Skocz do zawartości

Czy biliście się w życiu i czy lubicie bójki?  

30 użytkowników zagłosowało

  1. 1. Czy biliście się w życiu i czy lubicie bójki?

    • Tak, biłem się i jest to ok
      3
    • Nie biłem się i jest to ok
      2
    • Bili mnie
      1
    • Nie lubię, wolę rozsądne rozwiązywanie problemów
      10
    • Tak, biłem się i nie jest to ok
      14
    • Nie biłem się, ale jest to NIE ok
      1


Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

Sprowokowała mnie do tego pytania ex, która napisała do mnie pewnie pod wpływem jakichś emocji, że nigdy się o nią nie biłem. Jestem gościem który woli merytorykę, nie rozumiem w ogóle idei przemocy, nie wiem skąd ktoś ma takie nastawienie.

Dlatego pytam jakie są wasze doświadczenia. Może się biliście, może ktoś z was dostał (tu się pewnie mało kto przyzna), czy w ogóle lubicie przemoc. Realnie gale patoMMA mają zasięgi więc chyba mamy tu fanów, prawda?

Ankieta anonimowa przynajmniej jak widzę i wielokrotny wybór.

Edytowane przez Keller
Opublikowano (edytowane)

Tylko raz bilem się tak, że doszło do poważniejszych obrażeń:

Chciałem uderzyć napastnika, ale że byłem szczylem bez doświadczenia i nie wiedziałem jak, to uderzyłem tak niefortunnie że uszkodziłem sobie nadgarstek, a napastnikowi nie wyrządziłem żadnej krzywdy. Potem na Atari 65XE musiałem grać w International Karate lewą ręką a nawet stopą pokonałem brata, po pokonaniu go lewą ręką,  bo wiedziałem że "góra + przód" to cios piąchą. Czyli nieudana bójka w realu zmieniła mnie w mistrza karate w grze :]

 

Największą krzywdę zrobiłem za to w innej bójce w ten sposób, że nie wiedziałem, że jest jakaś bójka. :E

 

...ale miałem bardzo dobry refleks i słuch - odwróciłem się jak napastnik chciał mnie z zaskoczenia i od tyłu kopnąć w głowę "z wyskoku"  -  zrobiłem unik, którego się nie spodziewał, przez co pierdolnął na beton ku uciesze gawiedzi i tak oto wygrałem "bójkę".  :D

 

 

Gotowość do bójki włączyła mi się raz jak byłem pijany w barze w wieku ok 20 lat, gdy ktoś wpadł i powiedział, że jacyś ludzie biją naszego kolegę. Włączyło się "jeden za wszystkich, wszyscy za jednego" ale na szczęście tamci zwiali i bardzo dobrze, bo bym pewnie dostał wpierdziel albo znowu się sam o siebie połamał. :D

 

Edytowane przez VRman
Opublikowano
1 minutę temu, Decus napisał(a):

Gosć został zakonnikiem i żyje poza cywilizacją 

Wyjaśnij, bo na razie widzę cwaniakowanie.

18 minut temu, VRman napisał(a):

Gotowość do bójki włączyła mi się raz jak byłem pijany w barze w wieku ok 20 lat

Teraz pewnie masz 40? Dalej Ci się to włącza?

Opublikowano (edytowane)

Niestety bliżej 50 już od jakieś czasu.

 

Nie. To po prostu była durnota wywołana alkoholem. Na trzeźwo bym mądrzej pomyślał na spokojnie "ważę tyle że jak  mocniej dmuchną to polecę, nie umiem się bić, nic nie pomogę tylko dostanę wpierdziel" i bym nigdzie nie szedł.

 

Mając obecną wiedzę o wstrząsach mózgu itd. w ogóle bym się w bójkę nie pakował choćby nie wiem co. To jest kretynizm do potęgi nawet jak się jest mocno zbudowanym i ma się umiejętności.  Ktoś źle upadnie i może być zgon. 

Edytowane przez VRman
Opublikowano
2 minuty temu, VRman napisał(a):

Niestety bliżej 50 już od jakieś czasu.

 

Nie. To po prostu była durnota wywołana alkoholem. Na trzeźwo bym mądrzej pomyślał na spokojnie "ważę tyle że jak  mocniej dmuchną to polecę, nie umiem się bić, nic nie pomogę tylko dostanę wpierdziel" i bym nigdzie nie szedł.

 

Mając obecną wiedzę o wstrząsach mózgu itd. w ogóle bym się w bójkę nie pakował choćby nie wiem co. To jest kretynizm do potęgi nawet jak się jest mocno zbudowanym i ma się umiejętności. 

 

Ano jak alko to rozumiem, ale mi chodzi o ten impuls taki bez specyfików. Czy chcesz się bić w byle problemie.

Opublikowano

Biłem się tylko w podstawówce i gimnazjum, przemoc to było być albo nie być, ale tego okresu nie zaliczam do bójek, bo człowiek miał umysł ameby. 

 

Powiedzmy od lvl 16+ który zaliczam już jako normalne dorosłe życie nie biłem się ani razu. Generalnie jeśli widzę sytuację która może źle się skończyć to staram się zniknąć jak najszybciej z oczu. Nie jestem też typem który stanie w czyjejś obronie. 

 

Inna sprawa to bójka dla sportu, ale to w ochraniaczu na głowę i rękawicach, no i szczęka. Wtedy jak najbardziej mógłbym się pobawić :E

Opublikowano
3 godziny temu, Keller napisał(a):

ex, która napisała do mnie pewnie pod wpływem jakichś emocji, że nigdy się o nią nie biłem.

ten fragment wsjkazuje na bicie pod wzgledem walki o milosc / kobiete ... , a nie o bicie jako przemoc fizyczna btw.

 

Nw jak wy ale ja zawsze zamiast sie bić jak low iq persony (nie liczac sportow walki) to wole dyskusje na argumenty :E 

  • Upvote 1
Opublikowano
25 minut temu, Pan Mateoo napisał(a):

ten fragment wsjkazuje na bicie pod wzgledem walki o milosc / kobiete ... , a nie o bicie jako przemoc fizyczna btw.

 

Nw jak wy ale ja zawsze zamiast sie bić jak low iq persony (nie liczac sportow walki) to wole dyskusje na argumenty :E 

Przemoc psychiczna daje czasem lepsze efekty od fizycznej:E

  • Like 1
  • Upvote 2
Opublikowano

tak, nie koniecznie ale czasem trzeba,  przykład małżonka staje na wyjeździe z sklepu ale nie zastawia przejazdu typ w dobrym aucie  się się sadzi do nie niej wymachuje łąpami idzie w jej stronę, wychodze ze sklepu  nawet nie tłumaczę dostaaje buta na mordę (leży na kostce brukowej) i jedziemy na grzyby (o dziowo moja kobieta po zdarzeniu w ogóle o tym nie rozmawia) ale żeby nmie było nie jestem przmocowcem i nawet z ciemnymi jestem w stanie negocjować                                                                                                                  

  • Upvote 1
Opublikowano

Ja dorastałem w czasach, że jak szło się do kumpla na inne osiedle, to zawsze ktoś miał "problem"". Trzeba było powiedzieć do kogo się idzie, jak go znali, to było ok. W podstawówce solówki były na porządku dziennym (choć to bardziej były szarpaniny). Ogólnie to unikałem miejsc, gdzie nowi byli niemile widziani (podrzędne osiedlowe speluny). Najgorzej to było jak człowiek za czasów nastolatka odwiedzał rodzinę na wsi. Tam miastowi mieli przechlapane, trzeba było się nie oddalać od kuzynów. Teraz bym unikał konfliktów siłowych, szczególnie że wystarczy, że ktoś niefortunnie padnie i może być tragedia. Kiedyś ludzie o tym nie myśleli, że łatwo można kogoś uszkodzić.

  • Upvote 1
Opublikowano (edytowane)
17 godzin temu, j4z napisał(a):

Nic mnie tak nie trigerrowało jak obraza mojej kobiety. 🙄

To coś jako mężczyźni mamy chyba w genach. 

Jezu jak ja się cieszę, że mam inne, w takim razie. 

 

 

Jak ktoś bez powodu ją uderzy, to rozumiem, ale za obrażenie czyli coś, co nic nie szkodzi, ryzykować poważne uszkodzenie ciała?

Parę razy o mało nie dostałem w ryj od przyjaciół lub kuzyna, jak powiedziałem parę słów prawdy. Żeby było śmieszniej, w ciągu kilku lat wyszło, że w każdym przypadku miałem rację, ale że kobita była fałszywą cwaniarą lecącą na kasę i okłamującą ile wlezie, to przyznali dopiero po rozwodach.

 

Faceci jak się zakochają, to wyłączają mózgi. I często właśnie w tym trybie włącza im się "rycerz" i wyskakują z łapami w "obronie swojej lubej". Nie mówię, że zawsze, nie mówię, że w Waszym przypadku, ale z mojego osobistego doświadczenia wychodzi, że ta postawa to jedna z największych głupot ever.

Edytowane przez VRman
Opublikowano (edytowane)
11 godzin temu, ghostdog napisał(a):

Ja dorastałem w czasach, że jak szło się do kumpla na inne osiedle, to zawsze ktoś miał "problem"". Trzeba było powiedzieć do kogo się idzie, jak go znali, to było ok. W podstawówce solówki były na porządku dziennym (choć to bardziej były szarpaniny). Ogólnie to unikałem miejsc, gdzie nowi byli niemile widziani (podrzędne osiedlowe speluny). Najgorzej to było jak człowiek za czasów nastolatka odwiedzał rodzinę na wsi. Tam miastowi mieli przechlapane, trzeba było się nie oddalać od kuzynów. Teraz bym unikał konfliktów siłowych, szczególnie że wystarczy, że ktoś niefortunnie padnie i może być tragedia. Kiedyś ludzie o tym nie myśleli, że łatwo można kogoś uszkodzić.

Wg mnie solówki były rzadko, w sensie większość się nie biła. Znaleźli się tacy dwaj i reszta max oglądała, ale też nie można było wyrazić braku poparcia bo od razu wiadomo że wyzwiska.

15 godzin temu, j4z napisał(a):

Nic mnie tak nie trigerrowało jak obraza mojej kobiety. 🙄

To coś jako mężczyźni mamy chyba w genach. 

Ja tego nie mam, bo nie traktuję kobiety ani jako swojej własności ani upośledzonej. Niech sobie odpyskuje sama. Realnie wtrącam się tylko gdy jest zagrożenie fizyczne, lub lepiej nawet odejść. Szkoda prądu na problemy. Choć ja raczej nie jestem dobrym przykładem bo mam od młodości osteoporozę więc łatwo o złamania i może naturalnie każe mi to unikać prób.

Edytowane przez Keller
  • Like 1
Opublikowano

Sugerujesz, że ja tak traktowałem? Nie, nie traktowałem. Miałem sąsiada, z którym znałem się długo. Ogólnie był idiotą, irytował mnie mocno, ale zawsze się kontrolowałem. Jak zacząłem ubliżać mojej żonie, której przy tym nie było, nie wytrzymałem. 

Opublikowano (edytowane)
6 minut temu, j4z napisał(a):

Sugerujesz, że ja tak traktowałem? Nie, nie traktowałem. Miałem sąsiada, z którym znałem się długo. Ogólnie był idiotą, irytował mnie mocno, ale zawsze się kontrolowałem. Jak zacząłem ubliżać mojej żonie, której przy tym nie było, nie wytrzymałem. 

Z jakichś powodów chcesz bronić kobiety nawet jak tylko gadają pierdoły. Podumaj czemu. Wychowanie? Koledzy?

Edytowane przez Keller

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

    • Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...