Skocz do zawartości

Czy biliście się w życiu i czy lubicie bójki?  

31 użytkowników zagłosowało

  1. 1. Czy biliście się w życiu i czy lubicie bójki?

    • Tak, biłem się i jest to ok
      3
    • Nie biłem się i jest to ok
      2
    • Bili mnie
      2
    • Nie lubię, wolę rozsądne rozwiązywanie problemów
      10
    • Tak, biłem się i nie jest to ok
      14
    • Nie biłem się, ale jest to NIE ok
      1


Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

Sprowokowała mnie do tego pytania ex, która napisała do mnie pewnie pod wpływem jakichś emocji, że nigdy się o nią nie biłem. Jestem gościem który woli merytorykę, nie rozumiem w ogóle idei przemocy, nie wiem skąd ktoś ma takie nastawienie.

Dlatego pytam jakie są wasze doświadczenia. Może się biliście, może ktoś z was dostał (tu się pewnie mało kto przyzna), czy w ogóle lubicie przemoc. Realnie gale patoMMA mają zasięgi więc chyba mamy tu fanów, prawda?

Ankieta anonimowa przynajmniej jak widzę i wielokrotny wybór.

Edytowane przez Keller
Opublikowano (edytowane)

Tylko raz bilem się tak, że doszło do poważniejszych obrażeń:

Chciałem uderzyć napastnika, ale że byłem szczylem bez doświadczenia i nie wiedziałem jak, to uderzyłem tak niefortunnie że uszkodziłem sobie nadgarstek, a napastnikowi nie wyrządziłem żadnej krzywdy. Potem na Atari 65XE musiałem grać w International Karate lewą ręką a nawet stopą pokonałem brata, po pokonaniu go lewą ręką,  bo wiedziałem że "góra + przód" to cios piąchą. Czyli nieudana bójka w realu zmieniła mnie w mistrza karate w grze :]

 

Największą krzywdę zrobiłem za to w innej bójce w ten sposób, że nie wiedziałem, że jest jakaś bójka. :E

 

...ale miałem bardzo dobry refleks i słuch - odwróciłem się jak napastnik chciał mnie z zaskoczenia i od tyłu kopnąć w głowę "z wyskoku"  -  zrobiłem unik, którego się nie spodziewał, przez co pierdolnął na beton ku uciesze gawiedzi i tak oto wygrałem "bójkę".  :D

 

 

Gotowość do bójki włączyła mi się raz jak byłem pijany w barze w wieku ok 20 lat, gdy ktoś wpadł i powiedział, że jacyś ludzie biją naszego kolegę. Włączyło się "jeden za wszystkich, wszyscy za jednego" ale na szczęście tamci zwiali i bardzo dobrze, bo bym pewnie dostał wpierdziel albo znowu się sam o siebie połamał. :D

 

Edytowane przez VRman
Opublikowano
1 minutę temu, Decus napisał(a):

Gosć został zakonnikiem i żyje poza cywilizacją 

Wyjaśnij, bo na razie widzę cwaniakowanie.

18 minut temu, VRman napisał(a):

Gotowość do bójki włączyła mi się raz jak byłem pijany w barze w wieku ok 20 lat

Teraz pewnie masz 40? Dalej Ci się to włącza?

Opublikowano (edytowane)

Niestety bliżej 50 już od jakieś czasu.

 

Nie. To po prostu była durnota wywołana alkoholem. Na trzeźwo bym mądrzej pomyślał na spokojnie "ważę tyle że jak  mocniej dmuchną to polecę, nie umiem się bić, nic nie pomogę tylko dostanę wpierdziel" i bym nigdzie nie szedł.

 

Mając obecną wiedzę o wstrząsach mózgu itd. w ogóle bym się w bójkę nie pakował choćby nie wiem co. To jest kretynizm do potęgi nawet jak się jest mocno zbudowanym i ma się umiejętności.  Ktoś źle upadnie i może być zgon. 

Edytowane przez VRman
Opublikowano
2 minuty temu, VRman napisał(a):

Niestety bliżej 50 już od jakieś czasu.

 

Nie. To po prostu była durnota wywołana alkoholem. Na trzeźwo bym mądrzej pomyślał na spokojnie "ważę tyle że jak  mocniej dmuchną to polecę, nie umiem się bić, nic nie pomogę tylko dostanę wpierdziel" i bym nigdzie nie szedł.

 

Mając obecną wiedzę o wstrząsach mózgu itd. w ogóle bym się w bójkę nie pakował choćby nie wiem co. To jest kretynizm do potęgi nawet jak się jest mocno zbudowanym i ma się umiejętności. 

 

Ano jak alko to rozumiem, ale mi chodzi o ten impuls taki bez specyfików. Czy chcesz się bić w byle problemie.

Opublikowano

Biłem się tylko w podstawówce i gimnazjum, przemoc to było być albo nie być, ale tego okresu nie zaliczam do bójek, bo człowiek miał umysł ameby. 

 

Powiedzmy od lvl 16+ który zaliczam już jako normalne dorosłe życie nie biłem się ani razu. Generalnie jeśli widzę sytuację która może źle się skończyć to staram się zniknąć jak najszybciej z oczu. Nie jestem też typem który stanie w czyjejś obronie. 

 

Inna sprawa to bójka dla sportu, ale to w ochraniaczu na głowę i rękawicach, no i szczęka. Wtedy jak najbardziej mógłbym się pobawić :E

Opublikowano
3 godziny temu, Keller napisał(a):

ex, która napisała do mnie pewnie pod wpływem jakichś emocji, że nigdy się o nią nie biłem.

ten fragment wsjkazuje na bicie pod wzgledem walki o milosc / kobiete ... , a nie o bicie jako przemoc fizyczna btw.

 

Nw jak wy ale ja zawsze zamiast sie bić jak low iq persony (nie liczac sportow walki) to wole dyskusje na argumenty :E 

Opublikowano
25 minut temu, Pan Mateoo napisał(a):

ten fragment wsjkazuje na bicie pod wzgledem walki o milosc / kobiete ... , a nie o bicie jako przemoc fizyczna btw.

 

Nw jak wy ale ja zawsze zamiast sie bić jak low iq persony (nie liczac sportow walki) to wole dyskusje na argumenty :E 

Przemoc psychiczna daje czasem lepsze efekty od fizycznej:E

Opublikowano

tak, nie koniecznie ale czasem trzeba,  przykład małżonka staje na wyjeździe z sklepu ale nie zastawia przejazdu typ w dobrym aucie  się się sadzi do nie niej wymachuje łąpami idzie w jej stronę, wychodze ze sklepu  nawet nie tłumaczę dostaaje buta na mordę (leży na kostce brukowej) i jedziemy na grzyby (o dziowo moja kobieta po zdarzeniu w ogóle o tym nie rozmawia) ale żeby nmie było nie jestem przmocowcem i nawet z ciemnymi jestem w stanie negocjować                                                                                                                  

Opublikowano

Ja dorastałem w czasach, że jak szło się do kumpla na inne osiedle, to zawsze ktoś miał "problem"". Trzeba było powiedzieć do kogo się idzie, jak go znali, to było ok. W podstawówce solówki były na porządku dziennym (choć to bardziej były szarpaniny). Ogólnie to unikałem miejsc, gdzie nowi byli niemile widziani (podrzędne osiedlowe speluny). Najgorzej to było jak człowiek za czasów nastolatka odwiedzał rodzinę na wsi. Tam miastowi mieli przechlapane, trzeba było się nie oddalać od kuzynów. Teraz bym unikał konfliktów siłowych, szczególnie że wystarczy, że ktoś niefortunnie padnie i może być tragedia. Kiedyś ludzie o tym nie myśleli, że łatwo można kogoś uszkodzić.

Opublikowano (edytowane)
17 godzin temu, j4z napisał(a):

Nic mnie tak nie trigerrowało jak obraza mojej kobiety. 🙄

To coś jako mężczyźni mamy chyba w genach. 

Jezu jak ja się cieszę, że mam inne, w takim razie. 

 

 

Jak ktoś bez powodu ją uderzy, to rozumiem, ale za obrażenie czyli coś, co nic nie szkodzi, ryzykować poważne uszkodzenie ciała?

Parę razy o mało nie dostałem w ryj od przyjaciół lub kuzyna, jak powiedziałem parę słów prawdy. Żeby było śmieszniej, w ciągu kilku lat wyszło, że w każdym przypadku miałem rację, ale że kobita była fałszywą cwaniarą lecącą na kasę i okłamującą ile wlezie, to przyznali dopiero po rozwodach.

 

Faceci jak się zakochają, to wyłączają mózgi. I często właśnie w tym trybie włącza im się "rycerz" i wyskakują z łapami w "obronie swojej lubej". Nie mówię, że zawsze, nie mówię, że w Waszym przypadku, ale z mojego osobistego doświadczenia wychodzi, że ta postawa to jedna z największych głupot ever.

Edytowane przez VRman
Opublikowano (edytowane)
11 godzin temu, ghostdog napisał(a):

Ja dorastałem w czasach, że jak szło się do kumpla na inne osiedle, to zawsze ktoś miał "problem"". Trzeba było powiedzieć do kogo się idzie, jak go znali, to było ok. W podstawówce solówki były na porządku dziennym (choć to bardziej były szarpaniny). Ogólnie to unikałem miejsc, gdzie nowi byli niemile widziani (podrzędne osiedlowe speluny). Najgorzej to było jak człowiek za czasów nastolatka odwiedzał rodzinę na wsi. Tam miastowi mieli przechlapane, trzeba było się nie oddalać od kuzynów. Teraz bym unikał konfliktów siłowych, szczególnie że wystarczy, że ktoś niefortunnie padnie i może być tragedia. Kiedyś ludzie o tym nie myśleli, że łatwo można kogoś uszkodzić.

Wg mnie solówki były rzadko, w sensie większość się nie biła. Znaleźli się tacy dwaj i reszta max oglądała, ale też nie można było wyrazić braku poparcia bo od razu wiadomo że wyzwiska.

15 godzin temu, j4z napisał(a):

Nic mnie tak nie trigerrowało jak obraza mojej kobiety. 🙄

To coś jako mężczyźni mamy chyba w genach. 

Ja tego nie mam, bo nie traktuję kobiety ani jako swojej własności ani upośledzonej. Niech sobie odpyskuje sama. Realnie wtrącam się tylko gdy jest zagrożenie fizyczne, lub lepiej nawet odejść. Szkoda prądu na problemy. Choć ja raczej nie jestem dobrym przykładem bo mam od młodości osteoporozę więc łatwo o złamania i może naturalnie każe mi to unikać prób.

Edytowane przez Keller
Opublikowano

Sugerujesz, że ja tak traktowałem? Nie, nie traktowałem. Miałem sąsiada, z którym znałem się długo. Ogólnie był idiotą, irytował mnie mocno, ale zawsze się kontrolowałem. Jak zacząłem ubliżać mojej żonie, której przy tym nie było, nie wytrzymałem. 

Opublikowano (edytowane)
6 minut temu, j4z napisał(a):

Sugerujesz, że ja tak traktowałem? Nie, nie traktowałem. Miałem sąsiada, z którym znałem się długo. Ogólnie był idiotą, irytował mnie mocno, ale zawsze się kontrolowałem. Jak zacząłem ubliżać mojej żonie, której przy tym nie było, nie wytrzymałem. 

Z jakichś powodów chcesz bronić kobiety nawet jak tylko gadają pierdoły. Podumaj czemu. Wychowanie? Koledzy?

Edytowane przez Keller

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

    • Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.
  • Popularne tematy

  • Najnowsze posty

    • Buda fajna, ale o co be z tą wersją (rozmiarem?)  grafy, bo się nie znam? 
    • No ja byłem na pogrzebie, nie raz. W mieście na największym cmentarzu mam kaplicę, gdzie zwykle są nabożeństwa, na kolejnym tak samo. Nie wiem, co się dzieje w przypadku, gdy nabożeństwo jest w rodzinnej parafii zmarłego, ale nie kojarzę praktycznie żadnego kościoła bez parkingu czy placu przed wejściem, poza takimi w ścisłym, zabytkowym centrum, ale zdaje się, że nawet na teren ciasnego starego miasta karawany wyjątkowo mogą wjeżdżać tak samo jak karetki, policja czy zaopatrzenie.   Tutaj sytuacja mimo wszystko jest IMHO specyficzna. O ile dobrze widzę, nie ma bezpośredniego przejścia z kościoła na parking, jeśli już, to przez budynek klasztoru/szkoły (?). Inna opcja to właśnie niesienie trumny wzdłuż Czerniakowskiej do skrzyżowania i potem Nowosielecką do wejścia na parking.   Tak, na wsiach jeszcze jakiś czas temu nosiło się albo i nadal przenosi trumnę z konduktem na cmentarz, jeśli jest blisko kościoła. Ale szczerze mówiąc - jakoś tego w centrum miasta nie widzę.  To nie jest boczna osiedlowa uliczka. I jednocześnie nie jest to pogrzeb z celebrą itp.  Wszystko to nawet jeśli trzeba się zgodzić, że widok trumny to nie jest też nic gorszącego. Ale IMHO wystarczy, że wyniosą ją na przystanek...    No właśnie, skoro już muszą, to albo tam powinien być dopuszczony wjazd obok przystanku (a faktycznie nie ma - wszędzie słupki) albo nie powinno tam być pogrzebów. A jeśli mimo wszystko są...  to na karawan przymknąłbym oko.    Ja wiem, że raz na milion jakieś dziecko będzie akurat biegło do przedszkola - ale to są skrajne przypadki, generalnie nic nikomu nie ma prawa się stać jeśli karawan na pięć minut wjedzie ostrożnie i bardzo powoli na chodnik. A podejrzewam jeszcze, że i pogrzeby nie odbywają się tam masowo?   OK, jasne, dura lex... no ale komentarz mam do tego chyba taki jak większość: Konfitura kiedyś w końcu wyłapie ostry wp...l i, jak tłumaczył klasyk: nie będę popierał, ale zrozumiem. A wcale nie jestem fanem kościelnych jasełek.
    • @Dikson Spotkałem się z takim czymś na początku zeszłego roku na OLX, kilka takich kont zgłosiłem i je zablokowali. Widać, że jest to walka z wiatrakami, najwidoczniej dalej udaje im się oszukiwać ludzi. 
    • Gdzie w końcu kupiłeś?  Ja akurat złotego wolę i nawet w przezroczyste etui wsadzę bo mi się bardziej podoba . 
    • Długo czytałem ten temat bez konta, ale w końcu nadszedł czas na kupno OLEDa. Do tej pory własciwie byłem nastawiony na Asusa PG27UCWM, ale ostatnio też zacząłem się jednak zastanawiać nad QD, a dokładniej Dell AW3426DW. Nastawienie na WOLEDa (czy jak to się tam teraz zwie bez white pixela) było głównie z obawy przed rysami przy czyszczeniu, ale niby w tej najnowszej generacji mocno poprawili wytrzymałość ekranu. Okno mam typowo za samym monitorem, więc z tym nie powinno być problemu, bo wprost na niego nic nie świeci + w razie czego mam rolety. Sam monitor będzie na ramieniu, więc minusy i plusy podstawy tych modeli mnie nie interesują. Mogę prosić o podpowiedzi czy warto iść w QD czy jednak poczekać np. na testy tego Asusa jak już się pojawi? Ew. może popatrzeć na jakieś inne modele QD oprócz tego Della, bo jednak do tej pory siedziałem na IPS 16:9, więc będzie to spory przeskok, ale z drugiej strony wolałbym chyba od razu przejść na 4K. Monitor będzie do grania, przeglądania internetu i okazjonalnego oglądania filmów (chociaż od tego głównie mam LG C4). Z takich dodatkowych rzeczy, to też nie mam zamiaru jakoś bardzo dostosowywać się pod monitor, jak np. ukrywanie paska windows. Mam świadomość, że szybciej się przez to może wypalić. Z góry dzięki za wszelkie podpowiedzi.
  • Aktywni użytkownicy

×
×
  • Dodaj nową pozycję...