Skocz do zawartości

Element Wojny

Użytkownik
  • Postów

    4 930
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    30

Treść opublikowana przez Element Wojny

  1. Trails Through Daybreak 2 ukończone, na koncie 49h. Mniej więcej dwa tygodnie temu skończyłem pierwsze Daybreak i z rozpędu od razu wskoczyłem w kolejną odsłonę. Wiedziałem, że druga część ma bardzo mieszane opinie, że sprzedażowo okazała się największym flopem w historii Falcomu i że wpłynęła na zmianę planów dotyczących następnej gry. Miałem tego świadomość, a mimo to i tak jestem zaskoczony skalą rozczarowania. Gra rozpoczyna się kilka tygodni po wydarzeniach z pierwszej części. Wraca Van, cała jego ekipa, a także postacie z poprzednich serii - szczególnie fajnie wypada duet znany z Reverie. Początkowo jest przyjemnie: znajome twarze, luźniejszy klimat, powrót do Calvardu. To wrażenie szybko jednak znika, gdy historia zaczyna nabierać tempa. Pierwsze dwa rozdziały to w zasadzie stos różnorodnych questów pobocznych - lepszych i gorszych - które nie mają większej wagi. To, co w Daybreak 1 stanowiło dodatek do głównej fabuły, tutaj staje się jej podstawą. Od trzeciego rozdziału jest jeszcze gorzej: gra serwuje nam własną wersję Dnia Świstaka. Nie wiem, ile razy łącznie - może 20, może 30 - oglądamy śmierć Vana lub jego towarzyszy w coraz bardziej absurdalnych i brutalnych wariantach, tylko po to, żeby czas został cofnięty. Potem wykonujemy wszystko ponownie, ale trochę inaczej, aby tym razem nie zginąć. I ten schemat ciągnie się przez kolejne 15–20 godzin. W rezultacie wydarzenia tracą jakąkolwiek wagę. Co z tego, że widzisz śmierć kompanów albo sam giniesz w dramatyczny sposób, skoro za chwilę wracasz do punktu wyjścia? Równolegle gra wielokrotnie korzysta z drugiej pętli: kolejna postać traci rozum, więc trzeba „przemówić jej do rozsądku” - najczęściej pięścią - i powtarzać ten sam schemat przez następne godziny. Po raz pierwszy w historii serii zacząłem przewijać dialogi. Jaki jest sens zagłębiać się w wydarzenia, skoro za moment czas się cofnie, a to, co właśnie się stało, przestanie mieć znaczenie? Główny antagonista to niestety kompletny żart. Trudno mi przypomnieć sobie równie beznadziejnie napisaną postać w całej serii Trails. Został postawiony w fabule, dostał historię wyciągniętą znikąd, rzuca kilka górnolotnych tekstów, ginie - i na tym w zasadzie kończy się jego rola. Przy tak dobrze napisanych antagonistach z pierwszego Daybreak, jak Melchior czy Dantès, wypada wręcz karykaturalnie. Zamiast wzmacniać historię Nadii i Swina, robi z niej tani teatrzyk. Do tego dochodzi Märchen Garten, czyli zestaw pięter przypominających korytarze z Trails into Reverie. W Reverie taki content miał jednak sens: poza przedmiotami, bronią i kostiumami oferował ukryte sceny, nagrania oraz fabularne zapowiedzi przyszłości - w tym elementy prowadzące do wydarzeń z Daybreak I. Był grind, ale istniała też realna nagroda. Tutaj? Szesnaście pięter, rosnący poziom trudności, coraz dłuższe walki i grind dla samego grindu. Na końcu dostajemy recykling bossa z Daybreak 1, kilka nic nieznaczących kwestii oraz krótką, dodatkową scenę po napisach, która wnosi niewiele. To tani, chamski i całkowicie zbędny przedłużacz. Nie oznacza to, że gra nie ma żadnych zalet. Niektóre wątki Vana wypadają dobrze, a relacje z częścią kompanów faktycznie się rozwijają. Jest też sporo drobnych, emocjonalnych, typowo trailsowych momentów, które potrafią wywołać uśmiech. Pojawiają się postacie z poprzednich odsłon, choć uczciwie trzeba przyznać, że połowa ich powrotów nie ma większego znaczenia fabularnego - wracają głównie po to, aby zakomunikować: „hej, nadal żyję”. Było również kilka naprawdę dobrych questów pobocznych, może trzy lub cztery, które zapadły mi w pamięć. Godne odnotowania było świetnie pokazane backstory Renne. Najlepszym podsumowaniem całej gry jest jednak dialog z finału, w którym pada stwierdzenie, że wydarzenia tej części były jedynie incydentem, a zagrożenie zapoczątkowane w Daybreak 1 nadal istnieje. To niemal otwarte przyznanie, że główna fabuła w tej odsłonie nie ruszyła praktycznie ani o krok. Dostaliśmy jeden wielki filler - monstrualny quest poboczny rozciągnięty do rozmiaru osobnej gry. Po naprawdę dobrym Trails Through Daybreak 1 jestem potężnie rozczarowany. Pierwszą część oceniam fabularnie na solidne 8/10 - odjąłem pół punktu za fatalnie pocięty dubbing, choć w sequelu pod tym względem jest nieco lepiej. Daybreak 2, nawet przy moim ogromnym sentymencie do serii, nie zasługuje na więcej niż 5,5/10. To najgorsza odsłona serii Trails, w jaką dotąd grałem.
  2. Miłość fanów do ich ulubionych gier nie zna granic. Kilka dni temu wyszedł mod do Nier Replicant 1.22, nad którym jeden człowiek pracował kilka lat - oto lista zmian: Postać i model Nowy bohater: Brat z wersji 1.22 został usunięty, grasz jako Ojciec z oryginalnego Gestalta (Father Nier). Lepszy wygląd: Odświeżony model z 2010 roku z nowoczesnymi teksturami i naprawionymi błędami wizualnymi. Twarz bez maski: W Akcie I Ojciec nie nosi maski i ma odtworzone detale twarzy (oczy, rzęsy). Pełna mimika: Postać rusza twarzą i pokazuje emocje w grze oraz na filmach. Stroje DLC: Kostiumy Kabuki i Samurai dopasowano do ciała Ojca. Cutscenki: postać Ojca zastępuje Brata we WSZYSTKICH cutscenkach w grze. Dubbing i dźwięk Oryginalny głos: Przywrócono angielski dubbing Ojca z 2010 roku i zremasterowano go. Korekta dialogów: Weiss nie mówi już do bohatera „chłopcze” (Lad). Nowe misje: W nowych zadaniach (np. Syrena) brakujące kwestie Ojca zastąpiono pomrukami lub ciszą. Napisy i teksty Relacja rodzinna: Teksty i dziennik zadań zmieniono na relację Ojciec – Córka. Wprowadzone poprawki związane z lore gry. Kwestie techniczne Czar Dark Phantasm: Klon magii używa nowego, ładniejszego modelu Ojca. Ustawienie broni: Miecze prawidłowo leżą na plecach i nie „lewitują”. Poprawki graficzne: Naprawiono cienie na włosach i zlikwidowano zgarbioną postawę bohatera. Steam: Mod zmienia okładkę gry w Twojej bibliotece Steam.
  3. Przy takim kurestwie cenowym, jakie zastosowano w przypadku tego tytułu, na bank zostanie złamana na premierę, nawet jeśli dorzucą do niej denuvo na ostatnią chwilę.
  4. 10 godzin... w niektórych grach tyle to ja prolog robię.
  5. Fajne to DLC, takie nie za długie.
  6. W bardzo dużym skrócie: masz 3 główne historie - Dimitri to najbardziej osobista i emocjonalna ścieżka, Edelgard to najbardziej ideologiczna i ukazująca wszystkie strony/aspekty konfliktu a także pozwalająca dokonać ogromnych zwrotów fabularnych które niosą ogromne konsekwencje i kompletnie zmieniają dalszy obraz gry, zaś Claude to ścieżka najbardziej „o świecie” i wszelkich jego tajemnicach. Każda zaczyna się wspólnym szkolnym prologiem, ale potem zupełnie inaczej rozkłada akcenty. Ścieżki Dimitriego i Edelgard w zupełności wystarczą, z tym że w ścieżce Edelgard gra poinformuje Cię w odpowiednim momencie, że wybór którego za chwilę dokonasz, będzie miał ogromne konsekwencje dla Ciebie i całego świata gry. Ścieżka Claude'a była ok, dowiedziałem się kilku ciekawych rzeczy, poznałem kilka fajnych osób i było kilka fajnych momentów WOW, ale nie uważam jej za wymaganą dla zrozumienia całej historii.
  7. Osobiste preferencje. Ja preferuję w doku. Jedna z rzeczy która cholernie mi się podobała w tej grze, to że chyba cala warstwa fabularna i klasztorna, także poza cutscenkami, jest w pełni udżwiękowiona. To rzadkość w tego typu grach. Gra jest naprawdę fajna, poświęciłem jej naprawdę łącznie z 300h, bo zrobiłem wszystkie 3,5 ścieżki fabularne (jedna ma mocne rozgałęzienie fabularne, a podjęta decyzja kompletnie zmienia drugą połowę gry). Dlatego jeśli planujesz tylko 1 podejście - Dimitri, zdecydowanie. Jeśli gra po zakończeniu jego fabuły spodoba Ci się, i będziesz chciał pełnego zrozumienia jego wątku i ogólnie całej historii tutaj opowiedzianej, zalecam drugie podejście i wybranie Edelgard.
  8. Mógłbym Ci powiedzieć dlaczego Byleth jest jaki/jaka jest, ale to byłby ogromny spojler fabularny. Z czasem dowiesz się, z czego to wynika.
  9. Ja brałem normal. I naprawdę, z czystego serca radzę, na pierwszy run weź Dimitriego - z dwóch powodów - 1) jego historia jego topowa 2) pozostałe dwie ścieżki dla lepszego zrozumienia całej historii wymagają, żebyś wiedział i rozumiał o co chodziło w jego wątku. Pamiętaj też, że możesz rekrutować członków innych domów, trochę to zajmie ale warto.
  10. Dla większości abstrakcja, dla mnie normalka, nic mnie bardziej nie trzyma w grze od dobrej fabuły. Też nie sądzę, by FW dobiło do tego poziomu - wstępne "impressions" po 30h, które już wskoczyły na neta, też na to wskazują - piszą że jest dobrze, ale jednocześnie przyznają że to nie jest poziom TH.
  11. Będzie grane. I to co najmniej na 2 razy, uwielbiam gry gdzie widać konsekwencje swoich wyborów.
  12. TES VI: The Land of Lost Virginity. TES VI: The Kingdom of Questionable Innocence. TES VI: The Empire of Forbidden Temptations. TES VI: The Island of Regrettable Text Messages. TES VI: The Secret of Clothes on the Floor. TES VI: The Republic of After-Hours Positions. TES VI: The Province of Broken Bedframes.
  13. Crimson jak widać już wypadł z łask. W listopadzie to będzie już co najwyżej "niezła gra". O Jezu jakieś problemy z romansem!
  14. No spoko. Do mnie na ten moment Fortune's Weave przemawia znacznie mniej niż TH bo S-bonding nie został potwierdzony ani podczas Direct ani nie ma standardowego opisu ratingu na pudełku, co jest szeroko dyskutowane na forach, bo S-bonding w TH był naprawdę fajnie zrobiony. Amator Yakuzy 0-6 zrobiłem jednym ciągiem, podobnie jak Trailsy 1-5 Dobrymi grami ciężko się znudzić.
  15. Przeglądałem recenzje XC2 Switch 2 edition - tutaj Monolith się naprawdę postarało. Oryginalne XC2 miało kolosalne problemy z utrzymaniem 30 fps, bardzo często były spadki do 22 fps w otwartym terenie. Do tego mechanika związana z Blade'ami było mocno skomplikowana, i trzeba było bardzo często żonglować składem, tylko po to by móc np. otworzyć drzwi, skrzynię albo coś uruchomić. W tej edycji gra dostała nowe życie. Przez większość czasu gra trzyma 60 fps, spadki są naprawdę rzadkie (co jest problemem w XC1 Switch 2, tam spadki są dość regularne); grafika w porównaniu do tego co było kiedyś żyleta, a mechanika Blade'ów została bardzo poprawiona, od teraz wystarczy że masz Blade'a z daną umiejętnością w swoim portfolio, i jego zdolność automatycznie się uruchamia w tle, bez ciągłego żonglowania postaciami. Nowa Blade - Momo - dostała swoje własne questy, a aktorzy głosowi oryginalnych postaci (oprócz dwóch, którzy nie byli dostępni i zostali zastąpieni innymi, podobnie brzmiącymi) wrócili, by dograć dialogi pod questy i bantery z Momo. Do tego są nowe stroje dla dwóch głównych pań, a także nowy tryb walki, zmieniono menu, ułatwiono wyszukiwanie opcje, a wczytywanie opcji jest trzykrotnie szybsze niż w oryginale. Wersja cyfrowa jest już dostępna, ale bodajże w listopadzie wychodzi pudełko i wtedy chyba ją kupię do kolekcji.
  16. No spoko, ale śpieszy Ci się gdzieś? Fortune's Weave nie ma daty przydatności, po której stanie się niestrawna. Tak jak pisałem, Three Houses to świetna gra, a FW ma z nią powiązanie/powiązania fabularne. Ograj Dimitriego i Edelgard, będziesz bawił się świetnie, a zajmie Ci to maksymalnie 100-120h. https://www.nintendoswitch.pl/szostka-na-swiadectwie-recenzja-fire-emblem-three-houses/
  17. 1.) Three Houses to mega zajebista gra. Ograłem wszystkie ścieżki, łącznie ponad 300h. Plusem jest to, że historia jest naprawdę niezła, i wątki się mega fajnie ze sobą łączą. Minusem jest to, że jak ograsz tylko jeden dom, to niewiele zrozumiesz z całej historii. Ścieżki Egelgard i Dimitri'ego to absolutne minimum, żeby móc połączyć ze sobą najważniejsze kropki. Historia Dimitriego musowo jako pierwsza, Edelgard jako druga. 2.) Trailery ujawniły, że Three Houses i Fortune's Weave mają pewne gwarantowane połączenie fabularne - jak duże, na jak wielką skalę? Tego nie wiemy, ale lepiej żebyś coś zobaczył i powiedział O KURWA niż hmm a kto to jest?
  18. Ta gra dostanie +2 do oceny na wielu portalach za samą nazwę.
  19. Nie bardzo rozumiem co ma jedno wspólnego z drugim. Oba Niery ograłem, oba bardzo cenię, to naturalne że stałbym pierwszy w kolejce po Niera 3. GTA V kupiłem na fali hajpu premierowego, pograłem parę godzin, gra mnie totalnie wynudziła, wywaliłem z dysku i nigdy więcej jej nie zainstalowałem. Jakiej formuły GTA VI Rockstar by nie zaproponował, i tak nie kupiłbym, bo ten typ gier mi nie odpowiada. Podobnie przejechałem się na RDR2, gdzie mi wrzucano chłopie rpg dekady itd. więc ostatecznie kupiłem - skończyło się na 10-12h i ogromnym rozczarowaniu, ale zdaję sobie sprawę że jestem w mniejszości. Gry od Rockstara to chyba po prostu nie jest my cup of tea, gdzie z kolei gry od RED'ów to jest dokładnie to co lubię.
  20. Nieźle. Moje obecne 4 dyski twarde to łącznie 3TB (muszę zaktualizować stopkę to tym jak odłączyłem talerzowego Caviara a SSD ADATA mi padł).
  21. Takie pytanko: ile dysków terrabajtowych obecnie posiadasz?
  22. Grasz jednocześnie w takie gry jak KCD:2, BG3, Pathfinder, DOS 2 czy Claire Obscur? Szacun. Biorąc pod uwagę ilość wątków czy postaci w każdej z nich, ja bym zwyczajnie tego nie ogarnął pod kątem fabuły.
  23. To już jest koniec, nie ma już nic. Jako gracz czuję się ostro wydymany. 2 dni temu skończyłem jedną taką grę, w której bawiłem się bardzo dobrze. Od razu po zacząłem grać w jej kontynuację, stworzoną przez to same studio i tych samych ludzi - a mimo to czuję, jakbym grał w jakiś pół-produkt, który tak mocno odstaje jakością od pierwszej części, że momentami aż łapię się za głowę w co ja gram.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...