-
Postów
2 223 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
1
Treść opublikowana przez Vulc
-
Zmęczony jestem tymi wszystkimi soulslajkami, ale ten - przez setting i perspektywę - budzi zainteresowanie. W pierwszej chwili myślałem, że to coś na kształt Dishonored (szabla i pistolet w łapie).
-
Znam historię studia, zapomniałem dodać wzmianki o tym w ostatnim akapicie, bo to miałem na myśli pisząc o "tylu latach" od wydania Disco, i zmianach które w tym czasie zaszły. Nad czy ubolewałem już w inn wątku, pisząc o ponowne przechodzeniu DE. Tak czy inaczej jestem zainteresowany co z tego wyjdzie, bo klimaty espionage sto coś zdecydowanie dla mnie.
-
W końcu jest, z premierą na Gamescom, kolejna gra twórców znakomitego Disco Elysium. Zero Parades to szpiegowski thriller, utrzymany w znanych z poprzedniej produkcji studia mrocznych klimatach brudnego miasta, z podobnym systemem prowadzenia narracji i głównym bohaterem "z problemami". Zobaczymy czy po tylu latach, studio jest w stanie zbliżyć się do poziomu, który przyniósł mu dziesiątki nagród gry roku.
-
Oba świetne, choć to nie są filmy, które z miejsca wydawać się mogą interesujące. Carrey błyszczy właśnie w takich produkcjach, z Truman Show na czele. W Polsce sprzedawano go głównie poprzez głupkowate komedie.
-
Chyba Ci się kolejność pomyliła. CoD zawsze na tym gruncie ustępował - pod względem dźwięku broni czy właśnie szeroko rozumianego feelingu, gdzie kompletnie nie czuć było powera poszczególnych modeli. Zwłaszcza dźwięku, w przypadku którego Battlefield jest topką od bardzo długiego czasu.
-
Klimat klimatem, seria IMO zawsze ustępowała Battefieldowi pod względem feelingu strzelania, dźwięku, o zniszczeniach nie wspominając. Przede wszystkim oferowała pole bitwy w znacznie mniejszej skali. I spoko, każdy miał coś dla siebie. Ja nie widzę sensu, aby BF próbował się na jakimkolwiek gruncie upodabniać do CoD'a i odwrotnie. Mapa Empire State z bety wyraźnie pokazuje dlaczego nie powinno się tego robić. Fajnie, że są jakieś przecieki o dużych mapach, ale na razie spokojnie poczekam na doprecyzowanie co to znaczy dla obecnej odsłony "duża mapa".
-
Tam gdzie mogą, na pewno. Nie wszystko jednak da się naprawić patchami, a z słuchaniem graczy i ich feedbacku, to każdy zainteresowany wie jak to z reguły wygląda. Tak samo jak wyglądają premiery poszczególnych odsłon. Mimo wszystko uczciwie muszę powiedzieć, że ta beta była najstabilniejszą z tych, które ogrywałem, a ogrywałem wszystkie dostępne. Kwestia szczęścia zapewne, bo ludzie raportowali różne błędy, ale mam wrażenie, że nawet w tym wątku nie było tego aż tak dużo.
-
Preordery są najbardziej szkodliwe, bo pokazują wydawcom, że można sprzedać w ciemno cokolwiek, po kilku efektownych trailerach i becie z wycinkiem całości. Nie kupuję od lat, ale równocześnie nie mam zamiaru nikogo oceniać, bo wydał kasę na coś, na co miał ochotę ją wydać. W momencie w którym chciał ją wydać. Ciężko wymagać od ludzi, aby dokonywali decyzji zakupowych w oparciu o coś więcej niż własne kaprysy. Można za to poszerzać "świadomość" ludzi, ale takie działania mają bardzo ograniczoną skuteczność.
-
Na wyższych w sumie grałem niewiele, pewnie jest tak jak mówisz. C2077 ma przyzwoity gameplay, ale dla mnie gra zawsze stała przede wszystkim światem, historią i postaciami.
-
Zależy czy chcesz walczyć na odległość czy bardziej close and personal. Hacki+jakiś karabin są fajne na dystans, wypalasz wszystkim synapsy i dobijasz z broni. Na krótki dystans masz wszelkiego rodzaju katany, młoty, kije bezjbolowe albo wszczepy typu Ostrza Modliszki. Na normalnym poziomie trudności nie ma większego znaczenia co weźmiesz - gra jest raczej mało wymagająca.
-
Fakt, mikro szansa. Preordery wleciały jak wściekłe, a beta ma generalnie pozytywny odbiór. A tak duże korporacje są mistrzami w ignorowaniu narzekań graczy, nawet jeśli przemyca się tam sensowną krytykę. Na jakiś rebalans jest jeszcze czas, ale map przecież nie ruszą. Widzę ankietę. U mnie sprawa jest jasna, od wczoraj nie gram już w betę, zmęczyła mnie. Na pewno preordera nie kupię, zastanawiam się jeszcze nad abo na miesiąc. Idealnie aby sprawdzić ile gra jest warta. Na razie mam spore obawy co do wielkości map i tego ile będzie Battlefielda w Battlefieldzie. Natomiast nie mam zamiaru być hipokrytą - gra nie odbiega od poprzednich odsłon, w których spędziłem sporo czasu. Oczywiście mam na myśli te nowożytne.
-
Wygląda jak coś, w co nie chcę grać. W Wiedźmina chciałem. 💁
-
U mnie chłodzenie proca to taki trochę overkill, kupione już pod X3D, ale i tak miałem peaki pod 78 stopni. W sumie chyba też takich temperatur jeszcze nie widziałem.
-
Mi się chyba fuksło, bo nie miałem ani jednego crasha, a mecze znajduje mi błyskawicznie. To co nie działa to Custom - wybieram Podbój bez tej padliny Empire State i pierwsza mapa faktycznie jest inna, ale później Empire wraca do rotacji. Swoją drogą gra bardzo szybko się ładuje. Od znalezienia meczu do rozpoczęcia gry, czasami to dosłownie kilkanaście sekund.
-
Jest, ale równocześnie bardzo lubię uniwersum, to mój punkt zaczepienia. Na razie zgadzam się z tym co piszesz, ciężko określić w jakim kierunku chcą iść twórcy. Tak jak wspominałem, może to być konflikt korporacji z Obcym w tle. I wolałbym to zdecydowanie bardziej od teen drama. Myślę, że wynika to w jakimś stopniu z ograniczeń technicznych poprzednich części, bo od strony motoryki jego szybkość nie jest mocno przesadzona. Tutaj, zwłaszcza w przypadku sceny przy windzie, zostało to celowo nieco wyolbrzymione, aby nie było wątpliwości, że mamy do czynienia z apex predatorem. Koło czasu mocno odbiega od książki, ale powiedzmy że się jeszcze jakoś broni. Pierścienie Władzy to abominacja, która koło "ujdzie" nawet nie stała. Fundacja daje radę jako serial, ale jako ekranizacja również skręca w wiadomym kierunku. Bo przecież problemem jest to, że główny bohater to facet. Nie mówiąc o tonie innych zmian, które przesłanie książki mocno spłycają.
-
Ja wiem, gram praktycznie tylko tą bronią i nie zauważyłem większej różnicy. W sensie dmg mniejszy?
-
Drugi odcinek Alien: Earth. Na razie tego nie widzę, ale zobaczymy jak dalej się sprawa rozwinie. Jedynym wątkiem z potencjałem jest konflikt korporacji. Reszta, łącznie z hybrydowym teen teamem, wypada średnio. I ponownie, niektóre akcje płytkie jak wiosenna kałuża. Choćby przyjęcie, którego rozbawieni uczestnicy nie ogarnęli, że w budynek w którym imprezują, wbił się ogromny statek kosmiczny. I nie, nie kupuję tłumaczenia, że byli pijani, naćpani, whatever. To jest niedorzeczne i miało na celu wyłącznie stworzenie gore sceny z Obcym w roli głównej. Muszę jednak przyznać, że to jak został on zobrazowany, jest satysfakcjonujące. Może poza ewidentnym plot armorem głównego bohatera, ale to już niestety standard. Na razie staram się być cierpliwy i nastawiać pozytywnie.
-
I to się cały czas dzieje, tam gdzie jest to możliwe. Równocześnie jest mnóstwo miejsc gdzie - z powodu takiej a nie innej infrastruktury - zmiany są mocno utrudnione. Lub zwyczajnie nie ma chęci ich wprowadzania. Czego efekty widzę choćby w swoim mieście, gdzie ścieżki rowerowe to dramat, zostały oddane tylko po to aby zrealizować target unijnych dotacji (krótkie, nie połączone ze sobą odcinki). Podnoszenie kultury drogowej? No cóż, powodzenia w kraju ludzi wiecznie na coś wkurzonych. Oczywiście można i trzeba to robić, ale jak już wspominałem, jedno drugiego nie wyklucza. Jest mnóstwo przepisów, których egzekwowanie jest trudne lub wręcz niemożliwe. I ponownie, kompletnie nie zgadzam się, że akurat ten obowiązek nic nie wniesie - wieść pójdzie w świat, choćby poprzez medialną szopkę, informowanie klientów w sklepach, że kask jest już obowiązkowym wyposażeniem. Nie widzę tutaj żadnego bałaganu, niezależnie od tego ile jeszcze razy będziesz to negować. Ja dziś też 66km w pełnym słońcu, nic przyjemnego. Miałem fajny odcinek leśny, który mógł mnie ochronić przed słońcem, ale okazało się, że tak jak kiedyś był pewnie świetną, szutrową, leśną drogą, teraz to rozjeżdżone przez jakieś terenowe samochody, piaskowe grzęzawisko. Nie unikam trudniejszego terenu, ale po 500 metrach zwyczajnie zawróciłem, nie dało się jechać. Mój pierwszy maraton za mną. No, może taki mini maraton, patrząc na tych kosmitów co robią od strzała 500 km. 170 km po względnie płaskim terenie, ponad 7h na rowerze w 30-stopniowym upale, ze średnią ponad 24km/h. Mówiąc krótko, wyjechałem się doszczętnie, ale jestem też mega zadowolony. Nawykły głównie do krótszych, dynamiczniejszych zawodów, cieszę się, że udało mi się nie podpalać, trzymać swoje tempo. Łapiąc się z wolniejszymi grupkami na kilka minut, podczepiając pod mocniejsze na kilka minut, ale konsekwentnie trzymając założoną prędkość i tętno. Chyba tylko to pozwoliło mi przejechać ten dystans w potwornym upale. Trasa bardzo fajna, złożona głównie z dobrej jakości szutrów ze standardowymi łącznikami o różnej nawierzchni. Wynik? Wyższy niż się spodziewałem, top 25 na bodajże 115 startujących na moim dystansie osób. Rower spisał się bez zarzutu, podobnie plecak Uswe. Za to torbę na górną rurę musiałem po zawodach zmodyfikować, bo nie jest to konstrukcja do końca przemyślana (jakieś cudo z Centrum Rowerowego).
-
Problem w tym, że coraz częściej zwyczajnie nie są. Jak weteran (mogę chyba tak powiedzieć) Soulsów, mam duży problem wciągnąć się w te produkcje, które często bezmyślnie kopiują mechaniki z gier From Software, nie dając nic od siebie. Obecnie ogrywam Wuchang, a raczej męczę, bo nie mam zamiaru owijać w bawełnę - to jest zwyczajnie przeciętna gra. A mimo to każdy chce mieć swoje Soulsy za wszelką cenę.
-
Nic odkrywczego gościu nie powiedział, ale ma oczywiście rację. Odpowiedź dlaczego tak jest, zawarł we własnym materiale. BF2 i BF6 dzieli dwadzieścia lat. Dla branży, dla graczy i ich oczekiwań, w końcu dla targetów jakie przed twórcami stawiają wydawcy, to jest cała wieczność. Wystarczy spojrzeć na ten filmik gdzie ekipa jedzie Humvee przez ile? 6-7 minut? Bez żadnego wystrzału, praktycznie żadnej akcji. Kto w dzisiejszych czasach za to zapłaci? Fakty są takie, że możemy mieć takiego Battlefielda, albo żadnego. Część materiału i krytyki opiera się też o teamplay, temat już poruszany. Ze względu na dzisiejszą popularność tej serii i dużą rotację graczy, ogarnięcie skutecznej współpracy zespołowej jest mocno, mocno utrudnione. Patrząc na to co się dzieje w takich betach i później na premierę, gdzie ludzie biegają jak kot z pęcherzem, ignorując kompletnie podstawowe rozkazy, większy nacisk na kooperację mógłby wywołać tylko większą irytację ludzi nie przywykłych do tego, że przez 5 minut się nie strzela, albo trzeba pomyśleć zamiast ładować się na pałę w sam środek flagi. Irytację i odpływ graczy. Dzisiejszy Battlefield, a w zasadzie wszystko od trójki w górę, to tak naprawdę radosny deathmatch drużynowy i nie zapowiada się, żeby coś się miało zmienić.
-
Bez przesady, wygląda naprawdę spoko. Czuć powiew świeżości, mimo podobieństw do innych gier tego rodzaju. Tak na serio, nie powiedzieli jeszcze chyba nic o mechanice, ale czego się można spodziewać, tajemnicą nie jest.
-
Oby tak było, choć nie jestem specjalnie przekonany, że czymś zaskoczą. Choćby Azjata bardziej creepy już nie może być, nie wiem czemu ma służyć takie przerysowanie. Chyba, że to ściema i okaże się good guy'em. Fakt, warto też poczekać na dalsze odcinki. Wrócę do tematu po obejrzeniu drugiego.
-
To akurat spore utrudnienie, bo w nieco spokojniejszych fragmentach bez trudu można usłyszeć przeciwnika. Pozycjonowanie dźwięku w serii było z reguły dość dobre. Tym bardziej nie powinieneś się przejmować. To jest normalna celność, jeśli nie grasz wyłącznie reconem. Ja mam wyższe k/d, a celność niższą od Ciebie (14%). W Batlefieldzie kluczową rolę odgrywają odpowiednie poruszanie się po mapie, jej znajomość, trzymanie się zespołu. Praktycznie nic nie zrobisz jak Ci ktoś wyskoczy za plecami, ale możesz minimalizować szansę wystąpienia takiej sytuacji.
-
Battlefield zawsze był jedną, wielką loterią, nie ma w tym nic odkrywczego. Począwszy od tego jakie osoby masz w drużynie, przez osoby w squadzie, po ich nastrój w dany dzień (czy walimy na punkty, czy sobie pokampimy przez cały mecz). No i to nadal są strzelaniny, gdzie generalnie się... strzela. K/D? Nie czarujmy się też, każdy wolałby mieć wyższe niż niższe. To jest część gry i płynącej z niej satysfakcji. Nie jest niczym dziwnym, że ludzie zwracają na to uwagę. Kiedyś stwierdziłem, przy okazji którejś części, że dla mnie ta statystyka mogłaby zostać mocno ukryta albo zwyczajnie wywalona - ludzie ma nie w zasadzie wyśmiali. No i mieli rację, każdy powinien grać tak jak lubi. To nie jest CS tylko popularna, 64-osobowa, radosna strzelanka. To co pisałem wyżej, takie granie drużynowe na pałę, ciśnięcie na zdobywanie celów za wszelką cenę, też jest zwyczajnie głupie. Próba reanimacji na środku placu, gdzie z balkonu strzela 3 typa i nie ma nawet rzuconego smoke'a. Wbijanie na pałę tankiem lub transporterem w sam środek punktu żeby "zrobić hałas". Praktycznie brak ochrony zdobytego punktu, bo trzeba zapierd... dalej, trzeba być w ruchu. Tego się nie da wyeliminować.
-
Nic to w tym miejscu nie zmienia i nie zgadzam się, że piłowanie do znudzenia tego samego schematu, to jedyny sposób. W sensie czynnik ludzki (bądź inny), tak. Ponownie "ojojoj, coś się wydarzyło na statku", nie. Co miały te sceny symbolizować, to oczywiste. Jedna zwyczajnie mi się nie podoba, równie dobrze mogłoby jej nie być. Był mocno odmienny od poprzednich odsłon, ale posiadał elementy po tej serii oczekiwane. W Earth jest ich jak na lekarstwo. No, ale obejrzałem jeden odcinek, może przedwcześnie na takie niezadowolenie. Po prostu znam siebie i jeśli nie siada sam początek, rzadko zdarza się, że później kliknie.
