-
Postów
2 112 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
1
Treść opublikowana przez Vulc
-
Już na normalu nie ma praktycznie żadnego grindu. Jechałem prosto przed siebie, biłem tylko wrogów po drodze i tych którzy się napatoczyli, gdy wracałem do lokacji po odblokowaniu nowych możliwości lub w celu pokonania "zaległego" przeciwnika. Axony za pierwszym razem, pan w garniturku podobnie (wszystkie walki), "główny" boss za drugim. Nie ma tutaj więc żadnej ściany w głównym wątku. Nawiązując jeszcze do poziomu trudności, gra robi wszystko aby nikogo nie wystraszyć, nie zniechęcić. Z perspektywy podstawowej zawartości, związek z produkcjami From o którym się wspominało, jest znikomy. Nazywanie gry turowymi Soulsami jest nie tyle dalekie od prawdy co zwyczajnie niepoważne. W przypadku dostępnych w sieci artykułów, są to klasyczne clickbajty, bo Soulslajki obecnie na fali. Jakby ktoś jest jeszcze niezdecydowany - flagi ekspedycji rozmieszczone zostały bardzo blisko siebie. Między nimi mamy max 3-6 pojedynków, poprzedzielanych regularnymi auto-sejwami, w międzyczasie można jeszcze leczyć całą drużynę eliksirami. Z czego korzystałem bardzo rzadko, bo leczyć idzie się też podczas walki, gdzie praktycznie zawsze atakujemy jako pierwsi. Pod tym względem gra jest wręcz przeciwieństwem produkcji do których ją bezsensownie porównywano. Osobiście traktuję to jako wadę, eksploracja oferuje znikome ilości dreszczyku emocji. No, ale dla niektórych to zapewne będzie zaletą.
-
Heh, a ja właśnie wziąłem Aeroada. Miałem przez chwilę ciśnienie na Bianchi w celeste, ale mi przeszło. Podobają mi się też SuperSixy od Cannodale'a, z ram aero Merida Reacto jest ładna. No i Ostro VAM Factora mega wpada w oko, ale ceny to oni mają z kosmosu. Za to Pinarello czy choćby Cervelo S5 - całkiem nie moje klimaty. Podobnie Madonki od Treka. Gusta, guściki. Kupuję rowery oczami, geometria z reguły jest do okiełznania wszędzie, a wyposażenie praktycznie to samo. Opony zmienię sobie koło września, przed wyjazdem do Włoch. Na tylnej oponie mam małe przecięcie, ale nie powiększa się - sprawdzam regularnie.
-
No ja mam blisko, ale i tak dystans 180 km to jednak nie dla mnie. Przynajmniej nie teraz. Na razie chcę spróbować luźniej, żeby zobaczyć czy zaskoczy.
-
Pierwszy wyścig MTB w tym roku za mną, Bike Maraton Miękinia. Trasa niby tylko 35 km i 300 metrów w górę, ale jak to w lesie - ścianki po 16% elegancko rozbijały stawkę. Równie elegancko wszyscy pchali rowery pod górę. Dobrze się jechało, w grupie wiekowej pierwsza ćwiartka na prawie 90 startujących osób. Trochę zabrakło techniki na trudniejszych fragmentach, trochę prędkości na zjazdach. Jak zwykle. W maju tylko treningi, ale za to ambitny plan na czerwiec - chcę zaliczyć kolejny Bike Maraton w Polanicy, nowością dla mnie będzie Gravel Adventure w Szklarskiej. Początkowo miałem po prostu jechać na MTB, ale nie wytrzymałem i gravel jest już w drodze. N+1, #pdk. U mnie nadal 25 z przodu, bo szkoda było nowej opony, ale że są już na dotarciu, wjedzie niedługo 28. Jeżdżę niezmiennie na Conti GP5000, choć miałem epizod z Pirelli P Zero na mleku i też dawało radę. Obecnie powrót do dętki i bez żadnego kapcia od 2 lat, a zdarza mi się wskoczyć na szuter. Ładny rowerek, Propela miałem na oku jak brałem obecną szosę, niestety w tamtym czasie dostępność rowerów była tragiczna - jak się coś pojawiało to małe rozmiary.
-
Pożyjemy zobaczymy, obietnic przed premierą zazwyczaj nie brakuje. Ja byłem zmęczony jedynką w wielu miejscach, ale produkcji z taką atmosferą jest na rynku niewiele.
-
O czym się mało wspomina, a o czym warto wspomnieć - humor. Z reguły niewymuszony, subtelny, naprawdę fajnie sprzedany. Choćby pierwsze spotkanie z miłośnikiem nóg czy jakieś drobne docinki w obozowych rozmowach lub zapiskach z innych ekspedycji. Równocześnie nie ma tego przesadnie dużo, tak w sam raz. Jestem po starym Lumiere, z misją pokonania dwóch kozaczków. Podziwiam ile czasu tutaj niektórzy mają, bo niby gram obecnie tylko w to, a i tak mam wrażenie, że idzie bardzo wolno. A praktycznie nic nie grinduję, żaden boss mnie nie zatrzymał nawet przez chwilę. 33 lvl.
-
GTAV na Xboksie 360 w szarpanych 30 klatkach: Byłem i nie zamierzam wracać. Ogólnie klimat wyłaniający się z tego trailera jest całkiem w porządku. Rockstar to jeden z niewielu pozostałych na rynku kolosów, który potrafi z tak absurdalnym budżetem zrobić coś sensownego. GTA nigdy nie było serią, na której kolejny wypust czekałem z wypiekami na twarzy, ale hej - to jest nadal GTA. Pytanie w jakim stopniu to nadal ten sam Rockstar, bo czasy się nieco zmieniły od poprzedniej odsłony.
- 864 odpowiedzi
-
Najwyższy. Proponuję trzymać się głównego wątku i nie spędzać zbyt dużo czasu na fetch questach.
-
Mówisz o Dualiście? Dobry kozak i dobra walka, jak na razie chyba najlepsza z tych które widziałem. Zszedł co prawda dość szybko, ale głównie dlatego, że jak Verso wejdzie w "S" i odpali ten 13-ciosowy skill z opóźniaczem, to nie ma co zbierać. Podobają mi się generalnie skille w tej grze, a przede wszystkim specjalizacje postaci. Zmiany postawy, stopnie perfekcji, karty, każdy ma coś swojego i na swój sposób unikalnego.
-
Gra jest świetna, ale nie sugerowałbym się jednak tymi krzykliwymi artykułami, które zalały sieć, tworzącymi obraz mesjasza wśród gier. Za dużo jest na razie szumu wokół tej produkcji. Oceni się na spokojnie, po przejściu. Tutaj w wątku już chyba ktoś ukończył.
-
Jednym słowem, nazwa godna skali trudności. Na ekspercie siłą rzeczy trzeba korzystać z pełnego arsenału mechanik, nie ma zmiłuj. Pewnie dlatego zdecydowano się w ogóle na poziomy trudności, aby nie odstraszyć ludzi, którzy mają problem z elementami wymagającymi refleksu.
-
Tak, gier jest sporo, ale prócz BG3 oczywiście, to nie są produkcje które osiągają wielkie sukcesy. A szkoda, bo tak jak niektórzy na sam dźwięk "tury" wychodzą, ja z miejsca jestem zainteresowany. Dodatkowo hybrydy gatunkowe czy eksperymenty mi nie przeszkadzają, wręcz przeciwnie.
-
Takie mechaniki są zwyczajnie popularne w chwili obecnej, co nie znaczy, że będą popularne zawsze. Dodatkowo nie zwalajmy winy na jakichś fanów, jakby zajmowali się pisanie petycji w tej kwestii. Producenci widzą boom na te elementy, więc próbują coś na tym ugrać. Nic nadzwyczajnego. I nie zawsze to wychodzi grom na dobre, choćby w Jedi: Fallen Order/Survivor nie bardzo mi to odpowiadało, wyglądając miejscami na wciśnięte na siłę. Poziom trudności w Soulsach? Kwestia poruszana wielokrotnie, na razie się na to nie zapowiada. Zwyczajnie nie ma takiej potrzeby, bo gra oferuje szereg mechanik, które ułatwiają rozgrywkę i sprzedaje w niezmiennej formie od lat, zyskując z każdą odsłoną coraz więcej fanów. Fani to rozumieją, producenci to rozumieją. Sęk w tym, że ta gra sprzedaje się i zyskuje fanów właśnie z tego powodu, że oferuje wyzwanie, a nie że za wszelką cenę chce zadowolić wszystkich. Głos mniejszości nie ma więc w tym momencie znaczenia. Tak czy inaczej gdyby się jednak zdecydowano na "suwaczki", dla mnie nie będzie to koniec świata. Nie do końca, to bread and butter tej serii. Serii, która nie prowadzi za rączkę i nie każe ci grać tak jak przykazano, tylko robić co chcesz. Możesz szlifować skill i farmić przed bossem, możesz lecieć prosto przed siebie, pomijając przeciwników. Nie powiem "spróbuj", bo będziesz mnie później ścigać po tematach. Natomiast fakt, że gra dostępna jest w GP, może się okazać tutaj pomocny. Tak czy inaczej nic na siłę, dla mnie i najwyraźniej wielu innych osób, elementy zręcznościowe uatrakcyjniają rozgrywkę. Turówki nie są obecnie szalenie popularnym gatunkiem, stąd takie rozwiązanie wydaje się zrozumiałe, nadając walce trochę więcej dynamiki.
-
Widać, że w Soulsy praktycznie w ogóle nie grałeś. Jak już poznasz przeciwników, jedziesz przez nich jak kombajn przez pole pszenicy. Zwykłe mobki z reguły nie są żadnym wyzwaniem, co jakiś czas pojawia się mocniejszy typ, ale generalnie często nawet nie trzeba z nim walczyć. Wystarczy przebiec obok i od razu zaatakować bossa. Wszyscy tak robią jak się komuś nie chce tłuc ponownie każdego przeciwnika po drodze. W Eldenie masz jeszcze "konia", który dodatkowo sprawę ułatwia i tylko w Legacy dungeons nie możesz go używać. Tak jak wspominałem, masz w głowie wizję gry całkiem odmienną od tego co dostajemy w rzeczywistości. Jak wyżej, Elden pewne sprawy już naprawdę mocno ułatwia. Chciałbyś po prostu wypaczyć fundament tych gier i ograniczyć wyzwanie do minimum. Co się nigdy nie powinno wydarzyć, bo nie tego ludzie po nich oczekują. Ty tego oczekujesz i jesteś w zdecydowanej mniejszości. Tak, podniósłby się, ale nie ma to żadnego związku z elitaryzmem, który tak się starasz przepchnąć. Ma związek oczekiwaniami i wymaganiami co do tego jak gra powinna wyglądać. A fakty są takie, że Soulsy nie wymagają perfekcji na żadnej płaszczyźnie. Natomiast "lepszą mechanikę walki" oferuje się tutaj jako standard, choćby taką mnogością buildów może się poszczycić mało która produkcja. Git gud występuje praktycznie wszędzie w jakiejś formie, świetne Batmany od Rocksteady też nie wymagały małpiej zręczności, ale premiowały bezbłędne potyczki. Ataki przeciwników nie są zabójcze na normalnym poziomie, a co dopiero na fabularnym. Masz wyraźnie zakrzywiony obraz całości i nie bardzo jestem w stanie dostrzec w tym logikę. Z jednej strony piszesz, że gra nie powinna się przechodzić sama tylko czegoś jednak od gracza wymagać, a później narzekasz na to, że właśnie to robi - wymaga oswojenia się z movesetem przeciwników, poznania timingów, okienek, odporności i słabości. Jak praktycznie KAŻDA gra o takiej konstrukcji w historii tej branży. Tyle, że Clair na tych mechanikach opiera się w bardzo małym stopniu. Oferując na gruncie szeroko rozumianego feelingu całkiem inne doznania. Tutaj odpalasz grę i kompletnie nie czujesz Soulsów. Robisz pierwsze 2-3 potyczki, robisz ich 50 - nadal nie czujesz Soulsów. To jest produkcja o mocno jerpegowym dziedzictwie, które zostało dodatkowo stonowane choćby przez system checkpointów. A jak dla kogoś nadal jest zbyt ciężko, nie jest to w żadnym wypadku wina gry. I nic z tym nie można zrobić? Można, już powstały mody chociażby na regulację timingu przy unikach i parry. Można to zrobić kilka razy pod rząd, w międzyczasie się lecząc. Choćby Sciel ma świetną, niskopoziomową zdolność, zadającą spore obrażenia od mroku i leczącą całą drużynę. No, ale jest trudniej niż "średnia krajowa", więc ha tfu Soulsy. Jak wspominałem, jestem w drugim akcie (UWAGA, mega spoiler)
-
Każdy? GTA5 to według HLtB spokojnie jakieś 30h na sam wątek główny. To nie jest mało i w zupełności wystarczająco jak na taką produkcję, bo przynajmniej człowiek nie ma wrażenia, że się wszystko celowo rozciąga jak gumę w gaciach. I nie, fabuła piątki, gdzie mieliśmy trzy odmienne postacie, nigdy nie była tłem. Wręcz przeciwnie, powszechnie ten element chwalono - scenariusz, kapitalny voice acting, świetnie zrealizowane napady, a wszystko w typowym dla R* prześmiewczo-ironicznymi tonie. Co idealnie się uzupełniało z otwartym światem. Niczego mniej nie oczekuję po szóstce. Jeżdżenie po mieście bez celu, przejeżdżanie przechodniów i strzelanie do policji? Why not? Ale nie przez 50h, a tym bardziej nie w trybie online, którego do tej pory nie ruszyłem i nie ruszę.
- 864 odpowiedzi
-
- 4
-
-
Sęk w tym, że to w Soulsach nie przejdzie, bo ludzi w tej grze napędza satysfakcja pokonywania kolejnych wrogów i czasem na oparach docierania do następnego "ogniska". Ty tego nie zrozumiesz i tak naprawdę nie musisz, bo to nie Twoje klimaty. Co nie zmienia faktu, że ta seria zdobyła popularność m.in. z tego powodu. A w Clair masz w zasadzie auto-save co 5 minut. Czasem częściej. Masz rację, wydaje się. Dostaliśmy trochę klonów Soulsów, ale ile tego tak naprawdę jest? Masz wyraźną alergię na takie produkcje, przez co mocno wyolbrzymiasz ich ilość i znaczenie. Nikt takiej opinii o poziomie trudności nie forsuje, po prostu tego najwyraźniej chcą ludzie, więc to się wrzuca na rynek. Czy to się komuś podoba, czy nie. I uwierz, ja też jestem zmęczony tymi często marnymi próbami kopiowania produkcji From. W większość zwyczajnie nie gram, bo szkoda czasu. Jest sporo jerpegów, które są trudniejsze od ich "europejskich" odpowiedników. Jest sporo jerpegów, które są trudniejsze od Clair. Tutaj na razie, na normalu, jest faktycznie normal. Nie mniej, nie więcej. Czasem trzeba zrobić unik, czasem sparować. Generalnie wystarczy unik, bo ma znacznie większe okienko. Rozumiem Twój punkt widzenia i niewiele mogę tutaj pomóc. Takie mechaniki postanowiono dorzucić i znacząco uatrakcyjniają one rozgrywkę. Przy okazji są mega efektowne, zwłaszcza kontra całej ekspedycji. Bez tego gra byłaby IMO uboższa, a tak ma swój własny, hybrydowy styl. I śmieszy mnie pisanie, że to zapożyczenie z Soulsów, jakby takie rozwiązania nie pojawiały się w innych produkcjach. Tak jak pisałem, gra w ogóle nie przypomina tego co zazwyczaj wypluwa na rynek From. Pewne podobieństwa można sobie rozpisać na papierze, ale po odpaleniu to nawet nie tyle się rozmywa, co nie wchodzi na pierwszy plan. Atmosfera, muzyka, art design, postaci, to jest całkiem inna bajka. Wiem o tym, pisałem to w kontekście punktów zapisu, bo za takowy zwyczajnie nie robią, jak co chwilę gra i się sama zapisuje.
-
To jest produkt jerpegowy pełną gębą. Jestem w drugim akcie, Soulsów tu tyle co kot napłakał. Rzucili w jakichś artykułach debilne porównania, że to takie Soulsy, bo są "ogniska" i uniki czy kontry, a gra w rzeczywistości ma całkiem odmienny feeling. Znane z tej serii mechaniki nic tutaj nie zmieniają, dodatkowo rozwiązano je inaczej. Choćby auto-save, który jest dosłownie co chwilę. Na dobrą sprawę flag mogłoby nie być, jak gra i tak regularnie zapisuje progress, można to też zrobić zmieniając broń w menu, jak wcześniej zauważono. Nie czuć tutaj ducha produkcji From praktycznie w ogóle.
-
W moim przypadku zero emocji z tym przesunięciem. To jest, podobnie jak poprzednie "nowożytne" części, masywna produkcja, a Rockstar słynie z dbałości o detale. Niech dłubią tyle ile potrzebują.
- 864 odpowiedzi
-
- 2
-
-
Zabijać Roche'a, czy wy ludzie macie honor? Może to chu..., ale patriota!
- 636 odpowiedzi
-
- 2
-
-
Strona techniczna faktycznie miejscami niedomaga. Gra na pewno nie jest wolna od bugów, już 2 razy zablokowalem się na amen - raz na mapie świata, raz na konkretnym obszarze. Nie szło ruszyć postaci w żaden sposób, trzeba było załadować poprzedni save. O klonach NPC w pierwszej lokacji już pisałem, gdzie jeden model powtarzał się kilka razy. Tutaj widać ograniczenia budżetowe lub czasowe, trzeba było w paru miejscach iść na skróty.
-
O proszę, to w zasadzie jest coś jak quick save w takim razie.
-
Zdarzają się takie osoby, ale to nie jest jakiś wielki trend. Dodatkowo ważny jest tutaj kontekst, a niektóre produkcje faktycznie mają nawalone znaczników tyle, jakby traktowały gracza jak debila. Nie brakuje też produkcji "dumbed down" w stosunku do poprzednich odsłon, w kwestii rozwoju postaci, mechanik czy czegokolwiek innego. No to jak pisałem wyżej, to nie są brednie. Tak, gra nadal potrafi być wymagająca jak na standardy branżowe, które w przypadku mainstreamu nie są specjalnie wysokie, ale została dostosowana do nowych graczy na tyle, na ile pozwala na to jej fundament. Po prostu oczekujesz docięcia jej w jeszcze większym stopniu pod swoje oczekiwania. Niestety, Twoje oczekiwania są w zdecydowanej mniejszości. Widzisz, wszystko jest kwestią punktu widzenia. Czy save scum jest normalną i zrozumiałą mechaniką? Sensowną? Ładowanie sejwa w strzelance co 5 sekund, bo przeciwnik za mocno przywalił? W drugą stronę to może być taka sama patologia, jak to co Ciebie nie przekonuje. Wyraźnie nie oczekujesz wyzwania po grach, niezależnie od tego co wcześniej pisałeś. Co z miejsca wyklucza mnóstwo gier, które wymagają przejścia jakiegoś obszaru aby dotrzeć do kolejnego checkpointa. A takich tytułów są dziesiątki. Co ciekawe, w Clair autosave jest bardzo często, gra nie zapisuje się wyłącznie przy flagach ekspedycji. Ale po tym co mówisz, i tak bym Ci tej gry nie polecił. Nie ma się co frustrować. Jasne, w tym punkcie raczej nie da się tego pogodzić, bo masz całkiem inne oczekiwania względem takich produkcji. Oczekiwania, których - bez modów - faktycznie nie da się zrealizować, nie naruszając fundamentu. "Elitaryzm" Soulsów już dawno się skończył, kiedy tylko ludzie zauważyli, że to faktycznie nie są gry, które prowadzą wyłącznie do załamania nerwowego. Dark Souls 3 zeszło już w 10 milionach egzemplarzy. Elden zrobił 3x tyle, dodatkowo wygładzając mechaniki i wyciągając pomocną dłoń do nowych graczy, równocześnie nie pokazując środkowego palca "weteranom" (a i tak takie głosy się pojawiały). Stało się tutaj dokładnie to, o czym piszesz - prostymi zabiegami bardzo skutecznie zwiększono grono odbiorców. Nie powiem, ożywcza dyskusja. "Let's just agree to disagree" to świetne podsumowanie.
-
To już trzeba modderów zapytać, może Jina Sakai "pożyczą" od konkurencji.
-
Na najwyższym bez wątpienia parry i uniki muszą siadać jak złoto przy najmocniejszych przeciwnikach, zwłaszcza tych z końcówki. Ja na razie zostaję na normalu i zobaczymy jak to będzie lecieć. Zmiana buildu to faktycznie dobry pomysł.
-
To ostatecznie jest gra turowa, ale spoko, napisałem tak w kontekście dalszej części wypowiedzi. Czyli bierzesz zwyczajną tutrówkę i dokładasz do niej coś innego. Jacy hejtowani każuale? Serio, nie wiem o czym mówisz. Lubię gry wymagające i nigdy się z tym nie kryłem, ale mam na koncie mnóstwo casualowych gier i nigdy by mi nie przyszło do głowy hejtowanie osób, które chcą się zrelaksować a nie frustrować. Dlaczego ma się ulać? Nawet Elden został stonowany, skrojony pod ludzi, którzy wcześniej na oczy nie widzieli Soulsów. Jak myślisz, skąd się wzięło 30 milionów sprzedanych kopii, jakieś 3 razy więcej niż w przypadku DS3? Problem w tym, że powtarzasz obiegową opinię o każdej części Soulsów lub grze, która z nich radośnie zżyna, co jest jednak dalekie od rzeczywistości. Serio, musisz mi w tym momencie uwierzyć na słowo, bo te gry zwyczajnie nie są bardzo trudne. Minimalny margines błędu? Nic z tych rzeczy. Kara za porażkę? Minimalna, choćby w Eldenie "ogniska" masz nawalone jedno przy drugim. Siłą rzeczy ciężko w takiej grze zaimplementować quick save, bo nie takie są jej założenia. Mimo tego ilość mitów jaka narosła wokół tej serii jest absurdalna. Mnóstwo świetnych gier ze starych czasów nie miało quick sejwa, natomiast bardzo popularne są w nowych produkcjach checkpointy, najczęściej porozmieszczane tak gęsto, że w razie śmierci tracisz może 5 minut rozgrywki. Jeśli to dla Ciebie koszmar, ewidentnie nie jesteś zainteresowany zbyt dużym wyzwaniem. I spoko, nie Ty jedyny. Nie uważasz, ale jednak piszesz o raku w przypadku gier, które tego nie wymagają od większości graczy. Gdzie więc leży problem? Całe to zdanie to dla mnie i bardzo wielu ludzi... definicja gier From Software. Angażujące, wymagające odrobiny samodoskonalenia, ale nie frustrujące. Mnie Soulsy nigdy nie frustrowały. Wręcz przeciwnie, frustrowały mnie gry, gdzie walka była formalnością, a nie wyzwaniem. Jest to więc tylko i wyłącznie kwestia punktu widzenia. A 30 baniek Eldena nie wzięło się znikąd, bo chyba nie uważasz, że to masochiści z zaburzeniami. Clair Obscur ten wybór daje, na najniższym poziomie trudności gra jest w zasadzie trywialna. W Soulsach nigdy poziomu trudności nie było, ale nie mam pojęcia co to ma wspólnego z elitarnością. Takie są założenia tej gry i m.in. dzięki temu stała się popularna. Jeśli ktoś czuje się lepszy od innych, bo jest weteranem tej serii i jej podobnych, to chyba nie jest problem samych gier? Serio, nie wiem skąd ta niechęć. I tak, "git gut" ma tutaj zastosowanie, ale równocześnie można sobie ułatwiać grę na dziesiątki, dziesiątki sposobów. Choćby Spirit Ashes w Eldenie, które z automaty, na dzień dobry, obniżają trudność walki z bossem tak o połowę. Ty uważasz, że być nie powinno, bardzo wiele osób uważa, że właśnie dzięki temu walka jest bardziej urozmaicona. I tyle, ciężko tutaj powiedzieć coś więcej.
