Skocz do zawartości

Karister

Użytkownik
  • Postów

    439
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez Karister

  1. Hej, wymieniam bebechy w PC. Na pewno zostaje GPU RTX 4090. Do wymiany bankowo MOBO, CPU i RAM. Reszta do ustalenia. Mam już wzięty 9950X3D i to jest jedyny pewniak. Pytanie, jaką płytę główną dobrać? Celuję w RAM 8000 i być może pobawię się PBO2. Obowiązkowo musi być wyjście optyczne audio i jakiś patent z przyciskiem do łatwego wyjmowania GPU. Do tego mam trzy dyski M.2 gen 4. Generalnie celuję w chipset X870E. Mile widziany brak odpustowych kolorków i RGB. Moje pomysły: X870E AORUS ELITE WIFI7 - Podoba mi się design, ale sekcja zasilania chyba wygląda słabo? MSI MPG X870E EDGE TI WIFI - Wizualnie ujdzie, ale chyba też sekcja zasilania bez szału? MSI MPG X870E CARBON WIFI - j/w, na oko lepsza sekcja zasilania. ASRock X870E Taichi - wygląda jak kibel, ale wydaje się najlepsza. Obudowa bez okna, więc oczy nie będą wypadać, jedynie świadomość posiadania czegoś takiego czasem zakłuje. Poza tym to RGB da się chyba wyłączyć w UEFI? Co to tym sądzicie? Co byście wzięli pod kątem dobrej, niezawodnej płyty? Któraś z tych, czy coś innego? Kolejny temat to RAM. Chciałbym 8000MHz, choć wiem, że może się to nie udać. Warto próbować czy odpuścić i wziąć bezpieczne 6000? Co byście polecili z 8000? Moje pomysły: Kingston FURY Renegade moduł pamięci 32 GB 2 x 16 GB DDR5 8000 MHz (KF580C38RWK232) Corsair Vengeance, DDR5, 48 GB, 8000MHz, CL38 (CMKC48GX5M2X8000C38) Pora też na zasilacz w standardzie ATX 3.1 PCIe 5.1. Tutaj mam problem, bo producenci radośnie sobie mieszają PCIe 5.1 z 5.0 i ATX 3.1 z 3.0. Myślę nad be quiet! Dark Power Pro 13 1600W, ale on chyba jest właśnie zgodne z nowym standardem, a nie w nim wykonany? Jedyny pewniak, jaki widzę to overkill pod tytułem Seasonic Prime PX 2200 Chłodzenie mam Noctua NH-D15S i z tego, co widzę sporo odstaje od nowych AiO. Rozważam Arctic Liquid Freezer III, ale to wymaga zmiany obudowy i decyzja zależy od odpowiedzi na pytanie w tym wątku. Dzięki za Wasze przemyślenia.
  2. Hej, pytanie o tytułową obudowę. Czy ona ma jakiś korytarz, żeby skierować powietrze za zamontowanego na górze AiO do tylnego wylotu przy zamontowanym pełnym panelu na TOPie obudowy? Patrząc po momentach poniższego video, wydaje mi się, że ma, ale szukam potwierdzenia u właścicieli. https://www.youtube.com/watch?v=coMt30gb7Zw&t=175s https://www.youtube.com/watch?v=coMt30gb7Zw&t=285s https://www.youtube.com/watch?v=coMt30gb7Zw&t=300s
  3. Żeby ten inżynier coś jeszcze dzisiaj znaczył.
  4. @musichunter1x, wiem, wiem, jest masa opcji do korekcji. Lubię czasem się tym pobawić, ale ostatecznie jednak zawsze wracam do purystycznego grania bez EQ. Nie twierdzę, że ma to sens, ale tak jakoś mi po prostu mentalnie pasuje, że dobrałem odpowiedni sprzęt, a nie musze poprawiać zły zakup.
  5. Kurczę to jednak zależy od religii. Ja bardzo długo korygowałem słuchawki EQ i bardzo się ucieszyłem, gdy w końcu znalazłem takie, co zagrały mi dobrze z pudełka. Czemu? Bo kiedyś zabierałem je na wyjazdy, czasem na jakieś mity audio, czasem do roboty dać potestować kolegom i ciężko było za każdym razem ustawiać te same parametry na różnych sprzętach. Nie wszędzie dało się wziąć stacjonarnego DACa z EQ na pokładzie i potem trzeba było tłumaczyć, że musimy odtwarzać muzykę z mojego laptopa po VPN przez Roona, bo inaczej nie zagrają, tak jak mi grają na co dzień. Meh. Miałem taki okres i jednak zależało mi na tej uniwersalności. Dzisiaj duże słuchawki używam już tylko stacjonarnie, więc pewnie bym to już olał. Niemniej wolę sprzęt, który gra mi dobrze bez korekcji. Nie każdy dąży do krzywej Harmana. Owszem, wielu ludziom takie brzmienie się podoba, ale wciąż to nie jest gwarant, że akurat tak strojone słuchawki komuś podejdą. Kiedyś się napaliłem na odsłuch DCA Expanse, które w sumie bardzo blisko się ów krzywej trzymają, a do tego technologicznie są prima sort. Było to jedno z większych audio-rozczarowań, jakie mnie spotkało. Zamulone granie dla mnie. @Yahoo86 ja też nie będę cytował, ale miło by było, gdybyś przed strzelaniem "przeczysz sam sobie" wykazał nieco chęci do rzucenia okiem na kontekst wypowiedzi. Ja cały czas piszę o sytuacji, gdzie mamy przyzwoity wzmak, który da znacznie więcej niż potrzebuje zdecydowana większość słuchawek. Jak już zostało napisane, można taki (a nawet znacznie lepszy) mieć za kilka setek, żaden problem. Wówczas nawet po zmianie charakterystyki częstotliwościowej słuchawek z powodu wysokiej impedancji wyjściowej wzmaka, zapasu jest dość i będą dobrze wysterowane. Ty piszesz o brzegowych przypadkach, gdzie wzrost wymagań dla danej częstotliwości (w praktyce tych niższych) będzie na tyle duży, że przekroczymy możliwości wzmaka. Dla mnie nie ma sensu szukać tak skrajności, bo wtedy można ich szukać coraz większych i większych, aż właśnie dojdziemy do ekstremów typu 1266. Ja pozostaję przy tym, że 100mW to jest dość w większości przypadków. Nawet jeśli jest to dla 16/32 Ohm, bo wiele słuchawek o dużej oporności ma wysoką skuteczność, więc i tak zagrają z takim wzmacniaczem. Można szukać kolejnych modeli, które nie zagrają, ale po co? Znaczna część ludzi ma sprzęt, który jednak zagra z każdym przyzwoitym DAC/AMP. Jak ktoś kupuje coś nietypowego, to musi się liczyć z tym, że nie zalicza się do tej znacznej większości. Zatem biorąc pod uwagę ilość zawiłości i niuansów, które zapewne nie interesuje Nowaka i Kowalskiego, ja bym po prostu polecał kupić przyzwoity wzmak i się tym wszystkim nie przejmować. A potem można go sobie zabierać na odsłuchy do salonu audio i ocenić samemu, czy taki zestaw gra komuś dobrze, czy niedobrze. Ja akurat nie spotkałem się wieloma skargami na Toppinga, ale jak najbardziej na Audeze. Tuziny padniętych driverów, bo ludzie je zbyt szybko zakładali na głowę, więc też jakościowa kupa. Dziwi mnie twierdzenie o ponad pół Wata dla M1060C, bo kiedyś miałem Arye v1, które miały wyższą impedancję i taką samą skuteczność (przynajmniej na papierze) i nie miałem potrzeby przestawiać swojego DAC w hi-power, więc nie dawał więcej jak 100mW.
  6. Wyższa rezystancja dla jakiegoś zakresu pasma nie pogorszy ani nie poprawi wysterowania. Bynajmniej nie tego poprawnie rozumianego. Wpłynie na charakterystykę częstotliwościową. Dlatego właśnie pisałem o istotności impedancji wyjściowej wzmacniacza. Swoją drogą zaletą planarów jest właśnie to, że ten problem często ich nie dotyczy. Pomiary dla 1kHz są jak najbardziej ok, tylko trzeba mieć świadomość, że muzyka zazwyczaj ma znaczne podbicie basu, żeby zrekompensować ludzki słuch w tych zakresach, a dodatkowo ludzie podbijają go jeszcze bardziej, więc efektywnie może tu być +20dB względem mierzonego 1kHz, czyli potrzeba będzie 100 razy więcej względem pomiaru mocy przy 1kHz. Niemniej 1mW to jest wciąż dość, nawet dla trudnych do wysterowania słuchawek, jeśli ktoś nie słucha głośno. Jeśli ktoś jednak chce bardzo głośno i ma trudne słuchawki do wysterowania, to te niewielkie różnice nic nie zmienią. Jak mocy zabraknie, to trzeba jej znacznie, znacznie więcej. To nie są niewielkie różnice. Polecam wzmacniacze z VU-meters, wtedy widać, ile mocy idzie na granie. Jasne, są konstrukcje, które wymagają naprawdę dużo prądu, ale znakomita większość zadowoli się kilkoma mW, o ile ktoś nie zamierza się ogłuszać. Tak czy siak, czasem się chce głośniej i zapas musi być. Generalnie zgodzę się, że te 100mW to jest taka bezpieczna wartość. 1W to już naprawdę dobry wynik. Jak najbardziej FiiO K11 to dobra propozycja. Podobnie jak wiele Toppingów. Ja piję do tego, że audiofile puszczają sobie takie 70dB i zaraz stwierdzają "ooo... ten DAC tylko tysiąc? Za słaby." Rotfl. Zerowa wiedza i stuprocentowa autosugestia. Nie muszę, miałem u siebie znaczną większość hi-endu i podłączałem to pod różne rzeczy. Jak wyżej - przy normalnym odsłuchu wiele z nich gra ok z takiej dziurki. Na przykład flagowe Meze Empyrean 2 wręcz słyną z tego, że zagrają z niczego. Wątki powstają z różnych powodów. Czasem faktycznie komuś mocy brakuje. Takie Susvary na pewno nie zagadają bez wzmaka. Beyery 600Ohm też nie. Ale czy to są takie częste przypadki? Zazwyczaj ludzie po prostu nie rozumieją, jak działa fizyka w audio i słucha banialuków od sprzedawców pod tytułem "do cichego odsłuchu też potrzeba dużego zapasu mocy, żeby dobrze wysterować bla, bla bla". Nie, nie potrzeba. Wbrew potocznym stwierdzeniom to nie słuchawki pobierają moc ze wzmacniacza, tylko ten ją do nich dostarcza. Skręcony potencjometr spowoduje, że wzmak zapodaje ułamek promila swoich możliwości i słuchawki zagrają z tego na jakimś poziomie głośności. Jeśli nie okaże się on wystarczający, kręcimy dalej. W końcu będzie odpowiednio głośno. A jeśli jednak nie będzie, to w końcu dojedziemy do końca skali i wtedy pojawią się gigantyczne zniekształcenia, a wciąż nie będzie dość głośno. Tak więc brak zrozumienia tematu, sugestia ze strony "specjalisty" oraz placebo i gotowe. Czyli jak wyżej - nawet 1mW bardzo często to jest dość przy odsłuchu z normalną głośnością, ale zapas jest potrzebny dla tych chwil, kiedy się chce poszaleć z głośnością. Czyli jednak oferują to, co dla słuchawek jest najważniejsze - jakość dźwięku. Do tego wygodę. Ponadto wyższe modele, czyli HEKi są już w miarę dobrze wykonanie. Nowe Arya Organic również. Mam je już rok czy dwa i wszystko jest ok. Z pierwszą wersją było gorzej. Trzeszczały, piszczały, skrzypiały i ogólnie żenada. W nich też mi się uszkodziły membrany po roku czy półtora, ale wysłali nówkę sztukę i tyle. Akurat customer service mają prima sort. W nowszych modelach jest lepiej z jakością IMO. Choć z drugiej strony mój pojedynczy przypadek to nie jest dość, aby wyciągać jakieś ogólne wnioski. Niestety więcej firm ma sporo za uszami. W starszych wypustach LCD od Audeze przetworniki notorycznie padały. Finale D8000 mają wadę konstrukcyjną, przez którą membrana obija się o muszlę i kosmicznie trzeszczy podczas odtwarzania intensywnego sub basu. Focal Elear to samo. Polecam Max Richter - War Anthem. Moment zaraz za pierwszą minutą kasuje wiele słuchawek. Nakierować się na jakiś kierunek odsłuchu jest ok, ale w wielu przypadkach wygląda to tak, że na forach komputerowych ktoś przeczyta o dwóch modelach i w ciemno kupuje, bo ktoś napisał, że są super. Na forach PC, czyli niezwiązanych stricte z audio brakuje świadomości, jak bardzo subiektywny jest odsłuch. Rzadko mi się zdarza, aby po przeczytaniu recenzji czy opinii w sieci moje odczucia były zgodne ze zbudowanymi w ten sposób oczekiwaniami. Nie widzę problemu. Lata temu właśnie poszedłem w ten sposób w ciemno do MP3Store i sprzedawca dał mi kilka modeli do posłuchania. Coś sobie wybrałem, trochę na siłę. Po roku czy dwóch znowu tam wpadłem, bardziej świadomie już umiałem powiedzieć, czego szukam, co mi się w tamtych słuchawkach podoba, a co nie. Również dał kilka sztuk do posłuchania i też coś się znalazło. Od tamtej pory wiem już, że moje granie to są Focale, Meze i HiFiMANy. Serio, nie ma z tym problemu. Nieraz siedziałem kilka godzin w salonie i słuchałem. Po kilku takich akcjach teraz jesteśmy kumple ze sprzedawcą i mogę sobie brać słuchawki na kilogramy do testów w domu bez kaucji. W ten sposób miałem u siebie praktycznie cały dostępny hi-end.
  7. Półtoraroczny dysk z domowego serwera muzycznego na Linuchu bez GUIca: Data Units Read: 17,149,611 [8.78 TB] Data Units Written: 4,573,204 [2.34 TB] Power Cycles: 24 Power On Hours: 14,290
  8. A co to znaczy dobre brzmienie? Wygodne na pewno są Bang & Olufsen Beoplay EX. Bardzo delikatne brzmienie o przyjemnej barwie, sporo wysokich tonów, bardzo mało basu. IMO nie nadają się do używania poza domem, ale jak rozumiem, dla Ciebie to nie problem. Inny bardzo wygodny model to Bose QuietComfort Ultra Earbuds. Te z kolei mają multum dołu i potrafią zamruczeć niskim basem. Niestety duże i tandetne pudełeczko. Pośród tych wygodnych jest jeszcze seria AZ od Technics, ale nie znam ich pod kątem brzmienia. Za tydzień będę miał u siebie AZ100, to mogę coś napisać. B&O pozwolą Ci odsłuchać w Salonach Denon na testówkach, jeśli nie masz problemu z higieną.
  9. To dwa razy więcej mocy to raptem 3dB więcej zapasu, czyli żadna różnica w praktyce. Jeśli ma zabraknąć mocy, to trzeba jej x10. Jest wiele drogich słuchawek, które nie potrzebują dużo mocy. Ludzie ślepo patrzą na moc, a przy normalnym odsłuchu tej po prostu jest dość, póki ktoś nie ma jakiegoś dziwnego wynalazku z dychawymi 2mW na kanał albo nie trzyma rusztowania zamiast słuchawek na głowie (mowa oczywiście o 1266 xD). Do tego moc to jedno, a skuteczność słuchawek drugie. Często ważniejsze. Jak już ktoś zwraca uwagę na parametry DAC/AMP, patrzyłbym na jego impedancję wyjściową, bo ta potrafi rozjechać brzmienie każdych słuchawek w inny sposób i potem jest niekończąca się żognlerka elektroniką. Lichość słuchawek nie wynika z tego, czy są otwarte, czy zamknięte, tylko z ich konstrukcji. Przykładowo HiFiMANy rozpadają się w ręce niezależnie, czy są otwarte, czy zamknięte. XD Zaś otwarte Focale są bardzo pancerne. Ciężkie słuchawki mogą być wygodne. I tutaj akurat wiele dużych jajowatych HiFiMANów jest niezrównana. Arya to jedne z najwygodniejszych słuchawek, jakie są. HEKi również. Duże Focale także są ciężkie, a można nosić godzinami. Z kolei stare wypusty serii LCD od Audeze to głowa w imadle. Flagowe planary od Meze w ogóle dają wrażenie, jakby głowa była w mięciutkiej poduszce, ale to już inna liga cenowa. Natomiast wspominam je z sentymentem właśnie za niezrównaną wygodę. Czemu chcesz zmieniać słuchawki, skoro dopiero kupiłeś? Co to znaczy lepsze? To jest kwestia subiektywna. Jeden woli A, drugi B. Przejdź się do dobrego salonu pokroju MP3Store. Dadzą Ci posłuchać kilku modeli i sobie wyrobisz zdanie na temat droższych słuchawek. Za kaucją wypożyczą do domu na testy. W tym budżecie znajdziesz konstrukcje zarówno dynamiczne jak i planarne. Ja przy każdej zmianie słuchawek zawsze sobie powtarzam, że tym razem nie będą to kolejne HiFiMANy ze względu na tandetne wykonanie i upośledzony sposób wymiany padów, a jednak zawsze kończy się na chińszczyźnie. Pomimo ich wad, dźwięk i wygoda u mnie wygrywają. Nie wybierzesz dobrze słuchawek, czytając fora internetowe i recenzje. Trzeba posłuchać.
  10. To jest kompletny fałsz. LLMy korzystają z sieci neuronowych o architekturze transformatorów, co daje użytkownikowi wrażenie kojarzenia. Działanie tych i innych sieci neuronowych jest niedeterministyczne. Podobnie jak i innych algorytmów AI. Żadnej z tych rzeczy nie można powiedzieć o Bazach SQLowych, które po prostu zwracają suche dane, bez ich analizy i przetwarzania. A co to jest prawdziwa AI? AI, jak sama nazwa wskazuje jest sztuczna i właśnie w obecnej formie jest jak najbardziej prawdziwa. Tak ją obecnie definiują nauka i firmy badawcze. Zaawansowane algorytmy mielą liczbami w taki sposób, że potrafią zadany problem rozwiązywać na różne sposoby w oparciu o odpowiednio wytrenowany model. Program rozumujący i postępujący w ludzki sposób to nie jest AI ani prawdziwe AI, tylko SF. Jeśli coś takiego kiedyś powstanie, na pewno nie będzie literki A w nazwie.
  11. Przypowieść o Hiobie też jest gruba. Kochający wszystkich ludzi Bóg w ramach zakładu z Szatanem wybił kolesiowi rodzinę, skasował mu hajs i dał trąd. XD Zawodnik lepszy od Hitlera. Generalnie religia była dobra kilka wieków temu, żeby ciemnota mogła sobie Bogiem wytłumaczyć zjawiska, których nie ogarniała jeszcze nauka. Tych jest na szczęście coraz mniej.
  12. Od kiedy Allegro Lokalnie oferuje darmowe zwroty ze Smartem? To jest funkcja Allegro, a nie Lokalnie, o ile mi wiadomo. Tak samo na Lokalnie nie ma prowizji, tylko koszty sprzedaży i tego nie zwracają z automatu.
  13. W wg mnie warto właśnie wiedzieć, jak to robić zgodnie z literą prawa i mieć na to argumenty.
  14. To była Twoja dobra wola chyba. Jeśli reklamacja nieuznana, to możesz wg mnie wskazać miejsce odbioru przedmiotu lub domagać się opłacenie transportu przez kupującego. Przynajmniej tak piszą na linkowanych wcześniej przeze mnie stronach. W 5612 widzę zapis, że kupujący zgłaszający reklamację w ramach rękojmi ma dostarczyć wadliwy przedmiot na koszt sprzedającego. Nie klei mi się to z wcześniejszym stwierdzeniem, że płaci kupujący. Do tego, czy on jest wadliwy czy nie, dopiero miałbym ocenić w ramach rozpatrywania reklamacji.
  15. Hej, pytanie do naszych forumowych prawników. Sprzedałem coś przez Allegro lokalnie i kupujący twierdzi, że nie działa. Ja twierdzę, że sprawdzałem przed wysłaniem i działało. Nie mam problemu ze zwrotem kasy za przedmiot i wysyłkę zwrotną do mnie, jeśli faktycznie stwierdzę wadę (raczej niemożliwe, ale przyjmijmy że się popsuło w transporcie). Co, jeśli jednak stwierdzę, że przedmiot działa i odrzucę reklamację z tytułu rękojmi? Po czyjej stronie leżą wówczas koszty wysyłki w obie strony? Przedmiot tak drogi, że przewyższą one jego wartość, niemniej interesuje mnie, jak to zrobić dobrze. Sprzedaż niekonsumencka. Tutaj i tutaj piszą, że to kupujący ponosi koszty wysyłki do sprzedającego oraz koszty ponownej wysyłki do kupującego w przypadku odrzuceniu reklamacji, ale sądy stają po stronie konsumenta i jednak obciążają sprzedającego, bo przedsiębiorca ma wiedzę, jest silniejszy i bla, bla, bla. Jako że kupujący w tym przypadku nie jest konsumentem, to mogę tą część zlać i koszty po stronie kupującego? A może ktoś ma inne zdanie?
  16. Pytanie, czy umiejętność pisania bełkotu trudnego do analizy to jest oznaka bycia mega mózgiem. Skoro jeden prawnik coś pisze, drugi to interpretuje tak, a trzeci srak, to ja bym to nazwał patologią. Zdanie na dziesięć linijek z pięcioma wymieszanymi podmiotami i zgaduj potem czego dotyczy dany zaimek. Na drugi dzień pytam go, czy "ten" oznacza x czy y i koleś sam nie umie odpowiedzieć, mimo że sam to pisał. To w ramach wyrzygania 40 stron interpretacji na temat słuszności korzystania IP Box. Drugi prawnik zrobił review, stwierdzając, że nic z tego nie wynika i nikt się w tym nie połapie, więc jest idealnie. Żenua. Owszem, w wielu miejscach ma to ręce i nogi, ale w równie wielu nie ma. To samo zresztą miało miejsce w programowaniu i niegdyś ludzie piszący tasiemcowate one-lineary uchodzili za przekozaków programowania. Na szczęście czasy "gwiazdorów" piszących kod, którego nikt nie rozumie, minęły. Ja preferuję podejście, że miarą rozumienia trudnych rzeczy jest umiejętność w przystępny sposób ich wytłumaczenia i takiego kogoś mogę nazywać mega mózgiem. Po co? Do tego masz proste narzędzia typu debugger. Skoro są problemy z analizą kodu, to clean code i kilka innych zasad pokroju SOLID się kłania. Przynajmniej póki ktoś nie robi jakiegoś rocket science, co raczej rzadko się zdarza. Dzisiaj większość softu to nie są wyrafinowane algorytmy, tylko oprogramowanie serwerowe, w którym liczy się to, jak zoptymalizować chmurę pod system rozproszony o sporawym obciążeniu. Do tego komunikacja sieciowa i klimaty w stylu radzenie sobie z tym, że ów super nowoczesny cloud może zawinąć instancję w połowie przetwarzania danych. Czyli K8S, observability, CI/CD, load testy i takie tam. W tym jest teraz hajs. No i oczywiście zahacza to w jakimś stopniu o cyberbezpieczeństwo, bo ciężko mi sobie wyobrazić, że ktoś projektuje system rozproszony i nie wie, co to jest HTTPS, a kradzież ciasteczek kojarzy mu się tylko ze świątecznym talerzem.
  17. Nie będę wyciągał publicznie brudów, ale w obliczu problemów finansowych ów bootcamp chwytał się wszelkich nieczystych zagrań, aby nie wywiązać się z umów i wyciągnąć dodatkową kasę od kursantów.
  18. Ulubiona i jedyna słuszna odpowiedź doświadczonych ludzi z IT: "To zależy". I to jest właśnie ta prawidłowa. Jak będziesz wszystko rozgryzał sam, będzie dłużej w cenie rachunków za prąd i Internet, bo w sieci znajdziesz wszystko. Zejdzie natomiast sporo na analizę, które materiały są dobre, a które nie i dlaczego. W zasadzie na początku nie będziesz w stanie tego ocenić, więc pewnie będą się zdarzać kroki wstecz. Koszty bootcampu, który to przyspieszy, to zazwyczaj 12-25 tys, zależnie od wybranego pakietu. Dzisiaj bliżej tej pierwszej kwoty, bo bootcampy zdychają i dają duże promocje. Czy warto? To zależy. Od prowadzących, na których trafisz. Ja kilka lat pracowałem jako wykładowca w kilku z nich i bym nie polecił. Wolałbym uczyć się samemu i raz na jakiś czas wziąć konsultacje u jakiegoś doświadczonego programisty, czy zmierzam w dobrym kierunku. Poza tym w jednym z popularnych bootcampów kurs zazwyczaj kończy się pismami prawniczymi i pozwami. Przyjąłbym 500-1000h na naukę.
  19. Ciężki nie znaczy niemożliwy. Big Data fajna i ciekawa fucha. Jakiś Python, R, sporo wiedzy z matmy i statystyki plus głowa na karku do myślenia i wio. Kwestia taka, że jak ktoś się nauczy programować (czytaj ogarniać ekosystem jako całość) w danej tecnologii, to ofert jest dużo i w końcu coś pewnie znajdzie. Data Scientistów potrzeba mniej. U nas na 400 programistów ludzi od data jest raptem kilku, może z dziesięciu. Trzeba mieć jakiś pomysł, jak się wybić.
  20. To samo można powiedzieć o kursie. Ani kurs, ani materiały online nie stworzą specjalisty. Pokażą za to, co się liczy i jakie są kierunki. To jest dość, aby samemu wiedzieć, dokąd dalej zmierzać. A jeśli nie, to sygnał, że może dany kierunek jednak nie jest to dla tej osoby. Cybersecurity to dla mnie tak samo szerokie pojęcia, jak programowanie. Zapewne jest tuzin specjalizacji, nisz i rozmaitych potrzeb firm. Jeden będzie pentesterem, drugi tworzył antywirusy, trzeci robił audyty kodu, a czwarty konfigurował sieć oraz maszyny. Na wpomnianym przeze mnie wcześniej portalu łatwo sprawdzić, ile i jakich jest ofert. Często są w pakiecie z programowaniem. Rzadsze są te na wyższym poziomie, gdzie robiłoby się właśnie za pomost między wymogami świata prawa i IT. Logiczne.
  21. Robię w IT kilkanaście lat, kilka jako tech lead/architekt w dużej firmie technologicznej z UK i z wieloma stwierdzeniami tutaj bym się nie zgodził. Po pierwsze odpuściłbym czerpanie wiedzy od redaktorzyn, którzy dużego IT nie widzieli na oczy, a piszą na tematy, o których nie mają pojęcia. Nie, składanie PC to nie jest IT. Zacznę od wszechobecnej bzdury pod tytułem AI zastąpi... i tutaj każdy może sobie wstawić, co mu się podoba. Mam to szczęście, że firma, w której robię, daje takie narzędzia. Płatny ChatGPT, modele trenowane na własnych danych i Copilot. Te narzędzia radzą sobie z programowaniem po prostu źle. Kod tragicznej jakości z wieloma prostymi, jak i ukrytymi błędami. Jak się takowy wskaże, AI ładnie przeprasza, nawet tłumaczy, co poszło nie tak i naprawia ów błąd, popełniając kolejny. Poproszona o kolejną korekta, wraca do błędu pierwszego. I tak w kółko. Modele są już wytrenowane na wiedzy dostępnej w całym Internecie i jest to za mało. Uczenie się z własnej wiedzy prowadzi do przetrenowanie i utykania w lokalnych minimach. Może i taka AI zastąpiłaby juniora sprzed dekady, który umie if I już jest w trakcie ogarniania for, ale dzisiaj realia są inne. Czasy, kiedy firmy sypały dywan z kwiatów za hello world, dawno już minęły. Rynek IT jest obecnie trudny i dzisiejszy junior to często dobry mid w dawnych standardach, dla którego pisanie kodu to tylko narzędzia i ogarnia architekturę systemów i ma wiedzę o ekosystemie jako takim. Tutaj mam na myśli rozumienie typowych wyzwań w rozwoju oprogramowania, trochę konfiguracji Linuxa, nieco wiedzy o sieciach i ogarnianie automatycznych testów wraz z deployami na serwery. Pracowałem też kilka lat jako wykładowca w różnych bootcampach i dzisiaj samo pisanie kodu to dużo za mało. Niektórzy kursanci to naprawdę były mózgi, bardzo ich tematyka rozwoju oprogramowania kręciła i sami drążył temat dalej. Nie raz mnie potrafili zaskoczyć swoimi znaleziskami i sam z przyjemnością pracowałbym z takimi ludźmi w zespole. Nie wszyscy z nich znaleźli pracę. Większość, ale niejednokrotnie po wielu miesiącach starań. Ci, co poszli do IT, bo kasa, zazwyczaj nie znaleźli niczego. Tutaj warto się zastanowić nad obecną sytuacją w IT. Eldorado skończyło wraz z końcem pandemii. Firmy stwierdziły, że zatrudniły dużo za dużo, a osoby, które do branży zdążyły w tym czasie trafić, nabrały doświadczenia i nasyciły rynek pracy. Do tego Covid pokazał, że da się robić zdalnie, więc polscy programiści, żądający obecnie zachodnich stawek, mają konkurencję ze strony tanich Hindusów i Filipińczyków. Stawki zrobiły regres do tych sprzed kilku lat, a ceny poszły mocno do przodu. Jasne, to wciąż znacznie więcej niż w większości zwodów, ale szału nie ma. Dobra kasa jest obecnie zarezerwowana dla ogarniaczy z bardzo mocnym doświadczeniem. Obecnie dobrze ceniona jest wiedza z clouda, systemów rozproszonych i ich optymalizacji. Role pod tytułem programista, tester czy spec od cybersecurity często są rozmyte. Nie nastawiałbym się na ścisły kierunek. Tester w rozumieniu manualnego klikacza faktycznie odszedł do lamusa, ale często pojawia się stanowisko pod tytułem Software Engineer in Test. To taki tester na sterydach, co umie testowanie automatyzować i radzi sobie też z programowaniem. Tam jest dobra kasa. Z drugiej strony zupełnie zrozumiała jest sytuacja odwrotna, gdzie dobry programista też umie napisać testy automatyczne czy wydajnościowe do własnego kodu i ogrania security, żeby nie zrobić głupich dziur w systemie. Jak ktoś chce zobaczyć, czego i gdzie obecnie się szuka, polecam strony typu justjoin.it. Jak widać, polskie zagłębia IT liczne nie są. Pod kątem cybersecurity jako takiego nie będę się rozpisywał, ale polecę szukać materiałów od Michała Sajdaka z firmy Securitum. On dobrze temat ogarnia i oferuje sporo jakościowych materiałów zarówno darmowych, jak i płatnych.
  22. IMO, trzeba by samemu kupić oba, poużywać każdy przez kwartał i wtedy coś sensownego można by napisać. Dla mnie brak jakiejś kluczowej funkcji, na której mi zależy, byłoby wystarczającym powodem, żeby wybrać droższą konkurencję. Mnie nie bawi samo wchodzenie do kuchni, a mocno cenię swój czas. W zwykłym garnku nie zrobisz tak sprawnie wielu potraw, które TM oferuje. Na zupie świat się nie kończy, a sporo dań wymaga stania przy nich, jeśli chcesz mieć smacznie.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...