Skocz do zawartości

Karister

Użytkownik
  • Postów

    375
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez Karister

  1. To była Twoja dobra wola chyba. Jeśli reklamacja nieuznana, to możesz wg mnie wskazać miejsce odbioru przedmiotu lub domagać się opłacenie transportu przez kupującego. Przynajmniej tak piszą na linkowanych wcześniej przeze mnie stronach. W 5612 widzę zapis, że kupujący zgłaszający reklamację w ramach rękojmi ma dostarczyć wadliwy przedmiot na koszt sprzedającego. Nie klei mi się to z wcześniejszym stwierdzeniem, że płaci kupujący. Do tego, czy on jest wadliwy czy nie, dopiero miałbym ocenić w ramach rozpatrywania reklamacji.
  2. Hej, pytanie do naszych forumowych prawników. Sprzedałem coś przez Allegro lokalnie i kupujący twierdzi, że nie działa. Ja twierdzę, że sprawdzałem przed wysłaniem i działało. Nie mam problemu ze zwrotem kasy za przedmiot i wysyłkę zwrotną do mnie, jeśli faktycznie stwierdzę wadę (raczej niemożliwe, ale przyjmijmy że się popsuło w transporcie). Co, jeśli jednak stwierdzę, że przedmiot działa i odrzucę reklamację z tytułu rękojmi? Po czyjej stronie leżą wówczas koszty wysyłki w obie strony? Przedmiot tak drogi, że przewyższą one jego wartość, niemniej interesuje mnie, jak to zrobić dobrze. Sprzedaż niekonsumencka. Tutaj i tutaj piszą, że to kupujący ponosi koszty wysyłki do sprzedającego oraz koszty ponownej wysyłki do kupującego w przypadku odrzuceniu reklamacji, ale sądy stają po stronie konsumenta i jednak obciążają sprzedającego, bo przedsiębiorca ma wiedzę, jest silniejszy i bla, bla, bla. Jako że kupujący w tym przypadku nie jest konsumentem, to mogę tą część zlać i koszty po stronie kupującego? A może ktoś ma inne zdanie?
  3. Pytanie, czy umiejętność pisania bełkotu trudnego do analizy to jest oznaka bycia mega mózgiem. Skoro jeden prawnik coś pisze, drugi to interpretuje tak, a trzeci srak, to ja bym to nazwał patologią. Zdanie na dziesięć linijek z pięcioma wymieszanymi podmiotami i zgaduj potem czego dotyczy dany zaimek. Na drugi dzień pytam go, czy "ten" oznacza x czy y i koleś sam nie umie odpowiedzieć, mimo że sam to pisał. To w ramach wyrzygania 40 stron interpretacji na temat słuszności korzystania IP Box. Drugi prawnik zrobił review, stwierdzając, że nic z tego nie wynika i nikt się w tym nie połapie, więc jest idealnie. Żenua. Owszem, w wielu miejscach ma to ręce i nogi, ale w równie wielu nie ma. To samo zresztą miało miejsce w programowaniu i niegdyś ludzie piszący tasiemcowate one-lineary uchodzili za przekozaków programowania. Na szczęście czasy "gwiazdorów" piszących kod, którego nikt nie rozumie, minęły. Ja preferuję podejście, że miarą rozumienia trudnych rzeczy jest umiejętność w przystępny sposób ich wytłumaczenia i takiego kogoś mogę nazywać mega mózgiem. Po co? Do tego masz proste narzędzia typu debugger. Skoro są problemy z analizą kodu, to clean code i kilka innych zasad pokroju SOLID się kłania. Przynajmniej póki ktoś nie robi jakiegoś rocket science, co raczej rzadko się zdarza. Dzisiaj większość softu to nie są wyrafinowane algorytmy, tylko oprogramowanie serwerowe, w którym liczy się to, jak zoptymalizować chmurę pod system rozproszony o sporawym obciążeniu. Do tego komunikacja sieciowa i klimaty w stylu radzenie sobie z tym, że ów super nowoczesny cloud może zawinąć instancję w połowie przetwarzania danych. Czyli K8S, observability, CI/CD, load testy i takie tam. W tym jest teraz hajs. No i oczywiście zahacza to w jakimś stopniu o cyberbezpieczeństwo, bo ciężko mi sobie wyobrazić, że ktoś projektuje system rozproszony i nie wie, co to jest HTTPS, a kradzież ciasteczek kojarzy mu się tylko ze świątecznym talerzem.
  4. Nie będę wyciągał publicznie brudów, ale w obliczu problemów finansowych ów bootcamp chwytał się wszelkich nieczystych zagrań, aby nie wywiązać się z umów i wyciągnąć dodatkową kasę od kursantów.
  5. Ulubiona i jedyna słuszna odpowiedź doświadczonych ludzi z IT: "To zależy". I to jest właśnie ta prawidłowa. Jak będziesz wszystko rozgryzał sam, będzie dłużej w cenie rachunków za prąd i Internet, bo w sieci znajdziesz wszystko. Zejdzie natomiast sporo na analizę, które materiały są dobre, a które nie i dlaczego. W zasadzie na początku nie będziesz w stanie tego ocenić, więc pewnie będą się zdarzać kroki wstecz. Koszty bootcampu, który to przyspieszy, to zazwyczaj 12-25 tys, zależnie od wybranego pakietu. Dzisiaj bliżej tej pierwszej kwoty, bo bootcampy zdychają i dają duże promocje. Czy warto? To zależy. Od prowadzących, na których trafisz. Ja kilka lat pracowałem jako wykładowca w kilku z nich i bym nie polecił. Wolałbym uczyć się samemu i raz na jakiś czas wziąć konsultacje u jakiegoś doświadczonego programisty, czy zmierzam w dobrym kierunku. Poza tym w jednym z popularnych bootcampów kurs zazwyczaj kończy się pismami prawniczymi i pozwami. Przyjąłbym 500-1000h na naukę.
  6. Ciężki nie znaczy niemożliwy. Big Data fajna i ciekawa fucha. Jakiś Python, R, sporo wiedzy z matmy i statystyki plus głowa na karku do myślenia i wio. Kwestia taka, że jak ktoś się nauczy programować (czytaj ogarniać ekosystem jako całość) w danej tecnologii, to ofert jest dużo i w końcu coś pewnie znajdzie. Data Scientistów potrzeba mniej. U nas na 400 programistów ludzi od data jest raptem kilku, może z dziesięciu. Trzeba mieć jakiś pomysł, jak się wybić.
  7. To samo można powiedzieć o kursie. Ani kurs, ani materiały online nie stworzą specjalisty. Pokażą za to, co się liczy i jakie są kierunki. To jest dość, aby samemu wiedzieć, dokąd dalej zmierzać. A jeśli nie, to sygnał, że może dany kierunek jednak nie jest to dla tej osoby. Cybersecurity to dla mnie tak samo szerokie pojęcia, jak programowanie. Zapewne jest tuzin specjalizacji, nisz i rozmaitych potrzeb firm. Jeden będzie pentesterem, drugi tworzył antywirusy, trzeci robił audyty kodu, a czwarty konfigurował sieć oraz maszyny. Na wpomnianym przeze mnie wcześniej portalu łatwo sprawdzić, ile i jakich jest ofert. Często są w pakiecie z programowaniem. Rzadsze są te na wyższym poziomie, gdzie robiłoby się właśnie za pomost między wymogami świata prawa i IT. Logiczne.
  8. Robię w IT kilkanaście lat, kilka jako tech lead/architekt w dużej firmie technologicznej z UK i z wieloma stwierdzeniami tutaj bym się nie zgodził. Po pierwsze odpuściłbym czerpanie wiedzy od redaktorzyn, którzy dużego IT nie widzieli na oczy, a piszą na tematy, o których nie mają pojęcia. Nie, składanie PC to nie jest IT. Zacznę od wszechobecnej bzdury pod tytułem AI zastąpi... i tutaj każdy może sobie wstawić, co mu się podoba. Mam to szczęście, że firma, w której robię, daje takie narzędzia. Płatny ChatGPT, modele trenowane na własnych danych i Copilot. Te narzędzia radzą sobie z programowaniem po prostu źle. Kod tragicznej jakości z wieloma prostymi, jak i ukrytymi błędami. Jak się takowy wskaże, AI ładnie przeprasza, nawet tłumaczy, co poszło nie tak i naprawia ów błąd, popełniając kolejny. Poproszona o kolejną korekta, wraca do błędu pierwszego. I tak w kółko. Modele są już wytrenowane na wiedzy dostępnej w całym Internecie i jest to za mało. Uczenie się z własnej wiedzy prowadzi do przetrenowanie i utykania w lokalnych minimach. Może i taka AI zastąpiłaby juniora sprzed dekady, który umie if I już jest w trakcie ogarniania for, ale dzisiaj realia są inne. Czasy, kiedy firmy sypały dywan z kwiatów za hello world, dawno już minęły. Rynek IT jest obecnie trudny i dzisiejszy junior to często dobry mid w dawnych standardach, dla którego pisanie kodu to tylko narzędzia i ogarnia architekturę systemów i ma wiedzę o ekosystemie jako takim. Tutaj mam na myśli rozumienie typowych wyzwań w rozwoju oprogramowania, trochę konfiguracji Linuxa, nieco wiedzy o sieciach i ogarnianie automatycznych testów wraz z deployami na serwery. Pracowałem też kilka lat jako wykładowca w różnych bootcampach i dzisiaj samo pisanie kodu to dużo za mało. Niektórzy kursanci to naprawdę były mózgi, bardzo ich tematyka rozwoju oprogramowania kręciła i sami drążył temat dalej. Nie raz mnie potrafili zaskoczyć swoimi znaleziskami i sam z przyjemnością pracowałbym z takimi ludźmi w zespole. Nie wszyscy z nich znaleźli pracę. Większość, ale niejednokrotnie po wielu miesiącach starań. Ci, co poszli do IT, bo kasa, zazwyczaj nie znaleźli niczego. Tutaj warto się zastanowić nad obecną sytuacją w IT. Eldorado skończyło wraz z końcem pandemii. Firmy stwierdziły, że zatrudniły dużo za dużo, a osoby, które do branży zdążyły w tym czasie trafić, nabrały doświadczenia i nasyciły rynek pracy. Do tego Covid pokazał, że da się robić zdalnie, więc polscy programiści, żądający obecnie zachodnich stawek, mają konkurencję ze strony tanich Hindusów i Filipińczyków. Stawki zrobiły regres do tych sprzed kilku lat, a ceny poszły mocno do przodu. Jasne, to wciąż znacznie więcej niż w większości zwodów, ale szału nie ma. Dobra kasa jest obecnie zarezerwowana dla ogarniaczy z bardzo mocnym doświadczeniem. Obecnie dobrze ceniona jest wiedza z clouda, systemów rozproszonych i ich optymalizacji. Role pod tytułem programista, tester czy spec od cybersecurity często są rozmyte. Nie nastawiałbym się na ścisły kierunek. Tester w rozumieniu manualnego klikacza faktycznie odszedł do lamusa, ale często pojawia się stanowisko pod tytułem Software Engineer in Test. To taki tester na sterydach, co umie testowanie automatyzować i radzi sobie też z programowaniem. Tam jest dobra kasa. Z drugiej strony zupełnie zrozumiała jest sytuacja odwrotna, gdzie dobry programista też umie napisać testy automatyczne czy wydajnościowe do własnego kodu i ogrania security, żeby nie zrobić głupich dziur w systemie. Jak ktoś chce zobaczyć, czego i gdzie obecnie się szuka, polecam strony typu justjoin.it. Jak widać, polskie zagłębia IT liczne nie są. Pod kątem cybersecurity jako takiego nie będę się rozpisywał, ale polecę szukać materiałów od Michała Sajdaka z firmy Securitum. On dobrze temat ogarnia i oferuje sporo jakościowych materiałów zarówno darmowych, jak i płatnych.
  9. IMO, trzeba by samemu kupić oba, poużywać każdy przez kwartał i wtedy coś sensownego można by napisać. Dla mnie brak jakiejś kluczowej funkcji, na której mi zależy, byłoby wystarczającym powodem, żeby wybrać droższą konkurencję. Mnie nie bawi samo wchodzenie do kuchni, a mocno cenię swój czas. W zwykłym garnku nie zrobisz tak sprawnie wielu potraw, które TM oferuje. Na zupie świat się nie kończy, a sporo dań wymaga stania przy nich, jeśli chcesz mieć smacznie.
  10. Te narzędzia nie znają czegoś takiego jak tekst jako taki. Generują obraz i napisy też traktują jako grafikę. Są to algorytmy bazujące na prawdopodobieństwie, więc dają coś, co wizualnie wygląda w stylu wymaganego tekstu. Generując obraz przy pomocy AI, również dostajesz coś, co w pewien sposób odzwierciedla opisaną scenerię. Nie dostaniesz dokładnie takiego obrazu, jak sobie wymyślisz w głowie. Tak samo nie dostaniesz "tekstu" wyglądającego tak samo, jak taki faktyczny napis.
  11. Ufff... czyli nawet nie wiadomo, czy polska firma oferuje polski produkt i trzeba robić taki research? W takim razie wracam do Niemca. Przynajmniej wiadomo, co biorę. Niemiecka jakość, a i przy okazji sąsiada zaboli.
  12. Ten jest tańszy i też polski: https://www.mediaexpert.pl/agd-male/do-kuchni/roboty-kuchenne/robot-wielofunkcyjny-eldom-mfc2506-perfect-mix2-wifi-z-wbudowana-waga-i-funkcja-gotowania.
  13. IMO Thermomix jest spoko w pewnych zastosowaniach, tak jak i iPhone. Używam obu, oba lubię i oba mają swoje wady. Kupiłem, kupiłbym jeszcze raz i po co miałbym kogoś przekonywać do tego samego? Kwestia indywidualna własnych potrzeb, więc sensowniej jest poznać mocne i słabe strony produktu, niż słuchać naganiaczy. Jeśli ktoś myśli, że posiadanie telefonu czy garnka jest wyznacznikiem statusu społecznego, to tylko pokazuje, jak bardzo biednym krajem jest Polska.
  14. U... elegancko, chyba moja działka jeszcze bardziej podrożeje. Oczywiście pomysł idiotyczny, jak większość od naszych władz. Przecież każdy ma i planuje mieć dzieci i nikt nie chce mieć domku na odludziu.
  15. Ja bym zaczął od tego, czy ów znajomy nie ma lepszej termoizolacji chaty. Rodzina ma dwa razy mniejszy dom od mojego, a płaci połowę więcej za ogrzewanie.
  16. Zarówno Denon jak i WiiM mają neutralne sekcje DAC, więc nie widzę powodu, dla którego któryś z nich miałby by być lepszy. Nie wiem też, skąd ja miałbym wiedzieć, czy Tobie bardziej będzie odpowiadało brzmienie od Denona czy WiiMa. Najbezpieczniej jest przyjąć w ciemno, że w ślepym teście nie usłyszysz żadnej różnicy, a w źle przeprowadzonym teście lepszy będzie WiiM, bo jest nowszy, więc musi być lepszy. Ja bym wolał sobie zostawić Denona i dokupić sam streamer, żeby sobie nie blokować dalszego rozwoju systemu rozwiązaniem all-in-one.
  17. Nie dla każdego priorytetem jest tanio. Są osoby, którym zależy na całym stacku z jednej serii, żeby to fajnie wyglądało. Jak ktoś inwestuje w pokój odsłuchowy z pełną adaptacją akustyczną, duże kolumny i potężne wzmaki, to cena streamera nie zrobi mu różnicy. Wyświetlacz WiiM Ultra też pozostawia sporo to życzenia. W przypadku trzech lub więcej metrów od miejsca odsłuchu ja bym chciał jednak takiego Rose, żeby coś na nim widzieć. Także sens, jak to często w audio bywa, jest mocno subiektywny. Apple nie daje API do Apple Music wszystkim producentom, więc to nie jest tylko kwestia RAM. Póki WiiM nie dostanie praw, nie będzie miał wsparcia niezależnie od hardware na pokładzie. Do tego WiiM Ultra zaliczył wtopę z brakiem wsparcie AirPlay poza brakiem samego Apple Music.
  18. Nie jest drogie w stosunku do tego, co oferuje. Poza najbogatszym w funkcje streamerem na rynku jest to też DAC. Póki nie było WiiM Ultra, praktycznie nie miał konkurencji.
  19. Nie wiem, co miałoby być w nich trudnego do wyczytania. Są w 100% szczere i bez sarkazmu. Myślisz, że taki Arcam jest dobry, bo kosztuje 8k? Nie jest. W środku to jest puste pudełko. Bałwany mimo obsuwy premiery o ponad kwartał wydały niegotowy projekt. Nie działa Roon, mimo że na swoich stronach podają Roon Ready. Support bezczelnie kłamie, że produkt jest kompletny i można z niego czerpać pełnię przyjemności. Ta, na pewno bez jednej z kluczowych funkcji. Do tego Arcam i Roon to to samo konsorcjum, a nie potrafią sami siebie scertyfikować, żeby to działało. Kuriozum. Nie wspiera Amazon Music, Apple Music, Quobuz, a aplikacja na telefon nie nadaje się do użytkowania. Stażysta by to lepiej zaprojektował. Natomiast wszystko to jakoś może mieć dwa razy tańszy Eversolo. Dlatego pisałem, że mój zakup to był świadomy kaprys. Można dwa razy taniej i trzy razy lepiej. Akurat to, czego ja potrzebuję, działa w nim ok i ma wymarzony wyświetlacz, ale obiektywnie jest to ładnie zapakowany kicz. Wspomniany Rose też nie wpiera wielu usług, choćby Tidal Connect. Owszem, ich aplikacja jest ok i ma integrację z Tidalem, ale to nie zmienia faktu, że ktoś może chcieć korzystać wprost z Tidal Connect. W sprzęcie za 18k powinno być dosłownie wszystko. Tak właśnie często wygląda drogie audio. Łatwo jest wtopić kasę.
  20. Po co wpychać i czy ludzie oszaleli pisałem już kilka razy, więc pozwolę sobie nie potarzać tego samego kolejny raz w nader długi sposób. Ja nie widzę niczego złego w zarabianiu na ludzkiej głupocie, zwłaszcza gdy w sieci jest masa dobrej jakości wyjaśnień i opracowań za darmo, ale audiofile są odporni na wiedzę. Jak ktoś chce bulić za placebo, to czemu mu tego nie umożliwić? Tu masz kolejny przykład: https://audiosfera.eu/4713,nordost-odin-2-3-m-komplet-przewodow-glosnikowych-autoryzowany-dealer-szczecin.html. Jest popyt, to jest i podaż. Jeśli chcesz dobry streamer, który wspiera praktycznie wszystko, dobrze działa i jest przemyślany oraz sensownie zaprojektowany, to za rozsądne pieniądze masz Eversolo DMP A6. Ja mam Arcama ST25. Ładne pudełeczko niewarte swojej ceny i nieoferujące nawet jednej trzeciej tego, co powyższy Eversolo. W zasadzie to nie wiem, czy nie jest uboższy w funkcje od Wiima Mini z dokupionym pilotem. Idealny przykład na bezsensowny zakup w audio. Tyle że ja to zrobiłem świadomie i nie będę nikomu wciskał, że odmienił cały mój system. Kaprys i tyle. Jeśli chcesz czegoś bardziej gadżeciarskiego i jeszcze bardziej niewartego swojej ceny, polecam Rose RS130.
  21. W mim przypadku w ogóle nie byłoby to kryterium wyboru. Nawet WiiM Mini wspiera 24/192. Można sobie dopłacić, ale wtedy powstaje pytanie czemu akurat do 192, a nie 384? A może od razu 32/768? Można tak bez końca. Dla mnie są to tylko cyferki i każda z tych wartości będzie lepsza niż mi potrzeba. W moim przypadku trzy miesiące temu głównym kryterium wyboru streamera był ładny wyświetlacz i rozmiar pasujący do wzmacniacza.
  22. Osoba, która umie wyłapać różnice między formatem bezstratnym i skompresowanym, wyłapie je na sprzęcie za kilkaset PLN. Osoba, która nie potrafi, nie wyłapie ich nawet na sprzęcie za milion. Co najwyżej ulegnie placebo. Muzycy nie miksują na słuchawkach za kilkadziesiąt koła. Nie potrzebują takich w odróżnieniu od audiofila. Nigdy nie napisałem, że nie słychać zmiany brzmienia po zmianie wzmacniacza czy kolumn bądź słuchawek. Różne słuchawki i kolumny brzmią bardzo odmiennie. Z elektroniką jest trudniej. Sporo z niej celowo ingeruje w brzmienie wedle jakiegoś zamysłu producenta. Moim zdaniem jest to wada tego sprzętu, bo elektronika dla mnie powinna być neutralna (z wyjątkiem dla lamp). Po co ma mi ona ucinać na przykład górę pasma? Mogę sobie to zrobić sam za darmo przy pomocy (P)EQ. Potem mamy absurdy pokroju streamerów od Advance Acoustic. Grube tysie za coś co brzmi "ciepło i muzykalnie". Ktoś to wziął na warsztat, pomierzył i okazało, się, że pasmo powyżej 10kHz zostało agresywnie ucięte. Ot, audiofilski streamer po prostu okaleczył muzykę, ale że za gruby hajs, to brzmi dobrze. Jasne, komuś się takie coś może podobać, ale czy warto za to bulić tyle kasy? Za ułamek tego można kupić DAC z DSP i samemu sobie korygować brzmienie wedle własnych upodobań i potrzeb zamiast widzimisię producenta. Odpowiedź Advance Acoustic? Ich sprzęt jest audiofilski i służy do delektowania się odsłuchem, a nie mierzenia. Spoko, można i tak. Tak więc nie twierdzę, że wymiana sprzętu nie może wpłynąć na dźwięk. Może. Natomiast wciąż twierdzę, że większość twierdzeń o zbawiennym wpływie wymiany DACa czy wzmaka na dźwięk całego zestawu i doznaniu audio-nirvany to zwyczajne placebo i nie uda się tym ludziom poprzeć tego w ślepym teście. Pozostaję również przy tym, co napisałem o ludziach, którzy słyszą rzeczy wszelakie. 99% z nich słyszy te zmiany w głowie i nie udowodni tego w eksperymencie ABX. Dotyczy to gęstych plików, kompresji MP3 i kabli. Powtórzę raz jeszcze, że nie można sobie popsuć słuchu, obcując z muzyką w kiepskim formacie bądź kiepskim sprzętem audio. Jest to fałsz. Co najwyżej można sobie wyrobić kiepski gust muzyczny, ale ten można sobie potem ponownie łatwo naprawić (a raczej zmienić), bo nie ma to właśnie nic wspólnego z psuciem słuchu jako takiego. To jest uszkodzony słuch: Na pewno takie coś nie grozi ani z powodu słuchania MP3, ani z powodu słuchania na Logitechach czy Razerach. Ba, nawet słuchanie metalu w formacie MP3 128kbps na Razerach niczego groźnego nie spowoduje. Spokojna głowa. Taki ktoś wcześniej czy później trafi na normalny sprzęt i zrozumie swoje błędy. Oczywiście zakładam tutaj odsłuch na bezpiecznym poziomie głośności, czyli poniżej 80dB. Nie chcę też mieszać jeszcze do tego wszystkiego Bluetooth, bo jest to osobna bajka, w której pojawiają się kodeki. Na pewno samochód to nie jest miejsce do wyciągania jakichkolwiek wniosków o audio.
  23. Oczywiście, że jest różnica między CD i MP3. Potrafią je odróżnić ludzie z dobrym słuchem, wytrenowani w tym, jakich niuansów szukać. Na przykład producenci muzyczni czy osoby z wykształceniem kierunkowym skupią się na dźwięku klaskania. Jednakże znaczna większość ludzi nie odróżni jakości CD od MP3 256. Jak weźmiesz do testu stu randomowych ludzi z ulicy, to najprawdopodobniej 95 lub więcej z nich nie odróżni tych nagrań. A przede wszystkim nie usłyszą ów różnic audiofile naparzający się o zalety drogich kabli i wyższość gęstych formatów audio. Na jednym z polskich for audio w 2017 roku kilkanaście osób wzięło udział w takim teście. Nikomu się nie udało. Ludzie, którzy na co dzień słuchają bezstratnej muzyki na sprzęcie z półki premium nie odróżnili FLAC od MP3. Owszem, MP3 kompresuje dźwięk i traci na tym jakość, ale mało kto umie to wyłapać. Przy okazji, FLAC też kompresuje, a strat nie ma, więc dwa zjawiska nie muszę występować jednocześnie. Nie pamiętam już dokładnie technikaliów formatu danych audio CD, ale o ile pamięć mnie nie myli, większość z tych 700MB to dane korekcyjne, nie muzyka. Wiele pozostałych rzeczy, które napisałeś to niestety losowo rzucone słowa na wiatr, niemające nic wspólnego z rzeczywistością. Chociażby jak to, że słuchanie muzyki w gorszej jakości miałoby rzekomo popsuć słuch. To jest wierutna bzdura, niepoparta czymkolwiek. Masa ludzi słucha tylko MP3 i jakoś żyje. Istnieją również twórcy, którzy tworzą muzykę celowo stylizowaną na brzmienie starych PC. Koncerty natomiast to jest miejsce, które nie ma wiele wspólnego z jakością dźwięku. Hałas i bas. Liczy się występ artysty na żywo, dodatkowe efekty wizualne i związane z tym emocje. To nie jest miejsce do szukania jakości dźwięku. Zwłaszcza w przypadku koncertów rockowych czy metalowych. Nagłośnienie na stadionach najczęściej to jest dno. Jest to za to bardzo dobre miejsce do faktycznego popsucia sobie słuchu ze względu na długotrwałą ekspozycję na wysokie natężenie dźwięku. Nawet nagłośnienie we wrocławskim Narodowym Forum Muzyki to nie jest żaden szał. Bateria estradówek i ognia. Bywam tam na koncertach jazzowych oraz R&B i nie, to nie brzmi dobrze. Owszem, można się przyzwyczaić do pewnego rodzaju brzmienia i potem go wszędzie szukać, ale to nie ma nic wspólnego z psuciem się słuchu. Nie ma problemu, aby nagle przestawić się na inne preferencje i dalej słyszeć najmniejsze detale w nagraniu, o ile ktoś faktycznie ma takie zdolności. Idąc Twoim tokiem rozumowania, ludzie słuchający metalu powinni być w większości głusi, bo wiadomo, jak ta muza często jest realizowana. Gadanie o Pepsi i Coli czy woleniu gitary od sampli też nie na tutaj najmniejszego sensu. Co ma piernik do wiatraka? Ja podałem fakty, jak działa ludzki słuch i zjawiska, które prowadzą do błędów poznawczych w audio. Na pewno się nie dogadamy, jeśli nie włożysz minimum wysiłku w ich zrozumienie. Fakty to nie preferencje. YT ma 128 i fakt jest taki, że to nadal jest na tyle, że wielu ludzi nie odróżni. Jest to wystarczająco dużo, aby zademonstrować zjawiska, o których pisałem. Jak najbardziej internet 600mbps to jest marketing, jeśli miałbyś go używać tylko do synchronicznych połączeń z urządzeniami, które dadzą 300mbps. Nie wykorzystasz reszty. Podobnie nie usłyszysz gęstego pliku, bo jest to daleko poza percepcją ludzkiego słuchu. Doprecyzowując, usłyszysz, ale tylko w swojej głowie, bo ta spłata Ci figla. Nie poprzesz tego w ślepym teście. I tutaj fakty są również nieubłagane. Jak w końcu pojawi się naukowy eksperyment, który temu zaprzeczy, zmienię zdanie. Póki co nikomu się nie udało. To po co te wszystkie bajery 48/192? Skoro jest popyt (sensowny czy nie), to czemu na tym nie zarobić? Ja kiedyś kupiłem rodowane wtyki Furutecha po kilka stów każdy. Są naprawdę pięknie wykonane. Polutowałem to z najzwyklejszym ale grubym miedzianym drutem za kilka zeta od metra. Do tego ładny splitter od Viablue i gruby, nylonowy oplot od Techflexa. Całość wyglądała naprawdę audiofilsko i solidnie. Wyszło mnie jakieś 1500 zeta za te wtyki i splitter plus niecałe 100 za drut i oplot. Sprzedałem za 5k. Ponad 3 koła do przodu za pół godziny lutowania kabelka na taniej miedzi. Kupujący przez trzy dni mi pisał podziękowania, jak ten kabel dobrze brzmi, że bas nabrał trówarstwowej faktury, scena uległa gigantycznemu poszerzeniu, a separacja instrumentów jest nieziemska. Obie strony zadowolone, więc po co to zmieniać? Koleś powiedział, że ma znajomych, więc zrobiłem jeszcze trzy takie kabelki. Wszyscy klienci zachwyceniu audiofilskim kablem na rodowanych wtykach za miliony monet z tanią miedzią pod oplotem. Tak wygląda audiovoodo od kuchni. Ciekawe, czy ów kabel brzmiałby tak samo dobrze, gdy wiedzieli, co jest w środku. Mam nadzieję, że tego nie przeczytają, ale jakby co, to na otarcie łez - lutowałem drogą cyną ze srebrem. I gdyby kogoś miało coś zapiec o oszustwo z mojej strony - spokojnie. Ja sprzedawałem w ogłoszeniu kabel słuchawkowy oparty o rodowane wtyki. Ręcznie wykonany, solidny i pięknie wykonany. Wszystko to było prawdą. Wycena czasu włożonego w lutowanie to już moja sprawa.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...