Skocz do zawartości

Matrycowe reflektory adaptacyjne (np. Matrix LED, IQ.Light) - testy, opinie i doświadczenia


Co sądzisz o adaptacyjnych i matrycowych reflektorach LED?  

13 użytkowników zagłosowało

  1. 1. Dobrałbyś/-ałbyś adaptacyjne i matrycowe reflektory do swojego następnego samochodu?

    • Zdecydowanie tak!
      10
    • Warte rozważenia, przemyślę
      1
    • Nie widzę sensu takich reflektorów
      2
    • Samodzielnie przełączam lepiej
      0


Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano
7 minut temu, Katystopej napisał(a):

Co ma adaptacyjny led do wysokości, na jakiej się znajduje? Wali po lusterkach lub oczach tak samo jak nieadaptacyjny. Adaptacja to tylko wycinanie wiązki świateł drogowych, mijania nie mają tego. Upierasz się przy swojej narracji pomimo że wszyscy piszą, że jest zupełnie inaczej.

upierasz się przy swojej narracji, pomimo że przeczy ona logice i stanowi faktycznemu.

Jeśli kogoś rażą światła LED-owe, bo np. mówi o sytuacjach gdy mija wyższe auta (np. SUV-y), a sam jeździ niskim, to nie ma to żadnego związku z adaptacyjnymi reflektorami

Jeśli kogoś rażą światła LED-owe krótkie, które są źle ustawione, to nie ma to żadnego związku z adaptacyjnymi reflektorami

Jeśli "adaptacja to tylko wycinanie wiązki świateł drogowych, mijania nie mają nic do tego", to znaczy że ja nie zastosowałem żadnej narracji w kwestii świateł krótkich - artykuł i ten temat jest o światłach adaptacyjnych, które dotyczą wyłącznie świateł długich.

Opublikowano
1 godzinę temu, galakty napisał(a):

To ja mam tylko wsteczne przyciemniane i kurde jak to dobrze działa! Nie wiedziałem że boczne też robią.

W Audi A4 B5 już były boczne lusterka fotochromatyczne. Takie jak to poniżej, wyróżniało się grubą ramką dookoła lusterka.

image.thumb.png.44046ee0eef4a95cb9e43334fa1c3a56.png

 

13 godzin temu, baQus napisał(a):

Nie miałem doświadczenia z matrixami, ale czy one nie mają czujników na wahaczach, jak ksenony?

Tylko manualna regulacja?

Zależy od producenta. Raczej w tanich markach, typu Toyota Corolla nie ma samopoziomu. W Lexusach już jest.

Opublikowano
12 minut temu, trepek napisał(a):

W Audi A4 B5 już były boczne lusterka fotochromatyczne. Takie jak to poniżej, wyróżniało się grubą ramką dookoła lusterka.

Zależy od producenta. Raczej w tanich markach, typu Toyota Corolla nie ma samopoziomu. W Lexusach już jest.

To na zdjęciu już nie podziała - wylane :) 

Miałem w E61 fotochromatyczne lustra, bardzo "chodliwy" dodatek jako że nowe lustro kosztuje ~2kPLN, a większość używek na olx/allegro jest właśnie żółta = wylana.

 

Ciekawe, że samopoziom do ksenonów był od któregoś roku (ok. 1998) wymagany homologacją, a w led - nie.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio przeglądający   1 użytkownik

  • Popularne tematy

  • Najnowsze posty

    • Właśnie nie, dzięki takim ludziom o odmiennych poglądach i broniącym swojego zdania wbrew wszystkim, takie fora jeszcze żyją.
    • dla 10latka oled? to jak juz to tylko woled ze wzgl na wytrzymalosc, a tez dziecko nie bedzie rozumiec tego ze taki sprzet sie szanuje i trzeba mu dawac sie odswiezac. Watpie by odchodzac od biurka wylaczal go albo minimalizowal wszystkie statyczne obrazy. Roblox i pasek czy inne na pewno beda nonstop wlaczane na jakiejs wysokiej jasnosci - uniwersalniejszy bylby tutaj dobrej jakosci IPS - nawet bez HDR bo kid i tak nie wie jak tego uzywac. Kwestia do autora ile cali by chcial? 27 2k czy moze 32 2k? Chyba 27 2k    
    • Ale złożenie tanio na używkach ma ten problem ze dziś kupisz tanio Intela a jutro będzie tanio AMD "bo okazuja".  Na czymś takim nie da się bazować. Bana obu i problem z głowy 😎
    • @Dimazz @huudyy Nie ma planów przywrócenia dawnej służby zasadniczej. Natomiast wojsko domaga się wprowadzenia jakiejś formy poważnych szkoleń wojskowych, by uzuepłniać "starą" rezerwę. Póki co sa różne programy ok 1 miesięczne, jak "wakacje z wojskiem". Ale tu sami wojskowi mówią ze to za krótkie szkolenie i efektem są takie nasze rezerwowe "mobilki" a nie pełnowartościowi żołnierze.   Mówi się że optymalnie byłoby wprowadzić 3-4 miesięczne szkolenie.   Dla gospodarki, nawet gdy bezrobocie było niższe, nie byłby to żaden problem. Mowa o 30 może maksymalnie 50 tysiącach ludzi równocześnie. A przy obecnym bezrobociu byłoby to już zupelnie niezauważlane. A wiele wskazuje że jeszcze sporo ludzi straci prace w najbliższych kilku latach.   W razie ogłoszenia stanu wojennego, np gdyby zaczęły się walki na terenie państw bałtyckich(mimo że tam poślemy tylko zawodowych, przynajmniej początkowo), od razu będzie mobilizacja 200 a może i 300 tys rezerwistów i gospodarka będzie musiała sobie poradzić.     Problem z dłuższymi szkoleniami jest taki, że są niepopularne dla sporej części elektoratu obecnej koalicji. Więc nie liczyłbym na nic więcej niż promowanie tych obecnie dostępnych dobrowolnych. Może wzrosną stawki. Może samo bezrobocie napędzi chętnych.    Na dziś MON/rząd chce mieć mozliwość natychmiastowego zwiększenia armii do 500 000 żołnierzy. W tym obecni zawodowi, WOT oraz czynna rezerwa przygotowana do błyskawicznej(kilkugodzinnej) mobilizacji. Taki jest nasz krajowy plan na wypadek wybuchu wojny.   Z pkt widzenia poparcia ma to sens, bo nie będzie żadnych przymusowych szkoleń w czasie pokoju. Tzn dla nie będących jeszcze w rezerwie. Więc nie obniży notować koalicji 15X ani wyniku wyborczego w 2027.   W razie wojny ta armia ma wystarczyć na pierwszy okres konfliktu. W tym czasie będzie uzupełniana resztą obecnych rezerwistów. Równocześnie ruszy mobilizacja i szkolenia nowych żołnierzy, po kwartale powinni zacząć wchodzić do służby w ilości nawet 20-30 tys miesięcznie.    Aczkolwiek to wszystko zadziała przy scenariuszu optymistycznym, zakłądającym maks 1000-1200 naszych strat dziennie na cały front. Licząc zabitych, ciężko rannych oraz średnio i lekko, którzy po pewnym czasie wróca do służby. Jest to możliwe przy założeniu że sojusznicy wyślą nam nie tylko broń i amunicję, ale także żołnierzy do walk na pierwszą linię. A to bardzo optymistyczne i raczej naiwne założenia. Bo przyjadą zawodowi, a tych zwyczajnie szkoda pchac do "maszynki do mięsa". Nawet nasza armia zakłada że rzuci tam zmobilziowane rezerwy a nie wyszkolonych zawodowych. Wątpie by inne armie NATO zdecydowały sie postąpic inaczej.
  • Aktywni użytkownicy

×
×
  • Dodaj nową pozycję...