-
Postów
3 049 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
3
Treść opublikowana przez Vulc
-
Yep, to nie jest rocket science. Dostarczając więcej niż oczekiwania "ludu", to z pewnością miły gest, ale niekoniecznie opłacalny. I zgadzam się z fragmentem dotyczącym optymalizacji. Przykładów tego mieliśmy dziesiątki. Jasne, czasy i rozwój technologii na to pozwalały, ale sprzęt nie był przesadnie drogi, a sama cena wynikała w znaczącym stopniu z zastosowania napędu DVD. PlayStation 2, mimo sukcesu PSX'a, musiało nadal się rozpychać na rynku. Obecnie Sony konkurencji nie ma, sytuacja jest inna. Pozwala na maksymalizację zysków, w oparciu o ogromną bazę użytkowników. Po co dziś Sony bardzo mocny, drogi sprzęt, kogo mieliby przekonać? W erze skalowania obrazu i boomu na AI, nie ma tutaj finansowego uzasadnienia.
-
Nie ma żadnego dowodu na to, że drogie konsole mają rację bytu, w przypadku gdy oczekiwania potencjalnych klientów są od dziesiątek lat niezmienne. Ty po prostu mylisz konsole z PC. PC jest od dostarczania technologicznych nowinek, od wyciskania z oprawy ostatnich soków, od sprzętu za dziesiątki tysięcy dla entuzjastów. Rynek konsolowy jest całkowicie inny, a wymagasz od niego aby szedł drogą komputerów stacjonarnych. Gdzie w tym logika? Po co w ogóle tak się o to spinasz, produkując ściany tekstu o tym samym, co było omawiane już kilkanaście razy? To nie jest ewidentnie sprzęt dla Ciebie.
-
Jak zwykle wiesz lepiej co robić od firmy, która na swoim błędnym punkcie widzenia wygrała generację. I jak zwykle operujesz myśleniem życzeniowym, tworząc scenariusze które się nie wydarzą. Z powodów, które - o ironio - sam wymieniłeś. "Nie ma potrzeby i jest za drogo". To co potrafi PS5, mogło być już w 2013? Sorry, to już tonięcie w oparach absurdu. Nie, nie mogło być. Z tej samej przyczyny co wcześniej. Wymagasz od producentów konsol ignorowania kosztów produkcji sprzętu (gdzie często musieli do każdej sztuki dopłacać) i skupiania się wyłącznie na technologii i wydajności, co nie ma absolutnie żadnego uzasadnienia w przypadku rynku docelowego. 120/240 fps na tym sprzęcie? Po co, dla kogo? A tak, głównie dla Ciebie, bo masz taki kaprys. Niestety zdecydowana większość graczy konsolowych ma to w pompie i zadowalają ich tryby hybrydowe 40-50 klatek. Pora zejść na ziemię.
-
Ja zacząłem, w ramach corocznej dawki animu. Niestety idzie jak po grudzie, bo o ile sam pomysł i wykonanie są fajne, tak absurdalne dłużyzny zabijają kompletnie tempo. Wiem, że to nie jest nic nietypowego dla japońskich animacji, ale za przeproszeniem kilkuminutowe pierd... na dachu jakiegoś budynku, przy 22-minutowych odcinkach, to lekka przesada. Przy czym nie jest to coś, co rozwija fabułę, buduje postaci, nadaje kontekstu, tylko klasyczne filozoficzne pierdy i powtarzanie tych samych sentencji na różne sposoby. Później jest podobno lepiej, więc na razie jeszcze będę kontynuować.
-
A jednak Ofir i Zerrikania! Od wielu miesięcy w sieci toczyły się dyskusje, podsycane przez plotki od wielu insiderów, dotyczące tego, gdzie przeniesiemy się w trzecim dodatku do Wiedźmina 3 i czy takowy w ogóle znajduje się w produkcji. Dziś możemy już niemalże na 100% potwierdzić, że rozszerzenie fakty Treść skopiowano z Lowcygier.pl cznie istnieje i zabierze nas w podróż na pustynię! Zapowiedź Wiedźmin 3: Łzy Pustyni (The Witcher 3: Wild Hunt – Tears of the Desert) została bardzo szybko usunięta z sieci, jednak udało się ustalić kilka istotnych szczegółów! Będzie ciekawie! Po więcej informacji zapraszamy Was do dalszej części wpisu.
- 3 418 odpowiedzi
-
- 3
-
-
Z innej beczki, David Jaffe (ten od God of War) się delikatnie spłakał o... rzekomy antysemityzm. https://www.fandompulse.com/p/god-of-war-director-david-jaffe-accuses Bo gobliny wyglądają jak gobliny, lubią złoto i parają się handlem. Co za niespodzianka.
-
Zawsze na początku jest największy entuzjazm, a później nieco emocje opadają. Nie zmienia to jednak faktu, że gra świetnie się sprzedaje - 4 miliony ponoć pękły - a opinie graczy są coraz lepsze. A to chyba ostatecznie najważniejsze.
-
Jasne, to tylko krążące na necie randomowe obrazki, głównie z nim, bo z gęby pasuje jak ulał. Tam wszystko jest proste. Sam Rickman jak zaczynał w pierwszej części, był dużo starszy niż książkowy Snape o ile dobrze pamiętam. Więc faktycznie, wiek przeszkodą dla Drivera raczej by nie był, ale wspomniane przez Ciebie rzeczy to całkiem inna para kaloszy. I ja tutaj problemu nie widzę, jest sporo aktorów jeszcze bez dorobku czy też z wolnym terminarzem, plus tak powiedzmy 30 lat na karku, którzy by się w roli odnaleźli. Czekamy na Voldiego, zobaczymy co tam wykręcą.
-
W przypadku Drivera nie chodzi zasadniczo o sam angaż, a o zgodność z postacią, którą miałby zagrać. A to że za stary i nierealne, jest oczywiście faktem. Nic to nie zmienia ostatecznie, bo młodszych aktorów z aparycją pasującą do Snejpa, jest cała masa. Tylko, jak już wiemy, nikt takiego nie szukał. O Tildzie ja wspominałem i podobnie jak wyżej, całkiem w ramach beki opartej o internetowe memy i ploteczki. Ze względu na fakt, że rola Voldiego nie jest nadal obsadzona, a być może showrunnerom jeszcze mało jest tanich kontrowersji, pojawiały się takie obrazki w sieci.
-
No faktycznie nie wiadomo jak ma zaszkodzić serialowi typu X-Files, zastanówmy się nad tym. Może w ten sposób, że będzie mierny? Jeśli tego oczekują abonenci, co jest dla mnie dość pokrętną logiką, z pewnością nie tego oczekują fani X-Files. A jak serial ma się tak nazywać, oczekiwania są raczej sprecyzowane. Nie mam zamiaru niczego skreślać, bo olaboga czarnoskórzy, ale sorry - jak słyszę o reżyserze z misją, albo jeszcze ze swoją wizją, to się rzadko kiedy dobrze kończy. No dobra, ale to jest szkoła magii, nie wybieg na jakimś włoskim pokazie mody dla miłośników odzieży skórzanej. Czy jest ktokolwiek, kto spojrzałby na to zdjęcie nie wiedząc kto to jest, i natychmiast skojarzył z określoną postacią? Wszędzie się wkleja do porzygu Adama Drivera, ale kurdę - patrzysz na niego i myślisz "yep, to Snape". Wypisz wymaluj. Zabawne jest to, że jakby mu faktycznie dali rolę, fani klaskaliby uszami do samej premiery. A to się przekłada na konkretną oglądalność, czyli zwyczajnie kasę. Niezmiennie zadziwia mnie fakt, że nadal pchają się w kierunku taniej sensacji, zmuszając się do zatrudniania firm ochroniarskich (xD), zamiast po prostu maksymalizować zyski, stosując najprostsze metody.
-
Od kiedy można przepraszać tylko za zepsute rzeczy? Przyznali otwarcie, że zabrakło czasu na dopieszczenie fabuły, bo skupili się przede wszystkim na mechanikach. Nikt ich do tego nie zmuszał, nie jest też tak, że padają przed graczami na kolanach. Ot, wspomnieli o tym uczciwie na jakiejś konfie i cała historia.
-
To oczywiste, że nie naprawią całego wątku i ogólnie rzadko zdarza się, żeby ktoś w ten element ingerował już po premierze. Natomiast nie wiem co jest złego w tym, że twórcy zdają sobie sprawę ze słabości pewnych elementów. Godna podziwu postawa w czasach, gdzie na każdym kroku wciska się ciemnotę, albo udaje, że nic się nie stało.
-
Swoją drogą, wracając jeszcze do Snape'a, zajebistą ma kurteczkę na suwak. Serio, co to ma być? Śmierdzi na kilometr Netflixem i ich Temu Wiedźminem. Oby reszta kostiumów nie prezentowała takiego poziomu.
-
Żeby choćby Ubi potrafiło tak przepraszać za "poor storytelling". Dobrze, że zdają sobie z tego sprawę, może ich kolejna produkcja wypadnie na tym tle lepiej. "The production team tried to fill the gaps in the remaining time, but in the end, we focused on strengthening the gameplay that we can do well." To o czym była mowa wcześniej, przy tak masywnej grze, próbując łapać zbyt dużo srok za ogon, siłą rzeczy coś w końcu trzeba będzie coś poświęcić.
-
Wygląda to marnie. Jeszcze niech się spełnią plotki o tym, że rolę Voldiego dostanie babka, może nawet wspominana Tilda Swinton, i faktycznie przyda im się ta ochrona na planie.
-
Brzmi świetnie, ale pozostanie w sferze marzeń. Rozwiązaniem Steama są dwie godziny, gdzie to i tak lepsze niż nic. Pomyślałem o tym pisząc poprzedniego posta, ale nie dodałem ostatecznie, bo za dużo jest tutaj zmiennych. Z drugiej strony byłoby to całkiem zabawne w przypadku takich molochów jak Crimson, reklamowanych na 200+ godzin. Przede wszystkim nie służyłoby twórcom, bo ktoś jeszcze - mając do dyspozycji więcej czasu - stwierdzi że to nie dla niego. I leci zwrot, ani twórca, ani Steam nie mają z tego kasy. Zyskuje klient. Nierealne.
-
Dodając do tego co napisałeś, najważniejszy fragment - niczego nie bierze się za pewnik. Recenzje, opinie, materiały video, mają przybliżyć obraz gry i pomóc w podjęciu decyzji, a nie podjąć ją za ciebie. Gier, które pokochały miliony, a jednak nadal ludzie się od nich odbijają, są dziesiątki. Prócz wymienionych, choćby Elden Ring, który sprzedał się w obrzydliwie wysokiej liczbie kopii, ale jeśli komuś ta formuła nie odpowiada, to nie będzie miał czego tam szukać. Możliwość zwrotu poniżej 2h na Steamie to powinno być takie absolutne minimum testowe, choćby żeby obczaić zbieżność wymagań na papierze ze stanem realnym.
-
Dlatego wspominałem wyżej, żeby traktować to z przymrużeniem oka. Ostatecznie wiadomo o co chodzi w tym zwrocie, a tym bardziej w kontekście powyższej rozmowy (dobra cyfrowe, zasadniczo nie podlegające zwrotowi). Ale podał też przykład "300 stów", więc nie ma znaczenia skąd sam ma kluczyk. Swoją drogą, kupować w tych czasach klucze od ruskich... Pod warunkiem, że będziesz w stanie jednego od drugiego odróżnić. Fakt, akurat w tym wypadku sprawa jest jasna, ale rozmawialiśmy też w szerszym kontekście.
-
Nikt nie prowadzi statystyk kto za ile kupił, ale zasadniczo nie robi to różnicy, jeśli ktoś kupuje w ciemno i później okazuje, się że to ewidentnie nie jest to. Przykład podejścia "co to są 3 stówy" masz wyżej.
-
Odniosłem się do konkretnego przykładu. Dodatkowo nikt się psychologią nie zasłania, to są proste mechanizmy, widoczne w tej branży od lat. Nie wytłumaczyłeś dlaczego to pierdzielenie głupot, ale jakbyś nie zauważył, użyłem zwrotu który sugeruje, żeby nie brać tego do końca na poważnie. Tak czy inaczej, jeśli ktoś kupuje grę, która mu się nie podoba - w dzień premiery, za pełną kwotę - ciężko tutaj mówić o szacunku do pieniędzy. W dobie powszechnego dostępu do internetu i tony materiałów, które zalewają sieć już w pierwszych dniach. Teraz Ty mocno temat spłycasz. Można szanować i siebie i pieniądze. Nic tutaj nie stoi w sprzeczności. I żeby nie było niejasności, sam dokonywałem już nieprzemyślanych decyzji zakupowych, kierowany głównie ciśnieniem na forach, wstępnymi opiniami i gorącą głową, a nie zdrowym rozsądkiem.
-
Spokojnie, mesjaszem jest w oczach jednej osoby, dla której to 15 mesjasz w ostatnich latach. Większość ludzi tutaj podchodzi do tematu znacznie rozsądniej. Obejrzałem kilka dłuższych gameplay'ów w dobrej jakości. Nie wiem czy to kwestia nagranego materiału, ale gra ma jakieś dziwaczna problemy z oprawą. Migotanie obrazu w tle, utrata ostrości, niekonsekwentne cienie. Oprócz tego w nocy czytelność rozgrywki mocno spada. Wiem, że w nocy generalnie jest ciemno (:E), ale mam wrażenie, że to ponownie problem bardziej natury technicznej.
-
Ach, argumenty typu "co to jest 300 zł". To, że kogoś na coś stać, nie znaczy, że ma ochotę rzucać kasą na prawo i lewo. Nie będę nawet już nic pitolić o szacunku do pieniędzy, bo to się wynosi z domu, albo wyrabia we własnym zakresie. I tak, ludzie miewają problemy z przyznawaniem się do nietrafionych wydatków. Zwłaszcza że często są one wynikiem przedpremierowego i premierowego hype'u, a nie przemyślanej decyzji zakupowej.
-
Widzę sporo porównań do Zeldy, zwłaszcza w kwestii sposobu prowadzenia fabuły. Na pewno nie jest tak, ze BotW czy TotK nie mają fabuły. Mają jak najbardziej, ale jest ona rozwodniona przez otwarty świat i ogrom możliwości. Tutaj nacisk na fabułę jest jeszcze mniejszy najwyraźniej, ale generalnie podobieństwa zdają się być zrozumiałe. Zeldy to gry genialne, ale potrafiły nużyć przy dłuższym kontakcie, właśnie z powodu ślamazarnego tempa. Można takie produkcje lubić lub nie, to już kwestia indywidualna. Ja musiałem sobie robić przerwy, ale później jak wracałem, jechałem już do końca. Crimson to najwyraźniej taki typ gry - świat pełen małych odciągaczy uwagi, możliwości, przeznaczony do powolnego zwiedzania i eksperymentów. Co ma swoje wady i zalety. Po ostrym patchowaniu na pewno zyska na wartości.
-
Wiem, wiem, ale nasłuchałem się jaki to serial jest dobry. Widocznie nie są to moje klimaty. Podobnie ja choćby z wielokrotnie nagradzanym The Pitt, choć tutaj generalnie jeśli serial ma miejsce w szpitalu, z miejsca jest dla mnie skreślony.
-
Zawsze mnie zastanawiało co ludzie widzą w Yellowstone. Próbowałem, ale ten serial jest tak koszmarnie miałki i odtwórczy, że wytrzymałem ledwie kilka odcinków. Trudne sprawy w westernowej polewie. Wiem, że prawdopodobnie to mocno upraszczam, ale kompletnie nie zaiskrzyło.
