Skocz do zawartości

Element Wojny

Użytkownik
  • Postów

    4 930
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    30

Treść opublikowana przez Element Wojny

  1. Nie no spoko, tutaj pełna zgoda, obecne obejście działa i w zasadzie każda gra może paść/pada w day 1. Pytanie jednak, jak długo to potrwa. Nie wierzę że Irdeto rozłoży ręce w geście kapitulacji - tylko przywali jeszcze mocniejszym, jeszcze bardziej ingerującym w system i jeszcze bardziej wkurwiającym graczy nowym denuvo - to tylko kwestia czasu. Zabawa w kotka i myszkę będzie trwać, a tak długo jak wydawcy będą ten badziew aplikować w nowe gry, ucierpi tylko jedna grupa - graczy kupujący legalne gry.
  2. Spoko, ale pamiętam że kilka lat temu Denuvo też kapitulowało, kiedy przez kilka miesięcy ciągiem łamano wszystko co wychodziło, a potem wyszła nowa wersja i eldorado momentalnie się skończyło. Obstawiam że do zimy wyjdzie nowa wersja, której tak łatwo nie obejdą.
  3. Czyli można powiedzieć, że obecnie są w stanie złamać dosłownie w moment każdą grę, którą zabezpiecza Denuvo?
  4. Nie dziwi mnie to, pamiętam że jak pojawiła się kolekcjonerka byłem bardzo zdziwiony że kosztuje w przeliczeniu 150-200zł więcej od zwykłego pudełka.
  5. Z kolekcjonerką jest syf totalny, dziś widziałem na reddicie maile ludzi którzy masowo dostają cancele tej właśnie edycji, bo okazuje się że sprzedano X razy więcej kopii, niż fizycznie istnieje. Jak ktoś chce niech zaryzykuje a nuż mu się uda, mi wystarczy zwykłe pudełko.
  6. i tu skończyłem czytać.
  7. Biorę na premierę, to będzie gra na 300h podobnie jak Three Houses. Potwierdzone że pudełko będzie zawierać cartridge z grą, a nie kod - więc biorę pudełko.
  8. Słyszałem o nim, po prostu Empress zawsze i wszędzie będzie kojarzyć się z Denuvo Pamiętam też jej/jego/ich dramy na forach Popatrz, 2 lata ciszy, pisali że Denuvo już nie do złamania, że zatoka umiera bo jej czas się kończy, a tu nagle pojawia się jeden gość i CYK, wszystko co warte spiracenia już spiracone. Na miejscu twórców odpuściłbym sobie ładowanie tego gówna w najbliższych miesiącach do gier.
  9. Denuvo to rak gejmingu. Kto ma spiracić, i tak spiraci albo ewentualnie nie zagra; zaś kto ma kupić, i tak kupi, bo nie chce ściągać byle gówna napakowanego cholera wie czym. Co więc w tym wypadku daje Denuvo? NIC. Ten kto chciał spiracić będzie klął, błagał o powrót Empress i czekał, a po dupie dostanie tylko legitny gracz, który wydał pieniądze, bo musi instalować ten badziew na swoim kompie. Nie będę wchodził już w dyskusję czy Denuvo zabija wydajność czy nie, bo różne przypadki już widzieliśmy, ale wiem jedno - dobra gra zawsze się sprzeda. Udowodnił to niedawno Crimson, 007 i kilka innych gier, które zostały złamane. Dlatego kupię na premiera Dawnwalkera, którego twórcy już otwarcie przekazali że żadnego Denuvo nie będzie, bo chcę wspierać studia, które szanują graczy.
  10. Właśnie zajrzałem i szok, praktycznie każdy nowy tytuł tam jest - nie wiem czy hypervisor, crack, czy cokolwiek innego bo mnie to nie interesuje, ale Denuvo seryjnie mogą sobie w tym momencie w dupę wsadzić.
  11. Dokładnie, taka ożywiona dyskusja w temacie gry, która nie jest warta funta kłaków.
  12. Ktoś napisał, że fabuła jechanego za ten element Crimsona w porównaniu do tej tu to wręcz oskarowy produkt
  13. Hahaha co zmieniono to dowiemy się dopiero w Revival, ale uprzedzam że Rise ma sporo dość pikantnych scen oraz jednoznacznych odniesień, i jakoś dziwnie jestem przekonany, że ku zadowoleniu modern audience z Revivala one magicznie wyparują... O scenie wiedziałem, ale Kasumi to była moja LI, więc w harem się nie bawiłem - jednak rozczarowanie finałem przepotężne, inne dziewczyny i MC dostali o wiele fajniejsze zakończenia z tego co czytałem. Niestety, Kasumi jako LI została dołożona w Royal na życzenie fanów, ale zrobili to po prostu byle jak.
  14. Trails Through Daybreak ukończone, licznik zatrzymał się na 55 godzinach. Po zakończeniu sagi Cold Steel prawie 3 lata temu, na którą poświęciłem lekko ponad 600 godzin, okropnie zmęczyłem się tą serią. Było to wyjątkowe doświadczenie - wielowątkowa fabuła, świetni protagoniści, jeszcze lepsi antagoniści, mnóstwo emocji, świetna muzyka - mógłbym tak wymieniać i wymieniać. Z drugiej strony całość była ogromnie długa i momentami przytłaczająca. Łatwo pogubić się w serii, gdzie masz praktycznie 50 postaci pierwszoplanowych i setki drugoplanowych, które przychodzą, odchodzą, wracają i tak w kółko. Moje pierwsze podejście do Daybreak, około 1,5 roku temu, zakończyło się po raptem 5-6 godzinach. Gra wtedy nie zaskoczyła, nie potrafiłem się wbić - chyba przytłoczył mnie początek i dziesiątki nawiązań do poprzednich gier. Teraz jednak spróbowałem raz jeszcze i cholernie się z tego cieszę. Po raz pierwszy w historii serii Trails przenosimy się do zupełnie nowego regionu - Calvardu. Do tej pory był on często wspominany i omawiany, pojawiały się też postacie go reprezentujące w różnych odsłonach serii, ale na tym właściwie koniec. Nie będę opisywał tutaj fabuły ani występujących postaci, bo tego jest tyle, że mógłbym napisać książkę. Podsumuję więc krótko: nowy protagonista, Van, to obok głównego protagonisty z Crossbell jedna z najciekawszych postaci w całej serii. W końcu dostaliśmy bohatera, który nie jest czarno-biały, tylko jest odbiciem wszystkich odcieni szarości. Fabuła jest naprawdę dobra, ciekawa, angażująca i momentami bardzo emocjonalna. Niektóre wątki oraz historie poboczne są rewelacyjne i zapadają w pamięć, co rzadko zdarza się w JRPG-ach. Choćby historia małej dziewczynki, którą znalazłem pewnej deszczowej nocy przy rzece. Bez znajomości poprzednich gier moim zdaniem nie ma nawet sensu podchodzić do Daybreak. Jest masa nawiązań, odniesień i powrotów postaci z Sky, Crossbell czy Cold Steel - dla kogoś, kto nie zna tego uniwersum, temat byłby raczej nie do ogarnięcia. Fajne jest jednak to, że powracają głównie postacie drugoplanowe i w żadnym momencie nie próbują rywalizować z Vanem o czas ekranowy. Muzyka jak zawsze trzyma dobry poziom, a grafika - wiadomo, standard Falconu. Za to przez całą grę nie uświadczyłem ani jednego buga, glitcha czy większego problemu, co dziś jest totalną rzadkością. Na ogromny plus zasługują dwie rzeczy. Pierwsza to High Speed Mode - przyspieszenie poruszania się i walk, który przy eksploracji i grindowaniu po prostu ratuje życie. Gdyby go nie było, nie skończyłbym tej gry poniżej 80-90 godzin. Druga to fakt, że naprawdę warto robić questy poboczne. Miało to ogromne przełożenie na wybory w przedostatnim chapterze, a w finale aż miło się robiło, gdy wszystkie postacie, którym wcześniej pomogłem, wracały w różnych momentach, żeby mi podziękować - i to na wiele różnych sposobów. Mega fajnie to zrobili, gratki dla twórców. Jest jednak jeden ogromny minus, który przynajmniej dla mnie mocno zakłócał odbiór gry i czasami totalnie niszczył immersję. Z powodów budżetowych dubbing został dramatycznie obcięty względem poprzednich odsłon. Questy poboczne w JRPG-ach praktycznie nigdy nie są dubbingowane, więc tutaj nie było zaskoczenia. Bardzo szybko okazało się jednak, że dubbing fabuły głównej jest pocięty kompletnie bez składu i ładu. Setki razy dochodziło do sytuacji, w których podczas cutscenki jedna postać mówiła, a druga miała tylko napisy. W innych scenach było pięć postaci - dwie z dubbingiem, trzy z samymi napisami. Potem robiło się jeszcze gorzej, bo niektóre postacie mówiły na przykład 2–3 początkowe linijki, później przez kolejne 10 były tylko napisy, a na ostatnie 2–3 znowu wracał dubbing. Inne z kolei przez całą scenę miały tylko napisy albo pełny VA. Osoba odpowiedzialna za ten pomysł powinna zmienić zawód. Nigdy wcześniej nie spotkałem się z tak absurdalnie skonstruowanym dubbingiem. Jak już jednak był, to stał na dobrym poziomie. Zakończenie oczywiście otwiera furtkę do kolejnej części, którą zaraz zacznę. Wiele tajemnic zostało rozwiązanych, ale pojawiło się jeszcze więcej nowych, a pytań, na które nadal nie znamy odpowiedzi, jest ogrom. Całościowo gra zasługuje moim zdaniem na mocne 8/10, ale za ten dubbing muszę obniżyć ocenę. Finalnie daję jej więc 7,5.
  15. To jest powód, dla którego moja ocena P5R drastycznie spadła po ukończeniu. Pierwsza połowa gry - MEGA. Druga połowa gry - NIEZŁA. Ale ostatni semestr to jest żart - realnie nie miałem już co robić, bo wszystko co chciałem miałem rozwinięte, więc przeklikiwałem go na amen. Romans z Kasumi za krótki, za szybki, a zakończenie z dupy totalnie urwane jakby ktoś zapomniał dołożyć co najmniej kilka scen. A sam finał wspominam jako drogę przez mękę - myślałem że on się po prostu nie skończy - chyba z 3-4 godziny przebijałem się do finałowego bossa, obrzydliwy grind, a tam czekał mnie jeszcze bardziej obrzydliwy festiwal niekończącego się boss pada-wstaje-pada-wstaje-pada-a wstanę raz jeszcze! i tak do usrania. Nie kojarzę, by jakaś inna gra pozostawiła u mnie w pamięci aż tak złe wrażenia z finałowej walki. Granie w P4H zaraz po P5R? Nie zazdroszczę. Czekam na Revival, nie do końca rozumiem po co ogrywasz archaiczny oryginał, na kilka miesięcy przed wyjściem pełnoprawnego remake'u. No ale co kto lubi Właśnie kończę Trails Through Daybreak i powiem jedno: dzięki Ci panie za High-Speed Mode!
  16. Dla mnie to jest mega komiczne. Dziesiątki, albo wręcz setki ludzi pracują kilka lat nad grą, której development pochłania co najmniej kilkadziesiąt milionów dolarów. I nagle na końcu projektu, kiedy gra jest gotowa, a do wydania kilka dni, ktoś "nieumyślnie" zapomina ją zaszyfrować, wrzuca nieodpowiednie pliki tam gdzie nie trzeba, a gra ląduje w zatoce przed premierą. W dobie coraz większych zabezpieczeń, takich przypadków jest coraz więcej - dosłownie 2 dni temu czytałem artykuł o Netflixie i "zagubionym filmie" z min. Nicholasem Cage'm, która produkcja kosztowała jakieś 40mln dolarów, a którego gotowa finalna kopia wyparowała, choć film nie ma nawet daty premiery. Chciałbym wierzyć że to przypadki...
  17. @JaycobTak jak pisali wcześniej - biedna wersja Stellara, gdzie tak jak tu chyba każdy element punktowali. Najbardziej jednak śmieszne w tej recenzji jest - koleś wywala praktycznie jeden wielki stos wad, ale na końcu daje z dupy 7/10. Zapytałem Claude'a i GPT 5.6, ile wystawiłyby tej grze na podstawie całej zamieszczonej tutaj recenzji (pominąłem tylko notę końcową) Claude - Na podstawie tego, co opisujesz, oceniłbym tę grę gdzieś na 5/10 (może 5-5.5 w skali 10-punktowej, czyli coś w rodzaju "przeciętna, z wyraźnymi problemami"). GPT - z samego tego fragmentu wynika ocena 5/10, ewentualnie 5,5/10, jeśli zalety są zauważalne, ale nie równoważą problemów. W klasycznej skali 10-punktowej 5/10 oznacza produkcję przeciętną: niekoniecznie złą lub niegrywalną, lecz taką, której trudno wyraźnie polecić poza konkretną grupą fanów. Ludzie powinni się nauczyć, że przyjęta skala ocen jest od 1 do 10, a nie od 6 do 10. A do samej gry, to nie dziwi mnie że nie dowieźli - przecież robili ją kolesie od Pokemonów, od tego totalnie żałosnego Z-A - jedynego chyba w całej serii, którego mój syn po jednorazowym przejściu unika jak ognia.
  18. Opinie ogrywających "demo" są bardzo mieszane, większość pisze że to ułomna wersja Stellar Blade.
  19. Panowie, GTA to fenomen kulturowy, łamiący ustalone bariery, kreujący nowe trendy, samym pojawieniem się wywołujący dodatkowy dreszczyk emocji - fabuła czy gameplay schodzi tutaj totalnie na drugi plan. Kupiłem V na fali tego fenomenu, pograłem parę godzin i usnąłem ze znudzenia, tyle mi z tego przyszło - ale rozumiem ludzi, którzy widzą w tym coś więcej; dostrzegam też, ile pracy włożono w wykreowanie poszczególnych elementów gry i ogromne przywiązanie twórców do detali. Na Fable czekam bo wiadomo, w tej grze będzie co robić
  20. jeśli chciał odstąpić za 50% ceny sklepowej, to ktoś by się pewnie znalazł; jeśli w cenie normalnej(?) albo skalperskiej, to niech szuka idiotów na PPE albo UpadłemNaŁeb.PL
  21. udajmy może że ten badziew w ogóle nie wyszedł i przejdźmy do kolejnego tematu - bo jak już się jarać, to fajną dupą, a nie pierwszą lepszą która się napatoczy.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...