Skocz do zawartości

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

@huudyy musiało by mnie dobrze przygrzać słońce, żebym w domu jeszcze jeslzdzil na ETSie...

 

Wczoraj widziałem tego Actrosa z bliska w Kilonii w porcie (świeżutki, dopiero co do wysyłki), wrażenia z bliska są gorsze, niż na drodze :E

  • Haha 1
Opublikowano

Wejdzie. Wymusi to rynek. Najpierw kierowca jako po prostu "bezpiecznik", potem wejdzie temat $$$, bo autonomiczna ciężarówka będzie robiła postoje jedynie na uzupełnienie paliwa / energii. Żadnych dodatkowych pauz, żadnych chorobowych, urlopów, żadnego mamrolenia o podwyżkę. 

Opublikowano

dodatkowo jak nie będzie pauz to ciężarówka w dobe przejedzie więcej na tempomacie na 70-80. ciężarówki będą mogły robić większe przebiegi między przeglądami itd. 

 

ja to w ogole uważam, ze juz teraz na autostradzie komputer jest bezpieczniejszy niz człowiek, z jednego powodu. komputer sie nie nudzi. 

Opublikowano

W perfekcyjnym świecie pewnie tak, ale u nas jeszcze długo komputer nie zastąpi kierowcy. Będą próbować, bo dlaczego nie, ale ogarnąć tego tak szybko. Jestem w stanie się założyć, że za mojej kariery na 100% nie. Za dużo debili za kółkiem, nieprzewidzianych sytuacji, zamkniętych od tak dróg bez informacji, debili na magazynach itd.

 

Automatyzacja w tej branży nastąpi dopiero, jak wszystkie pozostałe zostaną zautomatyzowane, które mają na nią wpływ.

Opublikowano (edytowane)
2 godziny temu, Gang napisał(a):

ja to w ogole uważam, ze juz teraz na autostradzie komputer jest bezpieczniejszy niz człowiek, z jednego powodu. komputer sie nie nudzi. 

Teraz najbardziej niebezpieczne są przepisy, nie człowiek. Czemu? Ano temu że często każą mu odpoczywać, gdy odpoczynku nie potrzebuje...a każą jechać gdy właśnie go potrzebuje ;)

Może ludzie nie znający tematu powiedzą że piszę bzdury...ale ktoś kto siedzi w tym wie o czym mówię :)

Edytowane przez Krzysiak
  • Upvote 1
Opublikowano (edytowane)

Myślę, że ciężarówki z 4. poziomem autonomiczności, czyli jedzie samo, kierowca tylko wydaje polecenia + może przejąć kontrolę, to max 3-5lat. Pojazdy w pełni autonomiczne to też nie taka daleka przyszłość, z tym że najpierw wejdą na stałe trasy. Przykład: firma A robi np. koła dla firmy B produkującej samochody. Dzieli ich 3km odległości i auta jeżdżą non stop tam i z powrotem. Problemem będą jedynie dojazdy do małych firm, z dziwnym dojazdem czy brakiem miejsca do manewrowania, czy też błędnym oznakowaniem drogi.

Skoro autobusy z ludźmi już tak jeżdżą (z ograniczoną prędkością), to już wcale nie tak daleko do ciężarówek

Edytowane przez marko
Opublikowano

To zupełnie inny level autonomii. Nie da się go zupełnie porównać z czymkolwiek innym. Przy transporcie towarów, transport ludzi tak jak piszesz to nie powiem, że pikuś, ale jest dużo łatwiejszy do zrealizowania pod każdym aspektem.

 

Ktoś, kto nie jest zaznajomiony z branżą, nawet nie zdaje sobie sprawy, ile zmiennych potrzeba żeby załadować jeden samochód. Już nie wspomnę o ładunkach specjalnych, gabarytach, specjalnym zabezpieczaniu towaru, towarach niebezpiecznych i tak dalej i tak dalej. Do tego dochodzą w każdym kraju inne przepisy, w każdym kraju inne oznakowanie drogi, w każdym kraju inny sposób załadunku bądź rozładunku, w każdym kraju nawet jest inny podjazd pod rampę, rampy są różnych wysokościach, no książkę można na ten temat napisać. Dlatego mówię, że to nie będzie takie jak się wydaje - 3-5 lat to będzie 30 lub więcej lat.

 

Po prostu jak się ogarnia ile na to się składowy składa, to zaryzykuję tezę, że automatyzacja produkcji w dużej fabryce jest niczym w porównaniu z automatyzacją transportu.

Opublikowano (edytowane)

@markotu jest zbyt dużo niewiadomych o których pisze @CryptTM żeby to weszło ot tak ;) W transporcie wsiadając w auto w poniedziałek nigdy nie wiesz co się wydarzy za godzinę na załadunku nie mówiąc jutro, pojutrze czy za kolejne dni...ileż to razy jeszcze po kolejnych nieplanowanych godzinach oczekiwania na załadunek się człowiek dowiedział, że jest odprawa o której spedytor nie wiedział z różnych powodów, no i kolejne godziny poślizgu, dojechanie na urząd celny, chodzenie, proszenie się żeby dziś odprawili a nie trzymali do jutra, oni mają wyebane, a przecież jutro zrzutka w Holandii a ja nadal w Rzeszowie i nie wiem czy dziś wyjadę ;) No i nagle "komputer" zgłupieje, a tu przecież cały tydzień trzeba ogarnąć :E Czynnika ludzkiego nie da się wyeliminować ;)

 

 

Krótko mówiąc...to nie jest ułożona od a do z branża...w niej nadal wiele zależy od przypadku, czego autonomiczne systemy nie lubią :E

Edytowane przez Krzysiak
Opublikowano

Dokładnie.

 

Poza tym będzie nacisk na wyeliminowanie kierowców, bo to najsłabsze ogniwo w transporcie. Bez obrazy, ale ilość kierowców debili jest przerażająca. I nie chodzi mi o to jak jeżdżą. To inna bajka. Kiedyś pracowałem w jednej firmie i było tam sporo załadunków i rozładunków. I dzień w dzień po kilka razy byłem wołany na halę na tłumacza. Pierwsze czego nie rozumiem, to jak można być kierowcą na międzynarodówce bez jakiejkolwiek znajomości angielskiego czy niemieckiego? Wielu kierowców nie ma nawet A1! Po drugie część kierowców w ogóle nie ma pojęcia po co w ogóle przyjechali. Pokazują mi jakiegoś SMS'a, gdzie stoi jedynie adres. I się pytają czy to tutaj czy firma obok. Serio? Jeden As nawet nie wiedział czy on przyjechał na załadunek czy rozładunek. Poważnie! Gość nie wiedział, czy ma coś na pace. Co do zabezpieczenia ładunku, to często operatorzy wózków widłowych sami decydowali, co gdzie postawić i mówili jak zabezpieczyć, bo kierowca stoi, patrzy i nie wie co dalej... Problem wynika wprost z braku kierowców, więc biorą kogo popadnie, a i tak nadal jest to za mało. Wyeliminowanie kierowców będzie zbawieniem dla transportu 

Opublikowano

Tu się zgodzę, bo dzisiaj bez jakiegokolwiek języka to trochę wstyd. Ale odbije piłeczkę, bo że 3 lata temu stał przede mną młody chłopak (góra 25lat), który chciał kupić winietę na NL i normalnie nie znał nawet jednej liczby po angielsku... Normalnie dramat. Sprzedający tam próbował mu pojedynczo literami, cyframi, najpierw po angielsku potem po niemiecku, gość absolutnie nic nie jażył, Polak. I tak nie pomogłem mu, bo stwierdziłem, że skoro się gnojowi nie chciało absolutnie niczego nauczyć, to niech się k*rwa teraz martwi. Przecież ludzie dzisiaj każdy ogląda czy jakieś filmy na YouTubie czy filmy w telewizji w kinie czy gdziekolwiek indziej, ten język angielski przewija się w zasadzie na każdym kroku i żeby absolutnie nic nie kojarzyć z niego to trzeba być naprawdę amebą umysłową...

 

Pomijam pacjentów z dzikich wschodnich krajów którzy ledwo mówią w swoim języku a w innym to już jest sukces jak w ogóle potrafi coś powiedzieć i nieraz musiałem takiemu czyli finowi czy kazachowi tłumaczyć o co chodzi. Ale po tamtej stronie no to się nie dziwię że tych zachodnich języków nie znają no dobra. Nie mnie kierowców w starej daty którzy nie języków no też jeszcze trochę jest mimo wszystko. Natomiast daje się zauważyć że młodzi kierowcy tacy około 30 i z reguły znają chociaż jeden język czy to angielski czy niemiecki dobrze lub niekiedy nawet bardzo dobrze i to jest na plus. Natomiast odbije piłeczkę też w taką stronę że na przykład w Niemczech bardzo dużo ludzi nie rozmawia po angielsku i nie chce rozmawiać po angielsku, we Francji dużo ludzi angielskiego po prostu nie zna lub znać nie chce (ale tutaj to kwestia historyczna tak samo jak u nas), w Hiszpanii czy Portugalii no to jest sukces jak coś rozmawia po angielsku :)

 

Za to w takich krajach Belgia, Holandia, Luksemburg, Czechy bez problemu się po angielsku porozumiesz.

 

I nie zgodzę się, że kierowcy to jest najsłabsze ogniwo, pozornie może to tak wyglądać, natomiast jest to najmocniejsze ogniwo ze wszystkich - kto pracuje ten wie. Najsłabszym ogniwem to są dosłownie z łapanki pseudo spedytorzy nie mający pojęcia absolutnie o pracy ani swojej, ani tym bardziej kierowcy. Pracowałem kiedyś w takiej firmie gdzie spedytorka mi się zmieniała co tydzień rozumiecie, co tydzień miałem inną kobietę, której musiałem tłumaczyć jak wygląda praca. Także pseudo spedytorzy i dziad-transy to jest zakała tego zawodu, bo kierowca nawet nie znający języka ogarnie ci więcej niż taki pseudospedytorek czy jakiś inny szefuncio, który nigdy za granicą nie był :E

 

Niestety, z przykrością stwierdzam, że coraz młodsi kierowcy z uwagi na powyższe i absolutny brak szacunku do kierowcy na firmach, zwyczajnie odchodzą z zawodu. A od początku tego roku wręcz aż kole w oczy coś takiego, bo na każdym kroku to praktycznie widzimy. Nie będę tutaj firmy reklamował ale firma jest z Buska Zdroju gdzie kiedyś pracowali sami Polacy a dzisiaj jest tam tak kolorowo jak na fladze wesołego rafałka trzaskowskiego na marszu równości :E

 

Poważnie pracuję tam chyba dwóch trzech Polaków a cała reszta taboru to od pakistańca przez turbany po jakiś kazachów no ludzie... No ale jak dobra firma się stoczyła na dziad transa to się nie ma co dziwić że kierowcy przychodzi i nie chcą.

Opublikowano

Ja opisuję to co mnie spotkało. Wewnętrznych problemów nie znam. Tyle, że no kurde. Jakieś granice debilizmu chyba istnieją. No bo jak można przyjechać pod firmę i pytać ludzi, czy wiedzą po co on tutaj w ogóle przyjechał? :E

Oczywiście, nie żebym tutaj szkalował Polaków. Myślę, że to w każdej nacji jest pełno imbecyli. Ja akurat doskakiwałem na tłumacza do Polaków, ew. jakichś Ukraińców, itp. co trochę polski ogarniali. 

Jeśli Ty twierdzisz, że wewnętrzne problemy są jeszcze gorsze, to ja nie wyobrażam sobie, co tam musi się dziać :E

Opublikowano (edytowane)
59 minut temu, CryptTM napisał(a):

 Najsłabszym ogniwem to są dosłownie z łapanki pseudo spedytorzy nie mający pojęcia absolutnie o pracy ani swojej, ani tym bardziej kierowcy.

Piątek, 15:00, załadunek nad Amsterdamem, dzwoni spedytor że wziął mi jeszcze paletkę poniżej Venlo i mam tam być najpóźniej 16:30 :E Około 200km, po 15, przed weekendem czyli Holandia na autostradach stoi bo szczyt popołudniowy. No ale "musisz i koniec!", gdy zapytałem czy zdaje sobie sprawę z tego że to niewykonalne to "przecież na mapie europy to prawie jedno koło drugiego" :lol2: I takie przypadki przynajmniej raz na kółko :E

@markolepsze jest gdy spedytorzy nie znają języka i nagle dostaje kierowca jakiś holenderski numer telefonu z podpisem "dzwoń bo ogarniasz jakoś angielski, to się dogadasz, bo ja uja nie rozumiem ni w ząb" :E Też praktycznie co trasę to przerabiałem :E

Edytowane przez Krzysiak
  • Haha 1
Opublikowano

No to jest dobre jak spedytor mówi kierowcy weź zadzwoń bo ja nie ogarniam... :E

 

Miałem kiedyś taką akcję z załadunkiem: rozładunek był przed Paryżem załadunek był po drugiej stronie Paryża godzina 13:30 a ten mówi że w godzinę trzeba podjechać. Do dziś nie zapomnę jak j*błem śmiechem to musiałem je na chwilę stanąć, żeby przestać się śmiać...

 

Dla tych co nie wiedzą przejazd przez Paryż A10 -> N104 -> A10 o tej godzinie to jest minimum dwie godziny i to jak nie będą zbyt duże korki :E

 

No chyba że ktoś odważny pojedzie przez mały ring to będzie jeszcze dłużej...

  • Haha 1
Opublikowano (edytowane)

Albo mieliśmy takie roboty, że zbieraliśmy po NL akumulatory na reklamację z różnych ASO i zawoziliśmy je do LG Chem koło Wrocławia...godzina 16 dostaję info, że mam być po aku za 150km ale ASO czynne do 17. Mówię że nie zdążę ale przecież rano będzie przejeżdżał tamtędy inny od nas z firmy, to przecież zgarnie (max 10 minut schodziło z tym) a ja sobie na spokojnie polecę na kraj. Nie, mam zostać do jutra bo szef się będzie burzył, że za małe stawki na powroty na mnie ma w tym tygodniu i musi nadrobić. Ciul że na jutro mam ekspres na Śląsk i z automatu wiadomo, iż nie ma szans go dostarczyć, ciul że za tę dniówkę ekstra szef zapłaci mi więcej niż za przewiezienie tego aku dostał :E

Edytowane przez Krzysiak
  • Haha 1
Opublikowano
4 minuty temu, Krzysiak napisał(a):

Albo mieliśmy takie roboty, że zbieraliśmy po NL akumulatory na reklamację z różnych ASO i zawoziliśmy je do LG Chem koło Wrocławia...godzina 16 dostaję info, że mam być po aku za 150km ale ASO czynne do 17. Mówię że nie zdążę ale przecież rano będzie przejeżdżał tamtędy inny od nas z firmy, to przecież zgarnie (max 10 minut schodziło z tym) a ja sobie na spokojnie polecę na kraj. Nie, mam zostać do jutra bo szef się będzie burzył, że za małe stawki na powroty na mnie ma w tym tygodniu i musi nadrobić. Ciul że na jutro mam ekspres na Śląsk i z automatu wiadomo, iż nie ma szans go dostarczyć :E

To niech szef ruszy tyłek i zdobedzie kontakty do firm bezposrednio, do firm produkcyjnych a nie siedzi na Transie i wyłapuje resztki ktore przeszly przez łancuszek spedycji :E 
A jesli ma stalych kontrahentów i nie spina mu sie fracht to "ujowy" negocjator

Zawsze mnie bawili przewoznicy i spedycje ktore aby wyrwac kontrakt, tak rozpisywaly tendery, ze gdy dostali finalnie kontrakt okazalo sie, ze hmmm. - nie oplaca sie i nie idzie wyjsc na plus :)

Mowie z perspektywy spedytora, handlowca rowniez z wlasna bazą pojazdow z 15 letnim doswiadczeniem :)

  • Upvote 1
Opublikowano

u nas w firmie na 10 lat sie dostaje zegarek... większość kierowców juz je ma ;)

 

uczestniczą nawet w doposażeniu ciężarówek, a jak ktoś ekonomicznie śmiga to i silnik mocniejszy dostaje. 

 

straszne dziad transy tam u Was. 

Opublikowano (edytowane)

To była głupia rywalizacja między spedytorami "który lepiej w tym tygodniu załadował auto", szef był wymówką do nas...on pewnie znów dostawał info "było wszystko dograne ale nie zdążył" 😅 Spedytor to dla kierowcy często zło wcielone...jak w tym kawale "co różni rozjechanego psa od spedytora? Przed psem są ślady hamowania " 😂😅

U mnie w okolicy ogólnie wielu się wycofało lub też zmniejszyło floty. Ludzie którzy 15-20 lat temu mieli po 100 zestawów dziś mają max 15, inni poszli w deweloperkę lub inne branże. Złote czasy z lat 90 gdy zbili fortuny już się nie wrócą.

 

@eNeSikfirma w której jeździłem a obecnie sobie siedzę na skp praktycznie nic nie bierze z transa bo jeżdżą pod Neele - Vat w obie strony, ale czasem nadgorliwy spedytor wziął paletkę za 50 euro gdy koszt jej odebrania już przekraczał tę wartość 😂😅

42 minuty temu, Gang napisał(a):

u nas w firmie na 10 lat sie dostaje zegarek... większość kierowców juz je ma ;)

Ja jak na razie rekord w jednej firmie, bo będzie 6 lat w październiku (12 firm w 25 lat, 9 to zaczynanie w nowej branży) :E Zasiedziałem się, pasowałoby pomyśleć o czymś nowym, najlepiej innej branży bo obecna mi się znudziła, choć trzyma mnie głównie to że pracuję tylko 3 dni tygodniowo przy umowie na pełny etat :E Nie wyobrażam sobie, że ktoś może nawet całe życie w jednej firmie pracować :D

Ogólnie spierdzieliłem z tym diagnostą...było w to iść za jakieś 10 lat żeby dociągnąć spokojnie do emerytury :E

Edytowane przez Krzysiak
Opublikowano

@Krzysiak wiesz, jak to sie mowi w branzy - sa spedytorzy i są "spedzie" :E 
Jak trafiasz na tych drugich - zwlaszcza po stażu w "spedycjach - przepisywaczach" to taki gosc nie ma zielonego pojecia o tej robocie, czasie pracy kierowcy, nie potrafi obliczyc rentownosci jakiegokolwiek frachtu. Dla niego wazna jest "marża" od ktorej ma procent. Ci "bystrzejsi" jeszcze czasem powiedza, ze "moze dobrany fracht obniza stawke z km ale przynamniej obrót jest wiekszy". Przeciez tacy spedytorzy nie maja pojecia na temat transportu, to najczesciej ludzie wyszkoleni do przepisania ładunku, ew. podjecia ladunku na auto wlasne wg. scisle okreslonej stawki z km (liczone po Google, trasa "najszybsza", landem) i nie maja pojecia o przepisach, konwencji CMR, Incoterms, FMCG, dokumentacji transportowej, odprawach, kabotażach itd.. Transport intermodalny zabilby ich. A w sytuacjach kryzysowych (odmowa zaladunku, odmowa przyjecia towaru, reklamacje) - sa totalnie bezradni

I jak taki spedytor ma zorganizowac transport aby byl oplacalny i przede wszystkim, realny do wykonania? Jak ma sie dogadac z kierowcą skoro dla niego najwazniejsze jest rozliczenie w Excelu
Ale paradoksalnie, to problem firmy ktora pozwala na taka prace spedytorow, ktora ich szkoli w ten sposob, przyjmuje takich "spedziów" :) . No i poniekad kierowcow ktorzy sobie na to pozwalaja (na szczescie obecnie kierowcy coraz rzadziej daja sobie pluc w kasze)

I to jest perspektywa "spedycji"

Jest jeszcze perspektywa "psiewoźnika" ktory nie ma pojecia o branzy i rentownosci. Nie ma pojecia jak traktowac kierowcow, jak postepowac z kontrahentami, jak przystapic do tenderow i je realnie wycenic. Zaniżanie stawek i wazne, ze sie "kółka kręcą". Pozniej widzi sie ogloszenia typu "odstąpie" leasing

I na koniec cos co dotyczy obydwu - brak umiejetnosci weryfikacji kontrahenta pod wzgledem "wyplacalnosci" ktora potrafi polozyc niejedna firme :E 

Sam zaczynalem od "spedzia" jednak nie umialem nic w tej branzy. Dopiero po kilku latach gdy sam sie nauczylem wszystkiego (negocjacje, spedycja, logistyka, intermodal, przepisy, procedury reklamacyjne, CMR itp.) - doszedlem do momentu, ze dotarlo do mnie, ze branza (a dokladnie strona po ktorej bylem) to rak. Obecnie przeszedlem na jasna strone mocy. Praca we firmie ktora wie co robi, ceni pracownikow, wie jak wyglada praca kierowcy, wie jak organizowac transport. Sam zajmuje sie transportem (auta wlasne) + spedycja (handel, tendery, podwykonawcy). I pracujac po obu stronach barykady - mozna wtedy okreslic sie "transportowcem"

Ale jak wiadomo - gdyby chciec omowic caly temat branzy transportowej - dyskusja trwalaby tygodniami :E 


 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

    • Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

  • Popularne tematy

  • Najnowsze posty

    • a w gamingowych monitorach to nie jest przypadkiem zmienne zeby nie bylo wrazenia shutteringu czy zacinania obrazu wlasnie? wziąść???? miales na mysli wziĄĆ bo nie braŚĆ.   moze matryca fast VA albo po prostu IPS? czy duzo pracujesz z czarnymi elementami? Jesli nie to mzoe IPS. Zwlaszcza ze priorytetem sa gierki i jakosc tekstu to tutaj stawialbym na IPS. Zapewne trafisz na monitor ktory w srgb wykraca poza 100% przepelnienia (monitor wysokogamutowy), ale za to mialbys pewnosc ze w standardzie adobe siega przynajmniej 95% (oczywiscie kwestia budzetu). pewnie w tych drozszych jest opcja 100%srgb blokada w osd i przelaczenie na 95%+ adobe w razie potrzeby. Zakladam ze na HDR ci nie zalezy?  Mysle ze do 2k znajdziesz ips z opcjami wyswietlania koloru czarnego za pomoca ips black. Kwestia tego czy dla tych 5% grafiki oplaca sie az tyle placic za to? Jesli w pracy duzo pracujesz z czernią to odp oczywista, ale pomysl o tym.   na jakiej wielkosci montorze ci zalezy? jaka rozdzielczosc? czy zasilanie portow usb albo porty usb to must have? Czy chcesz pure 10bit glebie kolorow czy moze byc sztucznie za pomoca frc?  
    • Dokładnie...u ciebie widać syf na dole budy, u mnie nie...bo jest biała     Dlatego wolę jasne kolory
    • Witam, Jak w temacie, chciałbym się dowiedzieć czy wśród aktualnych modeli znajdę jakąś perełkę która spełni moje oczekiwania i nie przetrzepie przesadnie kieszeni. Żeby było prościej może opisze w skrócie co mi się podoba w sprzęcie z którym mam styczność:   Eizo CG277 od niedawna w robocie - praca w coreldraw oraz adobe photoshop, grafika głównie pod druk - wysoki komfort pracy, świetne kolorki(pełne 10bit), teksty i krzywe wyraziste jak nigdy, no i tam chyba odświeżanie monitora jest prądem stałym a nie zmiennym jak w typowych monitorach - nie męczy nawet po kilku godzinach siedzenia, ale do grania się nie nadaje, za wolny - bo to nie jego przeznaczenie, wiadome   TV sony 65XF9005 - matryca LCD (PFS LED – “TRILUMINOS”) typ. VA, Direct LED(Full Array Local Dimming) - z tego co wyczytałem to taka technologia analogiczna do QLED (kropka kwantowa) czy LCD LG (NanoCell), zapewnia wysokie pokrycie barw i wszystko wygląda bardzo naturalnie, atrakcyjnie cieszy oko ale nie jest przesadnie przejaskrawione, maksymalna jasność po kalibracji 600cd/m2 (pełny ekran klasyczna treść SDR), 1 100 cd/m2 (HDR, skrawek ekranu), kontrast statyczny 6000:1, kontrast ANSI 3500:1, świetne kąty, czarny bardzo dobry - przy zgaszonym świetle w pokoju i czarnej planszy z białymi napisami końcowymi w filmie, widzisz wyraźnie tylko białe napisy, ostre i wyraźne, dla porównania u kumpla to samo oglądałem na OLED to czerń spoko ale napisy i jasne elementy dużo słabiej wypadały, za mocno świeciły i stawały się przez to mało wyraźne, jak dla mnie przegrywa z oledem jedynie płynnością ruchu, mimo że matryca jak na swój rodzaj do wolnych nie należy.   iiyama G2770HS 180Hz FastIPS, 0,2ms - monitor kupiony okazyjnie bardzo tanio jako tymczasowy, szybka matryca, ale max 1080p w 27" i praca z tekstem to słabe połączenie, używam go na zmianę z Dell 2713hm   Dell 2713hm - chyba najdłużej na nim siedziałem i w pracy w domu głownie do pracy z grafiką zanim pojawił się Eizo, do pracy ok, ale w grach za wolny   Lenovo R27q-30 - kupiony dla syna do grania, jakoś nie mogłem znaleźć sensownych ustawień dla niego, obraz wydawał mi się za ciemny, albo za jasny, coś w nim nie pasowało, mimo że na papierze wydawał się spoko wyborem   No i teraz pytanko czy jest coś na rynku co mogłoby spełnić moje oczekiwania? przeznaczenie to głównie granie 75%, czytanie 20%, grafika 5%, praca z grafiką na nim to raczej sporadycznie raz na jakiś czas, ale wtedy mocno i intensywnie -  mam też taki zamysł że może zamiast skupiać się przy monitorze na tym aspekcie - olać to i po prostu brać monitor z roboty na czas prac i tyle, a docelowy mieć tylko pod rozrywkę, chociaż zapewne jak dobry monitor by sie trafił to jak sRGB będzie niezłe bo to się głównie w grach liczy to i Adobe RGB też będzie nienajgorsze:) Idąć dalej... dużo czytam i przetwarzam danych tekstowych, więc komfort pracy z tekstami, czcionkami itd. tu bardzo się liczy i gdyby nie to pewnie celowałbym w OLEDY, ale tam teksty to słaby temat, tak więc... co by tu wziść na celownik? jeżeli chodzi o budżet to sam niewiem ile trzeba by wydać? 1400-2200zł to jakieś sensowne pieniądze? czy za mały budżet na takie potrzeby?
    • Oj za małe mam doświadczenie, ale np. Lies of P w ogóle mi nie przypadł do gustu. Jakiś taki koślawy i mało soczysty. Dziwny, krótki unik. Przeciwnicy to paralitycy, nie czułem "ciężaru" starć, a jednak LoP ma lepsze przyjęcie niż Khazan, gdzie już walka ze śnieżną bestią w demku dała mi tego pierwotnego kopa z DS1 (w Demona nie grałem).
    • Nie no, Breath of the Wild mnie zabije ta gierka. Z moim stylem gry zaglądania w każdy metr kwadratowy to będzie bite 300h i ja nienawidzę sandboxów. Jednak tutaj włączam i sobie biegam, chociaż świat momentami pustawy a questy mocno sztampowe i bez wyborów jakichkolwiek. Taka w sumie "crap" gierka a jednak włączam, chociaż nienawidzę sandboxów. Nie wiem, deszczyk zaczyna padać, ja stoję pod skałką z rozpalonym ogniskiem i jeszcze wjedzie w tle pianino, to chyba ta mityczna magia Nintendo na 10/10 ; ) Crapik na 10/10 ; ) I jeszcze ta plastyczna grafa, detale i grube zależności rządzące tym światem. Jak oni to zrobili na taki słabiutki tablecik SW1 to ja nawet nie wiem, w sumie na WiiU pierwotnie. A na SW2 to chodzi fenomenalnie, żelazne 60 klatek, chyba nie dostrzegłem ani jednego dipa. Czasem tylko za duży pop up trawki, postaci no i otoczenie daleko w tle dramatycznie traci poligony, wchodzi w uproszczone formy. Zapomniałem profesjonalną ang nazwę tego zastosowania by gra trzymała wydajność. Ale całościowo, nadal śliczna gra stylistycznie.
  • Aktywni użytkownicy

×
×
  • Dodaj nową pozycję...