DITMD
Użytkownik-
Postów
1 241 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
2
Treść opublikowana przez DITMD
-
Dla mnie Crimson to dodatek. Myślę, że to będzie solidny tytuł, ale nie kaliber Wiedźmina 3, jak niektórzy oczekują.
-
Te inne gry mogą być badziewiem, a Crimson nie może? Legacy of Kain to klasyka i jedna z moich ulubionych serii. Solasta II to rpg podobne do Divinity i BG3, grałem w demo i mi się podobało. Aether to samo, z tym że to rpg inspirowane Disco Elysium. Te gry mam już sprawdzone i na liście do zakupu. Jedyny znak zapytania to Crimson. Ta gra to zlepek mechanik z różnych gier, może będzie świetna, a może się okazać, że będzie płytka, słaba i nie dowiezie.
-
Akurat spośród tej listy Crimson Desert jest największą niewiadomą i może się okazać, że będzie największym badziewiem
-
Legacy of Kain: Defiance Remastered Solasta II Death Stranding 2: On the Beach Aether & Iron Można by tu dorzucić jeszcze parę tytułów
-
Najwyżej, jeśli gra będzie słaba, to będzie słaba, nie pierwsza, nie ostatnia, wtedy włączę coś innego i tyle. Rzeczywiście to powód, żeby rwać sobie włosy z głowy
-
Wiedźmin 3? Mnie to bardziej przypomina bardziej rozbudowaną Dogmę.
-
@galaktyTo nie wygląda dla mnie na słabą walkę.
-
W ubiegłym roku zrobiłem porównanie między trenażerem, rowerami stacjonarnymi i moją szosą, używając trzech różnych pomiarów mocy oraz pulsometru Polar na klatę, przedramię i zegarków Garmin i Samsung. Różnice między pomiarami mocy były minimalne, rzędu kilku procent, podobnie w przypadku zegarków i trenażera. Natomiast rowery stacjonarne pokazywały znacznie zawyżone wartości. Dla osób ćwiczących jest to zawsze jakiś punkt odniesienia, ale liczby podawane przez rower stacjonarny nie odzwierciedlają rzeczywistości. Grunt, że ćwiczysz systematycznie i regularnie, cyferki to tylko cyferki, nie warto się nimi przejmować.
-
Tak, twoja bieżnia zawyża statystyki, masz pewnie w zależności od twojej wagi z 150-200kcl mniej. Spraw sobie jakiś HRM, bo te na rączkach bieżni to jest żart.
-
W rowerach stacjonarnych wszystkie cyferki są maksymalnie zawyżane. Bez ECG, czy jakiegoś HRM i dobrze skalibrowanego pomiaru mocy, te wyniki nie mają nic wspólnego z rzeczywistością.
-
Jedynka była świeża, miała swój humor i klimat. Druga część sprawia wrażenie robionej na siłę, równie dobrze mogliby wydać ją jako dodatek, meh.
-
Robisz soul extraction wysokopoziomowej broni z maksymalnym poziomem familiarity.
-
I to od dzisiaj Oczywiście dodatek jest płatny
-
Na bossach comba robią wrażenie, jedno dobre combo potrafi im tak z minimum 25% paska zabrać.
-
W grze jest masa skilli, każda broń ma swoje, a jest ich całkiem sporo, więc można je fajnie łączyć i wychodzą niezłe comba.
-
U mnie też ninja, ale z tonfami, samuraja praktycznie nie używam.
-
Po ostatniej walce z demonem mam PTSD jak widzę ten fioletowy filar Ten boss też sprawił mi trochę problemów
-
Trudność tej gry opiera się głównie na bossach. Otwarty świat rzadko kiedy sprawia problemy, chyba że trafisz na Bloodedge Demona. Pierwszego pokonałem w demie na niskim levelu, ale drugi złożył mnie bardzo szybko, mimo że miałem kilkukrotnie wyższy poziom. Praktycznie każda większa lokacja ma jakiś skrót, który pozwala ci zaoszczędzić trochę czasu i biegania. Kapliczki są rozmieszczone gęsto, ale dla mnie to bez większego znaczenia, bo rzadko z nich korzystam. A jak już zginę, to i tak muszę wracać przez pół mapy. Skróty są, najczęściej jakieś zablokowane wcześniej drzwi, drabiny, jak na razie nie widziałem żadnej windy, ale praktycznie każda większa lokacja ma jakiś skrót, który pozwala zaoszczędzić trochę czasu i biegania. Levele lecą szybko, ale tak samo jest w Elden Ring i w każdej grze z otwartym albo półotwartym światem. Eksplorujesz, zdobywasz doświadczenie, wzmacniasz postać i bossowie, którzy wcześniej wydawali się nie do pokonania, padają na strzała albo dwa. Tutaj jestem o ileś leveli wyżej niż zalecane dla regionu, ale bossowie nadal stanowią wyzwanie, i potrafią cię poskładać bardzo szybko.
-
Dla mnie obydwie gry stoją mniej więcej na takim samym poziomie, jeśli chodzi o eksplorację. W obu błądziłem, starając się znaleźć wejście albo drogę do jakiegoś przedmiotu
-
Nie o to mi chodziło. Miałem na myśli to, że teren do eksploracji jest gigantyczny. Każda lokacja ma kilka dróg, które prowadzą do kolejnych i kolejnych. Cały czas człowiek zbacza z głównej misji i wraca do niej dopiero po godzinie eksploracji. Wszystkie znaczniki na mapie czy kompasie możesz dostosować pod siebie, a to, że coś wyświetla się na kompasie, wcale nie znaczy, że od razu to odnajdziesz. Niektóre Kodamy i inne sekrety są naprawdę nieźle poukrywane i trzeba przeszukać całą lokację od góry do dołu, żeby je znaleźć. Sam kompas wcale nie jest taki dokładny, i już nie raz się o tym przekonałem. Mam skrzynkę obok siebie, a w rzeczywistości muszę przejść przez parę lokacji, nagimnastykować się, żeby dotrzeć do niej.
-
Mnie też gra przypadła do gustu. Eksploracja i kreacja świata wymiatają, jest pełno sekretów i dodatkowych lokacji. Gdziekolwiek się nie ruszysz, trafiasz na jakieś odnogi i nigdy nie masz pewności, czy daną lokację zrobiłeś na 100%. Moby w otwartym świecie są raczej łatwe, ale główni bossowie to już zupełnie inna bajka. Razem z demem mam w tej chwili ponad 24h gry i bawię się wyśmienicie. Grafika mogłaby być lepsza, ale gra jest na tyle miodna, że człowiek nawet nie zwraca na to uwagi.
-
Przeszedłem demo i zrobiłem w nim praktycznie wszystko, co dało się zrobić. Gra zakupiona, czekam na premierę
-
Nioh 3 na początku za bardzo mnie nie interesował, ale sprawdziłem demo, i kompletnie wsiąkłem. Ponad siedem godzin spędzonych w demie i to jeszcze nie koniec. Nie spodziewałem się, że aż tak mi się spodoba. Dla mnie najtrudniejszą walką w demie był bloodedge demon z tego fioletowego filara. Pokonałem go postacią na ósmym poziomie i musiałem się przy tym nieźle napocić. W porównaniu z nim pierwszy boss jest śmiesznie prosty. Walka jest świetna, szczególnie gdy odblokujesz już kilka skilli i możesz używać kombosów. Gram głównie ninją z tonfami, czasami przełączając się na samuraja z tą składaną kosą.
-
Dużo się nie różni, bo to nadal jest Assassin’s Creed, ale masz więcej możliwości, osobiście skradanie w Shadows sprawia mi o wiele większą frajdę niż w takiej Valhalli, grając Naoe mam wrażenie jakbym grał w Tenchu, i tyle mi wystarczy, na najwyższym poziomie trudności trzeba się trochę nagimnastykować, a przynajmniej ja muszę, bo lubię grać w skradanki i przechodzić je w miarę realistycznie.
