-
Postów
3 049 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
3
Treść opublikowana przez Vulc
-
Yep, pozytywny aż do porzygu. Takie family movie, po którym człowiek czuje się szczęśliwszy. Nie bardzo moje klimaty. No, ale jest w sumie jakąś odmianą od masy dołujących produkcji z tego gatunku. Gosling do Złotego Globu? Możliwe, że będzie nominowany, ale w moich oczach to rola co najwyżej poprawna, bez przytupu. Na tej samej zasadzie co Damon w Marsjaninie (za co wspomnianą nagrodę dostał IMO niesłusznie). Porównując obie ekranizacje książek Weira, Hail Mary wypada lepiej, bo książka jest zwyczajnie dużo gorsza od Marsjanina. Sam Andy Weir to pisarz raczej taki sobie na tle konkurencji, ale jego powieści wyjątkowo łatwo się ekranizuje. W Marsjaninie wycięto mnóstwo zawartości, a i tak udało się dowieźć w miarę sensowny film.
-
U mnie tak samo, nie widzę sensu dokładania do Pro, zwłaszcza że nie ma praktycznie żadnych gier, które racjonalizowałyby taką dopłatę. Podstawowa wersja śmiga jak należy, więcej mi nie trzeba.
-
Takich naleciałości w questach jest sporo. Robiłem dziś wątek jednego z domów, polegający na zbadaniu tajemniczej budowli, która pojawiła się niedaleko miasta. Udałem się na miejsce, pogadałem ze zwiadowcami, którzy stwierdzili, że boją się do niej zbliżać. Okej, może być ciekawie. Zmierzam więc w kierunku obiektu, o jest punkt szybkiej podróży po drodze. Spoko, przyda się. Wait.... to jest ten tajemniczy obiekt. Rozmowa z baronem po "oddaniu" zadania - groźne? Nie, to ruiny jakiegoś starożytnego gówna. Aaa, git, masz kasę i spieprzaj (werble). Większość zadań tak tutaj wygląda. Na szczęście dużo, dużo lepiej wypadają chociażby questy wymagające rozwiązania łamigłówki. Operowanie blokami aksjomatem, obracanie kołowrotów za pomocą miecza spalanie pnączy, płyty naciskowe - nie jest to nic przesadnie skomplikowanego, ale pamiętając jak to wyglądało chociażby w DA: Veilguard ("zagadki" na poziomie dwulatka), tutaj widać znacznie więcej włożonej pracy.
-
Ach te dialogi i ten wylewny Kliff. Serio, nie widziałem jeszcze tak smętnego, głównego bohatera. Sam aktor podkładający głos wspomina, że praca nad tą grą była... skomplikowana. Still, if you wanted an on-the-record account of how disorganized it was, Alec Newman, the actor who plays the game’s protagonist, Kliff, says his five-year recording process was also affected by a lack of direction and an everchanging plot. https://kotaku.com/crimson-desert-kliff-voice-actor-alec-newman-interview-2000683151
-
Możesz zawsze latać z miotłą zamiast miecza, nikt nie broni!
-
Za trudna nie jest, ale przez daleki od doskonałości system walki, może to i lepiej. Potyczki, choć z pewnością dają satysfakcję, potrafią mocno irytować. Hitboxy to miejscami totalny random, zwłaszcza w przypadku bossów, których ataki czasem cię trafiają a czasem nie, w zależności od temperatury, wilgotności, whatever. Nie ma to nic wspólnego ze skillem, bo jeśli przykładowo w Soulsach robię unik, w większości przypadków wiem czy jest udany czy nie i dlaczego. Za późno, za wcześnie, w złym kierunku. Tutaj tej pewności nie ma. Raz dostajesz, raz jakimś cudem nie. Generalnie walka nastawiona jest na otrzymywanie obrażeń i można ją skwitować krótko: Tzw. Crimson Dessert.
-
Jasne, dlatego nie rozumiem po co temu zaprzeczać. Czasem odpalasz grę i nawet nie musisz się zastanawiać nad sterowaniem po 10 minutach, bo od razu czuć "flow". Chyba każdy z nas przerobił już produkcje gdzie przycisków używanych jest sporo i jeśli akurat tutaj często ten motyw powraca, widocznie coś jest na rzeczy. Dodatkowo jedni mają lepszą pamięć "przyciskową", inni gorszą. Co nie jest oczywiście problemem wyłącznie gry, ale z pewnością życia nie ułatwia. Dobrym przykładem nieprzemyślanego sterowania jest choćby szybowanie i double jump pod tym samym przyciskiem. Nie jestem w stanie zliczyć ile razy chciałem zrobić double jump, a postać od razu zaczynała szybować. Nie ma tutaj żadnej logiki, czasem dzieje się to na płaskim terenie, czasem wystarczy trochę spadku i już szybujesz. Nawet jak robisz wszystko zgodnie z opisem umięjętności (drugi skok w powietrzu chwilę przed lądowaniem pierwszego, gra baaardzo często nie potrafi tego zarejestrować poprawnie. Zwłaszcza, że kasa w tej grze na chwilę obecną wydaje się zbędna. Nie wiem do czego w zasadzie można jej używać. Mam chyba z 5k srebra i na razie nie znalazłem nic na co mógłbym to wydać. Może później coś się pojawi, gra regularnie wrzuca jakieś nowe mechaniki.
-
Jak wiele mechanik w tej grze, jest średnio dopracowany. Ot tak, byleby coś było. Podobnie zresztą choćby w przypadku gry w patyczki. Sterowanie fakt, o tym wspominało bardzo dużo osób, idzie się jakoś przyzwyczaić. No, ale i tak niektórzy będą Ci wmawiać, że no co ty, wszystko jest zajebiście intuicyjne.
-
Jak ktoś wyczyścił wszystkie obozy bandytów na mapie to gratuluję. Jeśli ktoś pisze, że przez 6h spotkał dwie grupy przeciwników, to chyba kręcił się w kółko w tym samym miejscu.
-
Na Kindlu po prostu zaznaczasz akapit lub wyraz i jest on tłumaczony przez wbudowany słownik. O ile pamiętam, możesz też przetłumaczyć przez translator, jeślinczytnik jest podpięty do sieci. Tanie książki jak wyżej, głównie agregatory ofert czy chociażby pepper.pl, gdzie też często się pojawiają okazje na e-booki.
-
Tak, rzadko pomijam dialogi, ale tutaj tak opcja powinna być. Można je odrobinę przyspieszyć, nic więcej.
-
Yep, wspominałem wcześniej, że nie ma tutaj kompletnie ciągu przyczynowo-skutkowego, dialogi to takie pierdzenie o niczym, w ogóle nie posuwają historii do przodu. Ot, coś posklejane na szybko, aby udawać prawdziwą fabułę. Szkoda, bo akurat cała ta lokacja wygląda fantastycznie, wieża górująca nad okolicą widoczna jest już od startu. Niestety okazuje się być głównie makietą dla kilkunastu NPC i pozornie ważnej postaci, która nie ma ostatecznie nam nic ciekawego do powiedzenia.
-
No z tych dwóch gier, łatwiej odbić się właśnie od Mario. Sporo ludzi na samą wzmiankę o Mario czy Donkey Kongu, mówi "no, thanks".
-
Harry Hole na Netflixie - po pierwszych trzech odcinkach jest nieźle.
-
Astro Bot kompletnie mnie nie porwał, coś tam podłubałem i oddałem. Może za szybko, może jeszcze do niego wrócę. Duże platformówki 3D, kiedyś gatunek będący na topie, dziś to już raczej strefa retro. Czasem się coś pojawi, ale większość gatunku skupia się na 2D, gdzie wychodzi tego sporo i z reguły stoi na niezłym poziomie. Ostatnią 3D jaką ukończyłem było Super Mario Odyssey.
-
Druk 3D, czyli wszystko o drukowaniu i drukarkach FDM.
Vulc odpowiedział(a) na Vulc temat w Zainteresowania
Tak, skrobie ostro o górną szybę. Natomiast moje kłopoty dotyczy pierwszej warstwy i wynikały głównie z problemów z autopoziomowaniem. Oprócz tego miałem też problem z powtarzającym się u wielu osób błędem "extruder overloaded". Pomogła dopiero wymiana duży, bo rozbieranie extrudera nie wykazało żadnych problemów między zębatkami. Niestety tak to wygląda czasem z pierwszymi rewizjami nowego sprzętu. -
Druk 3D, czyli wszystko o drukowaniu i drukarkach FDM.
Vulc odpowiedział(a) na Vulc temat w Zainteresowania
I mnie pojawiły się już pierwsze problemy, ale na razie sobie prowadziłem. Drukuję głównie inserty do gier planszowych i teraz strzeliłem sobie fancy półeczkę na ładowanie i składowanie rowerowych gratów. -
No i spoko, widocznie dialogi nie są dla Ciebie. Co to jednak zmienia w kontekście płytkich dialogów w Crimsonie? Jak zwykle bagatelizujesz dość wyraźne ułomności jakiegoś elementu, bo Tobie to nie przeszkadza. Może natomiast mocno przeszkadzać komuś innemu, a nie rozmawiamy sobie tutaj we dwie osoby.
-
Nie ma co rozwijać i nie znajdziesz potwierdzenia tego w tym wątku, prócz klepania tego samego zwrotu na okrętkę przez jedną osobę. Hype jest wysoki, bo to olbrzymi open world z masą możliwości. Takie gry zawsze będą przyciągać zainteresowanie i generować kliknięcia na stronach.
-
O ile schematy są te same, realizacja jest różna. W RDR2 dialogi z towarzyszami stoją na znacznie wyższym poziomie, a część podróży można pominąć. Pomagają nakreślić charakter postaci, co ma kluczowe znaczenie dla wątku głównego. Co mam wiedzieć o świecie? No właśnie cokolwiek, bo to PIERWSZA w nim gra, więc wypadałoby go lepiej przedstawić. Wiedźmin robi to za pomocą dialogów, postaci i znacznie większej ilości tekstu niż to co Crimson oferuje w zakładce "wiedza". Ten ostatni choćby zaczyna się cudownym zmartwychwstaniem na zasadzie "it's magic" bez udzielania żadnych informacji jak to działa. Później pojawia się Damiane, która przybyła skądś tam i jest kimś tam. A tak, możesz nią grać, choć niespecjalnie wiadomo po co. Nie pisałem, że mini gry sprawiają problemy. Poker jest nawet zabawny z tą uproszczoną mechaniką wykrywania oszustw. Tyle tylko, że każdy praktycznie oszukuje i po chwili nie ma z kim grać. A najlepszą metodą jest "all in". I naprawdę, darujmy już sobie argumentację opartą o "czego ludzie oczekiwali". Jeśli gra oferuje dialogi między towarzyszami, wątek główny, zadania poboczne, wszystko to podlega takiej samej ocenie jak w każdej innej grze. To, że dla kogoś ma to znacznie mniejszy wpływ na ogólne odczucia, nie ma w tym wypadku żadnego znaczenia. Lubię pisać, lubię czytać, przemyślenia zbierałem na spokojnie przez kilka dni, bo ta gra to gruba sztuka. I tak, widać tutaj efekt przerośniętych ambicji, przez co część elementów klejono na kolanie, byleby przepchnąć w dedlajnie. Mimo wszystko stan premierowy tej gry, pamiętając o skali, jest przyzwoity. Not great, not terrible.
-
Wprost proporcjonalny do wielkości tej gry, gdzie po 60h dowiadujesz się, że jest inny region i zasadniczo to gówno jeszcze widziałeś.
-
W sensie, zajmujesz się zawodowo nie kończeniem gier? Spoko, każdy działa jak mu pasuje, ale sam nie widzę żadnego sensu grania w cokolwiek dłużej niż 15h, wiedząc już po tym czasie, że tego nie ukończę. A Clair, KCD2 czy BG3 to w zasadzie największe perełki ostatnich lat. Crimsona mam od 4 dni. Przed świętami pojawiła się opcja zamianki z kodem do RE9 i choć początkowo chciałem ograć właśnie Leosia, często wymienianie podobieństwa do Zeld, przekonały mnie do zmiany kolejności. Zwłaszcza, że udało się wyrwać z dosłownie symboliczną dopłatą z mojej strony. Na razie nic nie pisałem, bo gra jest... no cóż, ogromna. Przytłaczająca. Mówiąc szczerze nie widziałem w ostatnich kilkunastu latach takiego behemota. Co ma swoje dobre i złe strony, ale po kolei. Rozpoczynając od prologu i otwierającego rozdziału, pierwsze co się rzuca w oczy to świetna oprawa. Crimson jest jedną tych produkcji, w których fotki można strzelać dziesiątkami. Wrażenie robi przede wszystkim zasięg rysowania, w pełni widoczny podczas skakania z podniebnych wysp - widok jest obłędny. Open world pełną gębą, z masą wież, zamków, jezior, kamieniołomów i setek innych miejsc, do których można zajrzeć. Fani tzw. slow roamu powinni być zachwyceni. Zresztą gra w zasadzie taki typ rozgrywki wymusza, swoją przygniatającą wielkością. Niestety, taka oprawa niesie ze sobą koszty. Przynajmniej u mnie, granie bez RR powoduje potężne problemy z cieniami, które wyglądają wtedy fatalnie (flickering, artefakty). Zerkałem w sieć i raczej niewiele można z tym zrobić. Z RR jest w porządku, ale klatki spadają tak mniej więcej o 40%, lądując na 50-60 fps, czyli w zasadzie granicy przyzwoitości. Druga sprawa to masywny pop-up, do którego można przywyknąć z czasem, lecz nigdy nie przestaje być zauważalny. Ogólnie oprawa jest jednak estetyczna (nawet za bardzo) i dość sterylna, każdy musi sam ocenić czy coś takiego mu odpowiada - ja przykładowo preferuję znacznie bardziej stonowaną paletę barw, więc będę się na pewno bawić presetami. Jest też miejscami mocno nierówna, ale to już branżowy standard. Świat wydaje się też dość "żywy", poprzez mnogość NPC zajmujących się codziennymi obowiązkami, ale skala ich zachowań i aktywności, stoi na znacznie niższym poziomi niż choćby w RDR2, do którego podobieństwa też są zauważalne. Walka jest całkiem w porządku. Daleko tutaj do płynności i różnorodności znanej z innych gier, lecz mogło być znacznie gorzej. Postać porusza się nieco ociężale, hitboxy nie są idealne, a same potyczki często sprowadzają się do spamowania ataku. Postać dysponuje sporym wachlarzem kombinacji, w tym słynnych już chwytów wrestlingowych, ale niespecjalnie wymusza ich używanie. AI jest poprawne, przeciwnicy potrafią zaatakować równocześnie z kilku kierunków, ale najczęściej - co typowe dla takich produkcji - zajmują się "okrążaniem" i "czajeniem". Wyzwania zbyt wiele się tutaj raczej nie znajdzie, chyba że ktoś się zapędzi startową postacią na dalsze regiony (testowane :E). Rozwój bohatera, poprzez przedmioty i nowe umiejętności, pasuje do całości i nie czuć tutaj braku klasycznych statystyk. Pod tym względem, jest to typowa Zelda, z której Crimson czerpie garściami. Osobny akapit to sterowanie, o którym swego czasu było sporo dyskusji. Co najistotniejsze, to jest gra WYŁĄCZNIE pod kontroler, chyba że ktoś ma zapędy masochistyczne i lubi sobie na siłę utrudniać życie. A i na padzie mnogość kombinacji, często z użyciem tych samych przycisków, sprawia że do walki wkrada się chaos. O ironio, na PC w ustawieniach można zobaczyć przypisanie klawiszy tylko pod klawiaturę i myszkę, chyba że nie udało mi się tego znaleźć. Słabe. Nawet na padzie, ciężko jest mówić o intuicyjności w tym wypadku. Da się całość okiełznać, ale liczne narzekania na tej płaszczyźnie są zrozumiałe i nie jest to "skill issue". Za dużo próbowano wcisnąć pod zbyt małą liczbę przycisków, co ze średnio przemyślanym mappingiem i problematyczną responswynością, może być na początku sporą ścianą. Najważniejszą rzeczą w open worldzie jest zawartość, bo czymś trzeba ten wielki świat wypełnić. I tutaj pojawiają się pierwsze schody. O ile pod względem obiektów, przestrzeni, ukształtowania terenu, gra naprawdę ma się czym pochwalić, tak jak już zaczniemy realizować zadania dla postaci, które tą przestrzeń zajmują, trafiamy na content rodem (niespodzianka) z MMO, będącego jak do tej pory głównym produktem tego studia. Niestety, tego nie udało się ani przeskoczyć, ani obejść, jedynie wygładzić aby sprawiało wrażenie czegoś, co ma działać w strukturach gry singlowej. Poczynając od zadań czysto pobocznych, nie wiem czy zajmowali się tym na szybko stażyści, czy też robotę w dużej mierze zrzucono na AI, ale takiego zlepku generycznych questów, pustych dialogów i niekonsekwencji w celach misji, nie widziałem nawet w najgorszych produkcjach Ubi. Podając przykłady, miejscowy sprzedawca zieleniny w mieście potrzebuje dzban na swoje produkty, prosi cię o udanie się do pobliskiej wioski aby go zakupić. Pobliska wioska okazuje się... sklepem 10 metrów za nim. Kolejne zadanie to prośba od innego sprzedawcy, aby zakręcić kołowrotkiem, bo chce go tobie sprzedać. Kręcisz więc kołowrotkiem, po czym gość już go nie chce sprzedać. Koniec zadania. Prócz tego dziesiątki zadań typu "zanieś coś komuś i spytaj czy jest ok", wróć do zleceniodawcy i powiedz, że jest ok - koniec zadania. Równie zabawne są misje z łapaniem przestępców w odległych krainach, gdzie traci się mnóstwo czasu na dotarcie do celu, ujęcie oprycha, po czym przetransportowanie go konno z powrotem do startowego miasta, aby otrzymać... 10 srebrnych monet. Szczyt bezczelności? Zadania gdzie musisz towarzyszyć komuś do pewnego punktu w ślimaczym tempie, powiedzmy z miasta, słuchając dennych dialogów bez żadnej treści, tylko po to aby u celu dostać kolejną porcję dialogów, których nie można pominąć. I dopiero wtedy zostać odesłanym... do tego samego miasta z którego wyjechaliście. Ktoś wspominał, że gra nie prowadzi za rączkę, jak wiele innych produkcji. Bzdura. Prowadzi w identycznym stopniu, tylko miejscami tak nieporadnie, nieintuicyjnie zapoznaje gracza z nowymi mechanikami, że człowiek nie wie co ma zrobić i po co. Jak choćby quest zapoznający nas z hazardem, gdzie masz wygrać trzy rundy w miejscowej grze na patyczki. Niestety jedyny przeciwnik, który był przy stole, doznał złamania palców za oszustwo i zastanawiasz się czy to bug, czy jak w ogóle masz to ugryźć, bo nie ma z kim grać (trzeba poczekać x czasu). Takich przypadków, kiedy treść zadania nie zgadza się z późniejszym jego przebiegiem, jest mnóstwo. Dialogi postaci to poziom podobnie niski, są najczęściej sztywne, pełne powtarzających się kwestii, pozbawione sensu czy konkretnego kontekstu, rodząc pytania "co on w ogóle pieprzy". Główny wątek prezentuje niestety niewiele wyższy poziom. Dostajemy bohatera totalnie wypranego z charyzmy, którego aktywność w dialogach ogranicza się do krótkich zdań czy jakiegoś dzikiego pomrukiwania pod nosem. Równie dobrze mógłby nim być dowolny z naszych towarzyszy, którym twórcy - z różnym skutkiem - starali się nadać jakąś osobowość. Ostatecznie nic się tutaj nie klei, nic nie sprawia wrażenia dopracowanego. Fabuła i postaci to proteza, zaimplementowane na tej samej zasadzie co zadania poboczne, aby odhaczyć checkboxa z napisem "single player". Czego doskonałym przykładem jest druga postać, do której dostęp dość szybko dostajemy. A raczej manekin kobiety, na który można się przełączyć, z bliżej nieznanych przyczyn, bo zdecydowana większość graczy zapomina o tej opcji po 5 minutach. Co szczególnie rozczarowuje, twórcy kompletnie pominęli stworzenie backgroundu świata i wydarzeń. Chcesz dowiedzieć się coś więcej o magii, religiach, artefaktach, Pustce czy czy miejscu w którym się znajdujesz? Nie ten adres. Jestem dopiero w 5 rozdziale co prawda, ale już dawno wyzbyłem się złudzeń, że "jeszcze się rozkręci". To nie jest ten typ gry. Więc jaki? Wspominałem kilka razy o Zeldzie i nie da się ukryć, że Pearl Abyss czerpało z BotW i TotK całymi garściami. Leczenie za pomocą jedzenia, gdzie możemy zdobyć gotowe przepisy albo pobawić się w eksperymenty. Podniebne świątynie z teleportami, zabawa z fizyką przy rozwiązywaniu zagadek, mechanika wspinania i szybowania, zmiany temperatur w regionach. Feeling produkcji Nintendo, mimo całkiem innego stylu oprawy i atmosfery, jest mocno zauważalny. I, co jest tutaj najważniejsze, to naprawdę dobrze funkcjonuje. Crimson oferuje sporo mechanik takich jak upgrade broni, wędkarstwo, rozbudowa bazy wraz z wysyłaniem najemników na misje, kradzieże kieszonkowe czy crafting. Nie są one specjalnie rozbudowane, a w wielu przypadkach mocno uproszczone (jak choćby przebieranie się, aby wejść na teren niektórych obiektów), ale sprawdzają się w obrębie gry akcji nastawionej na eksplorację, bez zanurzania się w świat, postaci czy ekscytowania kolejnymi wydarzeniami głównego wątku. Tego Zeldy zasadniczo nie mają i tego próżno szukać też w Crimsonie. I to jest IMO kluczowy aspekt, pytanie na które każdy musi sobie odpowiedzieć przed zakupem. Czy to jest dla mnie? Jeśli tak, można się tutaj zahaczyć na setki godzin. Na chwilę obecną oceny, które Crimson Desert dostało od branży (granice 7/10), są IMO w pełni zrozumiałe. Skąd więc rozbieżność między nimi a już zauważalnie wyższymi opiniami samych graczy? Wynika to ze znanej od lat ułomności systemu oceniania, gdzie produkcje od gigantów (jak Veilguard czy kolejne Asasyny), obejmowane są taryfą ulgową, której koreańskie studio zwyczajnie nie otrzymało. W ich przypadku uczciwie oceniono to co gra oferuje, a czego zwyczajnie zabrakło. Pomijając skrajnie niskie i skrajnie wysokie noty, które zazwyczaj nie mają wiele wspólnego z rzeczywistością. W zdrowej skali 7/10 oznacza solidną, dobrą grę, nie powalającą na każdej płaszczyźnie, ale z masą elementów sprawiających, że chce się wracać i poświęcać kolejne godziny. Gracze momentalnie to zauważyli i docenili. Ja również, choć jednak w nieco mniejszym stopniu. Bardzo lubię Zeldy i nie przeszkadza mi ich konstrukcja, ale Crimson często stara się być czymś więcej. Na płaszczyźnie elementów, którym poświęcono zdecydowanie za mało czasu, co budzi pewne uczucie może nie rozczarowania, ale na pewno zmarnowanego potencjału. Gdyby w tej grze osadzić fajne postaci, dać konkretną fabułę z odpowiednim pacingiem, który przewiózłby nas po tym ogromnym świecie, wszystkim zmiękłyby kolana.
-
To ma, że napęd DVD był w tamtych czasach dość drogi, co nie pozostało bez wpływu na cenę konsoli. Nie, 12k to w każdym scenariuszu cena z czterech liter, zwyczajnie jesteś słaby z cyferek. Rozpatrując to w kontekście siły nabywczej w USD, a nie jakiejś absurdalnej, polskiej ceny, PS2 i PS5 w momencie swojej premiery w Stanach kosztowały mniej więcej tyle samo (jakieś 50 dolarów różnicy), a Ty proponujesz cenę 3000 dolarów, czyli 6-krotnie wyższą. Naprawdę, zejdź na ziemię. Co mają do tego gry? To jakaś łaska ze strony producenta, że dorzuca masę dobrych gier i jeszcze trzeba za to dopłacić x6? Wolne żarty. Oczywiście, że zmontowali, ale zawsze robi się sprzęt z myślą o konkurencji, nie na zasadzie "tu i teraz, a później jakoś to będzie". PS2 to oczywiście ewenement, ale to nie był ani drogi sprzęt w stosunku do siły nabywczej na głównych rynkach, ani nie oferował rewolucyjnego przeskoku technologicznego. Po prostu branża była na etapie dynamicznego rozwoju technik 3D, stąd skok wizualny wydawał się większy. Między PS4 a PS5, w tym kontekście, to już tylko pudrowanie, a w przypadku PS6 ta różnica będzie jeszcze mniej widoczna. Wydawane na te platformy gry, nie były przedmiotem dyskusji. Jak wyżej, brak związku między jednym a drugim. Dyskusja nie dotyczyła poziomu gier ekskluzywnych, który znany jest od dawna. I nie wiem o jakiej weryfikacji mówisz, bodajże ponad 43 miliony kopii gier Sony zeszło na Steam. Jakiego wyniku się spodziewałeś, po produkcjach ogranych przez większość zainteresowanych już dużo wcześniej na konsolach? Sprecyzuj też co ma do tego Helldivers 2 - to jest produkcja właśnie od Sony. Super, ale co do ma do tematu? Rzucasz jakimiś randomowymi danymi, które nijak się mają do kontekstu dyskusji. A ten dotyczył sensowności pakowania się w drogi sprzęt w zasadzie dla entuzjastów, kiedy ich główny rynek to coś dokładnie odwrotnego. Nie zmniejsza, ale nadaje kontekstu - na konsolach tego wyboru nie ma, prócz trybów quality/performance, z czego ten pierwszy jest częściej niż rzadziej na granicy sensowności. Ostatecznie nic to nie zmienia, brak wyraźnego postępu na gruncie wizualnym, nie wpływa negatywnie na dochody, bo statystyczny klient ma tutaj znacznie mniejsze wymagania. Albo inaczej, to co oferuje obecny sprzęt, jest w zupełności wystarczające. Tak, to jest odcinanie kuponów, monetyzacja rynkowej pozycji, bo PS5 - choćby na tle PS4 - exy ma słabiutkie.
-
Najwyraźniej już coś wjechało "pod święta".
-
Cena wynosiła 299 dolarów, głównie ze względu na obecność napędu DVD, pierwszy Xbox zrównał się z ceną konkurenta. To nie była mała kwota, ale z pewnością niższa niż sugerowany tutaj sprzęt kolejnej generacji. To i tak jest bez znaczenia, bo podawanie przykładu w oparciu o polskie warunki jest niepoważne w ciężkiej do opisania skali. Konsolę można było dostać za granicą za połowę tej kwoty. Natomiast Polska z pewnością nie była głównym rynkiem zbytu. Patrząc z perspektywy siły nabywczej, 299 dolarów z 2000 roku to 560 dolarów w 2026, czyli jakieś 2000 zł z hakiem. Jak to się ma do tych absurdalnych 12k z konsolę? Jeśli uważasz, że byłaby to cena do przełknięcia, proponuję odświeżyć sobie stronę w kalendarzu. 1 kwietnia już za nami. A pisałem "w momencie premiery"? Start mieli wymarzony, ale Xbox okazał się szybko mocną konkurencją, już w kolejnej generacji praktycznie zrównując się swoim 360 z PS3. Sytuacja była zgoła inna od tego co mamy dziś, po fatalnych decyzjach Microsoftu z późniejszych lat. Kolejne smęty bez poparcia w rzeczywistości. Raz, Sony wraca do ekskluzywności gier, o czy niedawno mówili. Dwa, ich maksymalizacja to rekordowe dochody za rok 2024-2025, na poziomie 2,8 mld dolarów. Serio, proponuję zrobić choćby minimalny research, bo piszesz jakbyś ostatni okres spędził w jaskini. To nie rynek pecetowy gdzie się porównuje screeny obok screenów i prowadzi dyskusje jakiego skalera użyć, jakie sterowniki są najlepsze. AI mnie śmieszy równie mocno co innych, ale jak będzie się to wykorzystywać z głową, nikt nawet nie mrugnie okiem. Dla przeciętnego nabywcy konsoli nie ma znaczenia jak to jest zrobione tylko jaki jest efekt końcowy.
