-
Postów
2 112 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
1
Treść opublikowana przez Vulc
-
Dodatkowo wpadają itemy do ulepszania broni, a w samym rogu lokacji jest świetne picto, które daje tarcze, ale obniża życie o połowę.
-
W piątek wychodzi The Alters od 11bit Studios. Gra ma ciekawy koncept, będzie dostępna w GP.
-
Można, ale nie trzeba. Jest tylko jeden boss w grze, który może wymagać korekty buildu. Reszta jest do ogarnięcia klasycznym setupem pod DMG.
-
Expanse to przede wszystkim świetna seria książkowa, jedna z niewielu, którą udało się naprawdę udanie zekranizować. Nie bez pominięcia pewnych wątków, ale zachowując mniej więcej klimat oryginału. To z pewnością solidne podwaliny pod hard-sf, a kolejnym produktem Mass Effectowym chyba nikt nie pogardzi, po ostatnich flopach.
-
Jedynka Outer już niedomagała, widać chcą zrobić godną kontynuację. 🤭
-
Powiedz lepiej jak ten Fast RMX, godny następca Wipeouta?
-
Tak, mechanik mówił, że było ciężko, ale przerabiał już gorsze pod tym względem gumy.
-
Widzę wątek jota w jotę to samo co przy premierze NS1. "Ale kartofel", "ekran z Biedronki" vs "liczą się gry", "Nintendo nigdy nie dowoziło techicznie, bo nie musi". Co zabawne, wszyscy mają rację. Dla mnie obecnie konsola nie jest atrakcyjna, bo po prostu nie ma w co grać. To co chciałem ogarnąć, ogarnąłem na jedynce. Lubię swojego Switcha, więc kupię na dniach kolejnego - NS1 Oled. I na nim spokojnie poczekam do premiery dwójki z nowym ekranem. W tzw. międzyczasie powinno pojawić się już trochę gier.
-
Tak, trasa taka pod gravel, czyli technicznie niezbyt trudna. Pogoda zrobiła swoje i oczywiście, że nie żałuję - takiej zabawy jeszcze na koncie nie miałem. Równocześnie nie czarujmy się, na MTB pewnie bym miał równie dobry wynik. Na jednym z kamienistych zjazdów gościu na MTB przemknął koło nas z taką prędkością, że aż przykro było patrzeć. I taki jest w zasadzie rower gravelowy - wolniejszy na szosie, zbyt toporny na mocniejsze nierówności. Do wszystkiego i do niczego. Mimo tego fajnie się sprawdza jako zwiadowca i przyda się pod bikepacking, który w przyszłości też chcę zaliczyć. Fakt, nie byłem w stanie się rozgrzać. Brak doświadczenia w takich warunkach + kiepski ubiór zrobiły swoje. Zabawne, bo miałem wjechać do Deca po jakąś lekką kurtkę przeciwdeszczową, ale się nie wyrobiłem. Waty? Jak bak pusty, to nie ma czym depnąć. Na szczęście z reguły szybko się regeneruję. Wleciała, kawka, jakiś pączek i można wsiadać za kierownicę. Co mnie na pewno uratowało to zamleczenie opon. No i nowe opony właśnie. Poczytałem trochę o modelach gravelowych i zdecydowałem się na Tufo Thundero HD. Kawał świetnej gumy. Na asfalcie toczą się naprawdę szybko, w terenie trzymają jak należy. Obawiałem się trochę jak poradzą sobie w deszczu i błocie, ale niepotrzebnie - nawet na wysokim zmęczeniu na łukach czułem się pewnie i leciałem 40 km/h. Fabryczne Maxxis Rambler to jednak nie ta klasa. Pod ten wyścig zakupiłem też plecak USWE Outlander 2. Ceny tych małych plecaków są absurdalne, ale sam sprzęt bardzo spoko - lekki i praktycznie nieodczuwalny. Jeszcze z ciekawostek, na tym samym dystansie startowała niejaka Maja Włoszczowska. Well, wynik miała trochę lepszy ode mnie.
-
Co do spoilera, jeśli chcesz naprawdę wiedzieć. No to działaj z unikiem. Ja też nie starałem się kontrować za wszelką cenę. Za to jak miałem już podbramkową sytuację i myślałem "hej, teraz albo nigdy", taka udana kontra potrafiła przynieść masę satysfakcji.
-
Gravel Adventure 2025 za mną. Startowałem na dystansie 66 km/1200 metrów przewyższenia. Long story short - najtrudniejszy, najbardziej hardcorowy wyścig w jakim brałem udział. Pogoda nie zapowiadała się źle, ale praktycznie każdy serwis pisał o przelotnych opadach. Okej, po to kupiłeś gravela gościu, prawda? Nie ma wymiękania, wrzucamy rower do bagażnika, partnerkę na przednie siedzenie (OPNS - Oficjalny Przypinacz Numerów Startowych) i w drogę. Co złego może się stać? Wyścig startował na Polanie Jakuszyckiej w Górach Izerskich, miejscu o specyficznym mikroklimacie. I zdecydowanie dał on o sobie znać. Zaczęło się jednak niewinnie, lekka mżawka, trochę wiatru (jak to na przełęczy), ale po starcie przestało padać, w lesie wiatr też już nie dawał się we znaki. Grunt wilgotny, ale nie mokry, trochę kałuż do ominięcia. Chciałoby się powiedzieć, idealna pogada na ściganie. Co złego może się stać? Na zjeździe w kierunku Polany, gdzie przebiegała trasa, spada mi łańcuch. Moja wina zapewne, nie skorygowałem położenia prowadnicy półbiegiem i na bardzo wyboistym fragmencie zeskoczył. Zatrzymanie, 30 sekund mocowania, łapy całe w smarze. Jedziemy dalej. Trasa piękna, podjazdy już mniej. Jak to w Izerach, stosunkowo długie i sztywne. Asfalt w stronę Stogu Izerskiego dał się we znaki, na Garminie zakres 7-10% bez końca. Jedziemy w grupie we trzech i sapiemy sobie w kierownicę, wyprzedzają nas pierwsi zawodnicy z UCI Gran Fondo, które na dystans 120 km wystartowało godzinę wcześniej. Przykry widok, ale przynajmniej krótki. Dla nich oczywiście, nie dla nas, my pokornie gapimy się w asfalt. Koniec podjazdu, Garmin pokazuje 35 kilometr. Zaczyna delikatnie padać, ale hej - najtrudniejsze za nami. Teraz zjazd, później trochę płaskiego i hopki, ponownie podjazd już raz pokonywany i meta na Polanie. Co złego może się stać? Złe stało się 2 km później. Przynajmniej tyle pamiętam, bo pozostała część trasy to walka o przetrwanie. Deszcz zaczyna padać coraz mocniej, temperatura spada momentalnie, deszcz przechodzi w rzęsistą ulewę. Po kolejnych 2 kilometrach nie mam już suchej części ubioru na sobie, a rower zaczyna pokrywać się błotem. Okej, jestem dobrze ubrany, nie ściągnąłem na szczęście bluzy. Jedziemy. Tutaj warto zaznaczyć, że ja generalnie w deszczu nie jeżdżę. Nie jestem więc do tego przyzwyczajony, przygotowany, stąd po kolejnych kilku kilometrach zaczynam odczuwać skutki zimna. Deszcza zalewa mi okulary, praktycznie nic nie widać, po ściągnięciu dostaję błotem po twarzy, wycieram więc okulary i zakładam ponownie. Następny segment to równina, gdzie deszcz zacina coraz mocniej, pojawia się też mocny wiatr. Mijam kolejne ofiary trasy i pogody - gościa grzebiącego coś przy jarzmie siodełka, gościa zmieniającego oponę na odwróconym rowerze. Myślę, że przynajmniej mój rower spisuje się jak na razie bez zarzutu. Kilka minut później zaczyna się blokować przedni hamulec. Na początku tarcza głośno trze o zaciski, po przejechaniu kilkuset metrów czuję już mocny opór w przednim kole. Nie uśmiecha mi się stawanie w ostrym deszczu po środku niczego, ale nie ma wyjścia. Próbuję jeszcze kilka razy zacisnąć hamulec i puścić - poszło! Tarcza nadal trze, ale już znacznie mniej. W pełni akceptowalne. Następne 20 km to niekończąca się walka z deszczem, zimnem, błotem i turystami z psami na zdecydowanie zbyt długiej smyczy. Ledwie widzę przez okulary, zaczyna siadać przednia przerzutka. Z trudem jestem w stanie wrzucić łańcuch na duży blat. Małe podjazdy to w zasadzie jazda przez strumienie wody, rowery zapadają się w błocie. Raz ratuję się szybkim wypięciem i podparciem. Noga będzie boleć przez kilka dni. Ostatnie 5 kilometrów dłuży się niesamowicie. Podjazd który pokonałem na początku wyścigu ze średnią 13 km/h, jadę jakieś 8-9 km. Jak to się mówi w kolarskim żargonie, zaczyna odcinać prąd. Wyprzedzam jakiegoś dziadka, który widocznie wystartował na tym samym dystansie. Pyta się ile jeszcze. Mówię mu, że 3 kilometry. Pyta się czy 3 km podjazdu. Mówię, że do mety. Oby Garmin nie kłamał. W końcu docieram do miejsca gdzie spadł mi łańcuch, ale tym razem odbicie w prawo i kilkaset metrów do mety. Udało się. Podchodzi jakaś babeczka, zawiesza coś na szyję. Ja myślę już tylko o żarciu i jakimś ciepłym miejscu, żeby opanować drżenie ciała. Za mną linię mety przekracza zawodnik z dystansu 120 km - uśmiech na twarzy, krótki rękawek. Staje z boku i zaczyna robić sobie selfiki telefonem. Pora się stąd zabierać, zjem w domu.
-
-
Generalnie sporo odblokowuje się w obozie, rozmawiając z towarzyszami. Gra pod tym względem jest dość prostolinijna, przy okazji każdej wizyty (po wykonaniu głównej misji), zwyczajnie zagadujesz i klikasz, że chcesz spędzić czas z daną osobą. Tego się chyba nawet nie da pominąć, bo jak się onkims zapomni, można później zaliczyć dwie takie rozmowy pod rząd.
-
Można całą grę przelecieć na unikach, jeśli ktoś nie czuje się na tyle dobry w kontrach. Co nie jest specjalnie dziwne, bo mam wrażenie, że okienko na kontrę jest nieco randomowe. Czasem praktycznie w tym samym momencie wciskałem przycisk i raz wchodziła kontra, raz wchodziły obrażenia. Gdzieś czytałem, że generalnie na konsolach jest z tym większy problem. Nie wiem czy ktoś w wątku o tym nie wspominał. @Element Wojny Jak wchodzisz dopiero w lumina biznes, pamiętaj aby odwiedzić w wiosce gestrali pewnego sprzedawcę - daje spore ilości luminy za odnalezione dzienniki innych ekspedycji. Dodatkowo nie warto zabijać białych nevronów.
-
Stos nieprzydzielonych lumin. Podziwiam, że do tej pory - mimo oporów - udawało Ci się brnąć do przodu, bo luminy to taki jakby game changer. Praktycznie każdy build opiera się głównie na synergii lumin, ewentualnie można tutaj dorzucić bronie, które też mają unikalne, często bardzo mocne skille. Od początku gram takim buildem, mówiąc szczerze jest trochę overpowered. Można choćby sobie zarzucić na starcie zmiany Inverted za pomocą pikto i zgarnąć 50% do obrażeń. A takich glass cannonowych zdolności jest sporo.
-
Moje kontakty z Nioh są takie słodko-gorzkie. W jedynkę się mocno wciągnąłem, dwójka już mnie nieco odrzuciła. No, ale miałem też długą przerwę od tej serii, więc zobaczymy.
-
Yep. Wydźwięk tego co napisałem jest jak najbardziej pozytywny. Setting na wiele więcej zresztą nie pozwala.
-
Tak, mamy jeden, ale bardzo subtelny. Idealnie wpleciony w setting i okoliczności. Gra jest praktycznie pozbawiona "elementów postępowych", co tym bardziej zaskakuje, bo to francuskie studio. Jak widać da się i być może w jakiejś tam części miało to wpływ na sukces tej gry. Ludzie zmęczeni topornością metod stosowanych przez wielu producentów, docenili to, że skupiono się na historii, świecie i postaciach, bez sprzedawania żadnych ideologii, bo "taki mamy klimat". Przy okazji oferując przyzwoitą oprawę i zjadliwy system walki, który choć nie jest z pewnością idealny, nie brakuje mu efektowności i generalnie został przyjęty pozytywnie. Zabawne jak proste to się wydaje, a jak wiele firm sobie z tym kompletne nie radzi.
-
Gra jest bardzo dobrze zbalansowana, ale tylko do pewnego momentu. Jak go przekroczysz, nagle okazuje się, że jesteś totalnie overpowered i wszystko prócz Simona jest na strzała, może za wyjątkiem ostatnich bossów z Towera. Synergia pikto wchodzi za mocno, świat nie stawia już żadnego oporu. Przypomina to zabawę w Excelu, gdzie sobie wprowadzasz dane, później tylko "execute" i tyle. Zabrakło tutaj właśnie urozmaicenia, bo o ile na początku fajnie obsługuje się nowe techniki, później pojawia się monotonia. Aczkolwiek gra nadal oferuje sporo fajnych mechanik, po prostu nie potrafi do nich zachęcić gameplay'owo. Ja nie mam nic przeciwko temu systemowi, twórcy wyraźnie chcieli spróbować czegoś innego i IMO wyszło całkiem nieźle. A że nie idealnie? Nie da się ukryć. Główny wątek jest świetnie zbalansowany pod tym względem (na normalu), nie musisz być mistrzem kontr, w zasadzie wystarczą uniki od czasu do czasu. Kontry gradientowe czy podskok już w ogóle mają ogromne okienka. Nie zagra. To okrutny populista - jedzie po grze jak wszyscy jadą, chwali jak wszyscy chwalą. Głębszej refleksji bym tam nie szukał.
-
- 1 349 odpowiedzi
-
- 2
-
-
4K 60 FPS i RT na zwykłym PS5? To muszę swojemu egzemplarzowi powiedzieć, żeby już rozpoczął modlitwę, bo w dniu premiery będzie musiał czynić cuda.
- 1 349 odpowiedzi
-
- 5
-
-
Wręcz przeciwnie. Marka jest od dłuższego czasu na topie, więc wszystko z Elden Ring w tytule będzie się sprzedawać, jak widać. Nawet produkcja tak trochę na pół gwizdka.
-
Granie bez prądu, czyli planszówki, bitewniaki, karcianki.
Vulc odpowiedział(a) na Vulc temat w Zainteresowania
@Lypton Radlands mam na liście "do kupienia", ale jest na niej generalnie sporo gier. A widzę z dostępnością też średnio. @michaelius33 Dune jest świetne, sam mam podstawkę + dodatek Potęga IX. Komputerowe edycje rzeczywiście ułatwiają zabawę, ale to jednak nie ten klimat. Co do zasad, grając regularnie nie jest problemem zapieranie ich, nawet w tych cięższych tytułach. U mnie jak na razie chyba Wojna o Pierścień Druga Edycja najbardziej mnie psychicznie zmęczyła. -
Śmieszna sytuacja z tym HL3, cały czas pojawiają się jakieś wycieki, że gra już prawie gotowa i niedługo wyjdzie. I tak od dziesiątków lat. 😆 No, ale nik nie traci nadziei, nie? Ostatnio ogrywałem dwójkę po raz który? Siódmy, ósmy? I tak się żyje.
-
Granie bez prądu, czyli planszówki, bitewniaki, karcianki.
Vulc odpowiedział(a) na Vulc temat w Zainteresowania
Widzę jedziesz tematycznie, u mnie raczej klasyki, czyli głównie pozycje z top50 BGG. Aczkolwiek nad Cyberpunkiem się zastanawiam.
