marko
Użytkownik-
Postów
1 360 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
Treść opublikowana przez marko
-
Ja Ci to uproszczę. Dla zwykłego rowerzysty Deore jest jak bardzo dobry samochód. Ani Cię nie zdenerwuje, ani nie zawiedzie, i przy okazji nie zrujnuje finansowo. Działa precyzyjnie, miękko, bez szarpnięć i stan ten przy normalnym użytkowaniu utrzymuje się przez lata. A jak chcesz jeszcze lepiej, to masz serię XT. Wiadomo, są też lepsze przerzutki, i tutaj wejdzie temat, że każdy będzie chwalił co innego jako "najlepsze", a tamto inne to dno. Normalny Kowalski nie potrzebuje highendowego roweru, ale fajnie by było jakby nic w nim nie zgrzytało i nie musiał co chwilę czegoś dokręcać czy regulować. Bo to zabija frajdę z użytkowania.
-
A propos elektryków, przypomniał mi się śmieszny temat. Miałem szkolenie z obsługi BEV, napraw, problemów itd. No i był temat zachowania w razie wypadku. Zabezpieczamy auto, czyli zapłon wyłączony, hamulec postojowy zaciągnięty i... jak najszybciej oddalamy się od auta. I wzmianka "zdarzenia z udziałem aut elektrycznych nie są bardziej niebezpieczne od zdarzeń z napędem konwencjonalnym". No spoko, tylko przy aucie spalinowym nikt mi nie każe uciekać od auta
-
nie wiem co to tiagra. SPD, to dla mnie partia polityczna w Niemczech. Scholz do niej należy PS: Wygooglowałem sobie na podjazdach jadę normalnie, zmieniam jedynie przerzutkę i siłę wspomagania. Zwykłe obuwie sportowe ogarnia temat
-
Najlepsze jest to, że jedziesz się gdzieś naładować na mieście i masz problem. Większość ładowarek to AC, czyli jakieś 22kW. Czyli ładowanie zajmie 2,5-3godziny. To jest pierwszy problem. Drugi problem jest taki, że niby możesz sobie zaplanować wypad na miasto, jakieś zakupy na czas ładowania, itp., ale... miejskie ładowarki mają zazwyczaj tabliczkę z limitem czasowym ładowania. Z reguły 4 godziny. Więc musisz się ładować min. 2 godziny, ale też pamiętać, żeby nie przyjść za późno, bo oprócz naładowanego auta, będzie jeszcze mandat
-
Napiszę brzydko: pierd*lenie. Albo nie jeździcie dalej niż 50km poza miasto, albo żyjecie w jakiejś bańce. Tankowanie skomplikowane i czasochłonne. Wczoraj zajęło mi całe 3minuty. Akurat nawigacja o tyle przesunęła czas dojazdu do celu. Dłużej babrasz się z tymi kablami do ładowarki i kartami, żeby ta ładowarka w ogóle zaczęła ładować. Nie wspominając o tym, że bateria do efektywnego ładowania potrzebuje się rozgrzać. W zimie ciepłe auto. Od kilkudziesięciu lat istnieje coś takiego jak ogrzewanie postojowe. Możesz sobie je włączać z domu czy zaprogramować na konkretną godzinę. BEV nie jest tutaj żadną rewolucją w tym względzie. W lecie ok, automatyczna klima jest spoko. 2-3razy przegląd w samochodzie spalinowym? Robisz elektrykiem ponad 50kkm rocznie? Kiedy nadążasz z ładowaniem? Co do mało baterii. Brutalnym jest, jak wsiadasz rano do samochodu, jest -15. Masz zasięg powiedzmy 300km i co kilometr spada o 3-5km. Po 20km nagle masz 200km zasięgu i robisz wielkie oczy. Wkoło komina luz, na trasie jest to ponury żart. Wjedziesz na autostradę i nagle się okazuje, że z pierwotnych 300 zrobiłeś ledwo 180km. Niektórzy są zadowoleni z elektryków, jak np. mój znajomy. Ma elektrycznego golfa, jeździ tym wokół komina, ładuje w domu i zadowolony. Ale nie opowiada bzdur, że każda czynność obsługowa jest szybsza i prostsza. Bo nie jest. Sam sobie kalkulowałem BEV i na codzienny użytek nie widzę problemu. Potem sobie rozpisałem plany urlopowe na ten rok, porównałem to z wynikami zużycia energii podanej przez testerów samochodu i wyszło mi tyle, że spalinowe (benzyna) muszę tankować raz po drodze i dojadę, a elektrykiem w zasadzie trzeba co 3 godziny robić postój na ładowarce, albo jechać sznurkiem za ciężarówkami i na każdą godzinę jazdy tracić pół godziny do celu.
-
A konkretnie?
-
Wszystko zależy od budżetu. Ja mam Deore. Większość tańszych ebików ma alivio i jest to masakra.
-
Przyrządem, tak samo jak serwis. Jeśli przyrząd trzyma wymiar, to nie może źle mierzyć. Z kolei wieszanie i porównywanie długości jest niemiarodajne, bo ściśle zależy od ilości ogniw w łańcuchu. Ogniwa mają trafiać w zębatkę i tyle, i przyrząd się do tego sprawdza. Inna kwestia, że możesz kupić łańcuch za stówkę jak i za 5 stówek. Swój rower sprawdzam sam, żona ma wykupiony z pracy pakiet serwisowy obejmujący wszelkie naprawy. Więc serwis sam szuka sobie rzeczy do wymiany. W tamtym roku po pierwszych 1000km wstępnie zakwalifikowali łańcuch (pordzewiał w zimie) i kasetę do wymiany. Ostatecznie po dokładnych pomiarach poszedł tylko łańcuch do wymiany, regulacja przerzutek + aktualizacja oprogramowania
-
Ebike też swoje kosztuje. W sensie dobry ebike. Rzekłbym, że budżet startowy na ebike trekking, to tak 12tys. zł? Coś sensownego to już widełki 15-20tys. zł. Dobry sprzęt w teren, to jeszcze drożej. Mój po 3 latach i 2500km bez jakichkolwiek napraw, sprawdzam regularnie łańcuch i nadal nie jest wyciągniety.
-
Nie znasz dnia ani godziny, kiedy pikawa powie Ci "stop" przy takim tętnie U mnie dwóch kolegów wyleczyło się z biegania. Znaczy ortopedzi wybili im to z głowy. Przeginali pałę i stawy nie wytrzymały. Jeden musiał być operowany, drugi niby jeszcze spoko, ale nie może przeciążać kolan. Skutki uboczne, gdy sport zamienia się w nałóg. Jeszcze jak robisz to zawodowo, to masz przy sobie ludzi, co mają pojęcie, żeby to ogarnąć. Jak robisz to w domowym zaciszu, eksploatacja do porzygu, to ani nie wiesz, gdzie jest granica (na czuja, to kiepski wyznacznik), ani nie wiesz co zrobić, jak już będzie źle... Podziwiam, za wytrwałość i silną wolę. Ale jednocześnie nie rozumiem potrzeby wycieńczenia popadającej w skrajność. Bo tak jak moja żona chodzi na siłownię i sama twierdzi, że potrzebuje takiego wysiłku i dobrze jej to robi. Ale wraca do domu i nie wygląda jakby tam przerzucała 5ton węgla... A niektórzy po treningu właśnie tak wyglądają.
-
Transport, to taki temat, gdzie z jednej strony masz istne perełki, mistrzów kierownicy i naprawdę szacun. Z drugiej strony masz pełno debili. Ja rozumiem, że do prowadzenia pojazdu ciężarowego trzeba mieć dwie ręce, dwie nogi i umieć odróżniać zielony od czerwonego, ale czasami mam wrażenie, że jakiś test IQ i próg wejścia też powinien być. Opinia oparta na podstawie (przymusowych) rozmów z wieloma kierowcami ciężarówek, jako tłumacz
-
Ja jestem wyluzowany Wypoczęty w sensie, że się zatrzymuję, idę do restauracji czy tam jakiegoś lokalu i nie leje mi się pot z czoła, koszulka nie jest przemoczona i po prostu nie śmierdzę Dla mnie to jest komfort, że jadę gdzieś daleko na rowerze i jak jestem u celu, to wyglądam świeżo. NIe rozumiem argumentu sceptyków/przeciwników ebików, że to powinny być rowery dla emerytów. Cała frajda w tym, że jeździsz rowerem, ale (prawie) wszystkie wady jazdy na rowerze znikają. Jednocześnie rozumiem np. Ciebie, że potrzebujesz się "namęczyć". Ta sama zasada, co z siłownią. Tylko, że no masz oczyszczony umysł, ale otaczający Cię ludzie chcą Cię wykopać pod prysznic
-
U mnie to jest tak, że na dachu mam Thule Slidebar (9kg) + Thule Motion XT XL (23,5kg). Sama trumna ma ładowność 500litrów / 75kg. Ładowność dachu 75kg zdecydowanie ogranicza możliwości trumny. Co do haka, to jest ciekawiej, bo... prawie wszystkie bagażniki rowerowe są do 60kg. Ja kupiłem Atera Genio Pro Advanced, bo jako jeden z wyjątków ma ładowność 65kg. Sam bagażnik waży 21,5kg + trzecia szyna coś koło 3kg. To już się robi 25kg. E-bike'i montuję bez baterii, to mam jakieś 50kg + 15kg na rower dziecka. Przy pełnym załadunku mam ok. 90kg na haku. Zwykła wycieczka z dzieckiem. Jakieś 40km. Asfalt, lasy, strome podjazdy. Zatrzymaliśmy się w zabytkowym browarze, posiedzieliśmy na plaży i wróciliśmy do domu jak gdyby nigdy nic. Dziecko wypoczęte, my wypoczęci. A rowery były konkretnie załadowane. Ukształtowanie terenu jeśli coś Ci to podpowie, to jak w Bieszczadach. Na przyszły sezon mam już zamontowany sztywny hol. Ja, rower, rower z dzieckiem, to pi razy drzwi 160kg. Przy Twoim 10kg rowerze to nadal 140kg do ciągnięcia. Jadę dla przyjemności, nie udręki. BTW. po 3 latach odkryłem, że mam w rowerze gniazdo USB i mogę ładować telefon podczas jazdy. Przeczytałem instrukcję obsługi Jutro wycieczki 70km (w jedną stronę) autem... na sanki
-
Ja ostatnio z ciekawości sprawdziłem parametry techniczne Bigstera w hybrydzie i jest lipa: ładowność dachu 75kg, obciążalność haka 75kg, przyczepa z hamulcem 1000kg. Dla porównania Qashqai o ile na dachu może też max 75kg, tak na hak może już wziąć 100kg.
-
Seria ID ma też podświetlone tylne logo. Życie. Jak człowiek nie myśli, to potem cierpi. Dziki kraj. Generalnie temat sprowadza się do tego, że hulajnoga powinna mieć dopuszczenie do ruchu. W sensie, że ustawodawca powinien wymagać od właściciela hulajnogi obowiązkowego ubezpieczenia OC, a ubezpieczalnia wymagać od producenta hulajnogi kwitów, że taki pojazd spełnia wymagania techniczne: maksymalna moc, prędkość, oświetlenie, itd. W razie zdarzenia pomoc musi być udzielona, co najmniej do stanu nie zagrażającemu życiu czy trwałemu uszczerbku na zdrowiu, jednak potem to ubezpieczalnia powinna wyjść z regresem do właściciela hulajnogi, że pojazd w momencie zdarzenia nie spełniał warunków technicznych. Jak nie ma polisy OC, to rachunek na konto UFG, które zapłaci wstępnie szpital, a potem to UFG powinno sobie radzić jak ściągnąć kasę od właściciela hulajnogi. A dlaczego właściciela hulajnogi? Bo to on nie ma polisy OC. W przypadku ważnej polisy OC, a braku np. kasku to już sprawa ubezpieczalni, co z tym zrobi.
-
To zależy czego oczekujesz od życia. Jednym życie pod presją pasuje i śpią mimo wszystko dobrze. Inni chcą być ważni, ale psychika tego nie wytrzymuje. Inni za to wolą siedzieć w kącie i robić swoje, nawet jeśli jest to poniżej ich kompetencji. Jak kończyłem szkołę, to powiedziałem sobie, że nie chcę iść do żadnej korpo. Tam jest wystarczająco dużo szczurków, które chcą się pozagryzać, a mama szczurzyca i tak z reguły ma minimalne albo żadne pojęcie o szczurkach, co jej po klatce biegają. Dopóki szczurki są potrzebne, to są "kochane". A potem wypad
-
-
Mam wrażenie, że Ford to typowe auto na leasing. 3-4lata niech pociągnie, a potem to już bajka
-
Idę rano z córką do przedszkola. Nagle córka do mnie: - tato, to auto jest chyba popsute, bo jest takie głośne - nie, to diesel. One są takie głośne... Sąsiad odpalał Passata B8 2.0 TDI Co do 1.3 w renault. Poprzedni X-TRAIL miał w końcowych rocznikach też 1.3 DIG-T. W obecnej generacji masz szalone 3-cylindrowe 1.5. więc nie ma się co śmiać
-
Dla mnie najstraszniejsze są te klamki. No ochyda
-
Ogólnie cała obecna linia modelowa BMW jest... dyskusyjna. Zarówno z zewnątrz jak i wewnątrz. Jak do tego patrzę na cennik, to nasuwa się pytanie "za co tyle pieniędzy?" Co do świecących nerek, to chyba wszystkie niemieckie marki mają albo świecące paski, albo świecące znaczki.
-
Moja tak mówiła na wszelkie SUVy czy Crossovery. Teraz patrzy z pogardą na osobówki, że trzeba się schylać do wsiadania czy do zapięcia dziecka w foteliku BTW. jaranie się E60 powinno być uznane za chorobę i być leczone E46 czy E38 porównam do PlayStation 2 - świetny sprzęt, czuć wiek, ale po latach nadal potrafi sprawić frajdę. E60/90 to takie PlayStation 3. Miało być łał, wszystkiego w opór, ale jakoś coś tam nie pasuje... A na koniec się zepsuło Wiadomo, każdy ma swój gust
-
Auto elektryczne, to tak 150-200tys. zł, czyli mniej więcej 30% ceny mieszkania (pomijam wielkie aglomeracje). Pojedziesz za granicę, to te 30-40 tys. EUR nie starczy nawet na wpłatę własną do kredytu hipotecznego. Tutaj jest główna różnica. Z 40tys. EUR w kieszeni nie poszalejesz za granicą, ale w Polsce już można to dobrze zainwestować. Z perspektywy statystycznego Polaka nie widzę absolutnie żadnego sensu pchać się w auto elektryczne, nawet mając prąd za darmo. Trzeba albo naprawdę dobrze zarabiać, żeby mieć hajs na fanaberie, albo nie umieć liczyć pieniędzy. I jak wielu z tutejszych bywalców wie, jestem fanem aut elektrycznych. Jednak nie mam zamiaru robić z tego religii i na siłę uzasadniać sensowności. Jak technologia będzie na tyle rozwinięta, to BEV samo się obroni. Póki co jest to wciskanie produktu na siłę pod hasłem "lepszego jutra".
-
Tylko masz świadomość, że ponad połowa ładowarek znajduje się w 15 największych miastach w Polsce? We wschodniej części Polski, jak to w przypadku Polski B ładowarek ze świecą szukać. BEV jako auto wkoło komina tak (chociaż i tak mam obiekcje, o czym za chwilę), na (bezstresową) trasę tylko dla fanatyków, na pewno nie dla ludzi w trybie urlopowego chilloutu. Co do obiekcji. Mieszkam w DE, w bloku, na obrzeżach miasta, gdzie nie ma żadnej drogi przelotowej. W sensie jak jedziesz do mnie na dzielnicę, to po coś konkretnego, a nie że masz po drodze. No i trochę ładowarek jest, nawet pod blokiem mam dwie podwójne AC. I co? W godzinach dziennych możesz ładować się max 4 godziny. Jak wszyscy są w pracy, to jeszcze coś wolnego znajdziesz. Przyjdą jednak godziny popołudniowe i... zazwyczaj wszystko zajęte. W godzinach wieczornych nie ma już limitu czasowego i auto może stać do rana (co ma sens, bo nie widzę tego, żebym o północy szedł do auta, żeby go przeparkować). W weekendy jest jeszcze gorzej z wolnymi miejscami. Więc użytkowanie wkoło komina, jak nie masz prywatnej ładowarki, to tak nie zawsze spoko. Co do ładowarek na mieście, to są co kilkaset metrów, a nawet gęściej. Sęk w tym, że nie do końca wiesz, czy tam gdzie potrzebujesz, znajdziesz akurat wolną. Więc czasami robisz puste kilometry, tracisz czas, a na koniec musisz postawić auto akurat tam, gdzie da się je podłączyć i dalej grzać z buta z powrotem do miejsca docelowego. Ostatnio nawet w salonie rozmawiałem z pracownikami na temat BEV, to się śmiali, że najlepsza kalkulacja, to mniejsze BEV wokół komina, a na urlop po prostu wypożyczalnia samochodowa. Szkoda się szarpać z BEV na trasie. Pomijam już patologię z sieciami ładowarek, specjalnymi kartami z abonamentami, itd., aplikacjami do sprawdzania czy ładowarka jest w ogóle wolna, itp. Na tym etapie jest to po prostu patologia.
-
No, tylko te 20% nie będzie obowiązywało przez kolejne 21lat, tylko co rok będzie coraz drożej. Wolałbym startować od +20% niż od +100%
