-
Postów
711 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
Treść opublikowana przez Oldman
-
-
https://www.o2.pl/informacje/rozmowa-trumpa-z-putinem-prezydent-usa-mowi-o-podziale-aktywow-7136010505337472a Donald Trump zapowiedział rozmowę z Władimirem Putinem, która ma odbyć się 18 marca. Informację tę potwierdził także Steve Witkoff, specjalny wysłannik USA ds. Bliskiego Wschodu. Tematem ma być m.in. podział terytorialny Ukrainy. dziekuje za wyjasnienie problemu, zastosuję się
-
wiesz czym sie rozni sciana tekstu którą wkleiłem od sciany tekstu (powstałej z różnych wypowiedzi) która by powstała na kolejnej stronie tego tematu gdybym tego nie wkleił? tym ze ten gosc miał cos sensownego do powiedzenia, w odróznieniu od 80% wypowiedzi w której kazdy próbuje naładowac własnego EGO i pocisnąć drugiemu ze jest głupi. wiec jesli nie masz ochoty lub nie starcza ci cierpliwosci by to czytać to po prostu to przewiń i dalej czytaj sobie spokojnie czyjeś kłótnie.
-
Łukasz Rogojsz, Interia: Jesteśmy zwolennikami rozejmu, ale nie ustąpimy ani o krok z naszych żądań. Chyba tak można najkrócej opisać odpowiedź Władimira Putina na amerykańsko-ukraińską propozycję 30-dniowego zawieszenia broni. Michał Kacewicz: - To jest typowa odpowiedź w stylu Putina. Nie mówimy twardego "nie", ale obwarowujemy to tyloma warunkami, co do których nie ustąpimy ani na milimetr, że w zasadzie i tak wiadomo, jakie jest stanowisko Rosji. Putin ucieka od odpowiedzi? - Gra w swoją grę. Wie, że warunki, które stawia, są nieakceptowalne dla Ukrainy. Wie też, że Amerykanom bardzo spieszy się z zakończeniem wojny. Dodając jedno do drugiego Putin chce, żeby amerykańska presja znowu przeszła na stronę Ukrainy, żeby to znowu Ukraina była tym złym, który chce dalej walczyć. Mówiąc wprost: Putin chce, żeby Trump pomógł mu złamać Ukrainę albo złamał ją za niego. Bo już raz to zrobił, chociaż na zaledwie kilka dni? - Sytuacja przy stole negocjacyjnym była, jest i będzie nierozerwalnie związana z sytuacją na froncie. A sytuacja na froncie jest taka, że Rosja ma obecnie wyraźną przewagę. Dla Kramla istotne jest zwłaszcza to, co dzieje się w obwodzie kurskim. Oddziały ukraińskie się stamtąd wycofują, a Putin triumfuje, że dotrzymał obietnicy przepędzenia Ukraińców z rosyjskich ziem. To dlatego pojechał do obwodu kurskiego i pokazał się w mundurze, by budować opowieść o wyzwoleniu kawałka Rosji spod ukraińskiej okupacji. Dlatego też w rozmowie z Trumpem opowiadał o okrążeniu sił ukraińskich. To ten "wielki-mały" sukces Putina, który będzie sprzedawał, jako wielkie zwycięstwo. Ofensywa w obwodzie kurskim była jednym z największych atutów Ukrainy w ewentualnych rozmowach pokojowych z Rosją. Dlaczego tak łatwo się go pozbywają? - Zakładam, że nie jest to efekt wyłącznie rosyjskiej presji militarnej. Być może to efekt ustaleń z Amerykanami? Jednak nawet jeśli tak jest, to Kijów ogromnie ryzykuje. Oddaje swoją kluczową kartę przetargową w rozmowach z Rosją. Operacja sił ukraińskich w obwodzie kurskim militarnie nie stanowiła żadnego zagrożenia dla Rosji, ale miała wielkie znaczenie propagandowe i wizerunkowe. Była cierniem w oku Putina i to cierniem, który bardzo mu doskwierał. Tyle że Putina to nie zadowoli, a tym bardziej nie ściągnie do stołu negocjacyjnego. Jedynie zachęci go do jeszcze mocniejszego dociśnięcia Ukraińców na froncie. - Lista warunków Rosji jest dużo dłuższa niż odzyskanie pełnej kontroli nad obwodem kurskim. Kreml nie zrobił ani kroku w tył wobec swoich wyjściowych żądań. Co więcej, domaga się uznania rosyjskiej kontroli nie tylko nad terenami, które Rosja kontroluje, ale też nad tymi, których w wyniku walk nie udało jej się zdobyć. Putin chce pełnej kontroli nad czterema wschodnimi obwodami Ukrainy: chersońskim, donieckim, ługańskim i zaporoskim. Wołodymyr Zełenski nigdy się na to nie zgodzi. - I właśnie o to chodzi Putinowi. Stawia abstrakcyjne żądanie, wie, że Ukraińcy nie mogą się na nie zgodzić, ale wie też, że Amerykanie będą na Kijów naciskać, bo interesuje ich zakończenie wojny bez względu na koszty. W końcu to nie oni je poniosą. A łatwiej Amerykanom naciskać na słabszą Ukrainę niż silniejszą Rosję. Z kolei rosyjska dyplomacja będzie przekonywać Amerykanów i świat, że Ukraina znowu blokuje osiągnięcie trwałego pokoju. - Druga sprawa, że Putin zgodzi się na pokój tylko w dwóch wariantach. Pierwszy - gdy Rosja jednoznacznie przegra tę wojnę i będzie zmuszony uznać tę porażkę. Drugi - gdy osiągnie wszystkie założone przed rozpoczęciem wojny cele. I do jednego, i do drugiego jest dzisiaj Rosji bardzo daleko. - Jednocześnie lista żądań Rosji wcale nie kończy się na zdobyczach terytorialnych. Kreml chce też całkowitej demilitaryzacji Ukrainy i porzucenia przez nią aspiracji do członkostwa w NATO. Do tego żądają przeprowadzenia nowych wyborów prezydenckich, żeby móc siać polityczny ferment w Ukrainie, zdestabilizować władze państwowe, a w miarę możliwości doprowadzić do zmiany ekipy Zełenskiego na ekipę przychylniejszą Rosji bądź przynajmniej na ekipę słabą i rządzącą chaotycznie. Jakby tego było mało, Rosja będzie domagać się też wpływu na kwestie kulturowe i językowe - np. zapisanie ochrony języka rosyjskiego w ukraińskiej konstytucji. To są rzeczy z pozoru nieważne, zwłaszcza dla Amerykanów, ale na nich Kreml planuje budować długofalowo i zapewnić sobie w ten sposób wpływ na wewnętrzne sprawy Ukrainy. W późniejszym czasie Rosja mogłaby to wykorzystać np. do dezintegracji Ukrainy czy organizowania nowych majdanów albo antymajdanów. To wszystko stanowisko Putina. Stanowisko Trumpa jest natomiast dużo prostsze: koniec wojny tu i teraz. On chce politycznego sukcesu w ciągu pierwszych 100 dni swojej drugiej kadencji. Jeśli Putin będzie go zwodzić i grać na czas, to Trump się wkurzy. - Tak, Putin prędzej czy później wkurzy Trumpa. I co z tego? Rosja to nie Ukraina, Stany Zjednoczone nie mają narzędzi wpływu, żeby docisnąć Kreml do ściany. Co ze "straszliwymi sankcjami", którymi odgraża się Trump? - To słowa i tylko słowa. One nic nie kosztują, a dobrze brzmią w telewizji. Przynajmniej dopóki Kreml nie powie: sprawdzam. Po trzech latach wojny Ameryka jest już wobec Rosji bezzębna? - Ameryka jako sama Ameryka - tak. Stany Zjednoczone mają dużo mniejsze możliwości uderzenia w Rosję niż Unia Europejska, bo relacje gospodarcze między Ameryką i Rosją były znacząco mniejsze niż między UE i Rosją. Amerykanie uderzyli tam, gdzie mogli, czyli zwłaszcza w sektor bankowy i finansowy, ale wiele więcej zrobić już w kwestii sankcji nie są w stanie. Zwłaszcza, że w Rosji nadal działa kilka wielkich amerykańskich koncernów - m.in. Philip Morris czy PepsiCo - a Trump nie zmusi ich do opuszczenia tamtejszego rynku, bo nie chce iść na wojnę z wielkim biznesem. Czyli Trump może sobie tylko pogadać? - Mógłby zagrozić Rosji, gdyby zmontował globalną koalicję zdolną wpływać na światowe ceny ropy i światowy handel tym surowcem. Tyle że to wymagałoby ułożenia się z Arabią Saudyjską i wieloma innymi państwami. Montowanie koalicji nie jest najsilniejszą stroną Trumpa. Delikatnie mówiąc. - Tu dochodzimy do kolejnego celu Rosji, a więc spychania Ameryki do kąta, na margines. Putin chce odizolować Stany Zjednoczone i ma na tym polu już bardzo znaczące dokonania - z powodu Rosji Amerykanie konfliktują się z Europą, odstraszają swoimi działaniami sojuszników w basenie Pacyfiku, szantażują dla własnych korzyści napadniętą Ukrainę. W ciągu dwóch miesięcy Ameryka przestała być dla świata wiarygodna jako sojusznik. Już samo to jest wielkim zwycięstwem Rosji i Putina. Trump i jego otoczenie tego nie widzą? Nie widzą, że postawili na złego konia i na tym tracą? - Trump bardzo dużo zainwestował politycznie i wizerunkowo w Putina. Wielokrotne komplementowanie Putina i Rosji, mówienie o zaufaniu, o dobrych intencjach Kremla - to wszystko są dla amerykańskiej administracji potężne koszty w przypadku zaostrzenia linii wobec Rosji. Przecież mówimy o Trumpie - polityku, który może wyjść do dziennikarzy i powiedzieć, że nie pamięta, jak chwalił Putina i mówił, że mu ufa. Tak samo, jak nie pamiętał, że nazwał Zełenskiego dyktatorem. - Jasne, może się tak stać. Jednak uważam, że chimeryczność, emocjonalność i nieprzewidywalność administracji Trumpa są pozorne. Za tą fasadą kryje się konkretna wizja świata, w której Rosję trzeba wyciągnąć z międzynarodowej izolacji, Ameryka układa się tylko z wielkimi graczami, a światowy porządek ustala tzw. koncert mocarstw, czyli Stany Zjednoczone, Chiny i Rosja. Przy tej wizji świata dla Trumpa bardzo niewygodny byłby sojusz z Ukrainą - zresztą Trump i jego otoczenie nie lubią Zełenskiego i mu nie ufają - czy konieczność przeproszenia się z Europą. Putin chce zniszczyć Trumpowi tę wizję świata? - Nie wiem, czy zniszczyć, bo powrót do koncepcji "koncertu mocarstw" jest celem również dla Kremla. Jednak dzięki temu Putin wie, że ma na Trumpa haka, że może uderzyć go tak, żeby mocno zabolało. Dlatego Rosja gra na izolację Ameryki, na jej osamotnienie. Przynętą jest właśnie obietnica realizacji wizji świata rządzonego przez wielkich graczy, na której zależy Trumpowi i jego politycznemu otoczeniu. Minęły raptem dwa miesiące prezydentury, a Putin już ograł Trumpa? - Nie wiem, czy już go ograł, bo minęło za mało czasu, żeby ocenić chociażby to, czy samotność Ameryki jest kwestią przesądzoną i jakie będzie mieć konsekwencje. To nadal może się zmienić, jeśli nowa administracja skoryguje swoją politykę. W Europie, mimo rozgoryczenia i nieufności, wiele państw nadal powitałoby Amerykę z otwartymi ramionami, gdyby zechciała wrócić do stołu i grać z UE w jednej drużynie. Pełnego zaufania do Stanów Zjednoczonych już nie będzie, ale Trump zostałby przyjęty. Z kolei Putina irytuje w Trumpie jedna rzecz: jego nieprzewidywalność. Irytuje go na różnych poziomach - od poszczególnych decyzji do tego, że utrudnia Kremlowi prowadzenie długoterminowych kalkulacji. Putin wie, że ma mało czasu, że okno możliwości, jakie stwarza prezydentura Trumpa, ma określoną datę ważności. W wymiarze średniookresowym Putin ma czas do końca kadencji Trumpa, czyli cztery lata, a w krótkookresowym tego czasu jest jeszcze mniej, bo półtora roku - do wyborów uzupełniających do Senatu. Albo do pierwszej poważnej wolty Trumpa. Co Putin myśli o Trumpie, co myślą o nim kremlowskie elity władzy? - Dla kremlowskiej propagandy Trump to "nasz człowiek w Waszyngtonie", bo ma podobną wizję świata co Rosja. W tym kontekście jego prezydenturę rosyjskie media przedstawiają jako sukces Kremla. Jednak Putin nie może przestawić propagandowej wajchy z dnia na dzień po dekadach kształtowania umysłów Rosjan tak, żeby Zachód i Amerykę postrzegali jako egzystencjalnego wroga. - Z kolei rosyjska elita władzy ma bardzo ograniczone zaufanie do Trumpa. To ludzie wywodzący się z wywiadu i służb specjalnych, dzieci "zimnej wojny", które doskonale pamiętają nie tylko pierwszą kadencję Trumpa, ale wszystkie próby amerykańsko-rosyjskiego resetu, podejmowane przez amerykańskich prezydentów w ostatnich dekadach - od Busha, przez Clintona i Obamę, na Trumpie kończąc. Całe ich polityczne i zawodowe życie to walka z jednym, dziejowym wrogiem: Ameryką i Zachodem. Oni nie rozpływają się nad Trumpem, a już z pewnością nie ufają mu bezrefleksyjnie. Nie kupił ich komplementami o pokonaniu Napoleona i Hitlera? Wizja resetu z Ameryką i powrotu do "koncertu mocarstw" też ich nie przekonała? - To są cyniczni i bezwzględni gracze, którzy naprawdę potrafią grać w swoją grę. Doskonale wiedzą, że Trump ma interes w przymilaniu się do Rosji. Chce odciągnąć Rosję od Chin, bo sam szykuje się do strategicznej konfrontacji z Pekinem. Trump nie zdoła wbić klina między Moskwę i Pekin? - Nie ma na to szans. Chiny są dużo solidniejszym i ważniejszym partnerem dla Rosji niż Ameryka kiedykolwiek może się stać. Kreml będzie ten temat rozgrywać dla swojej korzyści i wyciśnie z tego, ile się da, ale Trump jest tutaj bez szans. Chiny są długofalowym, strategicznym partnerem Rosji. Chociażby z uwagi na to, że są to podobne modele władzy, podobne modele korupcyjne na wielu poziomach państwa. Poza tym, w Chinach władza nie jest ograniczona czasowo - chińska elita będzie rządzić, dopóki nie wydarzy się jakaś rewolucyjna katastrofa. Podobnie wygląda to w Rosji. Dlatego Kreml może polegać na chińskiej władzy i zakładać długofalowe cele w ramach dwustronnej współpracy. Ze Stanami Zjednoczonymi w najlepszym razie Rosja ma do wykorzystania najbliższe cztery lata. A reset w relacjach ze Stanami Zjednoczonymi, o którym w ostatnich tygodniach mówili najbliżsi współpracownicy Trumpa? Ile jest warty dla Kremla? To dla Kremla cenne narzędzie wpływu, ale nic więcej. Rosjanie wykorzystają to przeciwko Ameryce i przeciwko administracji Trumpa. Będą sukcesywnie dążyć do izolacji Stanów Zjednoczonych i skłócenia ich z dotychczasowymi, domyślnymi sojusznikami. Poza tym, Kreml na pewno będzie starał się wyjść z izolacji międzynarodowej. Relacje ze Stanami Zjednoczonymi i negocjacje pokojowe z Ukrainą będą wehikułem do powrotu na światowe salony, ale też do wyjścia z kluczowych sankcji. Rosyjska gospodarka mocno krwawi, a ponieważ Rosja nadal zamierza prowadzić konfrontacyjną politykę wobec Zachodu, potrzebuje gospodarczego oddechu, nowych źródeł finansowania, rozwoju technologii, powrotu przynajmniej w niektórych obszarach gospodarki do normalnych relacji ze światem. Trump może im to dać, a raczej: może zostać wykorzystany do osiągnięcia tego. Co z samym Putinem? Może sobie pozwolić na zakończenie wojny w Ukrainie czy, patrząc szerzej, wojny z Zachodem? Politycznie i gospodarczo przestawił Rosję całkowicie na realia państwa wojennego. - Tu nie ma już powrotu do normalności, do tego, co było przed wojną. Ta lokomotywa za bardzo się już rozpędziła. Oczywiście w perspektywie średniookresowej, zakładając wyjście Rosji z zachodnich sankcji, możliwe byłoby lekkie złagodzenie realiów gospodarki wojennej. Myślę jednak, że do tego nie dojdzie. Tym bardziej, że Rosja nie osiągnęła na Ukrainie żadnego ze swoich wyjściowych celów, a nadal chce je osiągnąć i będzie do tego dążyć w najbliższym czasie metodami dyplomatyczno-wojskowymi. Jeśli nie przyniosą skutku, będzie kontynuować działania polityczno-wojskowe na Ukrainie. Na tym też jednak nie poprzestanie. Kolejnym celem jest destabilizacja i dezintegracja Europy Środkowo-Wschodniej. Ostatnio wielkie emocje wywołały informacje o potężnych siłach rosyjskich gromadzonych na północ od państw bałtyckich. Putin ma już na oku "kolejną pozycję w menu"? - Formowanie wielkiego zgrupowania na wschód od Helsinek to odpowiedź na rozszerzenie NATO o Szwecję i Finlandię. Jednak próby wywierania przez Rosję nacisku na wschodnią flankę NATO będą mieć miejsce cały czas. Niezależnie od tego, że dzisiaj Rosja nie jest w żaden sposób gotowa do starcia z NATO czy nawet prowadzenia jakichkolwiek działań zaczepnych poza Ukrainą. Czego powinniśmy się spodziewać? - Prób nacisku na kraje bałtyckie, kraje nordyckie, Polskę, Rumunię. Będą to próby dezintegracji politycznej, dezinformacji, akcji sabotażowych-dywersyjnych. Wszystko to będzie sprzężone z presją militarną, przy czym nie jest ona równoznaczna z natychmiastową inwazją. Ile czasu daje sobie Putin na zrobienie kolejnego kroku po Ukrainie? Wśród zachodnich analityków i ekspertów jest duży rozstrzał w ocenach - od roku do czterech, może pięciu lat. - Jestem przeciwnikiem takiego wróżenia z fusów. Zadecyduje o tym mnóstwo czynników - od sytuacji społecznej, demograficznej i gospodarczej w Rosji, przez relacje Rosji ze Stanami Zjednoczonymi i Chinami czy sytuację w innych zapalnych regionach świata, na tym, czy Europa zdoła odbudować swój przemysł zbrojeniowy i potencjał militarny skończywszy. Zresztą nawet tu lista się nie kończy, bo kluczowy będzie wynik wojny w Ukrainie, a także to, czy przebudzona militarnie i geopolitycznie Europa zechce namieszać Putinowi w jego strefie wpływów. Jak miałaby to zrobić? - Uderzając w interesy Rosji - zarówno te wewnętrzne, jak również rozsiane po rosyjskiej strefie wpływów, czyli w państwach satelickich. Jak pokazała historia Związku Radzieckiego, Rosja jest podatna na wewnętrzną dezitnegrację wywołaną błędami i klęskami w imperialnej polityce. Tak, jak obecnie rosyjska propaganda wpływa na politykę państw demokratycznych, tak państwa demokratyczne mogłyby wpływać na sytuację w Rosji, gdyby się poważnie i bez lęku za to wzięły. Gdyby wszystkie te działania się na siebie nałożyły, poważnie oddaliłyby widmo rosyjskiej inwazji na Europę. Faktem jest jednak, że Putin, pchnąwszy Rosję na wojenne tory, gra teraz też o swoją głowę. Dobrze podsumował to w zeszłym roku w wywiadzie dla Interii były dyrektor Ośrodka Studiów Wschodnich dr Adam Eberhardt: "Putin jest i pewnie do końca swoich rządów pozostanie prezydentem wojny, który jest w stanie rządzić jedynie w sytuacji powszechnej wojennej mobilizacji". - Zgadzam się z tą diagnozą, Putin jest prezydentem wojny, a nie pokoju. W Rosji od lat mamy do czynienia z postępującą militaryzacją życia. Nie mówię tu tylko o rozbudowie przemysłu zbrojeniowego czy mobilizacji do armii, ale o militaryzacji świadomości rosyjskiego społeczeństwa i rosyjskiej elity władzy. Co to konkretnie znaczy? - To znaczy, że Rosja przyzwyczaiła się już do nowej, wojennej rzeczywistości. Społeczeństwo zastraszone przez służby, ogłupione propagandą i kupione transferami socjalnymi zaakceptowało nową drogę. Dzisiaj w Rosji nie ma bezrobocia, a ci, którzy poszli na wojnę albo pracują na rzecz przemysłu obronnego żyją bardzo dobrze. Zwłaszcza na rosyjskiej prowincji i w biednych regionach kraju jest to ogromna zmiana jakościowa na plus. Jednak powrót ogromnej liczby żołnierzy kontraktowych do domów, zwłaszcza na prowincji, mógłby zdestabilizować kraj. - Rosyjska elita, po początkowym szoku wywołanym zachodnimi sankcjami i odebraniem ich luksusowego stylu życia, też odnalazła się w rzeczywistości państwa wojennego. Za swoje straty dostała od Putina coś w zamian, a więc możliwość zarabiania na wojnie. No, więc zarabia i żyje po królewsku jak na realia państwa wojennego. Putin ma jej poparcie i spokój. - Gospodarczo, społecznie i politycznie wszystko przez te trzy lata ułożyło się w Rosji już na tyle, że zawrócenie z tej drogi jest niemożliwe. To byłoby potężne ryzyko dla Putina i kremlowskiej wierchuszki. Ryzyko, którego nie warto podejmować i którego Putin podejmować nie chce. On jest przekonany, że ta droga to droga do wielkości Rosji. Dla nas, dla Zachodu, to bardzo zła perspektywa. Rosja stała się kalką Związku Radzieckiego, a my cofnęliśmy się do czasów "zimnej wojny". Pamiętajmy jednak, że Rosja może funkcjonować, jako państwo i społeczeństwo zmilitaryzowane, jak niegdyś Związek Radziecki. Niekoniecznie w stanie nieustannej wojny, ale za to w ciągłej konfrontacji, wyścigu zbrojeń. Już raz tak było, a koszty takiego wyścigu przygniotły Moskwę i rozsadziły imperium. Teraz też tak będzie. https://wydarzenia.interia.pl/ukraina-rosja/news-wielkie-zwyciestwo-rosji-nad-trumpem-putin-potrzebowal-dwoch,nId,7931832
-
Politmemy, czyli wojna na polityczne memy (każdy mile widziany)
Oldman odpowiedział(a) na GordonLameman temat w Dyskusje na tematy różne
stwierdzenie faktu że ktoś kto jest na służbie w mundurze ma pazury na pół ekranu jest zabawnym widokiem to fakt a nie zadna obraza -
ten skrawek ziemi po nałożeniu na mape Polski to jakaś 1/4 kraju, zajebisty skrawek naprawde a ukraińska linia dostepu do morza zmniejszyła sie o jakieś 70%, zajebiste fikołki robicie
-
szkoda , kiedyś to była creme de la creme jak podniosłeś na 4/10 to srogo, ja tego jeszcze nie oglądalem ale czułem w kosciach ze to bedzie crap (jak wiekszosc tego typu produkcji ze stajni Netflixa)
-
O pięknych zwiastunach gier Thorgal i Nocny wędrowiec pisały media na całym świecie. W polskiej branży zaskoczeniem było, że firma bez dorobku zapowiada dwa tytuły o wielkim rozmachu, oparte na znanych markach. Dziś produkcja przynajmniej jednej z tych gier stoi pod znakiem zapytania, a do CD-Action zgłosiły się osoby, opowiadające o fatalnych decyzjach i warunkach ciągnących się aż od 2019 roku https://cdaction.pl/publicystyka/mieli-stworzyc-konkurencje-dla-wiedzmina-4-nie-powstalo-nic-szokujaca-historia-tworcow-gier-thorgal?fbclid=IwZXh0bgNhZW0CMTAAAR3VfUwNiUJ5BFk5X4N0h0DmtisFjD66ZXfcYvNwQRh_oF_jRxTsBHCutfQ_aem_QljPUhDjqA9PuRhlSgzguA
-
słuszna uwaga, Wielka Kacapia na początku wojny zachowywała sie jak noworodek w kojcu pozostawiony bez opieki, ale te czasu już mineły i być moze nie bedzie przesadą stwierdzenie że doswiadczenie kacapów zdobyte na sprytnych ukraińcach kosztem tysięcy zmielonych ruskich spowodowało ze gdyby hipotetycznie ruskie uderzyły w Polske (mniejszymi liczbowo siłami niz ma Polska) to nie byłoby co zbierać z naszej przestarzałej armii.
-
Politmemy, czyli wojna na polityczne memy (każdy mile widziany)
Oldman odpowiedział(a) na GordonLameman temat w Dyskusje na tematy różne
kobieta "żołnierz" z takimi pazurami, śmiechłem -
w punkt, ale to nic nie da nie da to nic, dalej będą robić fikołki na forum i prowadzić taką narracje która pasuje do ich "wierzeń"
-
ale wy rozmawiacie chyba kazdy na inny temat, przyciski dotykowe to jest jeden temat, przyciski zwykłe to jest drugi temat , a wybór opcji na tablecie to jest trzeci temat wiec co wy chcecie porównywac i o czym dyskusja jest ? Czy porównujecie tablet vs przyciski fizyczne Czy tablet vs przyciski dotykowe Czy przyciski dotykowe vs fizyczne ?
-
o ile mnie pamięc nie myli to w rozmowie Jacka Bartosiaka z Janem Pospieszalskim, Bartosiak powiedział że Ukraina ma obecnie najbardziej zaawansowaną technologie własnych dronów do zastosowań bojowych obecnie na swiecie , powiedział ze niektóre z nich są 17 razy tańsze niż np amerykanskie a mają lepsze parametry. Dodał że ukraińcy obecnie masowo produkują drony pełną parą w kilku miejscach na wielką skalę bo wiedzą że bez dronów w bardzo duzych ilosciach nie przetrwają. Dodał też ze zalezy mu na tym zeby przekonac polskich polityków by dogadali sie z ukrainą w zakresie transferu technologii dronowej i rakietowej do polski i i rozwijania jej wspolnie korzystając też z polski jako wsparcia produkcyjnego. Padło też sporo gorzkich słów pod adresem polskich elit i tego jak sie zachowują i jak jestesmy realnie postrzegani przez inne kraje, ciekawa rozmowa warto posłuchać całej. Cała rozmowa jest tutaj:
-
Zdecydowanie Ukraina ma sie dobrze i radzi sobie lepiej niż Kacapy , stosują zaawansowaną taktykę wciągania wroga w głąb własnego terenu by go potem zniszczyć , skutecznie zastosowali te taktyke w obwodze ługańskim, donieckim, zaporoskim i na krymie. Ukrainskie oddziały są też taktycznie wycofywane z rejonów rosyjskich które wczesniej były zajęte. To zawansowane szachy 5D. POTENGA
-
Politmemy, czyli wojna na polityczne memy (każdy mile widziany)
Oldman odpowiedział(a) na GordonLameman temat w Dyskusje na tematy różne
ale odmóżdzacz -
siedzą cicho albo nie przyznają sie jakie pisali głupstwa zmieniając lekko temat, wiem ze nie powinienem reagować tak emocjonalnie na te propagandowe pierdo**nie ale nie poradze ,ta baba mnie wku*wia jak mało kto . https://wiadomosci.wp.pl/lzy-zacharowej-na-konferencji-zapomniala-ze-to-rosja-jest-agresorem-7134710058027616a
-
Zapaść na rosyjskim rynku. Po słowach Trumpa przestali kupować Co sprzedawcy mogą zrobić z towarem, którego nie chcą klienci? Przed takim problemem stanęli rosyjscy dilerzy samochodów rosyjskich i chińskich marek. By zainteresowanie takimi autami drastycznie spadło, wystarczyły pogłoski o możliwym powrocie zachodnich firm. Szeptany upadek W momencie, w którym piszę ten artykuł, żadna z zachodnioeuropejskich, południowokoreańskich czy japońskich marek samochodów nie wystosowała oficjalnego komunikatu o zamiarze pełnego powrotu na rosyjski rynek. Nic takiego nie było jednak potrzebne, by zmienić nastawienie rosyjskich kierowców do pojazdów, które oferowane są w salonach największego terytorialnie państwa świata. Jak zauważył cytowany przez serwis autostat.ru Nikołaj Iwanow, dyrektor działu nowych samochodów w firmie dilerskiej Rolf, spadek ruchu w salonach samochodowych o 20-30 proc. dał się zauważyć w ciągu ostatnich tygodni. Od czasu, gdy w mediach społecznościowych zaczęła rozprzestrzeniać się informacja o możliwym powrocie aut zachodnich marek. Te zaś spowodowane były m.in. działaniami Donalda Trumpa w kontekście Ukrainy. Znaczna część rosyjskich kierowców wstrzymuje się z zakupem nowego samochodu, mając nadzieję, że niebawem będą mogli stać się właścicielami auta którejś z uznanych marek z Europy, Japonii czy Korei Południowej. I nie ma w tym przypadku. Obecnie na rosyjskim rynku, przynajmniej w oficjalnym obiegu, można kupić jedynie samochody marek rodzimych lub chińskich. Według danych autostat.ru w 2024 r. modele chińskich producentów stanowiły niemal 60 proc. wszystkich nowych pojazdów sprzedanych w rosyjskich salonach. Pozostali klienci zdecydowali się na auta rosyjskie. Problem w tym, że nie jest to konkurencyjna oferta. Dlaczego nie chcą "swoich"? Nie trzeba wielkiej wiedzy motoryzacyjnej, by zauważyć, że większość oferowanych obecnie modeli Łady to pod względem technologicznym samochody zacofane – przywodzące na myśl modele europejskie sprzed kilkunastu lat. Najbardziej widoczne jest to w przypadku modeli Granta, Largus i oczywiście Niva Legend. Jak się jednak okazuje, również stworzony w 2014 r. wspólnie z Renault model Vesta potrafi zaskoczyć słabą jakością wykonania oraz brakiem jakiegokolwiek wyposażenia kojarzonego ze współczesnym autem. W przypadku chińskich modeli problem ma nieco inną naturę. Pod tym względem "bogactwo" rosyjskiego rynku jest o wiele większe niż w Polsce. Wiele modeli z Państwa Środka wyposażono w nowoczesne technologie, a niektóre z nich są nawet warte uwagi. W czym więc problem? Jak w 2024 r. przyznali sami Rosjanie, chińskie auta niezbyt dobrze znoszą eksploatację w tym kraju. Według rosyjskich specjalistów, którzy przed niemal rokiem byli cytowani przez autostat.ru, chińskie samochody są znacznie bardziej awaryjne niż ich zachodnie odpowiedniki. Najbardziej skrajna opinia mówiła o trzykrotnie krótszej żywotności. To jednak nie koniec. Częstsze naprawy wymagają dużej liczby części zamiennych, a z tym rosyjscy przedstawiciele chińskich marek mają problem. Problemem bywa dostępność części zamiennych, a także logistyka. W samych serwisach nie zawsze można też natknąć się na mechaników, którzy zostali odpowiednio przeszkoleni z obsługi chińskich modeli. W efekcie zdarza się, że na części trzeba czekać tygodniami czy miesiącami, a wielu kierowców wybiera improwizowaną naprawę poza ASO. To nie będzie takie proste Oczywiście łatwo zrozumieć rosyjskich dilerów, którzy starają się zniechęcić spore grono potencjalnych nabywców do czekania na możliwość zakupu aut zachodnich marek. W końcu w takim scenariuszu mogą zostać z chińskimi samochodami, których nikt nie będzie chciał kupić. Trzeba im jednak przyznać rację, że póki nie zostaną zniesione sankcje, nie ma o czym mówić. Zresztą nawet gdyby tak się stało, sprawa nie będzie prosta. Po pierwsze, europejskie firmy – przynajmniej początkowo – obawiałyby się ostracyzmu wśród europejskich klientów. Większe znaczenie mogłyby jednak mieć przeszkody formalne, które postawili sami Rosjanie. Jak zauważyli specjaliści cytowani przez autostat.ru, w październiku 2024 r. rosyjskie prawo wprowadziło nową opłatę recyklingową od pojazdów, które nie zostały wyprodukowane w Rosji. Wynosi ona aż 30 proc. wartości auta. Oznacza to, że ceny importowanych aut zachodnich marek byłyby zdecydowanie wyższe niż przed napaścią Rosji na Ukrainę. Może więc zachodnie marki powrócą do swoich rosyjskich fabryk, które opuściły po marcu 2022 r.? To nie byłoby takie proste. Część marek nie zapewniła sobie prawnej możliwości powrotu do opuszczonych obiektów, a w innych produkowane są już samochody chińskich koncernów. W 2023 r. Volkswagen ostatecznie wycofał się z Rosji po zapadnięciu wyroku w rosyjskim sądzie. Fabryka w Kałudze, w którą niemiecka firma miała zainwestować około 800 mln euro, została sprzedana firmie Avilon. Dziś produkowane są tam samochody Haval M6, a niebawem ruszyć ma produkcja Chery Tiggo 9 oraz zależnej od chińskiego koncernu Chery rosyjskiej marki Tenet. Z zakładów Avtozawod w Petersburgu kiedyś wyjeżdżały modele Nissana. Dziś produkowane są tam auta marki Xcite, również zależnej od chińskiego Chery. W zlokalizowanej w Królewcu fabryce, niegdyś produkującej samochody BMW i Kii, dziś powstaje kilka modeli aut chińskiej firmy BAIC. Gracze z Państwa Środka nie ustąpią pola, a to oznacza, że zachodnie firmy musiałyby od początku budować swoje zaplecze. Otwarte pozostaje pytanie o to, czy zdecydują się na to w obliczu nieprzewidywalności rosyjskiej polityki. https://autokult.pl/zapasc-na-rosyjskim-rynku-klienci-czekaja-na-auta-europejskich-marek,7134663140121216a
-
nie ogarniam twojego toku rozumowania serio jak dla mnie to idziesz w zaparte , ta dyskusja nie ma sensu. Próbujesz udowodnić za wszelką cenę ze Tesla Y jest bardzo ładna skoro sie dobrze sprzedaje. pisałem ci wczesniej ze nie znam nikogo komu by sie podobała bo jest nijaka (wiec to nie jest tak że sie podoba każdemu) . historia zna wiele produktów ktore sie rewelacyjnie sprzedają mimo ze nie są szczególnie ładne. Twoim zdaniem jest ładna, moim zdaniem jest brzydka i tyle, na tym powinnismy zakonczyc te dyskusje. Ja nie polemizuję z faktem że sie dobrze sprzedaje Tesla Y bo z faktami sie nie polemizuje. To ty próbujesz polemizować z tym ze komus sie moze nie podobać (a takich ludzi jest sporo). I nie pisz mi prosze że skoro sie dobrze sprzedaje to musi być ładna bo to argument z dupy. Toyota Corolla też sie swietnie sprzedaje a nie jest przecież jakoś szczególnie ładna.
-
to ja mam jakieś oszukane dane z internetu w takim razie bo chyba wszedzie piszą ze na 1 miejscu w sprzedaży aut jest Toyota , Na drugim miejscu uplasował się Volkswagen, a na trzecim koncern Hyundai/KIA (wszystkie te firmy robią zarówno auta droższe jak i tańsze)
-
The Gorge / Wąwóz (2025) - obejrzałem jakis czas temu ale mnie nie porwał, ładny wizualnie i koncepcja początkowo ciekawa ale im dalej tym bardziej groteskowo i nudnie, to taki film co obejrzysz i za chwile nic nie pamietasz bo nic w nim w sumie ciekawego nie było.
-
jak wygląda jak biedniejszy kuzyn chińskich aut i na dodatek jest kiepskie w uzytkowaniu (tabletoza i inne problemy związane z elektroniką) to sie nie dziwie ze ludzie narzekają.
-
jedna zgruzowana kacapska wioska to niestety kropla w morzu potrzeb, ruskie mają taką mentalnosc i mniemanie o sobie ze trzeba by zaorać w ten sposób 99% kraju zeby w ich umysłach pojawiły się inne mysli niż wieczne sny o potędze i podboju świata.
-
Andrzej Duda zaznaczył, że Polska na razie nie ma co liczyć na rozwinięcie własnego arsenału nuklearnego. - Aby mieć własny potencjał nuklearny, myślę, że zajęłoby to dekady - konstatował. Polacy od dekad nie są w stanie się dogadać ze sobą żeby zrobić własny seryjnie produkowany samochód a co dopiero broń jądrową
-
Co zrobi Putin? Takie sygnały płyną z Kremla Rosja może podjąć rozmowy o zawieszeniu broni, ale w rzeczywistości nie jest chętna do przyjęcia trwałych warunków pokojowych, innych niż kapitulacja Ukrainy - mówią WP eksperci analizujący sygnały płynące z Kremla. Rosyjskie media odpalają nową narrację: "żadnego porozumienia Rosji i USA nie będzie". Rosja ma kilka wariantów działania w obliczu propozycji zawieszenia broni: - może oficjalnie odrzucić propozycję, przedstawiając ją jako wrogą intrygę - albo zgodzić się na nią, pozorując realizację, a następnie oskarżyć Ukrainę o zdradę i złamanie umowy. W obu przypadkach nie należy oczekiwać trwałego pokoju, a działania Rosji nie świadczą o tym, by do tego dążyła - mówi WP dr Michał Marek, z Centrum Badań nad Współczesnym Środowiskiem Bezpieczeństwa, autor monografii "Wojna informacyjna Federacji Rosyjskiej przeciwko Ukrainie, Polsce i NATO". Jak zauważa rozmówca, już w momencie pojawienia się informacji z Dżuddy o gotowości Ukrainy do 30-dniowego zawieszenia broni, rosyjska propaganda natychmiast rozpoczęła działania dezinformacyjne mające na celu zdyskredytowanie uzgodnień pomiędzy Stanami Zjednoczonymi i Ukrainą. W środę rano w państwowej agencji RIA Novosti ukazał się komentarz pt. "Do widzenia i dziękuję państwu, żadnego porozumienia Rosji i USA nie będzie". Autor kpi z taktyki negocjacyjnej Trumpa, nazywając ją "sztuczkami nowojorskiego dewelopera". Pisze tak: "Oznacza to, że nie będzie żadnych porozumień z zespołami, przedstawicielami i wysłannikami. Ewentualne porozumienie może zawrzeć tylko Putin i Trump. "Rosja na pewno wygra, niezależnie od działań Stanów Zjednoczonych". Rosyjskie media nie traktują informacji o potencjalnych porozumieniach jako priorytetowych. Skupiają się na przedstawianiu sukcesów armii w wyzwalaniu terytorium obwodu kurskiego. - Propozycję zawieszenia broni przedstawia się jako cios w Rosję i próbę zyskania czasu przez Ukrainę na dozbrojenie się, co stanowiło odwrócenie narracji, sugerując, że to Stany Zjednoczone przestały dążyć do pokoju i knują intrygi przeciwko Rosji. Z tego wynika, że strona rosyjska stara się zdystansować od wszelkich propozycji pokojowych, które nie są równoznaczne z kapitulacją Ukrainy - dodaje Michał Marek. Przypomnijmy: po wtorkowych rozmowach USA - Ukraina sekretarz stanu Marco Rubio ogłaszając wolę Ukrainy do zawieszenia broni, wskazał, że "piłka jest teraz po stronie Rosji". Stanowczo zasugerował: "USA mają nadzieję, że nie będzie konieczności zaostrzania sankcji". Potem dodał: "Stany chcą, aby spotkanie Putina i Trumpa dotyczyło czegoś pozytywnego". Teraz pozostaje pytanie, co zrobi Władimir Putin, czy będzie udawał, że przyjmuje ofertę, czy może znajdzie sposób na kontynuowanie wojny. Rosja będzie kreować swój wizerunek jako państwa dążącego do pokoju i otwartego na dialog. Jednakże w rzeczywistości jej celem jest albo zyskanie czasu, albo prowadzenie działań informacyjno-psychologicznych mających na celu deprecjonowanie strony ukraińskiej i obniżenie poziomu poparcia dla Kijowa na Zachodzie. W rosyjskiej narracji to Kijów jest przedstawiany jako strona dążąca do wojny, podobnie jak Polska, której wsparcie dla Ukrainy jest interpretowane jako dążenie do kontynuacji konfliktu - dr. Michał Marek Podsumowuje, że z perspektywy rosyjskiej warunkiem pokoju jest między innymi zniesienie polityki sankcyjnej wobec Rosji oraz pełne wycofanie ukraińskich wojsk z obwodu kurskiego. Rosja oczekuje też wycofania ukraińskich sił z okupowanych terytoriów: części obwodów chersońskiego, zaporoskiego, donieckiego i ługańskiego. - Rosja nie jest zainteresowana trwałym pokojem na warunkach innych niż kapitulacja Ukrainy, którą w rzeczywistości postrzega również jako kapitulację Zachodu i ustąpienie wobec żądań Moskwy. Dlatego pomimo obecnych medialnie deklaracji daleki jestem od dostrzegania szans na realny przełom w sprawie zakończenia wojny - podsumowuje dr Michał Marek. Rosja nie odczuwa presji, by szybko zakończyć konflikt inaczej niż na swoich warunkach. Oni nie traktują kogoś takiego jak Marco Rubio za osobę wartą słuchania - uważa dr Wojciech Siegień, ekspert w dziedzinie analiz rosyjskiej propagandy oraz autor podcastu "Blok wschodni" w serwisie Krytyka Polityczna. - Z ich perspektywy decyzja o sposobie zakończenia wojny musi zapaść w Moskwie, a wszelkie ustalenia z Ukrainą nie są wiążące. Rosyjskie władze muszą brać pod uwagę opinię publiczną, w tym rosnącą grupę niezadowolonych radykałów prawicowych i tak zwanych Z-patriotów, których trzeba przekonać, że to akceptowalne warunki zakończenia konfliktu - dodaje dr Siegień. https://wiadomosci.wp.pl/wladimir-putin-zgodzi-sie-na-zawieszenie-broni-eksperci-nie-maja-zludzen-7134324162906720a
-
Płk. Jurij Ignat, były rzecznik ukraińskich sił powietrznych, w rozmowie z ukraińskimi mediami powiedział, że F-16 dostarczone Ukrainie przez zachodnich partnerów nie są wystarczająco nowoczesne, by skutecznie rywalizować w walce powietrznej jeden na jednego z rosyjskimi Su-35. Ignat zaznaczył, że F-16, które trafiły do Ukrainy, to starsze modele, nieposiadające nowoczesnych technologii potrzebnych do konkurowania z Su-35. Rosyjskie myśliwce są znane z zaawansowanej manewrowości i nowoczesnego uzbrojenia, co stawia ukraińskich pilotów w trudnej sytuacji podczas bezpośrednich starć. Ukraińskie F-16 Bulgarian Military przypomina, że Ukraina otrzymała dotychczas ok. 20 myśliwców F-16 od krajów takich jak Holandia i Dania, a także wsparcie szkoleniowe ze strony USA. Jednak liczba ta jest niewystarczająca, by zrównoważyć przewagę Rosji, która dysponuje ponad 100 Su-35. Ukraińskie F-16 są używane głównie do misji obronnych, takich jak przechwytywanie dronów i pocisków. Rosyjskie Su-35, wprowadzone na początku lat 2000, posiadają zaawansowane systemy radarowe i uzbrojenie dalekiego zasięgu, co daje im przewagę w walce powietrznej. Ukraińskie F-16, choć funkcjonalne, są starszymi modelami z lat 80. i 90., co ogranicza ich zdolności bojowe, podkreśla serwis. Ignat podkreślił, że brak nowoczesnego uzbrojenia i systemów radarowych w ukraińskich F-16 zmusza pilotów do zbliżania się do celów, co zwiększa ryzyko w starciach z Su-35. Mimo to, ukraińskie siły powietrzne starają się maksymalnie wykorzystać dostępne zasoby, koncentrując się na ochronie miast i infrastruktury. Warto przypomnieć, że przekazane Ukrainie myśliwce to wersje F-16AM/BM, będące zmodernizowanymi wariantami starszych modeli F-16A i F-16B. Modernizacja objęła wyposażenie w nowocześniejsze systemy, takie jak radar AN/APG-66(V)2, ulepszony silnik oraz obsługę celowników montowanych na hełmach i systemu wymiany danych Link 16. Samolot tego typu standardowo mogą przenosić do 7,7 tony ładunku bojowego, w tym rakiety powietrze-powietrze, amunicję precyzyjną powietrze-ziemia oraz pociski manewrujące AGM-158 JASSM. Niedawno w sieci pojawiła się też fotografia ukraińskiego F-16 z pociskiem AIM-120 AMRAAM w wersji C, co wskazuje na wyposażenie tych maszyn w nowocześniejsze uzbrojenie powietrze-powietrze. https://tech.wp.pl/gorzka-opinia-ukrainskiego-pulkownika-mowi-o-mysliwcach-f-16,7134328813132416a
