważniejszych rzeczy jest opieka zdrowotna, za którą mi płaci pracodawca a do tego ta możliwość L4. 

Jestem przewlekle chory i na chwilę obecną nie ma na to leku. Gdybym miał za te wszystkie wizyty u lekarzy i badania płacić ze swojej kieszeni to bym musiał zarabiać x3 tyle co mam na UoP. Do tego np w zeszlym roku miesiąc L4 musiałem mieć, też związane z moją chorobą.

 

  • Like 1
  • Sad 1
Opublikowano
Godzinę temu, huudyy napisał(a):

tymczasem sam zapierniczasz okresowo przez miesiąc w gorszych warunkach jak Ci "nieszczęśnicy" z 3-zmianówki :E

No przez miesiąc można... Chyba też masz u siebie jakieś deadline albo pilne projekty i też wtedy zapierniczasz?

Godzinę temu, huudyy napisał(a):

  kolejny kwiatek

Jak nie mam za dużo pracy, to firma wręcz zachęca bym ten wolny czas poświęcał na samorozwój (nowe projekty, continous improvement, kursy, szkolenia, poprawianie języka), ale równie dobrze nic nie muszę robić. Płacą mi za godzinę, a nie za akord - gdzie ty myślisz o tym, żeby nadrabiać jakieś zaległości. I to jest ta wolność?  

Jak pracujesz w jakimś januszeksie to pewno tak jest - ja piszę team leaderce, że mam gorszy dzień i mam spokój.  

biorobot chwali się byciem biorobotem :E 

Ale wciąż jesteś zależny... Przyjedzie inna liderka, zmienią się procedury. Pan z wysp dociśnie śrubę i cyk - skończy się to wszystko. W Allegro ludzie od IT przyjmowali się do pracy mając zapewnienie, że będą mogli pracować zdalnie. Cyk. Zmieniły się zasady i nieważne czy mieszkają 20km czy 100km od Poznania. Albo wrócą do pracy stacjonarnej albo wywalą ich.

 

Godzinę temu, huudyy napisał(a):

Zasadniczo opisujesz swoje życie przez swój pryzmat próbując wmówić innym jaka ta praca w korpo jest zła - tymczasem aktualnie leżę w łóżku, gdzieś tam obok komputer jest włączony z Outlookiem, za 30 minut go wyłączam, dalej nie ruszając się z łóżka odpalę sobie jakąś grę (ale najpierw dokończę serial :E ) - i to ma być to niewolnictwo?

Ja nic nie staram się nikomu wmówić :) Piszę co ja o tym myślę. Akurat zawsze pisząc o korpo mam na myśli raczej ludzi na samym dole, a nie specjalistów od IT. Im wyżej i im bardziej specjalistyczny zawód tym bardziej cenią pracownika. Dlatego ciebie cenią i masz tak dobrze. Ale Ai nadchodzi.... :) Dobra to był żarcik. Fajnie, że tak masz, ale nie każdy może na to liczyć. Praca w urzędach, handlu, producentach i podwykonowcach to niewolnictwo. Tam nikt raczej nie może pracować z łóżka. Akurat w IT panują bardzo dobre warunki.

Godzinę temu, huudyy napisał(a):

 

Rzucasz jakieś puste mrzonki jak to złe korpo tylko wykorzystują ludzi, gdy Pan z JDG może wszystko - tymczasem to ja mam 35 dni w pełni PŁATNEGO urlopu w roku (26 standardowe + 5 stażowe + 3 na poprawę samopoczucia + 1 za urodziny), dodatki do wczasów pod gruszą, bonus roczny, bonus świąteczny, swag bag co kwartał z produktami firmy, Multisporta, owocowe wtorki :E, dopłaty do okularów, wyposażenia biurowego czy prywatną opiekę zdrowotną, wolne na ślub, pogrzeb, czy opiekę nad kimś - a to wszystko jako dodatki do normalnej pensji. Tymczasem osoba na JDG musi za-pier-da-lać cały czas, jeśli chce mieć płacone i mieć za co żyć (chyba, że chce żyć z oszczędności). 

No cóż. Raczej tego nie przebijesz - ostatnie 5 lat średnio praca kilka godzin dziennie. Właściwie od 5 lat to wakacje miałem całe wolne... :)

Godzinę temu, huudyy napisał(a):

Dla Ciebie JDG to wolność, dla mnie niewolnictwo, ale na własnych zasadach. Ja swoją ścieżkę wybrałem - wolę mój ciepły grajdołek w korpo za naprawdę przyzwoitą pensję niż niewymiarowy czas pracy i niepewność o moją przyszłość. 

Wiesz dochodzi do tego wszystkiego jeszcze coś takiego, że masz absolutnie wpływ na każdą rzecz w ramach swojej DG. To daje bardzo dużo frajdy i radości. Wiesz co zbudowałeś itp. Dlatego bardzo często właściciele dobrych marek mogą sprzedać firmę za tyle, że nie muszą do końca życia pracować ale wolą dalej "harować" i się stresować bo po prostu się w tym spełniają. Nawet miliarderzy jak Solorz czy wcześniej jak żył Kulczyk nie sprzedali, a mogli. Ja to rozumiem. Czy to dobrze czy źle to już trochę inna sprawa, ale rozumiem. 

 

Od małego kochałem gry ekonomiczne i w pewnym uproszczeniu, ale tak - to przypomina taką grę nawet na JDG. Nie uważam absolutnie mojej DG za jakiś Januszex. Mam wyższe studia prawnicze. Mogę robić 1001 innych rzeczy. Odnoszę się z kulturą do klientów czy jakiś podmiotów współpracujących. Nie cwaniakuję. To  dosyć słabe nazywać kogoś Januszexem bo ktoś inny może powiedzieć do kogoś, że jest korposzczurem. To zbędne i negatywne określenia.

 

I oczywiście własna działalność nie jest dla każdego. Osoby ze słabą samobilizacją, słabo zorganizowane, lubiące polecenie nie odnajdą się. Zdaję sobie z tego sprawę. Bo ludzie są różni. Natomiast jest ciekawa zależność. Jak już masz własną DG to 80% ludzi, która tego liznęła komletnie nie chce wracać na etat. O czymś to świadczy.

Godzinę temu, huudyy napisał(a):

Każdy ma inaczej, nie warto lecieć stereotypami.

Zgoda. Nie lecę stereotypami. Ale cały twój wywód to takie usprawiedliwianie się trochę i obrona. I jakbyś to odniósł do siebie. A to już o czymś świadczy :) A zapytajmy pracownika biedry albo magazynu czy może pracować z łóżka? :) 

Opublikowano
9 minut temu, hubio napisał(a):

No przez miesiąc można... Chyba też masz u siebie jakieś deadline albo pilne projekty i też wtedy zapierniczasz?

Nie brałem nadgodzin nawet raz w aktualnej firmie - a pracuję tam ponad 4 lata. W kategorii zapierniczu traktuje takie dni, gdzie muszę przepracować realnie 7-8h, ale gdy tylko wybije punkt 15 to zamykam laptopa chociażby się paliło. 

Work life balance ¯\_(ツ)_/¯ 

11 minut temu, hubio napisał(a):

Ale wciąż jesteś zależny... Przyjedzie inna liderka, zmienią się procedury. Pan z wysp dociśnie śrubę i cyk - skończy się to wszystko. W Allegro ludzie od IT przyjmowali się do pracy mając zapewnienie, że będą mogli pracować zdalnie. Cyk. Zmieniły się zasady i nieważne czy mieszkają 20km czy 100km od Poznania. Albo wrócą do pracy stacjonarnej albo wywalą ich.

Jak się zmienia na gorsze, to ja zmienię pracę ¯\_(ツ)_/¯ mam taki zawód, że nie będzie to super proste, ale nie niemożliwe. To tylko praca - a póki co firma honoruje absolutnie wszystko na co się umawialiśmy, więc i ja nie szukam niczego nowego. 

12 minut temu, hubio napisał(a):

Akurat zawsze pisząc o korpo mam na myśli raczej ludzi na samym dole, a nie specjalistów od IT. Im wyżej i im bardziej specjalistyczny zawód tym bardziej cenią pracownika. Dlatego ciebie cenią i masz tak dobrze. Ale Ai nadchodzi.... :) 

No to fakt, ci na dole nie mogą za bardzo marudzić - tyle, że ja nie jestem na dole od dawna ;) a Ai prędzej czy później zastąpi każdego, kto nie jest wyrobnikiem czy na swoim, taka kolej rzeczy - dlatego już teraz odkładam kasę, by w przyszłości się tym nie przejmować ;)

 

13 minut temu, hubio napisał(a):

Praca w urzędach, handlu, producentach i podwykonowcach to niewolnictwo. Tam nikt raczej nie może pracować z łóżka. Akurat w IT panują bardzo dobre warunki.

Zgadza sir z pierwsza połowa - z drugą już nie, bo nie pracuje w IT :)

 

Jest naprawdę ogrom pracy, która można wykonywać nie ruszając się z łóżka. 

14 minut temu, hubio napisał(a):

No cóż. Raczej tego nie przebijesz - ostatnie 5 lat średnio praca kilka godzin dziennie

W zasadzie mam podobnie - pracuje średnio 3-5h dziennie, w zależności od potrzeb i nastroju ;)

15 minut temu, hubio napisał(a):

Wiesz dochodzi do tego wszystkiego jeszcze coś takiego, że masz absolutnie wpływ na każdą rzecz w ramach swojej DG. To daje bardzo dużo frajdy i radości. Wiesz co zbudowałeś itp.

Kiedyś już Ci o tym pisałem - za każdym 'udanym' biznesem stoją dziesiątki upadłości konsymenckich, moja mama była jednym z tych 'przykrych' przypadków. Oczywiście, że zyski i sukcesy przynoszą OGROMNĄ radość, ale życie to nie bajka niestety. 

 

17 minut temu, hubio napisał(a):

Ale cały twój wywód to takie usprawiedliwianie się trochę i obrona. I jakbyś to odniósł do siebie. A to już o czymś świadczy :) A zapytajmy pracownika biedry albo magazynu czy może pracować z

Przedstawiłem mój punkt widzenia po prostu, pracownika średniego korpo na średnim szczeblu. Ot, taki typowy mieszczański dream, od zera do klasy średniej w kilka lat. W żadnym wypadku nie porównuję się do ludzi z handlu, fabryk czy przedsiębiorstw miejskich. 

  • Like 1
Opublikowano

@huudyy doskonale o tym wiem, że za każdym biznesem stoją dziesiątki upadłości. Wiem też to co pisałeś o swojej mamie. To dlatego, że państwo w niczym nie pomaga najmniejszym. Wielkie korpo i wielki firmy mają całe zespoły, które im wyprowadzają podatki do rajów. Mali nic nie mają tylko buta od państwa, a często drugiego jako podwykonawca korpo. Pisałem kiedyś, że większość ciężaru podatkowego w Polsce opiera się na JDG i małych polskich firmach. Znalazłem kiedyś taki artykuł. Nasz odpoczywający w Bieszczadach kolega :) kazał mi znaleźć źródło i w swoim stylu po mnie pojechał. Niestety nie znalazłem. Ale na 100% to wyczytałem. Nawet z logiki wynika, że ogromna ilość małych i mikro będzie większa niż kilkadziesiąt ogromnych. A te małe nie mają żadnego lobbingu więc można je doić ile się da. W kogo najmocniej uderzył polski ład? W ryczałtowców więc grupę najmniej zarabiających przedsiębiorców. Ale generalni również ludziom na książce mocno dowalili. Oj przedsiębiorcy tego Tuskowi nie wybaczą...

Opublikowano (edytowane)

Już widzę to szczęście na własnej JDG za minimalną krajową, gdy nie ma, co do gara włożyć, na rachunki ledwo starcza, auto to kilkunastoletni gruz, a o wyjazdach nawet nie ma co myśleć, bo nie starcza na wyjście do restauracji. No, nic tylko żyć i korzystać z tej wolności na własnych zasadach. xD Sorry, można sobie mówić, że pieniądze nie są ważne od jakiegoś tam progu, ale dla większości ludzi jest on nieosiągany i kasa zazwyczaj jest ważnym elementem.

 

Dla mnie to brzmi, jak replay z PC-Laba. Jakieś pięć lat temu zły był zarówno, etat, jak i GD, bo zawsze coś Ci nie leżało. Jedno nudne, drugie też złe, bo coś - nie pamiętam. Zatem i ja się powtórzę: Jak trzeba sobie samemu pisać, że jest szczęśliwym i szukać przyklasku randomów z forum komputerowego, to wiedz, że coś się dzieje. ;) Nie wiem, ja nie widzę problemu w dobrym etacie. W granicach rozsądku robię, kiedy chcę. Nikogo nie interesuje, czy pracuję rano 8h, czy 6h wieczorem, jeśli robota jest zrobiona. Nie wiem, co by się musiało stać, aby mi się zachciało robić 14h. Czas dojazdu to zero, wystarczy wziąć laptopa na kolana do wyra. Jeśli mam ochotę, biuro jest zawsze otwarte. Faktycznie, są owocki, śniadanka, tuzin rodzajów kaw, lody, szejki, jogurty, pizza i inne pierdolety oraz cztery gaming roomy z piłkarzykami, bilardem, konsolami, rzutkami, ping-pongiem itd. Czy to wada? Przecież korzystać nikt nie każe, ale czasem ochota najdzie i wtedy fajnie, że są. Kasa dobra.

 

Miałem też etap z prowadzeniem własnych szkoleń na JDG. Jak było? Inaczej. Rzeczywiście robiłem to, co chciałem i jak chciałem. Choć czy aby na pewno? Raczej robiłem tak, jak oczekiwali klienci, bo inaczej by ich nie było. Część po swojemu, ale z częścią trzeba było się dostosować. Z drugiej strony na etacie przecież też robię to, co mnie interesuje, bo przy wyborze nie kierowałem się rzutem kostką. Dla mnie sporym ciężarem JDG jest to, że o wszystko trzeba było dbać samemu i nic się samo nie zrobiło. Oprócz przyjemnego prowadzenia szkoleń, trzeba było też je przygotować, odświeżać, ulepszać. Tej części nie lubiłem. Podpisywanie i czytanie umów to też była praca. Na etacie mam święty spokój i luz bez ciśnienia. Zrobię dzisiaj, to fajnie. Zrobię jutro, to tak samo fajnie.

 

Jaki z tego wniosek? Lepszy etat czy własna JDG? Prawidłowa odpowiedź: to zależy. Gdyby było inaczej, każdy by robił to samo w życiu. Jedno i drugie może być super albo do bani. Trzeba być elastycznym i ogarniętym, a nie szukać utartych wzorców. Ja głosuję na etat pod przykrywką udawanego JDG, czyli na samozatrudnienie. :D

Edytowane przez Karister
  • Thanks 1
Opublikowano

masz około 20 lat i nie wiesz co ze sobą zrobić? mundurówka albo inna państwowa fucha, górnik też dobry. 
Nie potrzebujesz dużych umiejętności, bezustannie się kształcić. Masz szybką i pewną emeryturę i kredyt na dom lub mieszkanie na warunkach nieosiągalnych w żadnym banku. 

Przed 40-tką przechodzisz na emeryturkę z własną spłaconą chatą i szukasz innej pracy lub siedzisz dalej na państwowym.
Swoje niby lepsze, więcej zarabiasz ale trzeba dobre studia skończyć lub fach w ręku i cały czas poszerzać wiedzę a przykład jaki był niedawno pokazuje że emeryturka na swoim wcale nie jest taka pewna. 
PiS wprowadził zmiany że składki opłacane we własnej spółce nie liczą sie do emerytury, przepadają. Nie masz z nich nic. Kopa w dupe. 

Opublikowano (edytowane)
19 minut temu, Dimazz napisał(a):

Swoje niby lepsze, więcej zarabiasz ale trzeba dobre studia skończyć lub fach w ręku i cały czas poszerzać wiedzę a przykład jaki był niedawno pokazuje że emeryturka na swoim wcale nie jest taka pewna. 

Polemizowałbym z wieloma stwierdzeniami tutaj. Wielu właścicieli małych firm zarabia bardzo źle i na etacie niejednokrotnie można mieć więcej. Nie zawsze trzeba poszerzać wiedzę. To znowu jest coś, co zależy od konkretnej działalności. Emeryturka na etacie też nie jest pewna. W sensie emerytura, nie jałmużna.

Edytowane przez Karister
Opublikowano (edytowane)

@Karister umówmy się: praca na etacie w IT i to na stanowisku wysoko wykwalifikowanego specjalisty to też uważam, że lepszy jest etat. Bo podejście jak sam napisałeś jest bardzo luźne. Natomiast cały handel, budżetówka, praca fizyczna to już zupełnie inaczej. Wy macie tak dużą wiedzę i specjalizację, że pracodawcy o was walczą więc sam bym w takiej sytuacji wolał etat.... 

 

Ja byłem na etacie w budżetówce i jak pisałem miałem też dosyć luźne podejście i już wtedy myślałem, że jest fajnie jak widziałem kolegów co pracują do godz do godz, a ja miałem nienormowany czas pracy, ale to i tak nawet w ułamku nie było lepsze od własnego. Przejedźmy się po budżetówce: nauczyciel - chmara dzieciaków, wizytacje, odrabianie pracy w domu, a to jeszcze nie tak źle jak urzędnik od 8 RANO (zawsze rano) do 16 z czego połowa to udawanie, że coś się robi co jest też męczące. A weźmy pracowników biedronki, lidla, magazynów... Więc przez pryzmat rozchwytywanego zawodu w IT to nie ma co patrzeć. U was to właściwie czy UoP czy B2B to tylko kwestia optymalizacji podatkowej, a nie wolności lub jej braku...

 

A ja nie napisałem tego tematu, żeby zbierać jakieś randomowe uznanie tylko podzielić się tym jak fajnie jest na swoim. Możliwe, że i tak będę niedługo musiał iść dodatkowo na etat bo to mega opłacalne np tylko jeden ZUS. Natomiast ostatnich 20 lat życia nikt mi już nie odbierze. A nie czuję nawet jakiegoś ciężaru pracy jak inne osoby po fabrykach czy wykończone psychicznie po korporacjach. I to jest bezcenne. Oczywiście też było bardzo wiele momentów stresu, ale to nigdy nie był stres przewlekły, że np. mam toksycznego szefa albo czuję, że pracuję za innych albo jeszcze co innego.

Edytowane przez hubio
Opublikowano (edytowane)

Dlatego nie ma sensu uogólniać. Etat to nie musi być tryka na kasie i magazynie, a własna JDG nie musi oznaczać pływania jachtem na prywatną wyspę. Znam ludzi spoza IT i też są zadowoleni z etatu. Swoją drogą, czy teraz firmy IT tak się biją o pracowników? Not rly. Raczej to ludzie szukają pracy. Senior dzisiaj już nic nie znaczy. Dobry senior sobie poradzi, a naprawdę sensownie mają obecnie tylko architekci, tech leadzi, staff, principal developerzy (jak zwał, tak zwał) mają dobrze, a to jest jedna osoba na kilka tuzinów. Poza tym ciężko, żeby ci wszyscy, co mają te kiepskie etaty, nagle pozakładali swoje JDG. Co one będą robić? Na to też trzeba mieć pomysł, jakiś wkład, warsztat, a czasem po prostu farta.

 

Edytowane przez Karister
  • Upvote 1
Opublikowano (edytowane)

Zapewne. ;) Mi jednak specjalista kojarzy się z kolesiem, do które ciągle walą ludzie o poradę i pomoc, a menadżer daje całe rozwiązania do zaprojektowania od nowa. Ktoś taki siłą rzeczy ma nieco więcej zajęć. ;) 

Edytowane przez Karister
Opublikowano

Jak dajesz sobie wszystko wciskać to tak jest ^^

Już lata temu nauczyłem się, że nagrodą za duża ilość pracy jest jeszcze większa ilość pracy.

Mam swój scope i robię co do mnie należy, ktoś chce więcej to cześć i czołem, po coś są kontrakty, żeby się trzymać kto za co odpowiada.

Opublikowano

Ja całe życie pracuje w dużych corpo gdzie są widełki na dane stanowiska. Obecnie doszedłem już praktycznie pod korek do tego co jest przewidziane na moje stanowisko, powiedzmy że jak w grze RPG wymaxowałem.

Zarabiam tyle, że mi wystarcza na wszystko czego potrzebuje, jestem bardzo zadowolony ze swoich zarobków. Pod tym względem nie odczuwam parcia na to żeby iść wyżej za bardzo, w sensie bym musiał zmienić firmę a mi po prostu wygodnie jest tu gdzie jestem.

Z resztą teraz to nie ma sensu, na UoP doszedłem do pułapu, że więcej mi się nie opłaca a B2B odpada ze względu na problemy zdrowotne.

Co ja Ci powiem, jest mi po prostu dobrze. Do tego narzeczona też ma dobrą kasę tam gdzie pracuje, dzieci nie chcemy, mieszkanie mamy. Nie czuję potrzeby do większych zmian.

  • Upvote 1
Opublikowano (edytowane)

No to właśnie o tym mówię. Ja bardziej o miejscach, gdzie szklane sufity są po to, żeby je przebijać. Czyli - jak zawsze - wszystko zależy od danej osoby i preferencji. Jeden nie ma ambicji i lubi ciepły dołek, drugi zawsze chce tylko więcej kasy, a trzeciego kręci to, że ma na coś realny wpływ, może zaproponować własne rozwiązanie i je wdrożyć, zmieniając otoczenie. A czasem niestety właśnie odgórne ograniczenia typu choroba. :( Tutaj szczerze współczuję.

Edytowane przez Karister
  • Like 1
Opublikowano
29 minut temu, Slayer napisał(a):

Już lata temu nauczyłem się, że nagrodą za duża ilość pracy jest jeszcze większa ilość pracy.

Właśnie to miałem na myśli pisząc o różnicy pomiędzy etatem, a czymś własnym. Jak widać również to działa w IT :) Na własnym NIGDY nagrodą za dużą ilość pracy NIE BĘDZIE większa ilość pracy. Choć jak pisał @Karister można i być na takim etacie gdzie ta zasada nie działa.

Opublikowano

No może i tak, jak pisałem dla mnie B2B by raczej nie zadziałało. Nawet dzisiaj musiałem brać wolne i jechać do szpitala bo jestem w specjalnym programie lekowym. Muszę mieć zapewnioną możliwość wolnego/L4 a do tego dostęp do lekarzy od strzała bo nigdy nie wiadomo co się podzieje i na ile mnie wykluczy z pracy. Obecny pracodawca rozumie to i nie ma z tym żadnego problemu bo zna moją sytuacje.

Opublikowano
44 minuty temu, Slayer napisał(a):

Jak dajesz sobie wszystko wciskać to tak jest ^^

Już lata temu nauczyłem się, że nagrodą za duża ilość pracy jest jeszcze większa ilość pracy.

Dokładnie tak, po latach się już inaczej na to patrzy i zaczyna się optymalizować czas na pracę.

 

Pełne 8h pracy to już dla mnie pierwiastek nieszczęścia.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×
×
  • Dodaj nową pozycję...