Czytam w ciszy kolejne strony i trochę się dziwię tej waleczce.
1. Myślę, że nikt nie ma tutaj problemu z faktem, że obecnie "pieszy ma pierwszeństwo" (czy to mądre, czy głupie pozostawię na później).
Jednak to, kto ma pierwszeństwo nie jest tu clue "problemu", tylko to, jak to pierwszeństwo jest "realizowane".
To, że ktoś ma pierszeństwo NADAL (i "od 100 lat obowiązywania" prawa ruchu drogowego) nie zwalnia go od uwagi przy realizacji tego pierszeństwa.
Od dziecka uczono nas - "patrz w lewo, patrz w prawo, znowu w lewo - i gdy można (!) - idź".
I to się IMO nie zmieniło! Zmieniło się to, kto ma pierwszeństwo.
Kiedyś kierowcy jechali sznurem, a biedny pieszy warował kwadrans na przejściu, aż któryś kierowca "się zlitował" i łaskawie przepuścił pieszego.
Dziś - po zmianach - to pieszy ma pierwszeństwo (koniec pieśni), ale... CAŁA MECHANIKA bezpiecznego przejścia się nie zmieniła.
NADAL (!) zbliżając się do przejścia (tak, ma pierwszeństwo), pieszy podchodzi do przejścia, a ja podjeżdżam pod przejście.
On zwalnia lub się zatrzymuje - SPRAWDZA czy może bezpiecznie przejść (a nie wtargnać! na jezdnię), ja się zatrzymuję, uśmiecham, wskazuję ręką - "zapraszam".
Wszyscy zadowoleni i bezpieczni. Nic się nie zmieniło. Jedynie to, kto ma pierwszeństwo. Ale nie "mechanika bezpieczeństwa".
Obecne prawo pierwszeństwa pieszego "zapchało im gównem łby" i po prostu wpierd... się na pełnej nie bacząc na nic.
Na to, czy ich widać (pora dnia, oświetlenie lub ubiór), na to czy mogą (choć sadzi debil 70km po osiedlu), czy jest bezpiecznie (!?!).
Przecież mnie, jako kierowcę może spodkać wiele nieplanowanych sytuacji.
Zawał, udar, wylew, "uśnięcie przed kółkiem", awaria fury, warunki pogodowe - deszcz lub gołoledź lub zwykła nieuwaga (grzebie ktoś przy radiu albo fonie).
ŻADEN przepis nie załatwi tematu (czyli jest bezpiecznie), jeżeli nie jest w połączeniu z uwagą! OBU STRON!
Obecie tej uwagi (co jest skrajnie nielogiczne!) oczekuje się od tego bardziej zawodnego, i który musi "wykonać więcej", żeby się udało.
Pieszy, wystarczy, że zwolni kroku (i jest bezpiecznie). Kierman musi zatrzymać 1,5t, 3t, 15t! złomu, żeby było bezpiecznie.
To z założenia jest "głupie", bo wnosi "zbyteczny" element ryzyka.
Dlatego - w moim przekonaniu - bezwzględne pierwszeństwo pieszego "w obecnej formie" jest IMO debline.
Ja, jako kierowca, jadąc główną i na zielonym, i TAK mam z tyłu głowy ewentualny błąd innego kierowcy (!), i gdy widzę z podporządkowanej sadzącego na mnie TIRa, depczę po hamulach do podłogi i nie wpierd... się na pełnej, tylko dlatego, że MAM PIERWSZEŃSTWO! MAM! Ale w tej awaryjnej sytuacji z niego nie korzystam, bo (myślę) wolę żyć, niż mieć rację drogową.
2. LOGIKA. Rozumiem, że ten przepis "pierwszeństwa pieszego" miał za cel ułatwienie pieszym funkcjonownie w dzisiejszych wariackich czasach zawalenia świata samochodami. To się zmieniło faktycznie. Aut jest kilka razy więcej, niż 20 lat temu. Przejście przez przejście w większym mieście graniczy z cudem (a pieszy skazany był na "łaskę" kiermana - czsami mógł się na przejściu zestarzeć). Spoko.
Ale na miłość Boską (!), wylewa się dziecko z kąpielą, stosując ten przepis WSZĘDZIE (!) włącznie z maciupeńkimi uliczkami osiedlowymi, gdzie jedzie jedno auto na 5 minut i gdzie ten pieszy naprawdę bez ryzyka, szkody i straty czasu - mógłby po prostu przepuścić
(jak to było całe lata) jadące auto. TERAZ I OBECNIE powoduje to większe ryzyko i więcej zadymy, gdy to AUTO musi się zatrzymać. Pomijam już fakt, jak bardzo zmieniły się same ulice, przejazdy, itd. Na moim osiedlu - mierzyłem "licznikem fury" na dróżkach osiedlowych przejście dla pieszych jest co 40m !, do tego jeszcze poprzecinane hopkami. I pomimo tego wszystkiego, na osiedlach ludzi I TAK potrzefią leźć pomiędzy tymi przejściami na szagę! Bo mu łatiwej. Przy odrobinie pecha muszę się zatrzymać i 10x zanim wyjadę na "główną" (zamiast pieszy jedynie ZWOLNIĆ na 1 sekundę - bez straty niczego). Jednak nie. Choćbym jechał sam (co jest częste na osiedlówkach), pieszy nie zwolni, nie stanie, nie sprawdzi czy może = po prostu WPI...dla się przede mnie. To nie jest ani "mądry", ani bezpieczny przepis.
3. LOGIKA v. 2.0.
Dawno temu przed dinozaurami (1989), gdy robiłem prawko, przepisy byly właśnie konstruowane "logicznie" - że nawet, gdy ktos nie miał prawka (lub był baranam, co się prześliznął) - potrafił wybrnąć z dziwnych / trudnych sytuacji. Mianowiecie (a nie wiem, jak jest dziś). W sytuacjach "ryzykownych", przewężaniach, objazdach, jeździe z góry / pod górę pierwszeństwo miał ZAWSZE CIĘŻSZY (!). Jemu trudniej zapanowac nad maszyną, on zrobi więcej szkody, gdy zawiedza sprzęt, kierowca, sytuacja dorgowa. Tak było. CIĘŻSZY miał pierwszeństwo - dla bezpieczeństwa wszystkich. Dlaczego tej logiki nie ma przepisie o pierwszeńswie pieszego?
PS. Uważam, że raz na... 5 lat (?) - od dnia zrobienia kursu - powinny być obowiązkowe "dokształcania" z RD dla każdego kierowcy (!). Kilka godzin (jeden dzień).
Sam np. nie ogarniam, ile przepisów się zmieniło (widzę je tylko z afer TV i myślę, hmm... "za moich czasów działało to inaczej").
PS2. Tak wiem, niebawem wejdzie obowiązek psychotechnicznych dla dziadów przekraczających próg wiekowy = super = jestem za.
4. MENTALNOŚĆ.
I dochodzi jeszcze jeden aspekt "czasów", który zmienił się ogromnie na przestrzeni ostatnich (powiedzmy) 20 lat. MENTALNOŚĆ = ROSZCZENIOWOŚĆ. Kiedyś fakt, że coś można, że ma się przywilej itd. było "miłym" dodatkiem do życia. Dziś jest niezbywalnym prawem, za które tępa karyna w dresiku oczy pazurami wydrapie ochroniarzowi w żabce, strażakowi, policjantowi, te powszechne wyciąganie fonów / nagrywanie, żadanie podania przepisu, itd. To też po części powoduje, że jeżeli mi coś wolno - TO WARA OD TEGO (!) MOJE PRAWO - będę korzystać. Choćby mnie miał ktoś na przejściu rozjechać, to i tak na nie wlezę, BO MI WOLNO.