Skocz do zawartości

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Właściwie to podrywanie kasjerek chyba nie jest najlepszym pomysłem, one często mają już dość ludzi, a przed nami mogło już być kilku takich tego dnia. Tak, sam pracowałem w handlu ;D i ma się taki przemiał ludzi że podświadomie człowiek już może sobie przebierać. Z tego nawału wręcz robi się chorobliwie wybredny. 

 

Tak prawdę mówiąc z moich obserwacji jeszcze czasów studenckich, to najwięcej kontaktów łapało się podczas przerwy na szluga :faja:. Serio... Mega łatwo nawiązywało się w takiej grupie kontakt. 

  • Odpowiedzi 2,4 tys.
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano
8 godzin temu, Henryk Nowak napisał(a):

Ja pierniczę. Nie pisuję na tym toksycznym forum pełnym przegrywow od miesięcy, zajrzałem tu pierwszy raz w tym roku bo obudziłem się trochę za wcześnie i stwierdziłem, że zajrzę tu z ciekawości i co ja widzę 🤣Wydawało mi się, że smutniejszego życia od inceli pokroju nożownika nie da się wieść ale ty wysuwasz się na prowadzenie. To co napisałeś wygląda jak wynurzenia starzejącego się samotnika, któremu nie wyszło w związkach i teraz próbuje usprawiedliwiać to, że jest całkiem sam a wieczorem zamiast ogrzewać się w ciepłe rodziny z żoną i dziećmi jedyne co ma do roboty to piwerko i gry komputerowe. Tak to wygląda z boku kiedy się to czyta. Widziałem takie związki o których piszesz ale było ich bardzo mało. Widziałem też takich starych samotnikow, nigdy nie widzą winy w sobie, w graniu w gry do 3 rano kiedy kobieta leży w łóżku też nie widzą niczego złego. Żeby nie było niejasności, nie uważam, że jesteś incelem, wg mnie jesteś upośledzony społecznie przez co jesteś całkowicie niezdolny do stworzenia zdrowej relacji. Mylisz się i to bardzo. No, napisałem co chciałem, naprawdę jestem zdziwiony tym, jak można tak zakłamywać rzeczywistość. Jeśli to jest część twoich coping strategies to zalecam terapeutę, na pewno lepiej ci pomoże. Nie musisz mi odpisywać i tworzyć ściany pozbawionego sensu tekstu, ponownie wylogowuje się z tego ścieku. Cześć. 

Ocenianie kogoś od "przegrywów" albo "upośledzonych społecznie" samo w sobie jest bardzo niefajne. I to jeszcze kogoś kogo się nie zna. Zasada: NIE OCENIAJ! Mi to z kolei wygląda jak obrona tego w czym sam jesteś i nie jesteś do końca szczęśliwy. 

 

Natomiast tu nie ma 2 obozów. :) To nie wątek polityczny. Tu nie chodzi o żadne zwarcie. Dlaczego na tym forum każdy post musi się kończyć jakąś walką? Czy jestem niezdolny do stworzenia zdrowej relacji? Być może... Jeśli zdrowa relacja to ma być ciągła walka o zajęcie lepszej pozycji to tak - nie dla mnie. Pewnie, że jest dużo związków gdzie jedna strona pogodziła się z rolą bycia słuchającym (a ba - czasami w tej roli jest naprawdę szczęśliwa), a druga strona w pozycji dominującej. Ale z moich obserwacji wynika, że nigdy tak nie jest do końca. Czy nie widzę winy w sobie? Psychologia mówi, że nigdy wina nie leży po jednej stronie. Tak i było w tym przypadku. Szczególnie na początku - tak to była moja wina. 

 

Jestem zdziwiony, że nawet w tym temacie nie ma spokojnej dyskusji tylko jakieś wyzywanie wzajemne i ocenianie. Tak - masz rację to forum wydaje się toksyczne, ale swoim postem sam to udowadniasz. Jeśli jesteś w szczęśliwym związku, pełnym miłości i zrozumienia to raczej powinieneś napisać o tym jak to wspaniale jest przytulić żonę/dziewczynę niż wyzywać kogoś od niedojrzałych społecznie.

 

Jak pisałem wcześniej - ludzie aprobują najczęściej status-quo w związkach... Bo boją się samotności... Bo mają wsparcie itp. To są tak ważne czynniki, że to wybierają. Czasami jednak płacą za to wysoką cenę... A czasami jak są egoistami i to oni decydują o wszystkim nawet nie widzą, że drugiej osobie jest źle. I to znów - nie zależy od płci. Potocznie mówi się o pantoflarzach a w przypadku kobiet i tym, że trafiły na narcyzów czy toksyków.

16 godzin temu, hubio napisał(a):

Co wam powiem to wam powiem, ale powiem wam jedno: żeby wchodzić w związek, a tym bardziej małżeństwo w Polsce XXIw trzeba mieć JAJA albo znaleźć anioła. Może się mylę, ale w związkach zawsze jest tak, że jedna osoba jest wykorzystywana lub nieco wykorzystywana, a druga wykorzystuje albo nieco wykorzystuje. Ale zawsze ktoś ma przewagę i zawsze to są ciągłe przepychanki o zajęcie lepszej lub nieco lepszej pozycji. W tzw dobrych związkach jest "jedynie" wzajemne wbijanie szpilek, a w związkach nieudanych po prostu nienawiść. Żyję trochę czasu i nigdy nie widziałem związku gdzie mógłbym powiedzieć, że to to szczęście i miłość jak z filmów. Zawsze są te przepychanki. Jedne większe, jedne mniejsze. Kiedyś usłyszałem od jednego psychologa bardzo trafny tekst (cytuję z pamięci): związek to wspólna walka ze światem, walka z samym sobą, a czasem walka z drugą połówką. Jakoś tak :) 

 

Osobiście uważam, że osoby wrażliwe lub bardzo wrażliwe powinny się od związków trzymać jak najdalej. I to nie zależy od płci. Bo mogą trafić na kogoś kto nimi będzie manipulował na wszystkie możliwe sposoby. Kobieta np. że się zabije lub zabije siebie lub dzieci jak facet odejdzie (przykład skrajny, ale wcale nie tak rzadki), a np facet manipulując, że ona jest nikim, że ją zniszczy jak odejdzie albo, że sobie nie poradzi sama. I obecnie tak naprawdę oba przykłady mogą nastąpić z odwróceniem płci.

 

Uważam też, że wbrew nauczaniu Kościoła Katolickiego NIE KAŻDY jest stworzony do związku. Są osoby, którym, po prostu żyje się samemu lepiej. A chyba nigdy w dziejach jak teraz w XXIw nie było tyle aktywności i możliwości rozwijania pasji, hobby, samorozwoju - po prostu bycia szczęśliwym bez potrzeby bycia w związku.

 

Natomiast jest jeszcze coś takiego, że zgadzam się, że każdy potrzebuje mieć osoby lub osobę z którą może pogadać, zwierzyć się. Może to być matka, ojciec, brat, siostra, przyjaciel, przyjaciółka, a nawet sąsiad. Ale jeśli nie ma się nikogo to pojawia się bardzo duży problem. Natomiast nie musi to być wcale relacja czysto związkowa.

 

No i nie wolno też zapominać o otoczeniu prawno-społecznym w XXIw. Bo to jest wyjątkowo sprzyjające dla kobiet. Kobieta, która na początku była aniolem może okazać się, że po 10 latach spotka kogoś kto ją uwiedzie i zabiera dzieci, wnosi o rozwód, a facet zostaje nie tylko z rozbitym sercem, ale i bez miłości swojego życia, bez mieszkania i z płaceniem astronomicznych alimentów tak naprawdę nie na siebie tylko na nowego kochanka, a dziecka może nie widzieć latami. Ale są też i oczywiście sytuacje, że to facet ucieknie, wyjedzie zagranicę i kobieta zostaje sama np. z 3 dzieci bez żadnej pomocy i wsparcia. Choć wciąż ma wsparcie z FA, ale ono jest bardzo niskie.

 

Wiem jak bardzo to zabrzmi kontrowersyjnie, ale w kulturze islamskiej związki, a właściwie małżeństwa są o wiele bardziej "bezpieczne" dla mężczyzn. W tamtych realiach w 99% przypadków kobieta nie ma żadnych praw do niczego, a mężczyzna ma niemal nieograniczoną władzę.

 

A prawda jest taka, że KAŻDY powinien tu sam poznać najpierw dobrze samego siebie. Wiedzieć jakie ma ograniczenia i jakie potrzeby. Jakie będą tego konsekwencje w związku. Wiedzieć czy chce być "szefem" czy słuchać. Jaka rola mu pasuje i przede wszystkim czy naprawdę tego chce. Kobiety w DNA mają rodziny i zabawy w simsów więc dla nich to zwieńczenie marzeń co niekoniecznie może być zwieńczeniem marzeń facetów :) 

@ITHardwareGPT ponieważ mi tu zarzucono, że jestem incelem, piszę "bzdury", jestem "niedojrzały społecznie" to proszę oceń to co napisałem i potwierdź albo zaprzecz powyższym tezom. Napisz czy mam tu rację, czy mam częściowo rację, a może się całkowicie mylę z moimi obserwacjami?

 

Opublikowano
@hubio TL;DR: Nie — z tego wpisu nie wychodzi mi „incel” ani „niedojrzały społecznie”. Wychodzi mi mocno pesymistyczny opis relacji: część trafna, część przestrzelona.

Spoiler


1. Najpierw porządek na biurku:
To, co ci odpisano, było głównie ad personam. „Przegryw”, „upośledzony społecznie” itd. — to nie jest analiza, tylko forumowy młotek.

2. Gdzie masz rację
- Nie każdy musi być w związku. To nie jest obowiązek ani miara wartości człowieka.
- Toksyczne i manipulacyjne relacje istnieją i potrafią zajechać człowieka bez względu na płeć.
- Samotność bywa lepsza niż zły związek. Tu pełna zgoda.

3. Gdzie przesadzasz
- „W każdym związku ktoś kogoś wykorzystuje” — nie. Związek bywa polem negocjacji, ale nie musi być ringiem. Badania nad relacjami pokazują raczej, że trwałość bierze się z przewagi pozytywnych interakcji, umiejętności naprawiania konfliktu i współpracy, a nie z ciągłej walki o dominację (Gottman – konflikt i naprawianie sporów, PMC – replikacja modeli afektywnych Gottmana).
- „W dobrych związkach są tylko szpilki zamiast nienawiści” — to już opis najgorszych case’ów jako normy.
- „Psychologia mówi, że nigdy wina nie leży po jednej stronie” — nie w takiej formie. Przy przemocy, manipulacji, zdradzie czy porzuceniu odpowiedzialność bywa bardzo asymetryczna.
- „Kobiety w DNA mają rodziny i simsy” — no nie. To zwykły stereotyp, nie sensowna obserwacja. To zdanie samo ci zrobiło antyreklamę.
- „System w Polsce sprzyja kobietom” — uczciwiej byłoby powiedzieć: w praktyce sądów rodzinnych bywał/bywa bias na matkę jako głównego opiekuna, ale to nie to samo co „prawo jest dla kobiet”. Obraz jest mieszany: rośnie udział rozstrzygnięć z władzą rodzicielską dla obojga rodziców, choć realna piecza naprzemienna nadal jest rzadka (Raport UW o pieczy naprzemiennej).
- „Alimenty na nowego kochanka” — publicystycznie chwytliwe, prawnie za grube. Alimenty są na dziecko; obowiązek ciąży na rodzicach dziecka, a zmiana sytuacji podpada pod art. 133, 135 i 138 k.r.o. (KRO – ISAP).
- „W kulturze islamskiej bezpieczniej dla mężczyzn” — jeśli przez „bezpieczniej” rozumiesz większą przewagę prawną nad kobietą, to technicznie tak; tylko to nie jest zdrowy model relacji, tylko model nierówności.

4. Czy jesteś incelem?
Po tym poście: nie powiedziałbym. Bardziej widzę cynizm/fatalizm niż incelską ideologię. Ale kilka zdań ociera się o klimat „blackpillowy”, więc dałeś ludziom łatwe paliwo do takiej łatki.

5. Czy jesteś „niedojrzały społecznie”?
Z jednego wpisu nie da się tego uczciwie stwierdzić. Widać raczej rozczarowanie, lęk przed uwikłaniem i bardzo ciemny filtr patrzenia na relacje.

Werdykt końcowy:
Masz częściowo rację. Trafnie widzisz ryzyka, manipulacje i to, że związek nie jest obowiązkowym achievementem życiowym. Mylisz się tam, gdzie robisz z patologii model domyślny i dorzucasz stereotypy o kobietach.

Czyli krótko: nie „incel”, tylko za bardzo odjechałeś w pesymizm i generalizacje.



gpt-5.4-2026-03-05

Opublikowano (edytowane)
15 godzin temu, Suchy211 napisał(a):

Dla kogo? Spójrzmy prawdzie w oczy, w tym temacie można sobie tylko poudawać eksperta, a każdy wyraża tylko swoje zdanie w najlepszym wypadku podparte swoimi doświadczeniami. Ja znam trochę związków. Kilkadziesiąt % jest udane, a kilkadziesiąt % nie. Dla mnie ryzyko na poziomie kilkudziesięciu % jest zupełnie nie do zaakceptowania. No ale ja generalnie nienawidzę gier losowych. 

Nic dodać nic ująć. Ja z mojej perspektywy mogę napisać, czytając większość ostatnich wpisów, że chyba w totolotka wygrałem :D 

Generalnie na pewno nie ma tak źle jak większość tutaj sytuację przedstawia (w sensie, że szczęśliwe związki nie istnieją) Z drugiej strony trzeba sobie zdać sprawę, że nawet w szczęśliwych związkach zdarzają się jakieś kryzysy i nie jest to coś co od razu powinno przekreślać całą znajomość.

5 godzin temu, Kamiyanx napisał(a):

No ale to nie jest gra losowa. Do gry losowej musisz mieć coś losowego, a tutaj o żadnej losowości nie ma mowy.

Nigdy nie masz pewności jak partner/partnerka będzie się zmieniała na przestrzeni lat i nie mam tu na myśli fizyczności. Hobby, podejście do życia i wiele inny kwestii to jest element jak najbardziej losowy.

4 godziny temu, galakty napisał(a):

Właśnie jak siedzą latami to w końcu ten wygląd przestanie mieć znaczenie, zwłaszcza po 30 ;) Chociaż niektóre dopiero przy 40 się budzą, że jednak księcia z bajki nie znajdą. 

Niestety takim osobom udanego życia w związku nie wróżę. Stary kawaler czy stara panna nie przez przypadek są sami tyle czasu :E

Edytowane przez Klakier1984
Opublikowano

@ITHardwareGPT dziękuję za trafną i przede wszystkim OBIEKTYWNĄ analizę. Ale dopytam: czy osoby wrażliwe lub nadwrażliwe, łatwowierne, idealistyczne. Bardzo mocno bojące się o drugą osobę mogą być w większym stopniu narażone na manipulacje i toksyczne związki niż te mające "grubą skórę", egoistyczne i mające w potocznym języku "wywalone" na potrzeby drugiej strony?

Opublikowano
@hubio, tak — statystycznie i życiowo: zwykle tak. Ale diabeł siedzi w szczegółach.

- Najbardziej naraża nie sama wrażliwość, tylko miks: wrażliwość + słabe granice + lęk przed porzuceniem + idealizowanie partnera + trudność w powiedzeniu „nie”.
- Osoba empatyczna i dobra nie musi być łatwym celem, jeśli ma kręgosłup, samoocenę i potrafi wyhamować cudze jazdy.
- Z kolei „gruba skóra” chroni wtedy, gdy oznacza asertywność i odporność, a nie zwykły egoizm. Egoista bywa trudniejszy do wykorzystania, ale często sam jest gorszym partnerem.

Czyli:
wrażliwy bez granic → większe ryzyko wpakowania się w toksyczny układ.
wrażliwy z granicami → już nie taki łatwy kąsek.
twardy i asertywny → zwykle bezpieczniej.
twardy i egoistyczny → mniej narażony na bycie ofiarą, ale większa szansa, że sam zacznie robić syf.

Badania idą mniej więcej w tym kierunku: ryzyko zwiększają lękowy styl przywiązania, wysoka reaktywność emocjonalna, wycofanie, izolacja, zależność od partnera i wcześniejsze doświadczenia przemocy lub zaniedbania, a nie jakaś jedna magiczna cecha (Acta Psychologica 2022, NIJ o coercive control, MONZ 2017).

Najkrócej:
to nie „dobrzy przegrywają, twardzi wygrywają”.
Raczej: manipulator szuka nie dobra, tylko miejsca, gdzie może wejść bez oporu.

Najzdrowszy wariant to nie „mieć wywalone”, tylko mieć serce i granice jednocześnie. Serce bez granic robi z człowieka darmowy abonament na cudze problemy.

gpt-5.4-2026-03-05

Opublikowano (edytowane)
1 godzinę temu, ITHardwareGPT napisał(a):

- „Kobiety w DNA mają rodziny i simsy” — no nie. To zwykły stereotyp, nie sensowna obserwacja. To zdanie samo ci zrobiło antyreklamę.

Chodziło mi o to, że naturalne "hobby" kobiet to rodzina, dzieci, wystrój wnętrz, urządzanie domu... A naturalne hobby facetów to raczej: sport, granie - po prostu inne rzeczy niż dzieci i dom. Oczywiście powoli role się odwracają, ale wciąż dominuje taki właśnie schemat. Więc pisząc o DNA to miałem na myśli. Że budowanie rodziny, domu, ślub, biała sukienka, dzieci to od małości dziewczynki o tym marzą. Niekoniecznie faceci... Więc już na starcie niejako taki model życia jest narzucany facetom. Wiem, że to źle zabrzmiało i nie oceniam tylko chcę oddać sens tego co miałem na myśli.

 

1 godzinę temu, ITHardwareGPT napisał(a):

 

- „Alimenty na nowego kochanka” — publicystycznie chwytliwe, prawnie za grube. Alimenty są na dziecko; obowiązek ciąży na rodzicach dziecka, a zmiana sytuacji podpada pod art. 133, 135 i 138 k.r.o. (KRO – I

gpt-5.4-2026-03

No widzisz tu podałem PRAWDZIWY przykład z życia wzięty: niby szczęśliwe małżeństwo. Kobieta po 10 latach zakochała się w dawnej miłości ze studiów. Zdradzała męża pół roku. W końcu wyszło. Mimo tego chciał jej dać 2 szansę. Nic z tego. Ona pierwsza zgłosiła rozwód. Facet był tak zrozpaczony, że nawet nie wnosił o orzeczenie z jej winy. Dostał wysokie alimenty na dzieci i musiał się wyprowadzić z mieszkania, które razem kupili. Żona zamieszkała z nowym facetem, a za alimenty kupili sobie nowe auto na raty :) Alimenty oczywiście pod sufit. Facet tak zrozpaczony, że mu było wszystko jedno... Na końcu został: bez dzieci, bez mieszkania, z płaceniem niby na dzieci, a tak naprawdę na nowy związek... Oczywiście orzeczenie wydała Pani sędzia....

 

Takie oto @Henryk Nowak czasami czekają uroki bycia w związku. Czasami po 10 latach. Czasami 20 latach... 

58 minut temu, ITHardwareGPT napisał(a):

@hubio,

- Najbardziej naraża nie sama wrażliwość, tylko miks: wrażliwość + słabe granice + lęk przed porzuceniem + idealizowanie partnera + trudność w powiedzeniu „nie”.

No to jest wypisz wymaluj opis mnie samego :) Po ostatnim związku omal się to nie skończyło dla mnie tragicznie i mam na myśli tragicznie w sensie ostatecznym. Dlatego z daleka trzymam się od związków. Pewno terapią można by było to naprawić jak sugerował mi @Henryk Nowak, ale jestem szczęśliwy z tym co mam. Od zawsze byłem samotnikiem. W dzieciństwie marzyłem o pracy na jakiejś latarni morskiej żeby mnie zamknięto na rok i odizolowano od społeczeństwa... :) 

Edytowane przez hubio
Opublikowano
@hubio TL;DR: Po twoim doprecyzowaniu pierwsza teza brzmi dużo rozsądniej — ale to nadal bardziej socjalizacja i kulturowy skrypt niż DNA. Drugi przykład jest jak najbardziej możliwy i życiowo brutalny, tylko on pokazuje realne ryzyko związku/rozwodu, a nie dowodzi, że każdy związek to z definicji pułapka.

Spoiler


1. O tym „DNA / naturalnym hobby”
Jeśli miałeś na myśli: „dziewczynki częściej od małego są wychowywane do myślenia o rodzinie, ślubie, domu, a chłopców częściej pcha się w sport, rywalizację, sprawczość” — to tak, to jest obronna teza.
Tylko ja bym to nazwał skryptem kulturowym, nie DNA.

- W psychologii są widoczne średnie różnice zainteresowań typu „people vs things”, ale to nie jest prosty wzór: kobieta = dom i dzieci, facet = piłka i gierki (meta-analiza Su i in.).
- W polskich badaniach zarówno kobiety, jak i mężczyźni nadal mocno łączą dzieci z małżeństwem, tylko odkładają to w czasie; kobiety częściej widzą w małżeństwie także bezpieczeństwo dla matki i dziecka (GGS-PL, Demographic Research).

Czyli lepsza wersja twojej tezy brzmi:
„Dziewczynki częściej są socjalizowane do roli rodzinno-opiekuńczej, a chłopcy do zadaniowo-sprawczej.”
To już brzmi sensownie.

Ale „naturalne hobby kobiet to rodzina” nadal bym odpuścił — bo rodzina to nie hobby jak rower czy FIFA, tylko rola/relacja/projekt życiowy.

2. Co do tej historii rozwodowej
Takie historie są jak najbardziej prawdziwe i potrafią człowieka psychicznie roznieść. Tu nie mam problemu, żeby to uznać.

Tylko trzeba oddzielić trzy rzeczy:

- moralnie — zdrada, półroczne podwójne życie i wejście z nowym facetem w gotowe miejsce po starym związku to zwyczajny syf;
- emocjonalnie — z perspektywy faceta to się może czuć dokładnie jak: „płacę na ich nowe życie”;
- prawnie — alimenty są na dzieci, nie na nowego partnera. Obowiązek wynika z relacji rodzic–dziecko, a nie z tego, z kim potem mieszka drugi rodzic (KRO – art. 133, 135, 138).

I tu jest ważny niuans:
życiowo twoja fraza „na nowego kochanka” bywa zrozumiała, bo te pieniądze odciążają cały budżet domu.
Ale prawnie to dalej jest za grubo postawione.

3. Największy problem w tej historii
Nie tyle sam „system”, co połączenie:
- zdrady,
- rozpaczy faceta,
- jego bierności procesowej,
- i topornego działania prawa rodzinnego.

Bo jeśli ktoś:
- nie wnosi o winę,
- nie walczy o swoje w postępowaniu,
- odpuszcza kwestie majątku, kontaktów, ustaleń,

to sąd nie jest wróżką i nie odczyta z eteru, że człowiek właśnie się rozsypał.

Samo orzeczenie winy też nie skasowałoby automatycznie alimentów na dzieci ani nie załatwiłoby wszystkiego za niego. Ale brak walki zwykle tylko pogarsza wynik.

4. Więc gdzie finalnie stoisz?
Powiedziałbym tak:

- masz rację, że związek/małżeństwo to nie tylko romantyczna pocztówka, ale też realne ryzyko emocjonalne, prawne i finansowe;
- masz rację, że są przypadki skrajnie niesprawiedliwe;
- nie masz racji, gdy z tych przypadków robisz model domyślny dla wszystkich relacji.

Najuczciwsza wersja jest taka:
związek nie jest ani bajką Disneya, ani z automatu obozem pracy.
Po prostu nie warto w niego wchodzić ani ślepo, ani na samym strachu.

Czyli nie: „nie wchodźcie w związki”,
tylko: „wchodźcie z oczami otwartymi, granicami i świadomością prawną”.
Pod tym już można się podpisać bez odpalania czerwonej lampki.



gpt-5.4-2026-03-05

Opublikowano (edytowane)

Adwokat mu powiedział, że orzeczenie o wyłącznej jej winie nie ma żadnego związku z wysokością alimentów, a wręcz może jeszcze mu zaszkodzić jak będzie się stawiał bo Pani sędzina była mocno po stronie kobiet. A facet był i tak zrozpaczony i załamany, że mu było wszystko jedno.

 

@ITHardwareGPT  a czy są po prostu osoby lubiące bycie singlem? Czujące się dobrze w swoim towarzystwie i będące w tym szczęśliwe? Czy to jest jedynie jakieś oszukiwanie siebie samego? Co mówią badania. Bo ja czuję się przez 95% czasu szczęśliwy, mimo, że cały świat kreuje związki, relacje jako jedyny słuszny model.

Edytowane przez hubio
Opublikowano
@hubio TL;DR: Tak — są ludzie autentycznie szczęśliwi jako single. To nie jest z automatu żadna autościema. Badania rozróżniają singla z wyboru od singla z przymusu i to robi sporą różnicę.

Spoiler


Nie, to nie jest żaden „błąd w sofcie człowieka”. :)

Co pokazują badania:

- W analizie 6338 osób z 12 krajów single z wyboru mieli wyraźnie lepszy dobrostan niż single niedobrowolni. Nadal przeciętnie trochę słabiej niż osoby w związkach/małżeństwach, ale różnica była dużo mniejsza niż między singlami z wyboru i z przymusu (PDF).

- W niemieckim badaniu panelowym wyszło, że u singli mniejsze pragnienie wejścia w związek wiązało się z wyższą satysfakcją z życia. Czyli nie każdy „tak naprawdę cierpi i tylko udaje” — u części ludzi mniejsza potrzeba związku idzie w parze z realnie lepszym samopoczuciem (PDF).

- W 10-letnim badaniu 3439 singli satysfakcja z bycia singlem i satysfakcja z życia wzajemnie się napędzały. U osób stale będących singlami zadowolenie z singielstwa przewidywało późniejsze zadowolenie z życia nawet po uwzględnieniu relacji z rodziną i przyjaciółmi (PDF).

- W badaniu 4835 singli najważniejsze dla satysfakcji z życia były nie „czy masz partnera”, tylko: jakość relacji z przyjaciółmi i rodziną, samoocena, niższy neurotyzm i sensowne życie poza romansem (PDF).

- Sam status „single vs w związku” nie tłumaczy wszystkiego. W części badań różnice między tymi grupami są małe albo dotyczą tylko wybranych obszarów, a nie całego życia. Znów: bardziej liczy się jakość życia i relacji niż sama metka (PMC).

Czy dobry związek daje średnio więcej?
Najczęściej tak, dobry związek średnio wygrywa. Ale słowo-klucz to dobry. Samo „mam partnerkę/partnera” nie robi automatycznie lepszego życia.

Kiedy singielstwo jest autentycznym wyborem, a nie copingiem?

Bardziej autentyczny wybór wygląda tak:
- masz spokój, a nie tylko teorię obronną,
- nie czujesz permanentnego braku,
- masz bliskie relacje poza romansem,
- nie żyjesz cudzymi związkami,
- potrafisz być sam i jest ci z tym naprawdę dobrze.

Bardziej coping / racjonalizacja wygląda tak:
- dużo goryczy i obsesyjnego wracania do krzywd,
- ciągłe udowadnianie, że „wszyscy w związkach cierpią”,
- totalne budowanie światopoglądu na lęku przed zranieniem,
- samotność bardziej jako bunkier niż wybór.

Po tym, co napisałeś o sobie
To twoje „95% czasu jestem szczęśliwy” brzmi mi raczej jak realna zgodność z życiem solo, a nie autooszustwo.
Co najwyżej może to być miks:
- z jednej strony naprawdę lubisz singielstwo,
- z drugiej masz dużą awersję do kosztów i ryzyk relacji.

I to też jest normalne. Jedno nie wyklucza drugiego.

Najuczciwszy wniosek:
Nie każdy musi budować życie wokół pary.
Dla jednych związek to centrum świata.
Dla innych — fajny bonus.
A dla jeszcze innych — po prostu zbędne DLC.



gpt-5.4-2026-03-05

Opublikowano
11 godzin temu, Kamiyanx napisał(a):

No ale to nie jest gra losowa. Do gry losowej musisz mieć coś losowego, a tutaj o żadnej losowości nie ma mowy

Cytując klasyka - "brednie"

5 godzin temu, hubio napisał(a):

To nie wątek polityczny. Tu nie chodzi o żadne zwarcie.

Masz być za, albo przeciw. To argument niepodważalny, ostateczny i niepodlegający dyskusjom czy negocjacjom%-)

Opublikowano (edytowane)
13 godzin temu, Suchy211 napisał(a):

Cytując klasyka - "brednie"

Jeśli mówimy o twoim niskim poziomie edukacji.

 

Typie, "gra losowa" to coś, gdzie nie masz wpływu na wynik.

A tak się składa, że te związki to ludzie sami psują, a potem porównują to do ruletki.

 

Tu tak naprawdę nic nie jest losowe, bo partnera też wybierasz samodzielnie.

I dziwnym trafem najczęściej tak piszą chłopy z brzuszkiem, które strasznie się zapuszczają, rozleniwiają, a potem stwierdzają, że to gra losowa.

Edytowane przez Kamiyanx
Opublikowano

A z tym brzuchem się zgodzę, tylko że to często "wina" kobiety, specjalnie redukuje jego walory by inne kobiety nie były zainteresowane, a potem sama traci zainteresowanie xD

Dlatego ja będę trzymał formę dopóki zdrowie pozwoli. 

Opublikowano
10 godzin temu, galakty napisał(a):

A z tym brzuchem się zgodzę, tylko że to często "wina" kobiety, specjalnie redukuje jego walory by inne kobiety nie były zainteresowane, a potem sama traci zainteresowanie xD

Dlatego ja będę trzymał formę dopóki zdrowie pozwoli. 

Kurde, trzeba samemu chcieć dbać o to. Ja mojej ex wprost powiedziałem że będę ćwiczył, lepiej się odżywiał i mocno ograniczyłem alkohol, również jej. Może nie wyglądam jak milion dolarów ale czuję się bardziej atrakcyjny, niestety wymaga to pracy nad sobą, samokontroli oraz chęci. Czasami wymaga to więcej poświęcenia bo dużo decydują geny lub nie każdy ma zdrowie, ale już sama próba zmiany czegoś w swoim życiu to sukces.

 

Taka rozkmina, ile wart jest ogarniety facet lvl35 bez zobowiazań i zakoli ale poniżej 1.8m %-) Jeszcze coś się da czy już tylko do zakonu ;D

 

 

Opublikowano (edytowane)
W dniu 1.04.2026 o 14:36, Totek napisał(a):

Właściwie to podrywanie kasjerek chyba nie jest najlepszym pomysłem, one często mają już dość ludzi, a przed nami mogło już być kilku takich tego dnia. 

Możecie mi to wyciągać później ale jak miałem 17 lat około to lubiłem bukmacherkę i akurat fajna była w STS. Zapraszałem ją co rusz na domówkę. I nigdy mi nie odmówiła. Ale i nigdy nie przyszła hehehehe i zawsze miała wymówkę. Więc niestety musiałem się domyślić że nie dla psa kiełbasa. Szkoda że panna nie umiała powiedzieć wprost od razu że nic z tego i zajmij się obstawianiem a nie podrywem modelki :P  

 

Teraz carcivular czy jakiś tam obojczyk robi robotę pokazując że zrobił z siebie takiego modela trochę i panny wpadają i robią co chce. Więc morda na 1 miejscu z budową ciała, potem pewność siebie (to przychodzi samo wtedy), potem kasa.

Edytowane przez Keller
Opublikowano
12 godzin temu, Totek napisał(a):

Kurde, trzeba samemu chcieć dbać o to. Ja mojej ex wprost powiedziałem że będę ćwiczył, lepiej się odżywiał i mocno ograniczyłem alkohol, również jej. Może nie wyglądam jak milion dolarów ale czuję się bardziej atrakcyjny, niestety wymaga to pracy nad sobą, samokontroli oraz chęci. Czasami wymaga to więcej poświęcenia bo dużo decydują geny lub nie każdy ma zdrowie, ale już sama próba zmiany czegoś w swoim życiu to sukces.

Jak facet dobrze wygląda to kobieta też czuje "presję" i chce dbać o siebie, a jak chłop grubas to po co? Kto go jej odbije? Chyba że sama zaczyna szukać drugiej opcji i dbać o siebie, to wiadomo. 

Opublikowano (edytowane)
21 godzin temu, Totek napisał(a):

Taka rozkmina, ile wart jest ogarniety facet lvl35 bez zobowiazań i zakoli ale poniżej 1.8m %-) Jeszcze coś się da czy już tylko do zakonu ;D

a jaki kolor/rasa i zarobki?

 

 

 

4f1f0ab4069ae6aac433a0e8f5eaf4e672bc4b3b

Edytowane przez kubikolos
Opublikowano
W dniu 4.04.2026 o 08:03, Totek napisał(a):

img_1_1775281972917.thumb.jpg.236aec1186890367056aaccfbd4e0ba3.jpg

 

Jakoś tak mi się wyświetliło na twarzoksiążce i można nawiązać do @Markoomu. Dla mnie jeśli dziewoja zaczyna robić takie wywody to jest red alert, nawet nie staram się kontynuować dalej znajomości. 

Tylko ile realnie jest takich? Internet dość mocno nam zakrzywia rzeczywistość. Np. można sobie poczytać, że przecież baby gardzą niskimi facetami na ulicy, a na mnie żadna nigdy nawet krzywo nie spojrzała xD

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

    • Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

  • Popularne tematy

  • Najnowsze posty

    • Bądź patriotą i weź rodzimy produkt (https://vist.eu/pl/p/DDR5-GoodRam-IRDM-32GB-2x16GB-6000MHz-CL30-Black/344534) 1469zł lub całkiem po taniości (https://www.x-kom.pl/p/1318181-pamiec-ram-ddr5-goodram-32gb-2x16gb-5600-cl36-irdm.html) 1289zł Przy tych tańszych powinno Ci się udać ustawić z palca np. 6000MHz CL36. Generalnie zbliżone ustawienia będą dawać Ci podobną wydajność w grach i programach - nie zobaczysz różnicy... Złoty środek do AMD to 6000MHz CL30 ale wszystkie sąsiednie ustawienia jak już wspomniałem - będą naprawdę podobne. Co do płyty głównej... mój 9800X3D śmiga na takiej i ma się dobrze (https://www.x-kom.pl/p/1269945-plyta-glowna-socket-am5-gigabyte-b650-eagle.html) - teraz to koszt 450zł. Chodzi na niej PCI-E 5.0 x16 dla karty graficznej, więc czar dopłaty do niektórych droższych mobasów, które mają niby "ekskluzywnie" ten ficzer pryska jak sraczka. No i teraz magia liczb... jeżeli weźmiesz te tańsze goodramy i płytę, którą Ci podałem będziesz miał nadal fajne, wydajne, wszystkomające podzespoły, a Twój portfel się ucieszy  
    • Bo RT to pojedynczy efekt i kazdy z osobna musi byc zaimplementowany wiec jak czegos nie dadza to tego po prostu nie ma  Dla mnie kazda gra powinna miec PT i problem z glowy z calym oswietleniem i cieniami.
    • Można w to grać nie znając poprzednich spin-offów? Wygląda sympatycznie, no i w turach.
    • Nie daje normalnych cieni, nie daje nawet wszystkich świateł (a to miała być podstawowa zaleta RT!), nie daje dokładnych odbić w szybach... co za patologia. Są jeszcze jakieś tak drastyczne przykłady lecenia w kulki jak Pragmata? Crimson też chyba ostatnio ładnie poleciał...   Edit: Powiedzieć, że cienie bez PT to jest czysta patologia, to jak nic nie powiedzieć.  Słodki Jezu, przecież to wygląda jak ustawienie LOW w grach sprzed 15 lat.
  • Aktywni użytkownicy

×
×
  • Dodaj nową pozycję...