Skocz do zawartości

Vulc

Użytkownik
  • Postów

    2 223
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    1

Treść opublikowana przez Vulc

  1. U mnie natomiast jest lepiej niż w poprzednich grach od tego studia, bo zarówno Frostpunk jak i This War of Mine mnie wynudziły. Pomysł z klonami świetny, zwłaszcza że każdy z nich wnosi inne umiejętności i inną osobowość. Czuć presję czasu, ale nie jest ona jakoś specjalnie obciążająca na normalnym poziomie. Po prostu zmusza do wyciągania z każdego dnia maksimum. Produkcja to taki misz-masz gatunkowy. Budowanie kopalni i połączeń między nimi przypomina trochę Death Stranding. Mamy klasyczny worker managment, liźnięte są kwestie etyczne (klonowanie i jego konsekwencje), wszystko na powierzchni obcej planety. Definitywnie moje klimaty, będzie to pierwsza gra 11bit, którą ukończę.
  2. Filtrami montowanymi w maszynowni można je ograniczyć i wtedy przebywając w bazie spada poziom napromieniowania, z tego co zauważyłem. Zrobiłem 3h i na razie jestem zaintrygowany. Świetna atmosfera, fajne rozwiązanie z mobilną bazą i tworzeniem klonów. Ciekawe interakcje z tymi ostatnimi i tajemnicza korporacja w tle. Bardzo dobra muzyka. Lecimy dalej.
  3. Nie, chodzi raczej o side questy związane z członkami naszej ekspedycji, które zdecydowanie warto zrobić.
  4. Vulc

    Rower jest wielce OK

    Opony różnią się trochę od siebie, to już zależy czego szukasz. Marathon Plus są przykładowo cięższe, ale bardziej odporne na przebicia. Wersja Racer jest znów lżejsza i oferuje niższe opory toczenia. Zwykła wersja, ta z linku, będzie chyba najlepsza, jeśli nie masz sprecyzowanych wymagań.
  5. Vulc

    Rower jest wielce OK

    Kross Evado, Giant Roam, może Romet Orkan. Każdy większy producent ma w swojej ofercie rowery crossowe, warto pojeździć po sklepach i się przymierzyć. Z opon od Schwalbe najczęściej poleca się model Marathon, ceny znajdziesz w necie (koło 90 zł za sztukę).
  6. Vulc

    Rower jest wielce OK

    Możesz sobie założyć opony Schwalbe lub jakiekolwiek inne, pasujące do obręczy. Najprościej wybrać rozmiarowo podobne do tych, które masz - rozmiar jest podany na boku opony. Dętek zmieniać nie trzeba, jeśli z obecnych nie schodzi powietrze. Co do wartości roweru, musisz szukać podobnych na OLX, wszystko zależne jest od stanu roweru.
  7. Jeszcze lepiej dodawać jakieś wpisy w różnych miejscach czy symbole, które złożone do kupy podadzą przybliżoną datę zapowiedzi. Ludzie lubią takie rzeczy, a tym bardziej branża. W kilka godzin temat zostanie przemielony przez wszystkie serwisy, bo to obustronna korzyść - duże odsłony dla tych ostatnich i tania reklama dla Steama. Można to rozegrać na kilka sposobów i praktycznie każdy to murowany sukces. Gra, prócz potężnego ładunku nostalgii, jest też przyzwoitym shooterem, więc nawet osoby które się wcześniej serią nie interesowały, powinny znaleźć coś dla siebie. Choćby to przemawia za tym, że ten tytuł warto wydać - wcześniej czy później. Ogromna kasa do zrobienia Day 1, nie wiem czy ktoś będzie w stanie opanować ciekawość jak już gra będzie możliwa do zakupu.
  8. Prze finałową walką warto zrobić trochę eksploracji, tylko trzeba mieć świadomość, że raczej na pewno skończy się to grubym overlevelem. Mi to akurat nie przeszkadzało, finał to i tak formalność, zamknięcie historii. Jak ktoś chce wyzwanie to Endless Tower oferuje walki o sensownie rosnącym poziomie trudności. Świetne miejsce do eksperymentów z pikto.
  9. Objadam w weekend, założenia są ciekawe. Też nie jestem zwolennikiem "poganiania" w grach, ale tutaj setting jest zdecydowanie pode mnie.
  10. Pewnie przejdą na f2p jak dropnie zainteresowanie. Szkoda, że takie uniwersum dostaje produkcje na pół gwizdka.
  11. Dodatkowo wpadają itemy do ulepszania broni, a w samym rogu lokacji jest świetne picto, które daje tarcze, ale obniża życie o połowę.
  12. W piątek wychodzi The Alters od 11bit Studios. Gra ma ciekawy koncept, będzie dostępna w GP.
  13. Można, ale nie trzeba. Jest tylko jeden boss w grze, który może wymagać korekty buildu. Reszta jest do ogarnięcia klasycznym setupem pod DMG.
  14. Expanse to przede wszystkim świetna seria książkowa, jedna z niewielu, którą udało się naprawdę udanie zekranizować. Nie bez pominięcia pewnych wątków, ale zachowując mniej więcej klimat oryginału. To z pewnością solidne podwaliny pod hard-sf, a kolejnym produktem Mass Effectowym chyba nikt nie pogardzi, po ostatnich flopach.
  15. Jedynka Outer już niedomagała, widać chcą zrobić godną kontynuację. 🤭
  16. Vulc

    Nintendo Switch 2

    Powiedz lepiej jak ten Fast RMX, godny następca Wipeouta?
  17. Vulc

    Rower jest wielce OK

    Tak, mechanik mówił, że było ciężko, ale przerabiał już gorsze pod tym względem gumy.
  18. Vulc

    Nintendo Switch 2

    Widzę wątek jota w jotę to samo co przy premierze NS1. "Ale kartofel", "ekran z Biedronki" vs "liczą się gry", "Nintendo nigdy nie dowoziło techicznie, bo nie musi". Co zabawne, wszyscy mają rację. Dla mnie obecnie konsola nie jest atrakcyjna, bo po prostu nie ma w co grać. To co chciałem ogarnąć, ogarnąłem na jedynce. Lubię swojego Switcha, więc kupię na dniach kolejnego - NS1 Oled. I na nim spokojnie poczekam do premiery dwójki z nowym ekranem. W tzw. międzyczasie powinno pojawić się już trochę gier.
  19. Vulc

    Rower jest wielce OK

    Tak, trasa taka pod gravel, czyli technicznie niezbyt trudna. Pogoda zrobiła swoje i oczywiście, że nie żałuję - takiej zabawy jeszcze na koncie nie miałem. Równocześnie nie czarujmy się, na MTB pewnie bym miał równie dobry wynik. Na jednym z kamienistych zjazdów gościu na MTB przemknął koło nas z taką prędkością, że aż przykro było patrzeć. I taki jest w zasadzie rower gravelowy - wolniejszy na szosie, zbyt toporny na mocniejsze nierówności. Do wszystkiego i do niczego. Mimo tego fajnie się sprawdza jako zwiadowca i przyda się pod bikepacking, który w przyszłości też chcę zaliczyć. Fakt, nie byłem w stanie się rozgrzać. Brak doświadczenia w takich warunkach + kiepski ubiór zrobiły swoje. Zabawne, bo miałem wjechać do Deca po jakąś lekką kurtkę przeciwdeszczową, ale się nie wyrobiłem. Waty? Jak bak pusty, to nie ma czym depnąć. Na szczęście z reguły szybko się regeneruję. Wleciała, kawka, jakiś pączek i można wsiadać za kierownicę. Co mnie na pewno uratowało to zamleczenie opon. No i nowe opony właśnie. Poczytałem trochę o modelach gravelowych i zdecydowałem się na Tufo Thundero HD. Kawał świetnej gumy. Na asfalcie toczą się naprawdę szybko, w terenie trzymają jak należy. Obawiałem się trochę jak poradzą sobie w deszczu i błocie, ale niepotrzebnie - nawet na wysokim zmęczeniu na łukach czułem się pewnie i leciałem 40 km/h. Fabryczne Maxxis Rambler to jednak nie ta klasa. Pod ten wyścig zakupiłem też plecak USWE Outlander 2. Ceny tych małych plecaków są absurdalne, ale sam sprzęt bardzo spoko - lekki i praktycznie nieodczuwalny. Jeszcze z ciekawostek, na tym samym dystansie startowała niejaka Maja Włoszczowska. Well, wynik miała trochę lepszy ode mnie.
  20. Co do spoilera, jeśli chcesz naprawdę wiedzieć. No to działaj z unikiem. Ja też nie starałem się kontrować za wszelką cenę. Za to jak miałem już podbramkową sytuację i myślałem "hej, teraz albo nigdy", taka udana kontra potrafiła przynieść masę satysfakcji.
  21. Vulc

    Rower jest wielce OK

    Gravel Adventure 2025 za mną. Startowałem na dystansie 66 km/1200 metrów przewyższenia. Long story short - najtrudniejszy, najbardziej hardcorowy wyścig w jakim brałem udział. Pogoda nie zapowiadała się źle, ale praktycznie każdy serwis pisał o przelotnych opadach. Okej, po to kupiłeś gravela gościu, prawda? Nie ma wymiękania, wrzucamy rower do bagażnika, partnerkę na przednie siedzenie (OPNS - Oficjalny Przypinacz Numerów Startowych) i w drogę. Co złego może się stać? Wyścig startował na Polanie Jakuszyckiej w Górach Izerskich, miejscu o specyficznym mikroklimacie. I zdecydowanie dał on o sobie znać. Zaczęło się jednak niewinnie, lekka mżawka, trochę wiatru (jak to na przełęczy), ale po starcie przestało padać, w lesie wiatr też już nie dawał się we znaki. Grunt wilgotny, ale nie mokry, trochę kałuż do ominięcia. Chciałoby się powiedzieć, idealna pogada na ściganie. Co złego może się stać? Na zjeździe w kierunku Polany, gdzie przebiegała trasa, spada mi łańcuch. Moja wina zapewne, nie skorygowałem położenia prowadnicy półbiegiem i na bardzo wyboistym fragmencie zeskoczył. Zatrzymanie, 30 sekund mocowania, łapy całe w smarze. Jedziemy dalej. Trasa piękna, podjazdy już mniej. Jak to w Izerach, stosunkowo długie i sztywne. Asfalt w stronę Stogu Izerskiego dał się we znaki, na Garminie zakres 7-10% bez końca. Jedziemy w grupie we trzech i sapiemy sobie w kierownicę, wyprzedzają nas pierwsi zawodnicy z UCI Gran Fondo, które na dystans 120 km wystartowało godzinę wcześniej. Przykry widok, ale przynajmniej krótki. Dla nich oczywiście, nie dla nas, my pokornie gapimy się w asfalt. Koniec podjazdu, Garmin pokazuje 35 kilometr. Zaczyna delikatnie padać, ale hej - najtrudniejsze za nami. Teraz zjazd, później trochę płaskiego i hopki, ponownie podjazd już raz pokonywany i meta na Polanie. Co złego może się stać? Złe stało się 2 km później. Przynajmniej tyle pamiętam, bo pozostała część trasy to walka o przetrwanie. Deszcz zaczyna padać coraz mocniej, temperatura spada momentalnie, deszcz przechodzi w rzęsistą ulewę. Po kolejnych 2 kilometrach nie mam już suchej części ubioru na sobie, a rower zaczyna pokrywać się błotem. Okej, jestem dobrze ubrany, nie ściągnąłem na szczęście bluzy. Jedziemy. Tutaj warto zaznaczyć, że ja generalnie w deszczu nie jeżdżę. Nie jestem więc do tego przyzwyczajony, przygotowany, stąd po kolejnych kilku kilometrach zaczynam odczuwać skutki zimna. Deszcza zalewa mi okulary, praktycznie nic nie widać, po ściągnięciu dostaję błotem po twarzy, wycieram więc okulary i zakładam ponownie. Następny segment to równina, gdzie deszcz zacina coraz mocniej, pojawia się też mocny wiatr. Mijam kolejne ofiary trasy i pogody - gościa grzebiącego coś przy jarzmie siodełka, gościa zmieniającego oponę na odwróconym rowerze. Myślę, że przynajmniej mój rower spisuje się jak na razie bez zarzutu. Kilka minut później zaczyna się blokować przedni hamulec. Na początku tarcza głośno trze o zaciski, po przejechaniu kilkuset metrów czuję już mocny opór w przednim kole. Nie uśmiecha mi się stawanie w ostrym deszczu po środku niczego, ale nie ma wyjścia. Próbuję jeszcze kilka razy zacisnąć hamulec i puścić - poszło! Tarcza nadal trze, ale już znacznie mniej. W pełni akceptowalne. Następne 20 km to niekończąca się walka z deszczem, zimnem, błotem i turystami z psami na zdecydowanie zbyt długiej smyczy. Ledwie widzę przez okulary, zaczyna siadać przednia przerzutka. Z trudem jestem w stanie wrzucić łańcuch na duży blat. Małe podjazdy to w zasadzie jazda przez strumienie wody, rowery zapadają się w błocie. Raz ratuję się szybkim wypięciem i podparciem. Noga będzie boleć przez kilka dni. Ostatnie 5 kilometrów dłuży się niesamowicie. Podjazd który pokonałem na początku wyścigu ze średnią 13 km/h, jadę jakieś 8-9 km. Jak to się mówi w kolarskim żargonie, zaczyna odcinać prąd. Wyprzedzam jakiegoś dziadka, który widocznie wystartował na tym samym dystansie. Pyta się ile jeszcze. Mówię mu, że 3 kilometry. Pyta się czy 3 km podjazdu. Mówię, że do mety. Oby Garmin nie kłamał. W końcu docieram do miejsca gdzie spadł mi łańcuch, ale tym razem odbicie w prawo i kilkaset metrów do mety. Udało się. Podchodzi jakaś babeczka, zawiesza coś na szyję. Ja myślę już tylko o żarciu i jakimś ciepłym miejscu, żeby opanować drżenie ciała. Za mną linię mety przekracza zawodnik z dystansu 120 km - uśmiech na twarzy, krótki rękawek. Staje z boku i zaczyna robić sobie selfiki telefonem. Pora się stąd zabierać, zjem w domu.
  22. Generalnie sporo odblokowuje się w obozie, rozmawiając z towarzyszami. Gra pod tym względem jest dość prostolinijna, przy okazji każdej wizyty (po wykonaniu głównej misji), zwyczajnie zagadujesz i klikasz, że chcesz spędzić czas z daną osobą. Tego się chyba nawet nie da pominąć, bo jak się onkims zapomni, można później zaliczyć dwie takie rozmowy pod rząd.
  23. Można całą grę przelecieć na unikach, jeśli ktoś nie czuje się na tyle dobry w kontrach. Co nie jest specjalnie dziwne, bo mam wrażenie, że okienko na kontrę jest nieco randomowe. Czasem praktycznie w tym samym momencie wciskałem przycisk i raz wchodziła kontra, raz wchodziły obrażenia. Gdzieś czytałem, że generalnie na konsolach jest z tym większy problem. Nie wiem czy ktoś w wątku o tym nie wspominał. @Element Wojny Jak wchodzisz dopiero w lumina biznes, pamiętaj aby odwiedzić w wiosce gestrali pewnego sprzedawcę - daje spore ilości luminy za odnalezione dzienniki innych ekspedycji. Dodatkowo nie warto zabijać białych nevronów.
  24. Stos nieprzydzielonych lumin. Podziwiam, że do tej pory - mimo oporów - udawało Ci się brnąć do przodu, bo luminy to taki jakby game changer. Praktycznie każdy build opiera się głównie na synergii lumin, ewentualnie można tutaj dorzucić bronie, które też mają unikalne, często bardzo mocne skille. Od początku gram takim buildem, mówiąc szczerze jest trochę overpowered. Można choćby sobie zarzucić na starcie zmiany Inverted za pomocą pikto i zgarnąć 50% do obrażeń. A takich glass cannonowych zdolności jest sporo.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...