Skocz do zawartości

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano
10 godzin temu, J4Z66 napisał(a):

Na początku też tak myślałem, ale później przyspieszyłem, bo zaczęło nudzić. Oby u Ciebie było inaczej. 

Na razie dopiero jestem w Watykanie to jeszcze nie zdążyło się znudzić ;)

9 godzin temu, tgolik napisał(a):

 

@skunRace

W Indiana Jones i Wielki Krąg trzeba grać szybko. Atutem gry jest narracja. Crafting, lizanie ścian, nadmierne skradanie należy ograniczyć do minimum, żeby zachować flow. Wtedy gra, traktowana równorzędnie z filmowymi adaptacjami, nabiera rumieńców.

Mam obawy, że jak tak zrobię i przejdę fabułę to już nie będę miał motywacji żeby wracać do lokacji i robić tam choćby te zadania poboczne, czy raczej nazywa się to zlecenia. Na razie jestem dopiero w Watykanie i planowałem w to zagrać tak jak gram w RPGi. Czyli robię wszystkie poboczne najpierw i na końcu główne i fabułę do przodu.

Opublikowano
Godzinę temu, skunRace napisał(a):

Na razie dopiero jestem w Watykanie to jeszcze nie zdążyło się znudzić ;)

Mam obawy, że jak tak zrobię i przejdę fabułę to już nie będę miał motywacji żeby wracać do lokacji i robić tam choćby te zadania poboczne, czy raczej nazywa się to zlecenia. Na razie jestem dopiero w Watykanie i planowałem w to zagrać tak jak gram w RPGi. Czyli robię wszystkie poboczne najpierw i na końcu główne i fabułę do przodu.

Wystarczy, że poogladasz sobie, nie trzeba kazdej misji robic, ja np w GTA V gram juz dosc dlugo a jeszcze zadnej misji nei zrobiłem 

Opublikowano

@skunRaceU mnie dopiero w "Sukhothai" pojawiło się znużenie. Może poprzednich dwóch lokacji nie zrobiłem na 100%, ale sporo czasu im poświęciłem. Sukhothai zrobiłem tak w 1/3 jeśli chodzi o zawartość opcjonalną. Wiadomo, że jak lecisz tylko z fabułą główną to jest tak jak pisał @tgolik, gra nabiera filmowej narracji, ale traci się też sporo tzw "smaczków", niektóre tajemnice też są warte rozwiązania, tym bardziej, że widać, że się do tego mocno przyłożyli :) ale każdy gra jak lubi

  • Upvote 2
Opublikowano

Dragon Quest III HD-2D remake aktualnie u mnie. Warstwa artystyczna bardzo ładna, nawet się postarali. Dopiero początek (jakieś 6 godzin za mną) gry ale póki co fabularnie też daje radę :) Jedyne co to trzeba trochę grindować

Opublikowano

FF Rebirth po 94h w bólach i mękach ale skończony :wariat:Ogólnie obstawiam 7/10 na więcej nie ma co liczyć.
Można na spokojnie zająć się MH Wilds i polowaniem na żywe "Tyranozaury", przy okazji od czasu do czasu odpalę Dooma, czekał bo zabrałem się za Final Fantasy, krótki to powinno jakoś pójść, nigdy w niego nie grałem.

  • Upvote 1
Opublikowano (edytowane)

Marvel Midnight Suns ukończone, na koncie 94h. 

 

Ta gra to jest taki trochę unikat na rynku gier - połączenie gry fabularnej z bardzo dużym naciskiem na elementy socjalne i customizację postaci, z turowym trybem walki opartym na karciance :) 

Bardzo nietypowe połączenie, ale muszę przyznać, że sprawdza się całkiem nieźle w wielu elementach - to jakby Persona 5 napotkała Fire Emblem Three Houses, i zaprosiła do siebie postacie z MCU. 

 

Przejdźmy do tego co się udało:

 

Gra jest bardzo ładna. Grafika, lokacje, design postaci, customizacja - to naprawdę robi wrażenie, a cutscenki są naprawdę dobrze zrealizowane. Technicznie wszystko było top aż do finału, tam nie wiedzieć czemu w etapach finałowych miałem spadki ze 144fps do 40-30 fps'ów i gra jakby się na nich zacinała, po każdym etapie musiałem zapisywać i ładować zapis, żeby fps'y wróciły do normy. Dziwne to było prawdę mówiąc. Muzyka była całkiem wporzo, dużo takich motywów całkiem podobnych do tych z filmów MCU. Gra dzieli się na można powiedzieć 2 elementy:

 

1) główny hub, w którym śpimy/żyjemy/przebywamy w naszymi towarzyszami, prowadzimy dyskusje, prowadzimy badania, odkrywamy nowe rzeczy, ćwiczymy, mamy dostęp do mapy zadań itd. Hub daje pewną ograniczoną swobodę eksploracji, gdzie możemy odkrywać różnorakie dodatkowe tajemnice powiązane z wątkiem głównym i różnymi postaciami. Niektóre z sekretów hubu będziemy odkrywać przez całą grę, do pewnego momentu jest to nawet całkiem interesujący element.

 

2) system walki turowej - tutaj już nie mamy swobodnej możliwości przemieszczania się jak pod hubie, od razu po rozpoczęciu zadania wszystkie postacie jak pionki zostają rozłożone na szachownicy - i gramy, na podstawie kart zagrań, które nam zostaną wylosowane. Karty można zdobywać i rozwijać w hubie dzięki badaniom - im więcej będziemy grać, tym więcej będziemy ich zdobywać. System walki jest przyjemny, i całkiem nieźle opracowany, może się podobać.

 

Fani Marvela, szczególnie tego z lat 90-tych, grając w tą grę będą wniebowzięci. Logan/Wolverine, Peter Parker/Spiderman, Eddie Brock/Venom, Steven Strange/Dr, Tony Stark/Iron Man, Steve Rogers/Cap, Wade Wilson/Deadpool, Michael Morbius/M itd. - oni wszyscy tu są. Jest też sporo nowszych postaci - Magik, Blade, Ghost Rider, Scarlet Witch itd. W części socjalnej jest bardzo dużo dialogów, bardzo dużo dyskusji, informacji z przeszłości, a to Peter coś mówi w temacie cioci May, a to Eddie wrzuca temat o symbiocie, a to Logan o Profesorze X itd. Dla fana MCU po prostu raj.

 

Midnight Suns jest jednak bardzo nierówne. Hub, w którym spędzamy większość gry jest całkowicie statyczny. Tutaj nikt się nie rusza, nie przemieszcza, wszyscy siedzą albo stoją jak kołki - za każdym razem w innym układzie, ale ciągle robią za manekiny. Jedynie w cutscenkach postacie się ruszają. Po jakimś czasie zaczęło to doskwierać. Do tego hub jest martwy. Odkrywamy zagadki, robiąc to musimy a to poskładać jakieś puzzle, a to przejść jakiś challenge żeby coś odblokować, ale to wszystko jest takie nijakie, coś do odhaczenia, ale frajdy z tego wielkiej nie ma. Są też jakieś lokacje w hubie, szczególnie te związane z Ghost Riderem, które miały być chyba częścią czegoś, czego albo nie dokończono, albo porzucono w trakcie projektowania gry. Niewykorzystany potencjał - tak mógłbym to najlepiej określić.

 

System walki turowej jest fajny, ale po 20-30h zaczyna się robić bardzo monotonny. Od pewnego momentu wzmacniamy tylko już wcześniej dostępne karty, i to w sumie tyle, a w misjach pobocznych na okrągło walczymy z tymi samymi przeciwnikami, na tych samych mapach, taki totalny grind pod badania i dla levelu, nic więcej z tego nie wynika. 

 

Fabuła jest prosta, lekka, niezbyt wciągająca. Ma swoje całkiem dobre momenty, ale nie jest ich wiele. W teorii mamy wybory - ścieżka światła i ścieżka ciemności, ale to pozorne wybory, które zmieniają jedynie kolejne dialogi i co najwyżej poziom przyjaźni w elemencie socjalnym, nic więcej. Totalna liniowość, na nic nie mamy wpływu. Trochę szkoda, bo był tutaj potencjał żeby zostać totalnym badassem. Dialogi też nie są najwyższych lotów, momentami są wręcz totalnie żenujące, a jest ich sporo. Po jakichś 50-60h zacząłem je po prostu przewijać. Postać Dozorczyni to jedna z najbardziej wkurzających postaci w historii, ciągle tylko narzeka, ma jakieś problemy, coś jej się nie podoba. W całej grze może miałem z nią 4-5 dialogów, które miały pozytywny kontekst. Finał rozczarowujący, bo ewidentnie robiony pod sequel... którego nigdy nie dostaniemy, bo gra słabo się sprzedała, członkowie zespołu się rozeszli, a główny scenarzysta jakiś czas temu napisał, że praca nad tą gra była dla niego wybitnie frustrującym doświadczeniem :) 

 

Gra była opisywana w kilku miejscach jako połączenie Persony z Three Houses. Cóż, jeśli chodzi o elementy socjalne, to mogę się zgodzić że to im wyszło całkiem zgrabnie w kontekście porównań do Persony; ale Three Houses? Tam była mega fabuła, świetnie napisane postacie, wybory i ich konsekwencje, system walki nie nudził nawet po 100h, a postać mogliśmy rozwijać pod dowolny build. Pierwsze 30-40h bawiłem się całkiem nieźle, gra bawiła i nawet wciągała, ale druga połowa to już było naprawdę męczące doświadczenie, przewijanie dialogów, odbębnianie misji pobocznych i koncentrowanie się tylko na fabule głównej, żeby tylko ją jak najszybciej skończyć. Gra jest też taka, jakby to najlepiej określić - chyba nijaka (już drugi raz używam tego słowa)- w wielu elementach. Typu po co taka obszerna customizacja pokoju głównej bohaterki? Stoliki, krzesła, póleczki, kolory firanek, obrazy, lampy itd -  po cholerę to, skoro nie ma żadnej interakcji z elementami tego pokoju, nie możemy nawet nic użyć, wchodzimy tam tylko po to by zakończyć dzień - położyć się, wstać i wyjść? Albo przyczepa ż żarciem Deadpoola, która po prostu jest makietą; czy garaż Ghost Ridera, który też jest totalną atrapą? Mam wrażenie, że ta gra miała chyba inaczej wyglądać według oryginalnej wizji twórców, ale dużo się pozmieniało podczas procesu tworzenia i sporo elementów tutaj wycięto. 

 

Podsumowując: kupiłem na wyprzedaży za 100zł z wszystkimi dodatkami, i taka cena jest ok. Midnight Suns w podsumowaniu to moim zdaniem 7/10, a gdyby druga połowa gry była lepsza, pokusiłbym się tutaj nawet o 7,5. 

Edytowane przez Element Wojny
  • Like 1
  • Upvote 1
Opublikowano

Włączyłem, zmieniłem rozdziałke na 1440p, zmieniłem na ultra, blokada na 60kl, coś spadały, to włączyłem FG, wyrzuciło mnie z gry i teraz jak klikam na skrót, otwiera się sklep ubi i tyle... 🤷

  • Haha 1
Opublikowano

Powoli kończę Avatara i się zastanawiam jaki tytuł następny ograć. Mam do wyboru God of War lub AC Valhalla. Bardziej się chyba skłaniam w kierunku GOW'a bo jestem bardzo ciekawy tej gry, aczkolwiek Valhalla też kusi.

Mam jeszcze do ogrania Widmo Wolności CP 2077 ale to sobie zostawię na kiedy indziej, bo pewnie znowu będzie po tym kac :stukniety:. Czasem sobie odpalę Cybera i jeżdżę po mieście albo robię rozboje w toku, gra jest mega. Oczywiście fabuła, wszystkie poboczne i kontrakty zrobione.

Opublikowano
20 godzin temu, Rico650 napisał(a):

Powoli kończę Avatara i się zastanawiam jaki tytuł następny ograć. Mam do wyboru God of War lub AC Valhalla.

Po Avatarze zdecydowanie GoW. Mimo pół-otwartego świata, gra prowadzi Cię konkretną ścieżką, bez zalewu pobocznych aktywności jak w Valhalli. Ja byłbym przytłoczony, grając z rzędu w kolejną grę od Ubi.

  • Like 1
  • Thanks 1
  • Haha 1
  • Upvote 2

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

    • Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

  • Popularne tematy

  • Najnowsze posty

    • Po pracy?   Ja w dni bez żadnej pracy jestem zbyt zmęczony na 3-4 godziny grania     Moja definicja szczęścia: brak problemów ze zdrowiem, możliwość widzenia i slyszenia, brak problemu z dachem nad głową i brak problemu z kasą na jedzenie. Jak to jest, to wystarczy jakiekolwiek hobby dające radość i to uznam za szczęście. No może jeszcze szacunek do samego siebie w kwestii moralności, bo ja bym szczęśliwy być nie potrafił widząc w lustrze złodzieja, oszusta albo wręcz polityka   Do długoterminowego to przydałąby się odłożona kasa na wypadek nieszczęścia itp.    A superkrótkoterminowo? Wyspać się dobrze 2 dni z rzędu i pograć sobie w VR albo posłuchać muzy (to może być w VR).
    • https://lowcygier.pl/aktualnosci/data-premiery-forza-horizon-6-wyciekla-przez-wpadke-tworcow-zagramy-na-wiosne/  
    • Pracuję 8 godzin, śpię 7-8 godzin, resztę doby mam do swojej dyspozycji- wychodzi na to, że jestem bardzo szczęśliwy
    • No też spoko, właśnie widzę też jonsbo z20 z rączką. Początkowo chciałem sprzedać 5080, ale moja sztuka w ogóle nie piszczy i jakoś chyba nie mam serca jej sprzedać. Natomiast zastanawia mnie czy jednak nie wrzucę jakiejś używki 7800xt albo 9060xt, bo 5080 trochę kosztuje, a gdyby odwiedzili mnie mili Czarni panowie pod moją nieobecność to szkoda sprzętu. Laptopy to w ogóle jakieś porażki. Kosztują tyle co kilo złota a wydajność leży... 
    • Zakładam taki temat bo jestem ciekawy jak definiujecie szczęśliwe życie i w ogóle szczęście. Raczej nie chodzi mi o wymiar typowo emocjonalny czyli ważne chwile w naszym życiu jak pierwsza miłość, narodziny dziecka, awans czy egzotyczne wakacje, a CODZIENNE MOZOLNE ŻYCIE.   Moja definicja jest taka - jeśli po pracy, czy to na etacie czy na własnej działalności jesteś w stanie wrócić do domu i nie jesteś na tyle zmęczony aby pograć przez parę godzin, obejrzeć film lub w inny sposób się zrelaksować co najmniej na 3-4 godziny to można powiedzieć, że jesteś szczęśliwy. Od ponad 20 lat ja tak mam i bardzo się z tego cieszę  Jak pracowałem na etacie, który zresztą nie był jakoś super wyczerpujący. Bywały dni, że pracowałem dosłownie 2 godziny dziennie (oczywiście płacone za 8h - praca w kontroli państwowej) to i tak często bywało, że wieczorem nie miałem już na nic siły, a byłem dużo młodszy. Wpływ na to miało wstawanie rano do pracy czego nienawidzę i źle funkcjonuję, dojazdy do pracy i z powrotem, które też zabierają czas i energie życiową. Brak wolności w nakładaniu sobie obowiązków.    Pomijam oczywiście kwestie zdrowia. Bo jak wiadomo ono ma ogromny wpływ na to co piszę. Jak się jest chorym czy z ukrytą chorobą ciężko mówić o relaksie.   To wszystko co piszę wcale też nie koreluje sticte z poziomem płacy i zamożnością. Bo ktoś może zarabiać bardzo dużo, na kilku etatach, ale poziom stresu i wyczerpania jest tak ogromny, że nie tylko nie ma mowy o relaksie bo jedyne co może to spać, ale też może wpływać na zdrowie czy życie seksualne. A może być ktoś kto zarabia bardzo mało, ale ma niewiele pracy. To wszystko prowadzi też do bardzo smutnej konstatacji, że bardzo wiele osób jest tak bardzo zmęczona, że jedynie je może odprężyć etanol. Szczególnie po pracy fizycznej w systemie 3 zmianowym. Zasłyszałem niedawno prawdziwą historię. Podchodzi do pracownicy biedronki klient i składa jej życzenia świąteczne. A ona jedyne życzenie jakie ma to żeby pracować na jedną zmianę...   Następna smutna konstatacja jest taka, że na etatach kompletnie nikogo nie obchodzi czy jesteśmy typem sowy czy słowika. Czy mamy lepszy czy gorszy dzień itp. Wiem, że kolega Gordon przebywa właśnie w Bieszczadach gdzie odpoczywa sobie  , ale napisał niedawno, że przeceniam pracę na własnej działalności. Więc otóż NIE. Nie chodzi wcale o pieniądze. Chodzi właśnie o tą wolność. Mam czasami tak, że mam bardzo słaby dzień. Na etacie tak czy inaczej musiałbym pracować z zaniżoną wydajnością co implikuje potem problemy ze zdrowiem, samopoczuciem itp. U siebie mogę sobie cały dzień przespać albo zrelaksować. A są też takie sytuacje, że mamy ogromny power i wszystko robimy szybko i sprawnie i nie męczymy się. Na etacie może akurat nie być w tym czasie za dużo pracy. U siebie możemy odrobić wszystkie niechciane zaległości. Mam czasami tak, że po prostu praca mi nie idzie. Widzę jak mam słabą wydajność. To przestaję. A mam czasami tak, że pracuję 12h i wciąż mi mało. I siłą się odrywam, żeby nie było 14h. I nie czuję żadnego zmęczenia... Na to wszystko mają wpływ oczywiście procesy biochemiczne zachodzące w naszym organizmie, poziom ciśnienia, pogoda czyli zarówno czynniki zewnętrzne jak i wewnętrzne. Ale na etacie nikogo to kompletnie nie interesuje, a u siebie możemy sami to dostosowywać.   Więc - TAK - to są powody dla których własna działalność, nawet JDG jest o wiele lepsza niż etat. Mogę zarabiać i minimalną, ale NA WŁASNYCH ZASADACH... Niestety korporacje wraz z rządami stają na głowie, żebyśmy byli niewolnikami Panów z wysp. Rzucą nam owocowe czwartki albo jakąś przemowę a robią wszystko aby 5% ludzi miało kapitał, a 95% było na ich usługach. I w taki świat wkraczają nowe pokolenia. Całkowita zależność czy to w formie pracy czy jako podwykonawca. I stąd smutny wniosek, że ludzie będą coraz mniej szczęśliwi.
  • Aktywni użytkownicy

×
×
  • Dodaj nową pozycję...