Skocz do zawartości

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

@huudyy musiało by mnie dobrze przygrzać słońce, żebym w domu jeszcze jeslzdzil na ETSie...

 

Wczoraj widziałem tego Actrosa z bliska w Kilonii w porcie (świeżutki, dopiero co do wysyłki), wrażenia z bliska są gorsze, niż na drodze :E

  • Haha 1
Opublikowano

Wejdzie. Wymusi to rynek. Najpierw kierowca jako po prostu "bezpiecznik", potem wejdzie temat $$$, bo autonomiczna ciężarówka będzie robiła postoje jedynie na uzupełnienie paliwa / energii. Żadnych dodatkowych pauz, żadnych chorobowych, urlopów, żadnego mamrolenia o podwyżkę. 

Opublikowano

dodatkowo jak nie będzie pauz to ciężarówka w dobe przejedzie więcej na tempomacie na 70-80. ciężarówki będą mogły robić większe przebiegi między przeglądami itd. 

 

ja to w ogole uważam, ze juz teraz na autostradzie komputer jest bezpieczniejszy niz człowiek, z jednego powodu. komputer sie nie nudzi. 

Opublikowano

W perfekcyjnym świecie pewnie tak, ale u nas jeszcze długo komputer nie zastąpi kierowcy. Będą próbować, bo dlaczego nie, ale ogarnąć tego tak szybko. Jestem w stanie się założyć, że za mojej kariery na 100% nie. Za dużo debili za kółkiem, nieprzewidzianych sytuacji, zamkniętych od tak dróg bez informacji, debili na magazynach itd.

 

Automatyzacja w tej branży nastąpi dopiero, jak wszystkie pozostałe zostaną zautomatyzowane, które mają na nią wpływ.

Opublikowano (edytowane)
2 godziny temu, Gang napisał(a):

ja to w ogole uważam, ze juz teraz na autostradzie komputer jest bezpieczniejszy niz człowiek, z jednego powodu. komputer sie nie nudzi. 

Teraz najbardziej niebezpieczne są przepisy, nie człowiek. Czemu? Ano temu że często każą mu odpoczywać, gdy odpoczynku nie potrzebuje...a każą jechać gdy właśnie go potrzebuje ;)

Może ludzie nie znający tematu powiedzą że piszę bzdury...ale ktoś kto siedzi w tym wie o czym mówię :)

Edytowane przez Krzysiak
  • Upvote 1
Opublikowano (edytowane)

Myślę, że ciężarówki z 4. poziomem autonomiczności, czyli jedzie samo, kierowca tylko wydaje polecenia + może przejąć kontrolę, to max 3-5lat. Pojazdy w pełni autonomiczne to też nie taka daleka przyszłość, z tym że najpierw wejdą na stałe trasy. Przykład: firma A robi np. koła dla firmy B produkującej samochody. Dzieli ich 3km odległości i auta jeżdżą non stop tam i z powrotem. Problemem będą jedynie dojazdy do małych firm, z dziwnym dojazdem czy brakiem miejsca do manewrowania, czy też błędnym oznakowaniem drogi.

Skoro autobusy z ludźmi już tak jeżdżą (z ograniczoną prędkością), to już wcale nie tak daleko do ciężarówek

Edytowane przez marko
Opublikowano

To zupełnie inny level autonomii. Nie da się go zupełnie porównać z czymkolwiek innym. Przy transporcie towarów, transport ludzi tak jak piszesz to nie powiem, że pikuś, ale jest dużo łatwiejszy do zrealizowania pod każdym aspektem.

 

Ktoś, kto nie jest zaznajomiony z branżą, nawet nie zdaje sobie sprawy, ile zmiennych potrzeba żeby załadować jeden samochód. Już nie wspomnę o ładunkach specjalnych, gabarytach, specjalnym zabezpieczaniu towaru, towarach niebezpiecznych i tak dalej i tak dalej. Do tego dochodzą w każdym kraju inne przepisy, w każdym kraju inne oznakowanie drogi, w każdym kraju inny sposób załadunku bądź rozładunku, w każdym kraju nawet jest inny podjazd pod rampę, rampy są różnych wysokościach, no książkę można na ten temat napisać. Dlatego mówię, że to nie będzie takie jak się wydaje - 3-5 lat to będzie 30 lub więcej lat.

 

Po prostu jak się ogarnia ile na to się składowy składa, to zaryzykuję tezę, że automatyzacja produkcji w dużej fabryce jest niczym w porównaniu z automatyzacją transportu.

Opublikowano (edytowane)

@markotu jest zbyt dużo niewiadomych o których pisze @CryptTM żeby to weszło ot tak ;) W transporcie wsiadając w auto w poniedziałek nigdy nie wiesz co się wydarzy za godzinę na załadunku nie mówiąc jutro, pojutrze czy za kolejne dni...ileż to razy jeszcze po kolejnych nieplanowanych godzinach oczekiwania na załadunek się człowiek dowiedział, że jest odprawa o której spedytor nie wiedział z różnych powodów, no i kolejne godziny poślizgu, dojechanie na urząd celny, chodzenie, proszenie się żeby dziś odprawili a nie trzymali do jutra, oni mają wyebane, a przecież jutro zrzutka w Holandii a ja nadal w Rzeszowie i nie wiem czy dziś wyjadę ;) No i nagle "komputer" zgłupieje, a tu przecież cały tydzień trzeba ogarnąć :E Czynnika ludzkiego nie da się wyeliminować ;)

 

 

Krótko mówiąc...to nie jest ułożona od a do z branża...w niej nadal wiele zależy od przypadku, czego autonomiczne systemy nie lubią :E

Edytowane przez Krzysiak
Opublikowano

Dokładnie.

 

Poza tym będzie nacisk na wyeliminowanie kierowców, bo to najsłabsze ogniwo w transporcie. Bez obrazy, ale ilość kierowców debili jest przerażająca. I nie chodzi mi o to jak jeżdżą. To inna bajka. Kiedyś pracowałem w jednej firmie i było tam sporo załadunków i rozładunków. I dzień w dzień po kilka razy byłem wołany na halę na tłumacza. Pierwsze czego nie rozumiem, to jak można być kierowcą na międzynarodówce bez jakiejkolwiek znajomości angielskiego czy niemieckiego? Wielu kierowców nie ma nawet A1! Po drugie część kierowców w ogóle nie ma pojęcia po co w ogóle przyjechali. Pokazują mi jakiegoś SMS'a, gdzie stoi jedynie adres. I się pytają czy to tutaj czy firma obok. Serio? Jeden As nawet nie wiedział czy on przyjechał na załadunek czy rozładunek. Poważnie! Gość nie wiedział, czy ma coś na pace. Co do zabezpieczenia ładunku, to często operatorzy wózków widłowych sami decydowali, co gdzie postawić i mówili jak zabezpieczyć, bo kierowca stoi, patrzy i nie wie co dalej... Problem wynika wprost z braku kierowców, więc biorą kogo popadnie, a i tak nadal jest to za mało. Wyeliminowanie kierowców będzie zbawieniem dla transportu 

Opublikowano

Tu się zgodzę, bo dzisiaj bez jakiegokolwiek języka to trochę wstyd. Ale odbije piłeczkę, bo że 3 lata temu stał przede mną młody chłopak (góra 25lat), który chciał kupić winietę na NL i normalnie nie znał nawet jednej liczby po angielsku... Normalnie dramat. Sprzedający tam próbował mu pojedynczo literami, cyframi, najpierw po angielsku potem po niemiecku, gość absolutnie nic nie jażył, Polak. I tak nie pomogłem mu, bo stwierdziłem, że skoro się gnojowi nie chciało absolutnie niczego nauczyć, to niech się k*rwa teraz martwi. Przecież ludzie dzisiaj każdy ogląda czy jakieś filmy na YouTubie czy filmy w telewizji w kinie czy gdziekolwiek indziej, ten język angielski przewija się w zasadzie na każdym kroku i żeby absolutnie nic nie kojarzyć z niego to trzeba być naprawdę amebą umysłową...

 

Pomijam pacjentów z dzikich wschodnich krajów którzy ledwo mówią w swoim języku a w innym to już jest sukces jak w ogóle potrafi coś powiedzieć i nieraz musiałem takiemu czyli finowi czy kazachowi tłumaczyć o co chodzi. Ale po tamtej stronie no to się nie dziwię że tych zachodnich języków nie znają no dobra. Nie mnie kierowców w starej daty którzy nie języków no też jeszcze trochę jest mimo wszystko. Natomiast daje się zauważyć że młodzi kierowcy tacy około 30 i z reguły znają chociaż jeden język czy to angielski czy niemiecki dobrze lub niekiedy nawet bardzo dobrze i to jest na plus. Natomiast odbije piłeczkę też w taką stronę że na przykład w Niemczech bardzo dużo ludzi nie rozmawia po angielsku i nie chce rozmawiać po angielsku, we Francji dużo ludzi angielskiego po prostu nie zna lub znać nie chce (ale tutaj to kwestia historyczna tak samo jak u nas), w Hiszpanii czy Portugalii no to jest sukces jak coś rozmawia po angielsku :)

 

Za to w takich krajach Belgia, Holandia, Luksemburg, Czechy bez problemu się po angielsku porozumiesz.

 

I nie zgodzę się, że kierowcy to jest najsłabsze ogniwo, pozornie może to tak wyglądać, natomiast jest to najmocniejsze ogniwo ze wszystkich - kto pracuje ten wie. Najsłabszym ogniwem to są dosłownie z łapanki pseudo spedytorzy nie mający pojęcia absolutnie o pracy ani swojej, ani tym bardziej kierowcy. Pracowałem kiedyś w takiej firmie gdzie spedytorka mi się zmieniała co tydzień rozumiecie, co tydzień miałem inną kobietę, której musiałem tłumaczyć jak wygląda praca. Także pseudo spedytorzy i dziad-transy to jest zakała tego zawodu, bo kierowca nawet nie znający języka ogarnie ci więcej niż taki pseudospedytorek czy jakiś inny szefuncio, który nigdy za granicą nie był :E

 

Niestety, z przykrością stwierdzam, że coraz młodsi kierowcy z uwagi na powyższe i absolutny brak szacunku do kierowcy na firmach, zwyczajnie odchodzą z zawodu. A od początku tego roku wręcz aż kole w oczy coś takiego, bo na każdym kroku to praktycznie widzimy. Nie będę tutaj firmy reklamował ale firma jest z Buska Zdroju gdzie kiedyś pracowali sami Polacy a dzisiaj jest tam tak kolorowo jak na fladze wesołego rafałka trzaskowskiego na marszu równości :E

 

Poważnie pracuję tam chyba dwóch trzech Polaków a cała reszta taboru to od pakistańca przez turbany po jakiś kazachów no ludzie... No ale jak dobra firma się stoczyła na dziad transa to się nie ma co dziwić że kierowcy przychodzi i nie chcą.

Opublikowano

Ja opisuję to co mnie spotkało. Wewnętrznych problemów nie znam. Tyle, że no kurde. Jakieś granice debilizmu chyba istnieją. No bo jak można przyjechać pod firmę i pytać ludzi, czy wiedzą po co on tutaj w ogóle przyjechał? :E

Oczywiście, nie żebym tutaj szkalował Polaków. Myślę, że to w każdej nacji jest pełno imbecyli. Ja akurat doskakiwałem na tłumacza do Polaków, ew. jakichś Ukraińców, itp. co trochę polski ogarniali. 

Jeśli Ty twierdzisz, że wewnętrzne problemy są jeszcze gorsze, to ja nie wyobrażam sobie, co tam musi się dziać :E

Opublikowano (edytowane)
59 minut temu, CryptTM napisał(a):

 Najsłabszym ogniwem to są dosłownie z łapanki pseudo spedytorzy nie mający pojęcia absolutnie o pracy ani swojej, ani tym bardziej kierowcy.

Piątek, 15:00, załadunek nad Amsterdamem, dzwoni spedytor że wziął mi jeszcze paletkę poniżej Venlo i mam tam być najpóźniej 16:30 :E Około 200km, po 15, przed weekendem czyli Holandia na autostradach stoi bo szczyt popołudniowy. No ale "musisz i koniec!", gdy zapytałem czy zdaje sobie sprawę z tego że to niewykonalne to "przecież na mapie europy to prawie jedno koło drugiego" :lol2: I takie przypadki przynajmniej raz na kółko :E

@markolepsze jest gdy spedytorzy nie znają języka i nagle dostaje kierowca jakiś holenderski numer telefonu z podpisem "dzwoń bo ogarniasz jakoś angielski, to się dogadasz, bo ja uja nie rozumiem ni w ząb" :E Też praktycznie co trasę to przerabiałem :E

Edytowane przez Krzysiak
  • Haha 1
Opublikowano

No to jest dobre jak spedytor mówi kierowcy weź zadzwoń bo ja nie ogarniam... :E

 

Miałem kiedyś taką akcję z załadunkiem: rozładunek był przed Paryżem załadunek był po drugiej stronie Paryża godzina 13:30 a ten mówi że w godzinę trzeba podjechać. Do dziś nie zapomnę jak j*błem śmiechem to musiałem je na chwilę stanąć, żeby przestać się śmiać...

 

Dla tych co nie wiedzą przejazd przez Paryż A10 -> N104 -> A10 o tej godzinie to jest minimum dwie godziny i to jak nie będą zbyt duże korki :E

 

No chyba że ktoś odważny pojedzie przez mały ring to będzie jeszcze dłużej...

  • Haha 1
Opublikowano (edytowane)

Albo mieliśmy takie roboty, że zbieraliśmy po NL akumulatory na reklamację z różnych ASO i zawoziliśmy je do LG Chem koło Wrocławia...godzina 16 dostaję info, że mam być po aku za 150km ale ASO czynne do 17. Mówię że nie zdążę ale przecież rano będzie przejeżdżał tamtędy inny od nas z firmy, to przecież zgarnie (max 10 minut schodziło z tym) a ja sobie na spokojnie polecę na kraj. Nie, mam zostać do jutra bo szef się będzie burzył, że za małe stawki na powroty na mnie ma w tym tygodniu i musi nadrobić. Ciul że na jutro mam ekspres na Śląsk i z automatu wiadomo, iż nie ma szans go dostarczyć, ciul że za tę dniówkę ekstra szef zapłaci mi więcej niż za przewiezienie tego aku dostał :E

Edytowane przez Krzysiak
  • Haha 1
Opublikowano
4 minuty temu, Krzysiak napisał(a):

Albo mieliśmy takie roboty, że zbieraliśmy po NL akumulatory na reklamację z różnych ASO i zawoziliśmy je do LG Chem koło Wrocławia...godzina 16 dostaję info, że mam być po aku za 150km ale ASO czynne do 17. Mówię że nie zdążę ale przecież rano będzie przejeżdżał tamtędy inny od nas z firmy, to przecież zgarnie (max 10 minut schodziło z tym) a ja sobie na spokojnie polecę na kraj. Nie, mam zostać do jutra bo szef się będzie burzył, że za małe stawki na powroty na mnie ma w tym tygodniu i musi nadrobić. Ciul że na jutro mam ekspres na Śląsk i z automatu wiadomo, iż nie ma szans go dostarczyć :E

To niech szef ruszy tyłek i zdobedzie kontakty do firm bezposrednio, do firm produkcyjnych a nie siedzi na Transie i wyłapuje resztki ktore przeszly przez łancuszek spedycji :E 
A jesli ma stalych kontrahentów i nie spina mu sie fracht to "ujowy" negocjator

Zawsze mnie bawili przewoznicy i spedycje ktore aby wyrwac kontrakt, tak rozpisywaly tendery, ze gdy dostali finalnie kontrakt okazalo sie, ze hmmm. - nie oplaca sie i nie idzie wyjsc na plus :)

Mowie z perspektywy spedytora, handlowca rowniez z wlasna bazą pojazdow z 15 letnim doswiadczeniem :)

  • Upvote 1
Opublikowano

u nas w firmie na 10 lat sie dostaje zegarek... większość kierowców juz je ma ;)

 

uczestniczą nawet w doposażeniu ciężarówek, a jak ktoś ekonomicznie śmiga to i silnik mocniejszy dostaje. 

 

straszne dziad transy tam u Was. 

Opublikowano (edytowane)

To była głupia rywalizacja między spedytorami "który lepiej w tym tygodniu załadował auto", szef był wymówką do nas...on pewnie znów dostawał info "było wszystko dograne ale nie zdążył" 😅 Spedytor to dla kierowcy często zło wcielone...jak w tym kawale "co różni rozjechanego psa od spedytora? Przed psem są ślady hamowania " 😂😅

U mnie w okolicy ogólnie wielu się wycofało lub też zmniejszyło floty. Ludzie którzy 15-20 lat temu mieli po 100 zestawów dziś mają max 15, inni poszli w deweloperkę lub inne branże. Złote czasy z lat 90 gdy zbili fortuny już się nie wrócą.

 

@eNeSikfirma w której jeździłem a obecnie sobie siedzę na skp praktycznie nic nie bierze z transa bo jeżdżą pod Neele - Vat w obie strony, ale czasem nadgorliwy spedytor wziął paletkę za 50 euro gdy koszt jej odebrania już przekraczał tę wartość 😂😅

42 minuty temu, Gang napisał(a):

u nas w firmie na 10 lat sie dostaje zegarek... większość kierowców juz je ma ;)

Ja jak na razie rekord w jednej firmie, bo będzie 6 lat w październiku (12 firm w 25 lat, 9 to zaczynanie w nowej branży) :E Zasiedziałem się, pasowałoby pomyśleć o czymś nowym, najlepiej innej branży bo obecna mi się znudziła, choć trzyma mnie głównie to że pracuję tylko 3 dni tygodniowo przy umowie na pełny etat :E Nie wyobrażam sobie, że ktoś może nawet całe życie w jednej firmie pracować :D

Ogólnie spierdzieliłem z tym diagnostą...było w to iść za jakieś 10 lat żeby dociągnąć spokojnie do emerytury :E

Edytowane przez Krzysiak
Opublikowano

@Krzysiak wiesz, jak to sie mowi w branzy - sa spedytorzy i są "spedzie" :E 
Jak trafiasz na tych drugich - zwlaszcza po stażu w "spedycjach - przepisywaczach" to taki gosc nie ma zielonego pojecia o tej robocie, czasie pracy kierowcy, nie potrafi obliczyc rentownosci jakiegokolwiek frachtu. Dla niego wazna jest "marża" od ktorej ma procent. Ci "bystrzejsi" jeszcze czasem powiedza, ze "moze dobrany fracht obniza stawke z km ale przynamniej obrót jest wiekszy". Przeciez tacy spedytorzy nie maja pojecia na temat transportu, to najczesciej ludzie wyszkoleni do przepisania ładunku, ew. podjecia ladunku na auto wlasne wg. scisle okreslonej stawki z km (liczone po Google, trasa "najszybsza", landem) i nie maja pojecia o przepisach, konwencji CMR, Incoterms, FMCG, dokumentacji transportowej, odprawach, kabotażach itd.. Transport intermodalny zabilby ich. A w sytuacjach kryzysowych (odmowa zaladunku, odmowa przyjecia towaru, reklamacje) - sa totalnie bezradni

I jak taki spedytor ma zorganizowac transport aby byl oplacalny i przede wszystkim, realny do wykonania? Jak ma sie dogadac z kierowcą skoro dla niego najwazniejsze jest rozliczenie w Excelu
Ale paradoksalnie, to problem firmy ktora pozwala na taka prace spedytorow, ktora ich szkoli w ten sposob, przyjmuje takich "spedziów" :) . No i poniekad kierowcow ktorzy sobie na to pozwalaja (na szczescie obecnie kierowcy coraz rzadziej daja sobie pluc w kasze)

I to jest perspektywa "spedycji"

Jest jeszcze perspektywa "psiewoźnika" ktory nie ma pojecia o branzy i rentownosci. Nie ma pojecia jak traktowac kierowcow, jak postepowac z kontrahentami, jak przystapic do tenderow i je realnie wycenic. Zaniżanie stawek i wazne, ze sie "kółka kręcą". Pozniej widzi sie ogloszenia typu "odstąpie" leasing

I na koniec cos co dotyczy obydwu - brak umiejetnosci weryfikacji kontrahenta pod wzgledem "wyplacalnosci" ktora potrafi polozyc niejedna firme :E 

Sam zaczynalem od "spedzia" jednak nie umialem nic w tej branzy. Dopiero po kilku latach gdy sam sie nauczylem wszystkiego (negocjacje, spedycja, logistyka, intermodal, przepisy, procedury reklamacyjne, CMR itp.) - doszedlem do momentu, ze dotarlo do mnie, ze branza (a dokladnie strona po ktorej bylem) to rak. Obecnie przeszedlem na jasna strone mocy. Praca we firmie ktora wie co robi, ceni pracownikow, wie jak wyglada praca kierowcy, wie jak organizowac transport. Sam zajmuje sie transportem (auta wlasne) + spedycja (handel, tendery, podwykonawcy). I pracujac po obu stronach barykady - mozna wtedy okreslic sie "transportowcem"

Ale jak wiadomo - gdyby chciec omowic caly temat branzy transportowej - dyskusja trwalaby tygodniami :E 


 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

    • Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

  • Popularne tematy

  • Najnowsze posty

    • Już wcześniej wydawało mi się, że dobrze widzę a teraz jestem wręcz pewien   https://m.facebook.com/stop.cham.team/photos/minister-sprawiedliwości-waldemar-żurek-przyłapany-na-wykroczeniu-️️️nie-przepuś/1321185586715877/     Tak jak myślałem - "święta krowa" z telefonem. I cyk, mandacik 300 zł dla pieszej
    • Wcale nie.   Dzięki temu potrafisz często bardzo trafnie nakreślić swoje oczekiwania. Zobaczyłem babkę która przejęła posadę "lead artist" we Frozenbyte i już wiedziałem, że dla mnie studio przestało istnieć. W ostatnie dwie odsłony Trine nie grałem. Zaoszczędziłem sobie marnowania czasu i płonnych nadziei, że znajdę tam sporo fajnej oprawy, na którą się będzie przyjemnie patrzyło pod kątem i wizualnym (zajebiście to wygląda!) jak i technicznym (wow! takiego czegoś jeszcze nie widziałem, widać że fachowcy robili) za co uwielbiałem Trine 1-3.   Często widzę też, jak odchodzą ludzie starej daty. To CZUĆ. Po odejściu grupy byłych Amigowców, już nie zobaczyłem leveli w stylu przypominającym klimat gier z Amigi.   Po creditsach można wyczytać bardzo wiele.    Teraz niestety ze studia Mighty Coconut odeszli ludzie, którzy sprawiali, że gra była dla dzieciarni i kobiet ORAZ dla każdego innego, w tym mnie. Od jakiegoś czas każda nowa mapka bez wizji, badziewna technicznie, same sklejanie już istniejących wcześniej pomysłów, które były w poprzednich mapkach i oczywiście absolutnie wszystko infantylne do porzygu. Odszedł facet, który miał talent, wizję i robił mapki dla każdego, a nie tylko słotkie pluszowe potworki ze słodkimi oczkami i uśmiechami, machające kwiatkiem, czy inne tego typu gówno.  Poświęciłem czas, znalazłem listę zwolnionych. Zobaczyłem ich profile na Linkedln. Zobaczyłem nad czym pracowali. To są osoby, które tworzyły 80% tego za co pokochałem grę Walkabout Minigolf.  Potem coś się w firmie popsuło. Zamiast WM2 przez 5 lat trzaskali tylko DLC, dojąc kasę praktycznie za nic, bo ile pracy może kosztować jedna mała mapka na miesiąc-dwa. Wydali grę na PC, Pico. Quest, PSVR, PSVR2 i Apple VP.  Nagle zaczęli robić jakieś durnoty typu wersja gry na telefony (WTF?!!) i jakieś crossplaye. W tym momencie dostawy zajebistych mapek się praktycznie skończyły.    No ale za to jest pierdylion nowych awatarów, oczywiście wszystkie słodkie i urocze do porzygu. No i jakieś durne dodatki typu minigra gdzie można... strzelać z procy. Na cholerę bulwa mać proca w minigolfie?! Nawet w normalnych trybach tego nie da się włączyć. KOMPLETNA strata czasu i pieniędzy.   I co?  I po lekko ponad pół roku czytam, że gościa co zrobił najlepsze mapki już nie ma. Jest też zwolniony gość co dłubam przy kodzie. A tu mam obawę, że to może być fachowiec dzięki któremu gra  wygląda niewiarygodnie dobrze przy trzymaniu stałych 80fps na starym Queście 2. Nowa mapka.. w kilku miejscach wyraźnie haczy. Wygląda gorzej niż 10 starszych mapek, które są fajniejsze, łądniejsze i oryginalne, a nie haczą.   Można sobie łatwo wyobrazić przyszłość studia teraz   A. No i podbili ceny. Pakiet gra+ każde DLC kosztował 2 lata temu 2.5x mniej. DWA I PÓŁ RAZA. A teraz za każdą nową gównianie infantylną mapkę będą kasować już nie 3, nie 4, ale 5 euro.  Kupiłem grę w najdroższej wersji, potem kupowałem mapki choćbym nie był przekonany (w wiele zagrałem raz i nigdy więcej nie zagram bo cienizna). Namówiłem pięć osób do zakupu gry. Chciałem wspierać studio w którym pracują ludzie z talentem, pasją i wizją.   No i tych ludzi właśnie zwolniono.    A potem "VR się nie przyjęło, bo ludzie tego nie chcą". Jakby gry 2D startowały w latach 80tych i 90tych w takich realiach jak VR, to byśmy teraz grali w Ponga, "układanie kulek i pewnie jakieś Warcaby Online. I tyle. Gry by się nie przyjęło "bo ludzie tego nie chcą".  Różnica taka, że na szczęście w latach 1980-2005, mieliśmy firmy z pasjonatami, wizjonerami, talentam, także na stanowiskach na samej górze. Liczą się LUDZIE.  Jakby zrobili jakąkolwiek grę ludzie z Naughty Dog jakie istniało w roku 2002, to bym kupił nawet za 1000zł choć jestem delikanie mówiąc "niebogaty". A gier od Naughty Dog obecnego nie ogram nawet za darmo. Może jakieś Uncharted spróbuję, ale na serio nienawidzę skradanek i gier opartych o mechanikę strzelanek z  cover systemem. Poza Uncharted? Moje niegdyś uwielbiane studio, nie zrobiło gry która mnie interesuje od... ponad 20 lat. W drugą stronę też. Jeśli do studia którego nie cierpię pójdzie kilka osób i zrobią zajebistą grę, to będę chwalił, grał i polecał znajomym. Bez patrzenia na nazwę firmy, bo ta się nigdy już nie będzie liczyć. Blizzard? Bioware? Przecież to są niemal parodie starego Blizzarda i Bioware'u.  Kiedyś jak widziałeś logo firmy na starcie to potrafiłęś rozpoznać Electronic Arts - przy ładowaniu pierwszy raz Desert Strike'a na Amidze - i już wiedziałeś, że pewnie dobra gierka Bizarre Creations - i już wiedziałeś, że łądująca się gra to zajebiste, wybitnie dobre w niektórych aspektach wyścigi arcade. Blizzard przy ładowaniu pierwszy raz StarCrafta - i choć mi na początku mocno nie podszedł, bo wolałem gry ala C&C, a ta była mocno inna, to się wiedziało, żeby nie oceniać po pierwszych 3 minutach demka, bo to przecież Blizzard. Ci od WarCrafta, Blackthorne'a, The Lost Vikings.    Patrzenie na creditsy i strony internetowe firmy, gdzie jest rozpisane kto zajmuje jakie stanowisko - to dziś niemal konieczność.   A starych wybitnie zdolnych i mających ogromne doświadczenie veteranów... ubywa z każdym rokiem. Najgorsze jest to, co widać także na tym forum, szczególnie wśród osób młodszych (powiedzmy 30 i niżej), że oni nie ogarniają różnicy jaka się pojawiła pomiędzy tym co było a tym co jest. Oni nawet czasem nie wiedzą, jak było dobrze.  Dla nich fakt, że wyszły 4 dobre gry (dla nich) w ciągu roku oznacza, że wszystko jest OK. 20-25 lat temu do tej 4ki trzeba dopisać na początku jedynką, dwójkę, a czasem i trójkę, a do tego dodać osobną kategorię "Gry wybitne", która w obecnych czasach nie ma nawet sensu.    Zobaczcie na to. To jest symbol problemu - w sensie dopchania się do branży ludzi, którzy absolutnie nie powinni sie do branży gier nawet zbliżać. Zobaczcie choćby jak to wygląda. Ten najgorszy, najbardziej ohydny, rzygo-genny styl wizualiów znany z tak wielu tworów korpokrawaciarzy. To odwrotność atrakcyjnych wizualiów. Odwrotność jakości, odwrotność talentu, odwrotność umiejętności itp     to jest propagandowe gówno wydane i zrobione na polecenie lewicowych polityków w UK. Powiecie "no bo to dla dzieciarni jest przecież, dlatego tak wygląda". Tylko, że jak odpalisz Discorda, przeglądarkę, inny wiodący komunikator, jedną z 20 aplikacji od programów do odzyskiwania plików po edytory, to masz bulwa mać TO SAMO. Ten sam anty-styl, bo tak sobie jakiś korpokrawaciarz wymyślił, że  - jest nowoczesny - jest ładny (taaa) - jest tani bo byle debil da radę zrobić w ten sposób logo, postać czy planszę    jeszcze tylko trochę więcej bean-face'ów mogli dać, bo jeszcze mi trochę wczorajszego obiadu zostało wewnątrz, a wystarczyłyby ze trzy fasole i bym eksmitował całe 100%.    
    • ok, x g6 zakupiony, jest w paczkomacie nadawczym "but seriously" remaster we flac pobrany   czekam 
    • no nie wiem, płyta to 500zł, a karta perę tysi, jak będzie uwalona mechanicznie to na gwarancji nie przyjmą, do naprawy też może być średnio de facto jest jeszcze drugi slot przecież na płycie, od wsadzenia tej grafiki do niego bym zaczął    
    • Być może, tylko że skoda to jedna marka vs kilka chińskich, chociaż wolumen aut może być podobny, ciężko określić. Sam nie kupiłbym chińczyka na chwilę obecną. I nie chodzi o samą awaryjność ,a o utratę wartości pojazdu, która na chwilę obecną będzie raczej dużo wyższa niż znanych popularnych marek.  Na chwilę obecną mogę tylko ocenić np. to jak jest wykonane wnętrze, jakie robi wrażenie wizualne i w dotyku. I jestem raczej pozytywnie zaskoczony, np. boczki drzwi w popularnych markach potrafią być w 90% z twardego ordynarnego plastiku, to w chińczyku w tym miejscu jest jakiś materiał, ekoskóra, wizualnie też ładnie narysowane i to może na kupujących robić pozytywne wrażenie. Jak te materiały będą wyglądały za 5 lat ? Loteria
  • Aktywni użytkownicy

×
×
  • Dodaj nową pozycję...