Skocz do zawartości

Bono_UG

Użytkownik
  • Postów

    971
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez Bono_UG

  1. Poświęcony czas na podział danych na płyty, czas zapisu Mam nagrywarkę, mam płyty w szufladzie od wielu lat i nadal się nie zebrałam, żeby wypalić archiwum. Jak pomyślę ile musiałbym się namęczyć, żeby sensownie rozdzielić na płyty i nie marnować miejsca, ile czasu zajmuje wypalenie, to mnie skutecznie zniechęca do takiej operacji. Na pewno to kwestia ilości danych, jak ma się kilkaset GB, to mniejszy problem ale jak się uzbierało około 2TB, to już trzeba kombinować co faktycznie zrzucić. Nie chce mi się wierzyć. Przecież taśmy są o wiele pojemniejsze i szybsze. Myślisz, że ktoś tam siedzi i 24/7 wachluje setkami-tysiącami płytek, żeby zrobić kopię? Ile mają BR, 100GB? To na niezbyt pojemny dysk 10TB potrzebujesz setki płyt. Sumy kontrolne i nie musisz mieć miejsca na rozpakowanie
  2. Ale dobrze znać trochę historii, mechaniki kasków itp. żeby wiedzieć co się wybiera i zakłada na głowę jako ochronę. Lista wad kasków nie była argumentem przeciw noszeniu, tylko pokazanie, że takie też są i mają wpływ na obrażenia, że to nie jest tak jak piszesz niżej "kask uczyni cię w pełni bezpiecznym". Jeżeli fizyka nie przekonuje, to nie poradzę Mając listę wypadków jakie miałem, to w żadnym kask mi w zasadzie nie pomógł, bo po prostu w nic głową nie przywaliłem lub było to minimalne bez śladów na kasku. Tylko jakoś to całe doświadczenie nie przekonuje mnie do porzucenia kasku, mimo tego nadwyrężenia karku, które mi się trafiło. Czemu zatem wszyscy wyznawcy kasków zawsze przywołują możliwie drastyczne przypadki, czemu zawsze jest straszenie, przywoływanie co to by się nie stało jakby kasku nie było? To nie jest edukacja, to jest straszenie, co według mnie jest jednym z gorszych sposobów na propagowanie używania kasków, bo wyłącza racjonalne myślenie, może też prowadzić do tego uproszczenia że kask == bezpieczeństwo, a już tak istotne kwestie jak poprawny dobór, zakładanie są pomijane. Edukacja ma znacznie lepsze skutki niż prawo wciskane bo temat stał się medialny i jeszcze z założeniem, że i tak będzie ignorowane i nie egzekwowane. Owszem zwykle takie kampanie są z tyłka, bo standardowo opierają się na strachu, a nie faktycznej edukacji. Problem właśnie jest w tym, że nie ma tej edukacji, a jest coś na kształt kultu, wynoszenia tego kawałka plastiku i styropianu na poziom świętego graala. Edukacja to między innymi opisanie jak poprawnie wybrać, dopasować, założyć, ale też jakie ma ograniczenia, kiedy pomoże, kiedy może zaszkodzić, kiedy nie zadziała, jakie obszary głowy chroni. Po prostu fakty i praktyczne rzeczy, a nie epatowanie przemocą rodem z kampanii antyaborcyjnych. W sumie trochę śmieszne, że wymieniasz sensowną kampanię, a zaraz obok piszesz o miałkości i grze pozorów Mamy mnóstwo przykładów jak prawne ograniczenia, czy nakazy są poważane, choćby tak proste jak ograniczenie prędkości. Prędkość nie ma znaczenia. Poza specjalistycznymi konstrukcjami większość jest projektowana na uderzenia o prędkości ~20km/h, bo to prędkość głowy przy swobodnym upadku z niecałych 2m. Nie są na 30km/h, 50km/h itd. Kolejna kwestia, to większość uderzeń nie jest typu "z baranka" w przeszkodę, więc znowu prędkość jazdy nie ma zasadniczego znaczenia. Prędkość ma z kolei wpływ na obtarcia czy wręcz spalenie skóry, na obrażenia skrętne wynikające z tarcia o podłoże na które się upada. Tutaj kask pomoże na obręcz czoło, skronie, potylica ale standardowy kompletnie nie chroni twarzy, więc przy jakimkolwiek skręcie można solidnie oberwać. Nie, z roweru nie upada się z większej wysokości, no chyba że jeździsz wyprostowany na stojąco. Głowa zasadniczo jest niżej niż na stojąco, bo sylwetka na rowerze jest pochylona (zwłaszcza na szosie). Tyłek będzie wyżej, no ale kast miednicy nie chroni. Jedynie co się zgadza, to rower jest mniej stabilny niż nogi, można się w niego zaplątać, hulajnogi jeszcze mniej. Czas reakcji jest tak indywidualną kwestią każdego zdarzenia, że nie warto tutaj rozpatrywać. Jest cała rozciągłość od nagłego ścięcia, po czasu tyle, że się wyprowadzi, zeskoczy, podeprze. Dotyczy to zarówno roweru jak i pieszych. Są też wypadki, gdzie nie ma się absolutnie żadnego wpływu, np. jak samochód skosi (chyba najczęstsza przyczyna urazów głowy pieszych). Nawierzchnia, jej przyczepność, stan to głównie czynnik prędkości i jakości opon, obuwia, uwagi. O wystającą płytę chodnikową można się potknąć i wywinąć orła, a rowerem się przejedzie. Na innym uszkodzeniu stopa ledwo się przekręci, a rower potrafi podciąć. Po piasku na betonie/asfalcie można swobodnie przejść/przejechać ale jak się przegnie z prędkością i skrętem, to w obu przypadkach pośliznąć się i upaść. Tak samo są to bardzo indywidualne przypadki, a nie uniwersalna reguła. Z uwagą, że rowerzyści mają tendencję do przecenienia możliwości opon i swoich, więc sami się narażają na większe ryzyko. Na marginesie, nie raz miałem sytuację, że rowerem lepiej się jechało niż szło (kolcowane opony na lodzie/gołoledzi, solidny bieżnik na błocie vs dość płaska podeszwa). Trochę na marginesie, to na piechotę łatwiej o upadek do tyłu, na plecy i potylicę, gdzie nie da się dobrze zamortyzować rękami. Na rowerze o tego typu upadki bardzo ciężko, to już będą konsekwencje jazdy typowo terenowej gdzie dziwnie wyrzuci, przekoziołkuje przy nieumiejętnym skoku, itp. Skoro nic nie wnosi do dyskusji, to po co się takim doświadczeniem dzielisz? Jaka była motywacja? O i bardzo dobry przykład błędnego argumentowania za kaskiem. Nie, kask nie chroni przed uderzeniem głową o beton, od tego mogą być ręce, które zamortyzują upadek i głowa nie sięgnie podłoża. Jeżeli się wyłożysz i uderzysz kaskiem o ten beton, to jest równoznaczne z uderzeniem głową. Jest to uderzenie pośrednie ale nadal uderzenie głowy o beton, kask temu nie zapobiega, jedynie powoduje inne rozłożenie sił i zazwyczaj zmniejsza obrażenia. Zresztą najlepszy dowód, to ta historią, którą opisałeś. Skoro głowa bolała, to nią uderzyłeś o ten śmietnik. Gdyby kask ochronił przed uderzeniem, to by nie bolała, bo byś w ten śmietnik nie uderzył. Nie każdy jest karkiem Reszta to czysta fizyka i nie pisałem o uszkodzeniach, a przeciążeniach (oczywiście w skrajnych przypadkach też uszkodzenia). Jak chcesz coś naukowego: - https://www.sciencedirect.com/science/article/abs/pii/S0022480420306053 (niestety dostęp do pełnego tekstu utrudniony) - https://pmc.ncbi.nlm.nih.gov/articles/PMC10603864/ (rozdział 3.2 jest o karku) Jak się codziennie jeździ, to przestaje się tą dodatkową masę czuć ale jak ktoś jeździ sporadycznie i nie ma wyćwiczonych mięśni, to ryzyko rośnie, zwłaszcza jak się odruchowo trzyma głowę w górze, żeby nie uderzyć. Przy bezwiednym upadku jak worek kartofli, to faktycznie nie ma znaczenia, bo mięśnie karku nie pracują. Te 300g może wydawać się śmieszne ale podczas upadku ze względu na przeciążenia to będzie zdecydowanie więcej. To jest wiek, kiedy dzieci generalnie są posłuszne i w zasadzie ślepo powtarzają po rodzicach (nie licząc okresów buntu), a nie podejmują świadome, samodzielne decyzje. Indywidualizm, krystalizacja własnych poglądów, wyborów to dopiero wiek nastoletni. Nie bez przyczyny umowny wiek dorosłości to 18-21 lat, możliwość zrobienia prawka, 16-18, karty rowerowej 10 (nie wiem jak w innych krajach), samodzielnego poruszania się po drogach na piechotę 7. Tutaj w kwestii kasków warto mieć na uwadze, że jeżeli uczymy dzieci zakładania, to sami też nośmy. Nie zakładając dajemy sprzeczny sygnał i w dziecku rodzi się bunt, dlaczego ma coś robić, skoro inni nie muszą. Plastelina lub wyjątkowo mocna noga. Jaka marka, model? Na 12rz w góralu miałem po 5k zrobione. Obecnie jeżdżę na dwóch przekładanych co 500km ale na razie za krótko, żeby napisać ile przeżyją. Na 10rz tak samo na 2 co 500 też za krótko. W mieszczuchu mam 8rz, zwykle napęd wystarczał na okolice 8000km przy zamianie co 1000km (imo za duży interwał). Obecnie widzę, że kolejne się kończą ale zamieniane co 500km, mają nabite po około 6300km.
  3. @DITMD I co ta twoja historia ma wnieść do dyskusji o kaskach, czego ma dowodzić? To kolejny ciekawy aspekt jak wygląda dyskusja o kaskach, jaki powierzchowny poziom wiedzy. Jak tylko jest jakaś sugestia negacji, nawet nie skuteczności kasków a samego obowiązku noszenia, to od razu pojawiają się przykłady gdzie ktoś uszkodził głowę bez, a ten w kasku ma całą i tylko trochę bólu. Trochę śmiesznie, trochę smutno, że kilkanaście lat temu dyskusje wyglądały identycznie, padały identyczne argumenty jak głowy się rozwala bez kasku, a w są całe i zdrowe. Tym bardziej jak skonfrontuje się z normami, sposobami testowania tamtych kasków, gdzie podstawą było spuszczanie metalowej kulki na czubek kasku z prędkością 20km/h (tak na czubek, nie boczne uderzenie czy w czoło). Mój obecny waży 330g i też nie mam problemów ale co to argumentuje, że przez lata głowa się przyzwyczaiła, a mięśnie wyrobiły?
  4. Jeżeli nie jest odkrywcze, to dlaczego już nie argumentujesz, że ta podwójna składka wystarczy i system się zepnie? Ja nie narzekam, tylko podaję argumenty dlaczego to nie zadziała i z biegiem czasu będzie trzeba zrobić potrójną, poczwórną itd. Pierwsze i zasadnicze, to trzeba odejść od składek, a przejść na podatek, tak żeby z tego nie powstawała obietnica wypłaty w sumie proporcjonalnej do wpłat. Być może bolesne i niesprawiedliwe w stosunku do obecnych zasad ale znosi limity składek, znosi przyszłe wysokie zobowiązania. Pozwala też na swobodniejsze finansowanie emerytur, nie tylko ze składek ale z dowolnych podatków, przychodów państwa, generalnie z całej gospodarki, a nie jednego funduszu celowego (tak wiem, są dopłaty z budżetu). Konsekwencja to emerytura społeczna czy jak to tam zwą, czyli wszystkim po równo jakieś minimum. Co sobie ludzie poodkładają więcej, to będą mieli. Jedni zainwestują w dzieci i ich wychowanie, żeby utrzymały na starość, inni w o innego. Plus taki, że nawet niepracujący jakieś podatki płacą, choćby vat przy jakichkolwiek zakupach. To co proponujesz z indywidualnym, osobistym funduszem na pewno nie może być na obecnych zasadach zus, czyli zwykłego odkładania kasy w skarbonkę. Gdyby to nadal był państwowy fundusz, to musiałby działać na +/- rynkowych zasadach, musiałby móc inwestować tą kasę, żeby inflacja jej nie zeżarła. W przeciwnym wypadku, to co zbierzesz przez pierwsze 20 lat pracy i tak będzie po kolejnych 20 nic nie warte. No i to inwestowanie nie może być wyłącznie na obligacjach państwowych, bo wyłoży się identycznie jak OFE.
  5. To nie jest dorabianie ideologii, a czysta fizyka nad którą siedzą sztaby inżynierów. Wystarczy prześledzić trochę dokładniej historię rozwoju kasków rowerowych jakie były początkowe konstrukcje jak się zmieniały, co obecnie mamy. Dlaczego jednak stara się minimalizować wagę, dlaczego powierzchnia jest gładka, dlaczego pojawił się MIPS itd. Np. kiedyś były dostępne kaski pokryte tkaniną, przy czystym upadku pewnie działały tak samo jak obecne, tyle że maiły zerowy poślizg o powierzchnie uderzenia, więc powodowały powstawanie bardzo dużych sił skrętnych. Obecnie takie konstrukcje są zabronione, jest wręcz nakaz tworzenie powierzchni poślizgowej. Większa średnica to też większa szansa, że się o coś zahaczy. Nie raz przydzwoniłem kaskiem o jakąś niską wiatę rowerową czy turystyczną, gdzie bez kasku pewnie bym się zmieścił lub w porę wyczuł na włosach i odruchowo skurczył. Może to się wydawać śmieszne ale potrzeba czasu, żeby przyzwyczaić się do "większej" głowy i brać większy margines błędu. Odnośnie masy, to szczerze nie pamiętam początków, za to lepiej zapamiętałem przesiadkę na cięższy kask po kilku latach jazdy. Więcej o około 100-150g ale mięśnie karku zdecydowanie to odczuwały. Podobnie jak się zamocuje latarkę lub kamerkę, wyraźnie czuć, że głowa ma większą bezwładność. Miałem też okazję doświadczyć jak mocno może zostać obciążony kark przy upadku, gdzie głową nie uderzyłem, bo ją utrzymałem (rozważałem czy nie iść na prześwietlenie na tyle mocno zabolało i jakiś czas się utrzymywał ból). Ludzie mogą nie narzekać, bo mogą sobie nie uświadamiać, że pewne rzeczy wynikają z tej dodatkowej masy. Mogą ogólnie, że nie jest tak wygodnie jak bez, bez wyszczególniania dlaczego. Czas jazdy oczywiście też tutaj gra rolę i jak ktoś pojeździ godzinę, to może tak karku nie zmęczyć jak przy 5-6h. Lepiej mieć ale trzeba mieć świadomość, że jego skuteczność jest ograniczona, że tylko w tym ograniczonym zakresie potencjalnie zmniejsza obrażenia, że nie chroni przed wypadkiem. A niestety jeżeli jest jakakolwiek dyskusja publiczna o kaskach i obowiązku, to główną myślą jest kask == bezpieczeństwo, co jest bzdurą i między innymi to organizacje rowerowe wytykają. Ja tutaj generalnie się nie kłócę czy kask pomaga czy nie, tylko o przymus korzystania. Jestem przeciwnikiem obowiązku, a optuję za porządną edukacją, przedstawieniem zalet i wad kasków, a nie bezrefleksyjnym "kask musi być, a jak nie masz to mózg ci uszami wypłynie". Po prostu strach jest bardzo złym doradcą, wyłącza zdrowy rozsądek. Od tyłu. Równie wiele jeśli nie więcej nie ma takiego obowiązku, więc może zamiast gdybać, to zweryfikować czy wprowadzenie takich obowiązków (imo miejscami niespójnych) cokolwiek zmieniło. Przy założeniu, że i tak nikt tego nie będzie kontrolował, to wprost dowodzi, że to martwe prawo pod publikę, metodą gaszenia pożarów, a nie realna, systematyczna próba rozwiązania problemu bezpieczeństwa. Nie potrzebujemy zbędnego prawa, gry pozorów, potrzebujemy realnych działań poprawiających bezpieczeństwo i o to się organizacje czepiają. Od puszczania w świat jest edukacja, a nie martwe prawo, które przyzwyczaja do jego ignorowania. Poza tym, jeżeli tak jak piszesz ludzie sami zakładają i jest ich coraz więcej, to po grzyba wprowadzać coś siłowo? Przykład sprzed kilku dni, grupa małolatów na elektrycznych hulajnogach, zwalniam przed przejściem, żeby przepuścić pieszych, a ci walą z lewej, z prawej po chodniku, kompletnie bez ładu i składu, bez odrobiny refleksji co robią i gdzie są, byle zap... Dobrze, że piesi się rozejrzeli, bo byłoby łubudu. No ale mieli kaski, więc było bezpiecznie Ja też widuję na tych miejskich, tyle że to może promil, którzy korzystają regularnie jako środek transportu. Większość jest bez, bo to przygodne wypożyczenia. Ale jakie skrajności? Przecież obrażenia głowy w wypadkach z pieszymi też prowadzą do poważnych konsekwencji czy zgonów. Dlaczego nie chcesz chronić pieszych? W czym oni gorsi, że nie zasługują na obowiązek kasków? Skoro dla pieszych to skrajność, to dlaczego dla rowerów i hulajnóg już nie? W obu przypadkach dochodzi do podobnych obrażeń, może z innych powodów (np. uderzenie o szybę samochodu) ale skutki te same. Ciekawe zagadnienie psychospołeczne, gdzie jest stawiana granica absurdu w obowiązku kasków, a gdzie jest mocna presja żeby wprowadzać. Lecę szyderą i ironią, bo dla mnie to zahacza o hipokryzję, że na jednych jest presja ochrony, a innych ignorujemy, choć obie grupy są podobnie narażone. Nie rozumiem tej granicy, co sprawia, że piesi są zaliczani do grupy bezpiecznego poruszania się, a rowerzyści już nie - wygląda na "tak się utarło", a nie realne spojrzenie na zagadnienie i problemy. Tu już bez podtekstów i drwin, możesz przedstawić ten punkt widzenia, dlaczego tak stawiasz granicę, skąd poczucie, że jazda na rowerze, hulajnodze jest bardziej niebezpieczna niż poruszanie się pieszo?
  6. Prawie na pewno idzie kupić, tylko po złych sklepach szukasz, a i cena, pojemność mogą nie pasować Po prostu to będą konstrukcje przemysłowe, a nie konsumenckie. Przykładowe: https://eu.mouser.com/c/embedded-solutions/memory-data-storage/storage/solid-state-drives-ssd/?configuration=SLC&interface type=SATA III&product=2.5 in https://www.elmark.com.pl/sklep/advantech/sqf-s25-630#description
  7. Mogę się rozpisać i o szkodliwości kasków: - większa masa na głowie, to większe przeciążenia na karku - większa średnica głowy, to większe siły skrętne podczas upadku - aspekt psychologiczny, włączanie się "god mode" Ale tutaj zarówno pobudki jak i zysk są w zasadzie czysto polityczne. Będzie ciut mniej rozbitych głów, ale wypadki jak się zdarzają tak samo będą się zdarzać, w tym śmiertelne. Jeżeli dobrze pamiętam, to mieszkasz w okolicach Wrocławia, więc i w samym mieście bywasz. No to chyba masz świadomość istnienia rowerów miejskich/publicznych, tak samo masy hulajnóg elektrycznych. My świadomie zakładający tak. Szara masa ma wiedzę z reklam, czy takich politycznych szopek, gdzie kask == bezpieczeństwo. Wystarczy popatrzeć ilu ludzi ma źle dobrane, źle założone kaski. I co z tego, że złagodzą jak problemu debili na kółkach nie wyeliminują? Za chwilę będziesz optować za nakazem kasków dla pieszych, jak wypadki z hulajnogami się zwiększą i odpukać jakieś dziecko zostanie potrącone i zginie przez rozbitą głowę? Chcesz realnego działania i ochrony dzieci, to wprowadźmy zakaz elektryków, niech będzie do tych 16 lat. Od razu wyeliminujesz jakieś 90% przyczyn wypadków śmiertelnych, czyli zbyt szybką jazdę odblokowanymi hulajnogami. Jak dzieciakom zostaną kółka wielkości tych od rolek, i machanie nogą, to nagle atrakcyjność jazdy zniknie, nie będzie problemu szarżowania bo nie ma czym rozpędzić. W konsekwencji wypadków też prawnie nie będzie tak jak jeszcze kilka lat temu. No ale kask, to święty grall bezpieczeństwa, w końcu zmniejszy śmiertelność wypadków o może 20%, więc po co sięgać po lepsze środki?
  8. Oficjalnie, najgłośniej tak ale kwestie uszczuplenia zasobów niemieckich z tych złóż też się pojawiają. https://biznesalert.pl/polsko-niemieckie-zloza-gazu-wolin/ https://swiatoze.pl/polska-wierci-niemcy-protestuja-czy-naprawde-chodzi-o-srodowisko/ Pewnie jak się pogrzebie we wcześniejszych doniesieniach, to będzie więcej aspektów gospodarczych, w końcu po niemieckiej stronie też te złoża badali. Jak chcesz coś podlane teoriami spiskowymi, to ponoć ta organizacja ma powiązania z rosją (gazeta prawdopodobnie z odchyłem w prawą stronę): https://gf24.pl/42559/rosyjskie-sluzby-blokuja-port-w-swinoujsciu/
  9. To może przeczytaj podlinkowany artykuł? Główny zarzut, to obowiązek kasku nie eliminuje przyczyn wypadków, czyli nie uderza w sedno problemu. Nie sprawi też, że nagle istniejące przepisy, zasady zaczną być egzekwowane. To jest tworzenie kolejnego martwego przepisu, zebranie odrobiny politycznego poklasku, bo w końcu zrobiono coś dla BEZPIECZEŃSTWA. Takie pozorowane działania polityków kompletnie nic nie kosztują, państwo nie wyda złamanego grosza na poprawę bezpieczeństwa ale może ogłosić sukces, pochwalić się działaniami. Pomniejsze, to kwestia popularności i dostępności rowerów, hulajnóg, alternatywnych środków poruszania się niż samochód. Bez wymogu kasku, możesz po prostu wypożyczyć te publicznie dostępne i jechać, podobnie pożyczyć od rodziny czy znajomych. Przy obowiązku kasku zaczynają się problemy, bo skąd ten kask wziąć? Zawsze mieć przy sobie w razie co? O ile przy skuterach jest odpowiednio duży schowek i jednorazowe czepki, przy rowerach, a tym bardziej hulajnogach nie ma gdzie tego kasku schować. Kolejny aspekt psychologiczny podnoszony przez aktywistów, to obowiązek kasku sugeruje, że jazda rowerem, hulajnogą jest niebezpieczna, co będzie odstraszać ludzi od takiej formy transportu, a im chodzi o zachęcenie jak największej liczby do przesiadki na własne mięśnie. Realne działania to by było solidne wzięcie się za odblokowane sprzęty, czy wręcz zakaz prowadzenia czegokolwiek z silnikiem dla małolatów (czyli podobnie jak w kwestii samochodów, skuterów, motocykli). Jak młodzi będą musieli pomachać nóżkami, to nagle przejdzie ochota na szybką jazdę, a jak mają tylko manetkę i w opór mocy, to każdy może polecieć setką. Kaski dla dzieciaków nie wyeliminują dorosłych nap... po drogach i chodnikach na odblokowanych wynalazkach. Kaski nie dolewają oleju do głów (niektóre badania sugerują wręcz odwrotne działanie), ludzie nie przestaną szaleć, nie zaczną się rozglądać, nie zaczną szanować innych. A tutaj leży sedno przyczyn wypadków.
  10. Bo to komis i ma inne zasady naliczania vat niż sklepy?
  11. Przecież już było kiedyś dlaczego po takie zasoby sięgają. Mimo wszystko nie są głupi i nie drenują kompletnie wszystkiego co mają, właśnie na wypadek ruchu NATO, czy nawet w razie jakby którejś byłej republice związkowej odbiło i postanowiła się usamodzielnić.
  12. Mając w lodówce zapas kanapek i mięsa, to chyba żaden problem? Tak się zastanawiam, czemu w tej całej układance jaką tu robicie, kompletnie brak w równaniu Białorusi. Może nie są potęgą ale siły mają nieruszone, nikt im nie niszczy infrastruktury, więc mogą się obecnie przy wsparciu technologicznym rosji zbroić. Ewentualnie robić za zaplecze, fabrykę zabawek dla ruskich (coś tam podobno się dogadywali z fabryką dronów o potencjale 100k rocznie).
  13. Zanim to wejdzie na rynek, to obecne i tak będzie trzeba wymienić bo będą się starzeć i psuć.
  14. Nie zgadza się, bo pomijasz jeden istotny fakt - dług emerytalny, zobowiązania wobec aktualnych emerytów, czy tych co za chwilę przejdą. To że masz jakieś konto w zusie i leżą tam twoje pieniądze to mit. To nie jest skarbonka z fizycznymi pieniędzmi, to wirtualna kasa, obietnica państwa/systemu ubezpieczeniowego, że te pieniądze zostaną tobie wypłacone. Żeby to działało jak chcesz, to by faktycznie te zgromadzone środki gdzieś musiały być i nie od teraz po ewentualnej zmianie oskładkowania, a od kilkudziesięciu dekad. Nie mamy tych zasobów, raz że w trakcie IIWŚ wszystko poszło wpierdut, dwa za komuny ten majątek nie został odtworzony. Kolejna sprawa, to powiedzmy, że masz uzbierane na tym swoim koncie 1mln, z tabeli wyliczą ci że przeżyjesz kolejne 10 lat. Co się stanie jak jednak pożyjesz jeszcze kolejnych 10 lat? Zęby w ścianę i do piachu? Czy może jednak będzie dalej finansowanie z systemu? Emerytów nam przybywa, obywateli pracujących za mało, średnia życia rośnie, więc i tak się nie zepnie przy podwójnej składce, bo wpłacających będzie mniej niż wypłacających. Obecnie na jednego emeryta pracują dwie osoby, a będzie jeszcze mniej. Trzecia, to ludzie niepracujący, bo zajmują się dziećmi, rodzicami, krewnymi lub po prostu nie i są na utrzymaniu innych. Też zęby w ścianę, czy jednak coś wypłacamy? Jak płacimy to z jakiej puli, kto to sfinansuje? Ta propozycja zakłada, że wszyscy pracują i płacą składki, w rzeczywistości tak super nie jest. Piszesz, że jedną składkę płacisz na siebie, a drugą na wypłatę emerytury rodzicom. Rozumiem, że chodzi ci o bieżącą, a nie zbieranie kapitału. Skąd wziąć ekstra 5k w wypłacie? Jeżeli tylko na poziomie standardowej składki, to co z brakującą resztą? Jeżeli o kapitał, to w sumie dlaczego? Skoro ja na swój sam płacę, to dlaczego mam komuś powiększać? Idąc w skrajności, na kogo mam płacić tą drugą składkę jeżeli nie znam rodziców (np. porzucili mnie)? Co jeżeli z jakichś względów więzi rodzinne zostały zerwane? Mówiąc krótko i cynicznie, rodziców się nie wybiera, nie masz na to kompletnie wpływu, więc dlaczego masz być obarczany obowiązkami względem nich?
  15. Ale wrzuciłeś jak clickbait - o patrzcie ciekawe Piję trochę do bezrefleksyjnego wrzucania filmików, byle wrzucić, nic nie dać od siebie żeby zainteresować dlaczego warto obejrzeć. Takie trochę robienie kolejnej rolki z nauki.
  16. To nie są przypadkiem te złoża, co sąsiadują z niemieckimi? Gdzieś mi się obiło, że już Niemcy zapowiadali blokowanie, bo eksploatacja z naszych złóż będzie wpływać na ich złoża.
  17. To są średnie wartości, a nie tyle i już. Znając życie to sprowadzi się do krzywej Gaussa, ze szczytem właśnie na tych szacowanych 100k. To w jaki sposób oszacowali, to już tylko twoje domysły. Trzeba by dogrzebać się do oryginalnych publikacji i tam prześledzić w jaki sposób to zostało przeliczone. Tak czy inaczej, ta publikacja powinna być dobrym punktem zaczepienia: https://www.nobelprize.org/uploads/2018/06/rowland-lecture.pdf Przejrzałem pobieżnie i te 100k mi się nie rzuciło w oczy ale z tego co widzę, to opisuje proces badania zjawiska niszczenia warstwy ozonowej przez freony. W innej publikacji tych autorów (o rozpadzie freonów) można zobaczyć, że uwzględniają wysokość i jak wpływa na szybkość uwalniania chloru. Także można spokojnie założyć, że wiele czynników zostało uwzględnionych w szacowaniu potencjału chloru i nie tylko te z idealnych warunków, a z cała masą modeli probabilistycznych i zebranych danych eksperymentalnych i próbek atmosfery.
  18. A za 10 lat potrójna składka, potem poczwórna itd.? I z jaką gwarancją sensownej emerytury? Raczej lewych zaświadczeń o bezpłodności. Skoro nie ma dzieci, to nie ma wnuków, czyli nie ma babć i dziadków Dlaczego? Jeżeli nie wypadnie się z obiegu, to jesteś cały czas na bieżąco. Nie jest tak łatwo chwytać nowinki technologiczne ale też nie całość IT na nich siedzi i zap... od mody do mody. W części dochodzi atut znajomości starszych systemów, które trzeba utrzymywać, zmieniać, a młodzi ich kompletni nie znają, nie rozumieją. Mam kontakt z programistami, którzy faktycznie już tak sobie radzili przed emeryturą, a znam takich co dalej sprawnie działają. Tak będzie w każdej branży, czy to fizycznej, czy umysłowej. Jak się nie zasiedzisz i nie klapniesz, to spokojnie ciągniesz do emerytury czy nawet dłużej. Odpuścisz, to i w wieku 50 lat wypadniesz z obiegu.
  19. A po co wchodzić jak nie wiadomo o czym jest? Skoro napisanie, że ciekawy i z otwartym dostępem, to chyba nie problem dopisać chociaż tematyki zagadnienia. Niewiele by cię to kosztowało, a od razu byłoby wiadomo, czy jest w ogóle sens wchodzenia w link - nie każdego interesuje astronomia. Szanujmy się i naukę, po co wrzutki na poziomie clickbait-ów?
  20. No trochę to inaczej brzmiało: Dla mnie to wprost sugestia, że zanim ten chlor doleci do warstwy ozonowej, to już go nie będzie w atmosferze. I dla części związków będzie to prawdą (zwłaszcza pochodzenia naturalnego), bo w dolnych warstwach zostaną wyłapane przez np. deszcz. Dla freonów ten czas dotarcia nie ma znaczenia, bo są na tyle stabilne, że rozkładowi ulegają dopiero w stratosferze, bezpośrednio w warstwie ozonowej (upraszczając), gdzie uwolniony chlor od razu może reagować. Także jeszcze raz i do skutku. Inne związki chloru niż freony zasadniczo nie są problemem. Dla freonów nie ma znaczenia ile czasu docierają do stratosfery. Kolejna kwestia, to mniejsze znaczenie ile czasu trwa przejście do stabilniejszej formy (wiadomo im szybciej tym lepiej), a ile w tym czasie napsuje. Podają, że średnio jeden atom chloru potrafi rozbić 100k cząstek ozonu. Czyli do zniszczenia danej objętości potrzebujesz stężenia o 100k mniejszego, bardzo mocno upraszczając (bardzo, ale to bardzo) na jeden litr ozonu wystarczy 0,1ml chloru. To chyba jednak spory potencjał i pisanie o "straszeniu tysiącami" nie jest na miejscu. Z drugiej strony jak się spojrzy ile jest cząstek ozonu w litrze powietrza (w stratosferze) - 3e12-8e19 (różne źródła różnie podają) - to te tysiące brzmią śmiesznie.
  21. Tego typu? https://www.memorypack.com.tw/hdd hard disk drive esd package blister clamshell tray conductive antistatic vacuum forming thermoforming pressure forming.htm Jeżeli tak, to kiedyś to była norma pakowania dysków.
  22. Jak ktoś nie skopał konstrukcji ramy, to jest szansa, że jak postawi się do pionu na tylnym kole to wypłynie i support nie będzie zatopiony. Ekspander chyba tak nisko nie schodzi ale może się mylę. 4Nm masz na śrubie, ile idzie N na boki to zagadka. Nie wiesz jaka tam jest dźwignia, a gwint to niezła przekładnia (np. prasa śrubowa). Tak czy inaczej, jeżeli skręcone zalecanym momentem, to nic nie powinno się dziać. Jest jak zrobić widelcem. Wieszak za przednie koło, cały ciężar roweru z wyposażeniem idzie przez widelec i rurę sterową. Siła będzie właśnie działać w stronę próby wyłamania do przodu. Tyle, że trzeba by się uwiesić na rowerze i nadal nie powinno do takiego uszkodzenia dojść. Nierówne hamowanie będzie powodować szarpanie widelcem przód tył. Może dojść do zmęczenia materiału. Jakiś śmieć, zadzior piłujący rurę. Zaglądałeś do środka widelca czy od wewnętrznej też coś widać, czuć?
  23. Strach się bać jak się znajduje takie uszkodzenia. Kiedyś na starym rowerze zastanawiałem się co mi tak skrzypi. Jak w końcu popatrzyłem i zobaczyłem, że obie rurki przy główce pękły, to dalej już nie jechałem i wzywałem "wóz serwisowy". Skąd masz tak dokładną suwmiarkę, że w nanometrach mierzy? Nm - niutonometry, nie nm - nanometry. I nie NM bo to mile morskie. Rozmiar ma znaczenie
  24. No to jeszcze raz poczytaj co dałem. Nie ważne ile czasu freon krąży w dolnych warstwach, bo rozkłada się dopiero po dotarciu do stratosfery, czyli tam gdzie uwolniony chlor zacznie reagować z ozonem. Także nie ważne jak szybko chlor jest uwalniany z freonów, bo to się dzieje dopiero tam gdzie już będzie reagować z ozonem. Niedostatecznie, żeby nie był zupełnie problemem. Tak jak pisałem, w sprzyjających warunkach może wrócić do cyklu niszczenia ozonu. Im większe stężenie w stratosferze, tym większa szansa na uwolnienie chloru. Główny problem, to piszesz zbyt skrótowo, zbyt dalekimi skrótami myślowymi i trzeba się domyślać, wyciągać niemal siłą o co ci chodziło. Do tego zbyt często to brzmi jak ze źródeł naukowosceptycznych (mówiąc łagodnie ).
  25. I bardzo dobrze, bo to doskonale pokazuje, że same pamięci flash niewiele poszły do przodu. Jeszcze raz zapytam, co ci po tej różnicy 4-7GB/s, w q32 t24? Umiesz to przełożyć na wydajność w swoim zastosowaniu? Gdybyś bawił się w bazy danych, miałbyś ogromny wielowątkowy przemiał danych na dyskach, to taki test byłby dla ciebie istotny. W innych zastosowaniach to tylko cyferki syntetyka.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...
{literal} {/literal}