-
Postów
2 223 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
1
Treść opublikowana przez Vulc
-
Tainted Grail The Fall of Avalon - temat oficjalny, polskie Skyrim
Vulc odpowiedział(a) na Stjepan temat w Gry komputerowe (PC)
Ano nie ma. To bez wątpienia gra, która broni się głównie atmosferą, skierowana raczej do fanów gatunku, którzy będą potrafili przymknąć oko na jej stan techniczny, kulawe mechaniki i szereg innych problemów. Może modderzy coś z tego jeszcze wyciągną, ale ciężko oczekiwać cudów. Takie produkcje to się dziś wydaje bardziej w GP, nawet 180 zł na Steamie to sporo za dużo.- 108 odpowiedzi
-
- open world
- fpp
-
(i 3 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Faktycznie, nie słyszałem nawet o tej grze, a wygląda całkiem spoko. Kupiłem, dzięki.
-
Tainted Grail The Fall of Avalon - temat oficjalny, polskie Skyrim
Vulc odpowiedział(a) na Stjepan temat w Gry komputerowe (PC)
Zrobiłem demko. Nie ma się co czarować, "budżet" jest widoczny na każdym kroku. Tekstury i obiekty jak sprzed 15 lat, oświetlenie bardzo przeciętne, animacje dość toporne. Ogień wygląda fatalnie. Równocześnie gra dwoi się i troi aby nadrabiać atmosferą i art designem. Co, w połączeniu z fajną muzyką, zazwyczaj się udaje. Zazwyczaj. Nie jestem mega zainteresowany, ale mroczny, arturiański setting ma jakiś taki magnetyzm. Myślę, że kiedyś na pewno do gry wrócę, jak już będzie w rozsądnej cenie.- 108 odpowiedzi
-
- open world
- fpp
-
(i 3 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Po Clair Obscur wzięło mnie na turówki, ale poszedłem w innym kierunku - XCOM2. Nadal świetnie się w to pyka, ale nieprawdopodobne jest, że tak dużo czasu minęło od premiery, a gra nadal zabugowana.
-
U mnie został już tylko Simon, wczoraj skończyłem endless rower. W sumie można było się pokusić o więcej pięter, finałowa walka jest klimatyczna, ale niespecjalnie wymagająca.
-
Dodatkowo nie warto zabijać białych nevronów, które mają dla nas zadania. A można to zrobić po jego wykonaniu. Nagrodą jest również limina, spory jej pakiet. A lumina jest w tej grze kluczowa.
-
Prolog i cała fragmentarycznie przedstawiona w nim idea Gommage, wraz z robiącym niesamowite wrażenie monolitem z wypalonymi cyframi w tle, i dla mnie było czymś, co od razu przykuło uwagę i zachęciło do dalszej gry. Niezwykle klimatyczny początek, pierwsze zderzenie ze świetnym art designem i bezbłędną muzyką. Pretensjonalny? Nic z tych rzeczy, całość utrzymana jest w takiej atmosferze, co widać choćby po dziennikach ekspedycji. Zrobiłem sporo side contentu po właściwej fabule, tam dopiero zaczyna się prawdziwa walka. Aczkolwiek znów nie ma ścian, postaci bardzo szybko zyskują na mocy, w pewnym momencie zwykłe moby nie wytrzymują jednej pełnej rundy w najtrudniejszych lokacjach . Obrażenia idą w miliony. Do chwili spotkania z pewnym gościem w Odchłani, gdzie pierwsza faza walki jest raczej prosta, za to w drugiej robi się już makabra. Na razie odpuszczam.
-
Tak, część z nich jest całkiem w zasięgu gracza na poziomie przewidzianym dla danej lokacji. Te na mapie to często przeciwnicy bardziej endgejmowi, choć są też wyjątki. Zawsze warto się po prostu spróbować z przeciwnikiem. Od razu będzie widać czy jest w zasięgu.
-
Dlatego, że choćby nawigowanie po umiejętnościach podczas walki za pomocą klawiatury i ich zatwierdzanie, jest mało intuicyjne i toporne. Jasne, można się przyzwyczaić, ale na padzie robię wszystko tak 2x szybciej. Gra na żadnym etapie nie wymaga precyzji m&k, więc nawet sesje na PC ogarniam za pomocą kontrolera.
-
Drożej będzie na pewno, jeszcze się nie zdarzyło, żeby było z czasem taniej. Natomiast o tym jak ten Gej Pass niszczy branżę i ile to on "zaraz" będzie kosztować, słyszałem już rok temu. I dwa lata temu. I w zasadzie trzy też. Jasne, póki jest alternatywa wszystko gra, ale nie podzielam wiary w czarny scenariusz, że nagle się skończą "złote czasy". Co dokładnie miałoby to spowodować? Usługa jest na rynku prawie 8 lat i bardzo przypomina właśnie platformy streamingowe. Tam były wzrosty cen razy trzy na przestrzeni 3 lat? Branża filmowa przez to upadła? Cena będzie rosnąć, to naturalna kolej rzeczy, ale Microsoft raczej zdaje sobie sprawę z tego, że są pewne granice. Tak jak przy Netfliksach, Maksach i innych serwisach. A i powinien również pamiętać, po turbo aferze z Xboksem One, jak się kończy pazerność. Rozumiem obawy związane z takimi sposobami dystrybucji, ale zalety moim zdaniem zdecydowanie przeważają. Nie przekonuje mnie tłumaczenie, że to źle rokuje na przyszłość. Pirackie kopie rokują dobrze? Steam, gdzie gry w zasadzie nie są twoją własnością? Używki na konsolach, gdzie po przejściu gry możesz ją opchnąć komu chcesz? Branża od dawna jedzie na takich rozwiązaniach i jakoś nadal się rozwija. Abonamenty to naturalna ewolucja, czy się to komuś podoba czy nie. Na co tutaj dokładnie narzekać, z perspektywy gracza? Nowe gry pozostają na platformie na tyle długo, że każdy zainteresowany ogra to na spokojnie 5 razy. W dobie słabej dostępności wersji demonstracyjnych i wydawania bubli (niezależnie na jakiej płaszczyźnie), można relatywnie tanio przetestować sobie produkcję i podjąć decyzję czy warto docenić twórców pełną kwotą. Tak zrobiłem choćby z Clair Obscur, bo to był jednak tytuł niepewny, pochodzący od nieznanego producenta. Zobaczyłem co miałem zobaczyć i kilka dniu później kupiłem pełniaka, chcąc wesprzeć ekipę, która w tych dziwnych czasach potrafiła zrobić coś oryginalnego i nie obarczonego "postępowością". Zwłaszcza że to, mimo wszystko, częściowo byli pracownicy Ubisoftu. Można spierać się o to jak branża będzie wyglądać w przyszłości, ale jeśli za niecałe 50 zł miesięcznie (to nie jest wygórowana kwota jak na standardy branży, nie czarujmy się), idzie ograć Indianę Jonesa, Clair, Dooma czy remaster Obliviona, wymieniając tylko ostatnie głośne gry, to moim zdaniem nie jest zły deal. Wręcz przeciwnie. Oczywiście jak ktoś woli kupować w ciemno za pełną cenę, lub czekać na obniżkę minimum rok lub dłużej, droga wolna. Nowego Dooma sprawdzę na dniach. Nie oczekuję zbyt wiele, zwłaszcza że obecnie nie mam nawet nastroju na strzelanki.
-
Już na normalu nie ma praktycznie żadnego grindu. Jechałem prosto przed siebie, biłem tylko wrogów po drodze i tych którzy się napatoczyli, gdy wracałem do lokacji po odblokowaniu nowych możliwości lub w celu pokonania "zaległego" przeciwnika. Axony za pierwszym razem, pan w garniturku podobnie (wszystkie walki), "główny" boss za drugim. Nie ma tutaj więc żadnej ściany w głównym wątku. Nawiązując jeszcze do poziomu trudności, gra robi wszystko aby nikogo nie wystraszyć, nie zniechęcić. Z perspektywy podstawowej zawartości, związek z produkcjami From o którym się wspominało, jest znikomy. Nazywanie gry turowymi Soulsami jest nie tyle dalekie od prawdy co zwyczajnie niepoważne. W przypadku dostępnych w sieci artykułów, są to klasyczne clickbajty, bo Soulslajki obecnie na fali. Jakby ktoś jest jeszcze niezdecydowany - flagi ekspedycji rozmieszczone zostały bardzo blisko siebie. Między nimi mamy max 3-6 pojedynków, poprzedzielanych regularnymi auto-sejwami, w międzyczasie można jeszcze leczyć całą drużynę eliksirami. Z czego korzystałem bardzo rzadko, bo leczyć idzie się też podczas walki, gdzie praktycznie zawsze atakujemy jako pierwsi. Pod tym względem gra jest wręcz przeciwieństwem produkcji do których ją bezsensownie porównywano. Osobiście traktuję to jako wadę, eksploracja oferuje znikome ilości dreszczyku emocji. No, ale dla niektórych to zapewne będzie zaletą.
-
Heh, a ja właśnie wziąłem Aeroada. Miałem przez chwilę ciśnienie na Bianchi w celeste, ale mi przeszło. Podobają mi się też SuperSixy od Cannodale'a, z ram aero Merida Reacto jest ładna. No i Ostro VAM Factora mega wpada w oko, ale ceny to oni mają z kosmosu. Za to Pinarello czy choćby Cervelo S5 - całkiem nie moje klimaty. Podobnie Madonki od Treka. Gusta, guściki. Kupuję rowery oczami, geometria z reguły jest do okiełznania wszędzie, a wyposażenie praktycznie to samo. Opony zmienię sobie koło września, przed wyjazdem do Włoch. Na tylnej oponie mam małe przecięcie, ale nie powiększa się - sprawdzam regularnie.
-
No ja mam blisko, ale i tak dystans 180 km to jednak nie dla mnie. Przynajmniej nie teraz. Na razie chcę spróbować luźniej, żeby zobaczyć czy zaskoczy.
-
Pierwszy wyścig MTB w tym roku za mną, Bike Maraton Miękinia. Trasa niby tylko 35 km i 300 metrów w górę, ale jak to w lesie - ścianki po 16% elegancko rozbijały stawkę. Równie elegancko wszyscy pchali rowery pod górę. Dobrze się jechało, w grupie wiekowej pierwsza ćwiartka na prawie 90 startujących osób. Trochę zabrakło techniki na trudniejszych fragmentach, trochę prędkości na zjazdach. Jak zwykle. W maju tylko treningi, ale za to ambitny plan na czerwiec - chcę zaliczyć kolejny Bike Maraton w Polanicy, nowością dla mnie będzie Gravel Adventure w Szklarskiej. Początkowo miałem po prostu jechać na MTB, ale nie wytrzymałem i gravel jest już w drodze. N+1, #pdk. U mnie nadal 25 z przodu, bo szkoda było nowej opony, ale że są już na dotarciu, wjedzie niedługo 28. Jeżdżę niezmiennie na Conti GP5000, choć miałem epizod z Pirelli P Zero na mleku i też dawało radę. Obecnie powrót do dętki i bez żadnego kapcia od 2 lat, a zdarza mi się wskoczyć na szuter. Ładny rowerek, Propela miałem na oku jak brałem obecną szosę, niestety w tamtym czasie dostępność rowerów była tragiczna - jak się coś pojawiało to małe rozmiary.
-
Pożyjemy zobaczymy, obietnic przed premierą zazwyczaj nie brakuje. Ja byłem zmęczony jedynką w wielu miejscach, ale produkcji z taką atmosferą jest na rynku niewiele.
-
O czym się mało wspomina, a o czym warto wspomnieć - humor. Z reguły niewymuszony, subtelny, naprawdę fajnie sprzedany. Choćby pierwsze spotkanie z miłośnikiem nóg czy jakieś drobne docinki w obozowych rozmowach lub zapiskach z innych ekspedycji. Równocześnie nie ma tego przesadnie dużo, tak w sam raz. Jestem po starym Lumiere, z misją pokonania dwóch kozaczków. Podziwiam ile czasu tutaj niektórzy mają, bo niby gram obecnie tylko w to, a i tak mam wrażenie, że idzie bardzo wolno. A praktycznie nic nie grinduję, żaden boss mnie nie zatrzymał nawet przez chwilę. 33 lvl.
-
GTAV na Xboksie 360 w szarpanych 30 klatkach: Byłem i nie zamierzam wracać. Ogólnie klimat wyłaniający się z tego trailera jest całkiem w porządku. Rockstar to jeden z niewielu pozostałych na rynku kolosów, który potrafi z tak absurdalnym budżetem zrobić coś sensownego. GTA nigdy nie było serią, na której kolejny wypust czekałem z wypiekami na twarzy, ale hej - to jest nadal GTA. Pytanie w jakim stopniu to nadal ten sam Rockstar, bo czasy się nieco zmieniły od poprzedniej odsłony.
- 864 odpowiedzi
-
Najwyższy. Proponuję trzymać się głównego wątku i nie spędzać zbyt dużo czasu na fetch questach.
-
Mówisz o Dualiście? Dobry kozak i dobra walka, jak na razie chyba najlepsza z tych które widziałem. Zszedł co prawda dość szybko, ale głównie dlatego, że jak Verso wejdzie w "S" i odpali ten 13-ciosowy skill z opóźniaczem, to nie ma co zbierać. Podobają mi się generalnie skille w tej grze, a przede wszystkim specjalizacje postaci. Zmiany postawy, stopnie perfekcji, karty, każdy ma coś swojego i na swój sposób unikalnego.
-
Gra jest świetna, ale nie sugerowałbym się jednak tymi krzykliwymi artykułami, które zalały sieć, tworzącymi obraz mesjasza wśród gier. Za dużo jest na razie szumu wokół tej produkcji. Oceni się na spokojnie, po przejściu. Tutaj w wątku już chyba ktoś ukończył.
-
Jednym słowem, nazwa godna skali trudności. Na ekspercie siłą rzeczy trzeba korzystać z pełnego arsenału mechanik, nie ma zmiłuj. Pewnie dlatego zdecydowano się w ogóle na poziomy trudności, aby nie odstraszyć ludzi, którzy mają problem z elementami wymagającymi refleksu.
-
Tak, gier jest sporo, ale prócz BG3 oczywiście, to nie są produkcje które osiągają wielkie sukcesy. A szkoda, bo tak jak niektórzy na sam dźwięk "tury" wychodzą, ja z miejsca jestem zainteresowany. Dodatkowo hybrydy gatunkowe czy eksperymenty mi nie przeszkadzają, wręcz przeciwnie.
-
Takie mechaniki są zwyczajnie popularne w chwili obecnej, co nie znaczy, że będą popularne zawsze. Dodatkowo nie zwalajmy winy na jakichś fanów, jakby zajmowali się pisanie petycji w tej kwestii. Producenci widzą boom na te elementy, więc próbują coś na tym ugrać. Nic nadzwyczajnego. I nie zawsze to wychodzi grom na dobre, choćby w Jedi: Fallen Order/Survivor nie bardzo mi to odpowiadało, wyglądając miejscami na wciśnięte na siłę. Poziom trudności w Soulsach? Kwestia poruszana wielokrotnie, na razie się na to nie zapowiada. Zwyczajnie nie ma takiej potrzeby, bo gra oferuje szereg mechanik, które ułatwiają rozgrywkę i sprzedaje w niezmiennej formie od lat, zyskując z każdą odsłoną coraz więcej fanów. Fani to rozumieją, producenci to rozumieją. Sęk w tym, że ta gra sprzedaje się i zyskuje fanów właśnie z tego powodu, że oferuje wyzwanie, a nie że za wszelką cenę chce zadowolić wszystkich. Głos mniejszości nie ma więc w tym momencie znaczenia. Tak czy inaczej gdyby się jednak zdecydowano na "suwaczki", dla mnie nie będzie to koniec świata. Nie do końca, to bread and butter tej serii. Serii, która nie prowadzi za rączkę i nie każe ci grać tak jak przykazano, tylko robić co chcesz. Możesz szlifować skill i farmić przed bossem, możesz lecieć prosto przed siebie, pomijając przeciwników. Nie powiem "spróbuj", bo będziesz mnie później ścigać po tematach. Natomiast fakt, że gra dostępna jest w GP, może się okazać tutaj pomocny. Tak czy inaczej nic na siłę, dla mnie i najwyraźniej wielu innych osób, elementy zręcznościowe uatrakcyjniają rozgrywkę. Turówki nie są obecnie szalenie popularnym gatunkiem, stąd takie rozwiązanie wydaje się zrozumiałe, nadając walce trochę więcej dynamiki.
-
Widać, że w Soulsy praktycznie w ogóle nie grałeś. Jak już poznasz przeciwników, jedziesz przez nich jak kombajn przez pole pszenicy. Zwykłe mobki z reguły nie są żadnym wyzwaniem, co jakiś czas pojawia się mocniejszy typ, ale generalnie często nawet nie trzeba z nim walczyć. Wystarczy przebiec obok i od razu zaatakować bossa. Wszyscy tak robią jak się komuś nie chce tłuc ponownie każdego przeciwnika po drodze. W Eldenie masz jeszcze "konia", który dodatkowo sprawę ułatwia i tylko w Legacy dungeons nie możesz go używać. Tak jak wspominałem, masz w głowie wizję gry całkiem odmienną od tego co dostajemy w rzeczywistości. Jak wyżej, Elden pewne sprawy już naprawdę mocno ułatwia. Chciałbyś po prostu wypaczyć fundament tych gier i ograniczyć wyzwanie do minimum. Co się nigdy nie powinno wydarzyć, bo nie tego ludzie po nich oczekują. Ty tego oczekujesz i jesteś w zdecydowanej mniejszości. Tak, podniósłby się, ale nie ma to żadnego związku z elitaryzmem, który tak się starasz przepchnąć. Ma związek oczekiwaniami i wymaganiami co do tego jak gra powinna wyglądać. A fakty są takie, że Soulsy nie wymagają perfekcji na żadnej płaszczyźnie. Natomiast "lepszą mechanikę walki" oferuje się tutaj jako standard, choćby taką mnogością buildów może się poszczycić mało która produkcja. Git gud występuje praktycznie wszędzie w jakiejś formie, świetne Batmany od Rocksteady też nie wymagały małpiej zręczności, ale premiowały bezbłędne potyczki. Ataki przeciwników nie są zabójcze na normalnym poziomie, a co dopiero na fabularnym. Masz wyraźnie zakrzywiony obraz całości i nie bardzo jestem w stanie dostrzec w tym logikę. Z jednej strony piszesz, że gra nie powinna się przechodzić sama tylko czegoś jednak od gracza wymagać, a później narzekasz na to, że właśnie to robi - wymaga oswojenia się z movesetem przeciwników, poznania timingów, okienek, odporności i słabości. Jak praktycznie KAŻDA gra o takiej konstrukcji w historii tej branży. Tyle, że Clair na tych mechanikach opiera się w bardzo małym stopniu. Oferując na gruncie szeroko rozumianego feelingu całkiem inne doznania. Tutaj odpalasz grę i kompletnie nie czujesz Soulsów. Robisz pierwsze 2-3 potyczki, robisz ich 50 - nadal nie czujesz Soulsów. To jest produkcja o mocno jerpegowym dziedzictwie, które zostało dodatkowo stonowane choćby przez system checkpointów. A jak dla kogoś nadal jest zbyt ciężko, nie jest to w żadnym wypadku wina gry. I nic z tym nie można zrobić? Można, już powstały mody chociażby na regulację timingu przy unikach i parry. Można to zrobić kilka razy pod rząd, w międzyczasie się lecząc. Choćby Sciel ma świetną, niskopoziomową zdolność, zadającą spore obrażenia od mroku i leczącą całą drużynę. No, ale jest trudniej niż "średnia krajowa", więc ha tfu Soulsy. Jak wspominałem, jestem w drugim akcie (UWAGA, mega spoiler)
-
Każdy? GTA5 to według HLtB spokojnie jakieś 30h na sam wątek główny. To nie jest mało i w zupełności wystarczająco jak na taką produkcję, bo przynajmniej człowiek nie ma wrażenia, że się wszystko celowo rozciąga jak gumę w gaciach. I nie, fabuła piątki, gdzie mieliśmy trzy odmienne postacie, nigdy nie była tłem. Wręcz przeciwnie, powszechnie ten element chwalono - scenariusz, kapitalny voice acting, świetnie zrealizowane napady, a wszystko w typowym dla R* prześmiewczo-ironicznymi tonie. Co idealnie się uzupełniało z otwartym światem. Niczego mniej nie oczekuję po szóstce. Jeżdżenie po mieście bez celu, przejeżdżanie przechodniów i strzelanie do policji? Why not? Ale nie przez 50h, a tym bardziej nie w trybie online, którego do tej pory nie ruszyłem i nie ruszę.
- 864 odpowiedzi
-
- 4
-
