-
Postów
2 265 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
1
Treść opublikowana przez Vulc
-
Oj dałeś, kolega etatowo zajmuje się światopoglądowymi smutami wszędzie tam, gdzie da się je wcisnąć. Nie wiem czy na dłuższą metę nie lepiej jest ignorować posty typu tego powyższego z platformy X, bo robi się tylko średnio służący grze zamęt, ale wypada docenić to, że twórcy mają jasne priorytety.
-
No nie odbiega, ale nie mam zamiaru kruszyć o to kopii. Wątek Kerrigan faktycznie mógłby być lepszy, tutaj przesadzono z hero mode, ale jedynka z dodatkiem - bądźmy szczerzy - też nigdy pod tym względem aż tak nie błyszczała. O czym część ludzi już zdążyła zapomnieć.
-
Nic nie spłaszczono, dwójka pod tym względem nie odbiega od jedynki. Ma trochę inny klimat, tyle.
-
No cóż, nie mogę się chyba bardziej z tym nie zgodzić. Dwójka ma świetną atmosferę, bardzo dobrze napisaną kampanię i znacznie lepszy gameplay od jedynki. Jest zwyczajnie lepsza praktycznie pod każdym względem, może prócz muzyki i odgłosów jednostek. A w obu spędziłem grube setki godzin, od czasów SC/SC:BW śledząc koreańską scenę i później rozgrywki GSL w SC2.
-
No w tej cenie to się nie dziwię. Swoją drogą co to za promocja, nigdzie nie ma o niej żadnego info, albo słabo szukałem.
-
Kampania singlowa jest kapitalna, świetnie napisana, mocno angażująca. Jak na produkcję RTS, gdzie nie zawsze kładzie się na to nacisk. Wracam regularnie. Multi wiadomo, światowa czołówka. Czasami odpalam sobie jeszcze jakieś turnieje do żarcia, najlepiej z komentarzem "Tastosisa", legendarnego duetu komentatorów. Sam też się bawiłem trochę po sieci, będąc mocnym Goldem (na granicy Platinum), jeszcze za czasów Wings of Liberty.
-
Ależ ja się zgadzam, że mogłaby odnieść sukces. Czy sukces na poziomie GoW w nowym stylu, z popularnym widokiem tpp i semi otwartym światem? Wątpię. No, ale tego się już raczej nie dowiemy. Doceniam, że poświęciłeś czas na przybliżenie historii Sony z ostatnich lat, ale generalnie ją znam. A jak człowiek czegoś nie pamięta, jest chat, jest wiki. Ostatecznie nic to nie zmienia, Jim Ryan był przez kogoś mianowany, przed kimś odpowiadał, jego decyzje to były decyzje Sony. Odpowiedzialność zawsze idzie z góry. A u góry niezmiennie są Japończycy, którzy swoimi decyzjami personalnymi i organizacyjnymi, legitymizują wszelkie działania poszczególnych departamentów. Nawiązując jeszcze do mindsetu i wspomnianego VR, na punkcie którego masz jobla, ale który IMO żadnej rewolucji by nie zrobił, niezależnie od decyzji i ciśnienia z góry (i nie zapraszam do dyskusji, bo to już było wałkowane X razy :P), obecny CEO SIE Hideaki Nishino, to jeden z ojców PSVR2. Z resztą się zasadniczo zgadzamy, zmiana priorytetów jest widoczna od dawna, co wiąże się ze spadkiem jakości. Tyle, że finansowo Japończyków to na razie nie boli, w dużej mierze dzięki działaniom Microsoftu, który nie stanowi silnej, rynkowej konkurencji.
-
W końcu stałem się posiadaczem GT7. Po latach rozłąki z serią, wpadła nówka po taniości, żal było nie wziąć. Pierwsze kilka H całkiem przyjemne. Robię głównie licencje, uwielbiam ten element. Szkoda, że jest ich tak mało. Oprawa w porządku, fizyka jak zwykle daleko za konkurencją. Na szczęście wyścigi samochodów nigdy mnie specjalnie nie kręciły (Wipeout boy here), więc jakoś to przeboleję. AI wydaje się mocno drętwe, mało w nim życia, jakiejś walki na torze. Brak kwalifikacji przed wyścigiem to kolejny minus. Wygląda na to, że grindu nadal sporo, ceny samochodów dość zaporowe. Pytanie, w grze są wyścigi długodystansowe, takie po 50-60 okrążeń? Mega dobrze się robiło takie zawody w GT1/2 za sterami Mitsubishi GTO LM Edition.
-
Stara zasada działa, "jakość się zawsze obroni". I choć jakość poszczególnych gier z powyższej listy może być sprawą indywidualną, to są generalnie produkcje przyjęte bardzo ciepło, gdzie nikt się nie bawił w eksperymenty (było trochę kontrowersji z S2 czy GT7, ale nic specjalnie ciężkiego). Jest więc kasa do zgarnięcia i nie trzeba się tutaj specjalnie wysilać. Co i tak przerasta niektórych devów i wydawców.
-
Kasa jest wyznacznikiem, nic innego. Jeśli ludzie nie wiedzieli co dostaną w wersji z 2018, z pewnością wiedzieli co dostaną w Ragnaroku, który wygenerował przychód w okolicach miliarda dolarów, kosztując 4 razy mniej. Więc tego dokładnie ludzie chcieli, nie wiem co jest tutaj skomplikowanego. I nie, w formule 1-3 raczej na pewno by się tak dobrze IMO nie sprzedał. Czepiasz się słówek, choć wiesz co miałem na myśli. Będąc jednak precyzyjnym, kontekst cytowanej wypowiedzi dotyczył wydawania nowej konsoli, o czym decyduje Sony Interactive Entertainment, którego CEO jest Hideaki Nishino. Japończyk. SIE w całości należy do Sony Group Corporation. Japończyków. To, że główna siedziba znajduje się w Kalifornii, nie ma nic do rzeczy. Zgadzamy się za to w tym, że zmiany na tym stanowisku niekoniecznie zmienią coś w polityce wydawniczej firmy, ale jak wyżej - dominując na rynku, niespecjalnie muszą się na razie tym martwić.
-
Jak PS5 nadal się będzie sprzedawać, a Xbox pozostanie tam gdzie jest, czyli w dupie, to zasadniczo niewiele muszą robić. Na powrót gier ze "starych, dobrych czasów", nie ma co liczyć. Pozostała garstka developerów, którzy pamiętają jak się robi takie gry, priorytety są obecnie inne. Podobnie jak oczekiwania graczy. Wystarczy spojrzeć w jakim kierunku poszedł GoW i jak się sprzedał. Jak nie będzie solidnej konkurencji, to Japończycy nie będą się specjalnie spinać.
-
Tak, tak, o tym mówiłem, po prostu wjechał skrót myślowy. Wynik pisania na szybko z telefonu. Nic to więc nie zmienia w powyższej wypowiedzi. Nie widzę za bardzo żadnej drogi dla Microsoftu obecnie, prócz tego którą podążają - pakowanie kasy w GPU i rozszerzanie dostępności o nowe platformy.
-
Zgadza się, ale koledze wyżej właśnie chyba o to chodziło (albo ja dokonałem dużego skrótu myślowego) - o udział w produkcji tego serialu, a wcześniej prace przy House of Dragons, kiedy Wichrów Zimy nadal nie widać na horyzoncie. Zresztą Martin nie raz w wywiadach wspomniał, że ma problemy z priorytetami, cały czas odciągają go inne projekty. Ostatnio stanęło na tym, że nie wyda kolejnych przygód Dunka i Jaja, dopóki nie skończy Wichrów, ale ciężko stwierdzić czy sam w to wierzy.
-
Tak, tylko że oni za 2025 mieli straty na poziomie bodajże 25% względem poprzedniego roku, jeśli chodzi o sprzedaż hardware'u. Tutaj nie ma już za bardzo z czego ucinać. Zależnie od źródła danych, PS5 w grudniu 2025 sprzedało się w 1.3m egzemplarzy, gdzie Xboksy nie przekroczyły 100k. To jest przepaść, która sprawia, że puszczanie tej konsoli z jeszcze większą stratą, byłoby czystą desperacją. Nie ma gwarancji, że ludzie zostaliby w tej sposób zachęceni do kupna konsoli z powodu GP, który ostatnio swoją drogą wyraźnie podrożał. No, ale to tylko luźne teorie, jak zauważyłeś. Może w tym szaleństwie jest metoda? Rynek potrzebuje mocnego gracza do kontrowania Sony, ale obecnie Xbox jest w tak gównianej sytuacji, że nie wiem czy będzie w stanie się tego podjąć.
-
Na szczęście odcinanie kuponów idzie mu całkiem nieźle, bo książka jest świetna i wcale bym się nie obraził, dostając jej kontynuację. Szybciej byłby w stanie napisać to niż dokończyć Sagę. W to ostatnie już chyba mało kto wierzy.
-
Na chwilę obecną zieloni mają za słabą pozycję, żeby ryzykować takimi zagraniami. Nikt ich konsol już nie chce kupować, kto chciał - już ma. A te exy ciężko jest nazwać "tłustymi". Mi na ich dźwięk nawet brew nie drgnęła. Nie po to Microsoft przez lata budował bazę klientów na PC, później poszerzając ją nawet o największego konkurenta, żeby teraz bawić się w tytuły na wyłączność. Jedyne co mnie interesuje, to kierunek jaki amerykańska korporacja chce obrać. Rok 2025, mimo wszystko, nie był zły dla dywizji gejmingowej. Sprzedaż hardware'u mocno spadła, ale zoffsetował to Game Pass w dużej mierze. Na razie więc się bronią i wszystkie te krzykliwe artykuły o upadku, można na razie włożyć między bajki. To jednak nie będzie trwało wiecznie.
-
Oj tak, tylko napisy. Nie oglądam niczego z lektorem, tym bardziej z dubbingiem. W pełni się więc zgadza... a nie, czekaj. 😆
-
Co do cytowania, wiem o tym, ale dzięki za tip. Naleciałości z pracy, gdzie swego czasu sporo się pracowało z tekstem i moja metoda nie jest dla mnie w żaden spoosób niewygodna.
-
U mnie takie seriale nazywają się "do gotowania". Jednym okiem zerkasz na serial, drugim na deskę z warzywami, żeby sobie palca nie upierd... Takich angażujących, do których się siada na spokojnie z herbatą i zagrychą, jest ostatnio jak na lekarstwo. Pozostaje oglądać serie sprzed lat.
-
Muszę się zgodzić, bardzo słaby serial, z absolutnie komiczną końcówką. Oglądałem "na doczepkę", bo moja chciała już do końca dotrwać, choć też już szło opornie. Nic się tutaj nie klei - ani aktorstwo, ani intryga, ani pacing. No, to możliwe, że się rozstaniemy już po pierwszym. Mam ostatnio problem wytrwać przy jakimkolwiek serialu dłużej niż kilka odcinków. Obecnie na tapecie Teheran, bo wisiał długo na liście "do obejrzenia", a teraz o tym regionie głośno, więc może kilka odcinków wpadnie. Po trzech jest tak sobie, ale lepiej niż w przypadku Nocnego Manadżera, gdzie też mamy wątki szpiegowskie, które szczególnie lubię.
-
Czy ja wiem, patos zawsze jest w takich produkcjach, nawet w tych lżejszych (jak Thor: Ragnarok), ale jest też trochę luźniejszego humoru. Dla mnie to i tak bez znaczenia, film niewiele mnie interesuje, więc może kiedyś, w streamingu, właśnie "do kotleta".
-
Masz zasadniczo rację, ale czy ktoś realnie spodziewał się czegoś innego w przypadku ekranizacji He-Mana? To musiało tak się skończyć.
-
Co mnie bardzo dziwi i bez podtekstu ani żadnych negatywnych intencji zapytam: Grałeś w PoPy w pierwszej połowie lat 90tych? Grałem we wszystkie "większe" PoPy jakie wyszły. Najczęściej niedaleko po ich premierze prócz pierwszej odsłony z 1989 roku, którą ograłem jakiś rok przed premierą Shadow and the Flame. Zaliczyłem nawet takie abominacje jak Prince of Persia 3D, choć wolałbym o tym zapomnieć. Po prostu jestem dużo bardziej elastyczny pod tym względem. Jak wychodził Warrior Within, mnóstwo ortodoksyjnych fanów też jęczało, że nowy image Księcia nie pasuje do serii, że hard-rockowo/metalowe brzmienie stworzone przez Chatwooda, w połączeniu z kawałkami od Godsmacka podczasa Dahaka chase, to jakieś nieporozumienie. Później, w 2008, wyszedł kolejny reboot z oprawą w stylu cel-shaded i jaka była reakcja części fanów? "Taka oprawa nie pasuje do serii", "po co oni to zrobili". Gra jest świetna swoją drogą, choć zdecydowanie zbyt łatwa. Nie ma możliwości, żeby dogodzić wszystkim (a już marne szanse, żeby dogodzić Tobie najwyraźniej :P). The Lost Crown został zrobiony pod obecne trendy i to jest fakt. Taki sam fakt, jak to że całkiem dobrze im to wyszło. Zwłaszcza w kontekście tego co ostatnio wydaje Ubi, gdzie ze świecą szukać wartościowych produkcji. Co do biznesowej strony - stylistyka jest pod pryszczatych. Co oni wiedzą o PoPie? Było dać tytuł Dragon Prince, Prince of Asia, Prince of Ninja czy cokolwiek - i nie obniżyłoby to moim zdaniem zysków ze sprzedaży. Natomiast nie przylepiłoby serii uśmiercającej łatki "to gierka w stylistyce anime", z czego teraz już nie będzie powrotu, bo zawiedliby fanów, którzy zaczęli przygodę z Księciuniem dopiero od właśnie tej odsłony i będą potem marudzić, jak im zniknie styl anime. Mocno przesadzasz. To nie jest aż tak duża gra, żeby ten styl była w stanie na lata zakorzenić. Ponownie używasz zwrotów o "wadze" nieadekwatnej do sytuacji, pisząc o "uśmiercaniu". Naprawdę w to wierzysz, w czasach gdy gracze mają pamięć złotej rybki i potrafią zapomnieć co developer/wydawca obiecywali rok-dwa lata temu? I nie, nazywanie tego inaczej - z marketingowego punktu widzenia - byłoby zwyczajnym strzałem w stopę. Akurat Prince of Persia to marka dość rozpoznawalna, która wyraźnie zakorzeniła się w gejmingowej kulturze. Dzięki za dyskusję bez wyzwisk i w normalnym tonie, bez obrażania. Może obaj się damy radę czegoś z niej nauczyć, choćbyśmy się nie dali rady przekonać bardziej niż 1%. Zawsze coś. I wzajemnie.
-
Korzystniej było przedstawić głównego bohatera w taki sposób, bo bardziej pasował do przygodowego charakteru gry. I nikt się nie przejmował historyczną dokładnością. To oczywiście jeden z powodów, inny wymieniłeś Ty, choć tutaj też można było to rozwiązać inaczej.
-
Nie jestem uczulony, więc widocznie to problem głównie po Twojej stronie, nie innych. A samo uniwersum jest na tyle elastyczne, że można sobie pozwolić na drobne odstępstwa od typa z turbanem na głowie. Przypomnę tylko jak wyglądał pierwszy, oryginalny Książę - był jasnoskórym blondasem. Bo marketing. Spoko. Nadal nie uzasadnia to w moich oczach tych niezdrowych emocji, bo kontrowersji tutaj tyle co kot napłakał. Nawet sam twórca serii jej nie widzi, no ale wiadomo - PR, nie chciał być niemiły dla kolegów. Przecież niemożliwym jest, że jest bardziej "open-minded" od Ciebie lub - o zgrozo - się z Tobą nie zgadza. Oczywiście, że The Lost Crown nie ma nic wspólnego z SoT. Problem w tym, że nikt tego nie obiecywał, od początku było wiadomo, że dostaniemy wariację na ten temat, a nie jakiś pełnoprawny sequel lub remake. Do kogo więc dokładnie masz pretensje? Nie jestem w tej dyskusji Twoim wrogiem, sam oddałbym bardzo dużo, aby zobaczyć coś tak fantastycznego jak trylogia Piasków. Na tyle zdesperowanym, że nawet porządny remaster przyjąłbym z otwartymi ramionami. A mimo to kompletnie nie czuję potrzeby robienia gównoburzy z tak trywialnej rzeczy jak kolejna iteracja w ramach dużej serii, która niekoniecznie trafia w moje gusta. Mocno naciągana argumentacja. Jak znajdę 2x tyle recenzji, których autorzy nie chwalą się swoim zamiłowaniem do mangi i anime, to znaczy że ja mam rację, a Ty się mylisz? Sam chyba widzisz, że to ślepy zaułek.
