marko
Użytkownik-
Postów
1 198 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
Treść opublikowana przez marko
-
BTW. Czy uważacie, że ten program mój elektryk ma w ogóle sens? Obiektywnie
-
O to to.
-
No dobra. U mnie też wszystko pochowane, a jakoś od 3tys. km działa. Taka różnica.
-
generalnie całe moje sąsiedztwo tak robi. BEV dookoła komina, a na trasy duże auto spalinowe. Różnica jedyna, że nikt nie tworzy do tego ideologii. Elektryk jest wygodny na miasto (co sam mogę stanowczo potwierdzić), ale na trasie to komplikowanie sobie życia. To jest w zasadzie powód, dlaczego jeżdżę hybrydą, a nie BEV. Potrzebowałbym drugie auto, to pewnie wziąłbym jakiegoś małego elektryka.
-
Ja swojego zdania nie zmienię. Z prostego powodu: nie jestem w stanie tego polecić i mało mnie interesuje, czy komuś będzie obojętne się z tym szarpać czy nie. Jednocześnie nie wciskam, że osprzęt musi być premium i to wszystko tanie to nie nadaje się na codzień. Podobnie jak z siodełkiem, możesz kupić najtańsze, ale po co się z tym męczyć?
-
No i nie dogadamy się. Teraz zwalasz winę na sprzedawców. Sęk w tym, że oni sami mają targety do ogarnięcia. Jeśli najlepiej zarabia się na elektrykach, to poleca się elektryki, co przy aktualnym problemie z zalegającymi na placach BEV powinno być priorytetem. Jeśli na placu stoi jakieś auto, którego nie idzie sprzedać, to szuka się klienta na to auto, nieważne jaki napęd. Wiedza czy jej brak u sprzedawców nie jest tutaj żadnym argumentem. Sęk w tym, że trzeba zachować przy tym zdrowy rozsądek, żeby ten klient kiedyś wrócił po kolejny samochód. Więc jeśli ktoś miał diesla i pokonywał duże trasy i sprzedawca wciśnie mu elektryka czy paliwożerną w trasie hybrydę, to jest duże prawdopodobieństwo, że ten klient już nie wróci, bo przyjdzie rozczarowanie i klient poczuje się oszukany. Przykład Twojej trasy poz -wawa - poz. BEV musisz się ładować po drodze. Benzyną wrócisz do domu na tym samym baku. Dieslem tankujesz dopiero po dwóch takich trasach. Twoją żonę męczyło tankowanie ICE. A na trasie to nie ma problemu z której ładowarki skorzystać, żeby nie ładować się pół dnia i nie zapłacić majątku?
-
Nie widzę jakichś diametralnych różnic
-
Szkoda, że nawet sprzedawcy w salonach samochodowych potrafią odradzić BEV, jeśli ktoś jeździ więcej w trasie niż wokół komina. Głównie ze względu na braki w infrastrukturze i marnowanie czasu.
-
Pragnę nadmienić, że to stwierdzenie dotyczy się bardziej Twojej osoby niż mojej. Przynajmniej na podstawie aktywnych tutaj forumowiczów.
-
A ja Ci pisałem, że chłodzenie jest zaletą BEV. A ogrzewanie, to żadna nowość, bo takie coś możesz mieć w ICE od dziesiątek lat. Zdejmij klapki, zacznij czytać ze zrozumieniem i przyjmować argumenty. BTW. Ty mi nie odpisałeś, jak nadążasz z ładowaniem przy 50kkm rocznie. Bo skoro na serwis olejowy wychodziło Ci 2-3razy do roku, to wychodzę z założenia, że takie przebiegi robisz.
-
Idąc ze skrajności w skrajność, te kable po kilkunastu ładowaniach poza domem też za czyste nie są. Wystarczy trochę deszczu, raz pociągniesz nimi po parkingu przy podpinaniu i już masz ufajdane ręce. Ale to taki argument jako kontra do brudnego tankowania ICE BEV dostaję notorycznie jako auto zastępcze. Coś tam o użytkowaniu wiem. Więc może jednak BEV w obecnej postaci, to niewypał? I to jest ta prostota obsługi BEV? Z tym "tego się prawie nie montuje i nie korzysta" to już się dalej nie ośmieszaj. Wymieniasz to jako zaletę BEV, ale jak to samo może mieć ICE, to już bezsensowna fanaberia. Robicie dokładnie to co zarzuca się właścicielom BEV: klapki na oczach, traktowanie tego jak jakiejś religii
-
każde, do jakiego założysz takie ogrzewanie. Clio też moze mieć ogrzewanie postojowe. Cena z montażem pewnie koło 7tys. zł.
-
Czyli od co najmniej 5 lat za wiele się nie zmieniło. Sam napęd spoko, magazynowanie energii nadal kuleje i jedyne sensowne zastosowanie, to BEV jako drugie auto w domu wkoło komina. Co zresztą, patrząc po sąsiadach, ma miejsce. Gadanie, że z dotacjami można jeździć za kilkaset złotych jest, przynajmniej IMHO, upokarzające. Żeby ludziom dopłacać, żeby ktoś to w ogóle kupił. Zresztą, Niemcy mają taki ambitny plan 15mln aut elektrycznych do 2030 roku. Mamy 2025 i 1,4mln elektryków na drogach, gdzie dużym motorem napędowym były właśnie dopłaty. Tylko, że dopłaty się skończyły i boom też się skończył. I tak będzie też w Polsce. Jak BEV samo się nie obroni na rynku, to pompowanie pieniędzy w nazwijmy to, marketing, ma tyle sensu, co polewanie benzyną wypalonego ogniska.
-
Duży serwis, tzn. że oni mają w ofercie tylko swoje rowery i naprawiają tylko swoje rowery. Jeśli jest wada konstrukcyjna, to wiedzą o tym, bo wychodzi to przy większej ilości rowerów. Jeśli jest coś nienormalnego, to też mogą to szybko określić na zasadzie porównania. Jak nie jesteś przekonany opinii serwisu, że "ten typ tak ma", to biorą ten sam rower z wystawy, robisz rundę i porównujesz, czy ten typ tak ma czy jednak coś jest nie halo. Test, pomiary i wstępną diagnozę robi pracownik przy Tobie. Co do Alivio, to po regulacji jest znowu ok. Nie zmienia to jednak faktu, że te przerzutki pracują brzydko, głośno i to powie każdy, kto ma porównanie. O unibike też słyszałem dużo dobrego Byłem wczoraj na sankach. Górka jakieś 150metrów długości + jeszcze kolejne 100 wypłaszczenia. Puściłem się na dziecięcym jabłuszku. Nie polecam, zjechałem jak pocisk bez jakiejkolwiek kontroli Po drodze było kilka hopek, moje plecy i tyłek czują je do tej pory. Na dole od razu wyciągnąłem telefon i zamówiłem drugie sanki online
-
Sęk w tym, że mówimy o autoryzowanym serwisie dużego producenta rowerów (i nie jest to klasa budżetowa). Oni znają te rowery na wylot. Jeśli byłoby podejrzenie linki czy czegoś to wymieniają w ciemno, pakiet serwisowy to pokrywa. Co do Alivio, tak jak napisałem wcześniej, problemu doświadczyłem też w innym rowerze. Jednak wtedy człowiek też nie miał porównania, więc uważał, że to normalne. Potem przed zakupem swojego ebikea rozmawiałem ze znajomym, który akurat ma bardzo duże doświadczenie z rowerami i sam mi polecił dopłacić do Deore No i tak zrobiłem i nie żałuję, bo jest to kompletnie bezobsługowe. Poza tym tak jak napisałem, jeszcze koło 2017 kupiłem nastoletni rower, był w średnim stanie, ale po bułki uznałem, że będzie ok. Tam autentycznie smar wymieszany z piaskiem wydłubywałem śrubokrętem z zębatek przerzutki. Dziwiłem się, że to się w ogóle jeszcze kręci linki, pancerze wszystko stare, a przerzutki pracowały jak nowe. Do tej pory działa to wszystko jak nowe, aż szkoda mi się go pozbyć.
-
Żona ma Alivio. Przy zakupie roweru stwierdziła, że nie potrzebuje nic lepszego. Teraz tylko klnie na to i czeka do końca leasingu, wykupujemy rower i wlatuje Deore (czy jak to się będzie wtedy nazywać ta linia modelowa). Jakie problemy? Chodzi to jak traktor (głośność), co jakiś czas przestaje przerzucać przerzutki, albo przyjdzie reakcja dopiero po 100metrach. Fajnie wtedy szarpnie rowerem, jak człowiek się nie spodziewa. Po regulacji jest znowu ok, ale na jakiś czas. Serwis oczywiście posprawdzał wszystko, czy nic nigdzie się nie zacina. Ten typ po prostu tak ma. Moje Deore przy tym to jak szwajcarski zegarek. No i moja opinia nie jest odosobniona. Nie są to złe przerzutki, ale daleko im do bezobsługowych. W Polsce w rowerze też miałem Alivio i tak samo wieczne problemy z regulacją. W DE kupiłem sobie jakiś stary rower Herkules, z Deore na pokładzie. Łańcucha to tam chyba nikt nie wymieniał od 15lat, na zębatkach smar wymieszany z piachem, rower stał cały sezon pod gołym niebem, a przerzutki jak gdyby nigdy nic. Zero problemów. Przez 5 lat jedynie dętkę kupiłem i wygodniejsze siodełko.
-
Ja Ci to uproszczę. Dla zwykłego rowerzysty Deore jest jak bardzo dobry samochód. Ani Cię nie zdenerwuje, ani nie zawiedzie, i przy okazji nie zrujnuje finansowo. Działa precyzyjnie, miękko, bez szarpnięć i stan ten przy normalnym użytkowaniu utrzymuje się przez lata. A jak chcesz jeszcze lepiej, to masz serię XT. Wiadomo, są też lepsze przerzutki, i tutaj wejdzie temat, że każdy będzie chwalił co innego jako "najlepsze", a tamto inne to dno. Normalny Kowalski nie potrzebuje highendowego roweru, ale fajnie by było jakby nic w nim nie zgrzytało i nie musiał co chwilę czegoś dokręcać czy regulować. Bo to zabija frajdę z użytkowania.
-
A propos elektryków, przypomniał mi się śmieszny temat. Miałem szkolenie z obsługi BEV, napraw, problemów itd. No i był temat zachowania w razie wypadku. Zabezpieczamy auto, czyli zapłon wyłączony, hamulec postojowy zaciągnięty i... jak najszybciej oddalamy się od auta. I wzmianka "zdarzenia z udziałem aut elektrycznych nie są bardziej niebezpieczne od zdarzeń z napędem konwencjonalnym". No spoko, tylko przy aucie spalinowym nikt mi nie każe uciekać od auta
-
nie wiem co to tiagra. SPD, to dla mnie partia polityczna w Niemczech. Scholz do niej należy PS: Wygooglowałem sobie na podjazdach jadę normalnie, zmieniam jedynie przerzutkę i siłę wspomagania. Zwykłe obuwie sportowe ogarnia temat
-
Najlepsze jest to, że jedziesz się gdzieś naładować na mieście i masz problem. Większość ładowarek to AC, czyli jakieś 22kW. Czyli ładowanie zajmie 2,5-3godziny. To jest pierwszy problem. Drugi problem jest taki, że niby możesz sobie zaplanować wypad na miasto, jakieś zakupy na czas ładowania, itp., ale... miejskie ładowarki mają zazwyczaj tabliczkę z limitem czasowym ładowania. Z reguły 4 godziny. Więc musisz się ładować min. 2 godziny, ale też pamiętać, żeby nie przyjść za późno, bo oprócz naładowanego auta, będzie jeszcze mandat
-
Napiszę brzydko: pierd*lenie. Albo nie jeździcie dalej niż 50km poza miasto, albo żyjecie w jakiejś bańce. Tankowanie skomplikowane i czasochłonne. Wczoraj zajęło mi całe 3minuty. Akurat nawigacja o tyle przesunęła czas dojazdu do celu. Dłużej babrasz się z tymi kablami do ładowarki i kartami, żeby ta ładowarka w ogóle zaczęła ładować. Nie wspominając o tym, że bateria do efektywnego ładowania potrzebuje się rozgrzać. W zimie ciepłe auto. Od kilkudziesięciu lat istnieje coś takiego jak ogrzewanie postojowe. Możesz sobie je włączać z domu czy zaprogramować na konkretną godzinę. BEV nie jest tutaj żadną rewolucją w tym względzie. W lecie ok, automatyczna klima jest spoko. 2-3razy przegląd w samochodzie spalinowym? Robisz elektrykiem ponad 50kkm rocznie? Kiedy nadążasz z ładowaniem? Co do mało baterii. Brutalnym jest, jak wsiadasz rano do samochodu, jest -15. Masz zasięg powiedzmy 300km i co kilometr spada o 3-5km. Po 20km nagle masz 200km zasięgu i robisz wielkie oczy. Wkoło komina luz, na trasie jest to ponury żart. Wjedziesz na autostradę i nagle się okazuje, że z pierwotnych 300 zrobiłeś ledwo 180km. Niektórzy są zadowoleni z elektryków, jak np. mój znajomy. Ma elektrycznego golfa, jeździ tym wokół komina, ładuje w domu i zadowolony. Ale nie opowiada bzdur, że każda czynność obsługowa jest szybsza i prostsza. Bo nie jest. Sam sobie kalkulowałem BEV i na codzienny użytek nie widzę problemu. Potem sobie rozpisałem plany urlopowe na ten rok, porównałem to z wynikami zużycia energii podanej przez testerów samochodu i wyszło mi tyle, że spalinowe (benzyna) muszę tankować raz po drodze i dojadę, a elektrykiem w zasadzie trzeba co 3 godziny robić postój na ładowarce, albo jechać sznurkiem za ciężarówkami i na każdą godzinę jazdy tracić pół godziny do celu.
-
A konkretnie?
-
Wszystko zależy od budżetu. Ja mam Deore. Większość tańszych ebików ma alivio i jest to masakra.
-
Przyrządem, tak samo jak serwis. Jeśli przyrząd trzyma wymiar, to nie może źle mierzyć. Z kolei wieszanie i porównywanie długości jest niemiarodajne, bo ściśle zależy od ilości ogniw w łańcuchu. Ogniwa mają trafiać w zębatkę i tyle, i przyrząd się do tego sprawdza. Inna kwestia, że możesz kupić łańcuch za stówkę jak i za 5 stówek. Swój rower sprawdzam sam, żona ma wykupiony z pracy pakiet serwisowy obejmujący wszelkie naprawy. Więc serwis sam szuka sobie rzeczy do wymiany. W tamtym roku po pierwszych 1000km wstępnie zakwalifikowali łańcuch (pordzewiał w zimie) i kasetę do wymiany. Ostatecznie po dokładnych pomiarach poszedł tylko łańcuch do wymiany, regulacja przerzutek + aktualizacja oprogramowania
-
Ebike też swoje kosztuje. W sensie dobry ebike. Rzekłbym, że budżet startowy na ebike trekking, to tak 12tys. zł? Coś sensownego to już widełki 15-20tys. zł. Dobry sprzęt w teren, to jeszcze drożej. Mój po 3 latach i 2500km bez jakichkolwiek napraw, sprawdzam regularnie łańcuch i nadal nie jest wyciągniety.
