-
Postów
2 223 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
1
Treść opublikowana przez Vulc
-
Sęk w tym, że to w Soulsach nie przejdzie, bo ludzi w tej grze napędza satysfakcja pokonywania kolejnych wrogów i czasem na oparach docierania do następnego "ogniska". Ty tego nie zrozumiesz i tak naprawdę nie musisz, bo to nie Twoje klimaty. Co nie zmienia faktu, że ta seria zdobyła popularność m.in. z tego powodu. A w Clair masz w zasadzie auto-save co 5 minut. Czasem częściej. Masz rację, wydaje się. Dostaliśmy trochę klonów Soulsów, ale ile tego tak naprawdę jest? Masz wyraźną alergię na takie produkcje, przez co mocno wyolbrzymiasz ich ilość i znaczenie. Nikt takiej opinii o poziomie trudności nie forsuje, po prostu tego najwyraźniej chcą ludzie, więc to się wrzuca na rynek. Czy to się komuś podoba, czy nie. I uwierz, ja też jestem zmęczony tymi często marnymi próbami kopiowania produkcji From. W większość zwyczajnie nie gram, bo szkoda czasu. Jest sporo jerpegów, które są trudniejsze od ich "europejskich" odpowiedników. Jest sporo jerpegów, które są trudniejsze od Clair. Tutaj na razie, na normalu, jest faktycznie normal. Nie mniej, nie więcej. Czasem trzeba zrobić unik, czasem sparować. Generalnie wystarczy unik, bo ma znacznie większe okienko. Rozumiem Twój punkt widzenia i niewiele mogę tutaj pomóc. Takie mechaniki postanowiono dorzucić i znacząco uatrakcyjniają one rozgrywkę. Przy okazji są mega efektowne, zwłaszcza kontra całej ekspedycji. Bez tego gra byłaby IMO uboższa, a tak ma swój własny, hybrydowy styl. I śmieszy mnie pisanie, że to zapożyczenie z Soulsów, jakby takie rozwiązania nie pojawiały się w innych produkcjach. Tak jak pisałem, gra w ogóle nie przypomina tego co zazwyczaj wypluwa na rynek From. Pewne podobieństwa można sobie rozpisać na papierze, ale po odpaleniu to nawet nie tyle się rozmywa, co nie wchodzi na pierwszy plan. Atmosfera, muzyka, art design, postaci, to jest całkiem inna bajka. Wiem o tym, pisałem to w kontekście punktów zapisu, bo za takowy zwyczajnie nie robią, jak co chwilę gra i się sama zapisuje.
-
To jest produkt jerpegowy pełną gębą. Jestem w drugim akcie, Soulsów tu tyle co kot napłakał. Rzucili w jakichś artykułach debilne porównania, że to takie Soulsy, bo są "ogniska" i uniki czy kontry, a gra w rzeczywistości ma całkiem odmienny feeling. Znane z tej serii mechaniki nic tutaj nie zmieniają, dodatkowo rozwiązano je inaczej. Choćby auto-save, który jest dosłownie co chwilę. Na dobrą sprawę flag mogłoby nie być, jak gra i tak regularnie zapisuje progress, można to też zrobić zmieniając broń w menu, jak wcześniej zauważono. Nie czuć tutaj ducha produkcji From praktycznie w ogóle.
-
W moim przypadku zero emocji z tym przesunięciem. To jest, podobnie jak poprzednie "nowożytne" części, masywna produkcja, a Rockstar słynie z dbałości o detale. Niech dłubią tyle ile potrzebują.
- 864 odpowiedzi
-
- 2
-
-
Zabijać Roche'a, czy wy ludzie macie honor? Może to chu..., ale patriota!
- 814 odpowiedzi
-
- 2
-
-
Strona techniczna faktycznie miejscami niedomaga. Gra na pewno nie jest wolna od bugów, już 2 razy zablokowalem się na amen - raz na mapie świata, raz na konkretnym obszarze. Nie szło ruszyć postaci w żaden sposób, trzeba było załadować poprzedni save. O klonach NPC w pierwszej lokacji już pisałem, gdzie jeden model powtarzał się kilka razy. Tutaj widać ograniczenia budżetowe lub czasowe, trzeba było w paru miejscach iść na skróty.
-
O proszę, to w zasadzie jest coś jak quick save w takim razie.
-
Zdarzają się takie osoby, ale to nie jest jakiś wielki trend. Dodatkowo ważny jest tutaj kontekst, a niektóre produkcje faktycznie mają nawalone znaczników tyle, jakby traktowały gracza jak debila. Nie brakuje też produkcji "dumbed down" w stosunku do poprzednich odsłon, w kwestii rozwoju postaci, mechanik czy czegokolwiek innego. No to jak pisałem wyżej, to nie są brednie. Tak, gra nadal potrafi być wymagająca jak na standardy branżowe, które w przypadku mainstreamu nie są specjalnie wysokie, ale została dostosowana do nowych graczy na tyle, na ile pozwala na to jej fundament. Po prostu oczekujesz docięcia jej w jeszcze większym stopniu pod swoje oczekiwania. Niestety, Twoje oczekiwania są w zdecydowanej mniejszości. Widzisz, wszystko jest kwestią punktu widzenia. Czy save scum jest normalną i zrozumiałą mechaniką? Sensowną? Ładowanie sejwa w strzelance co 5 sekund, bo przeciwnik za mocno przywalił? W drugą stronę to może być taka sama patologia, jak to co Ciebie nie przekonuje. Wyraźnie nie oczekujesz wyzwania po grach, niezależnie od tego co wcześniej pisałeś. Co z miejsca wyklucza mnóstwo gier, które wymagają przejścia jakiegoś obszaru aby dotrzeć do kolejnego checkpointa. A takich tytułów są dziesiątki. Co ciekawe, w Clair autosave jest bardzo często, gra nie zapisuje się wyłącznie przy flagach ekspedycji. Ale po tym co mówisz, i tak bym Ci tej gry nie polecił. Nie ma się co frustrować. Jasne, w tym punkcie raczej nie da się tego pogodzić, bo masz całkiem inne oczekiwania względem takich produkcji. Oczekiwania, których - bez modów - faktycznie nie da się zrealizować, nie naruszając fundamentu. "Elitaryzm" Soulsów już dawno się skończył, kiedy tylko ludzie zauważyli, że to faktycznie nie są gry, które prowadzą wyłącznie do załamania nerwowego. Dark Souls 3 zeszło już w 10 milionach egzemplarzy. Elden zrobił 3x tyle, dodatkowo wygładzając mechaniki i wyciągając pomocną dłoń do nowych graczy, równocześnie nie pokazując środkowego palca "weteranom" (a i tak takie głosy się pojawiały). Stało się tutaj dokładnie to, o czym piszesz - prostymi zabiegami bardzo skutecznie zwiększono grono odbiorców. Nie powiem, ożywcza dyskusja. "Let's just agree to disagree" to świetne podsumowanie.
-
To już trzeba modderów zapytać, może Jina Sakai "pożyczą" od konkurencji.
-
Na najwyższym bez wątpienia parry i uniki muszą siadać jak złoto przy najmocniejszych przeciwnikach, zwłaszcza tych z końcówki. Ja na razie zostaję na normalu i zobaczymy jak to będzie lecieć. Zmiana buildu to faktycznie dobry pomysł.
-
To ostatecznie jest gra turowa, ale spoko, napisałem tak w kontekście dalszej części wypowiedzi. Czyli bierzesz zwyczajną tutrówkę i dokładasz do niej coś innego. Jacy hejtowani każuale? Serio, nie wiem o czym mówisz. Lubię gry wymagające i nigdy się z tym nie kryłem, ale mam na koncie mnóstwo casualowych gier i nigdy by mi nie przyszło do głowy hejtowanie osób, które chcą się zrelaksować a nie frustrować. Dlaczego ma się ulać? Nawet Elden został stonowany, skrojony pod ludzi, którzy wcześniej na oczy nie widzieli Soulsów. Jak myślisz, skąd się wzięło 30 milionów sprzedanych kopii, jakieś 3 razy więcej niż w przypadku DS3? Problem w tym, że powtarzasz obiegową opinię o każdej części Soulsów lub grze, która z nich radośnie zżyna, co jest jednak dalekie od rzeczywistości. Serio, musisz mi w tym momencie uwierzyć na słowo, bo te gry zwyczajnie nie są bardzo trudne. Minimalny margines błędu? Nic z tych rzeczy. Kara za porażkę? Minimalna, choćby w Eldenie "ogniska" masz nawalone jedno przy drugim. Siłą rzeczy ciężko w takiej grze zaimplementować quick save, bo nie takie są jej założenia. Mimo tego ilość mitów jaka narosła wokół tej serii jest absurdalna. Mnóstwo świetnych gier ze starych czasów nie miało quick sejwa, natomiast bardzo popularne są w nowych produkcjach checkpointy, najczęściej porozmieszczane tak gęsto, że w razie śmierci tracisz może 5 minut rozgrywki. Jeśli to dla Ciebie koszmar, ewidentnie nie jesteś zainteresowany zbyt dużym wyzwaniem. I spoko, nie Ty jedyny. Nie uważasz, ale jednak piszesz o raku w przypadku gier, które tego nie wymagają od większości graczy. Gdzie więc leży problem? Całe to zdanie to dla mnie i bardzo wielu ludzi... definicja gier From Software. Angażujące, wymagające odrobiny samodoskonalenia, ale nie frustrujące. Mnie Soulsy nigdy nie frustrowały. Wręcz przeciwnie, frustrowały mnie gry, gdzie walka była formalnością, a nie wyzwaniem. Jest to więc tylko i wyłącznie kwestia punktu widzenia. A 30 baniek Eldena nie wzięło się znikąd, bo chyba nie uważasz, że to masochiści z zaburzeniami. Clair Obscur ten wybór daje, na najniższym poziomie trudności gra jest w zasadzie trywialna. W Soulsach nigdy poziomu trudności nie było, ale nie mam pojęcia co to ma wspólnego z elitarnością. Takie są założenia tej gry i m.in. dzięki temu stała się popularna. Jeśli ktoś czuje się lepszy od innych, bo jest weteranem tej serii i jej podobnych, to chyba nie jest problem samych gier? Serio, nie wiem skąd ta niechęć. I tak, "git gut" ma tutaj zastosowanie, ale równocześnie można sobie ułatwiać grę na dziesiątki, dziesiątki sposobów. Choćby Spirit Ashes w Eldenie, które z automaty, na dzień dobry, obniżają trudność walki z bossem tak o połowę. Ty uważasz, że być nie powinno, bardzo wiele osób uważa, że właśnie dzięki temu walka jest bardziej urozmaicona. I tyle, ciężko tutaj powiedzieć coś więcej.
-
Jeśli takie motywy z wracaniem do lokacji, aby zabić jakiegoś kozaczka Cię irytują, to fakt - jest to tutaj i albo ktoś to lubi, albo nie. Ja też, tak jak Ty, zawsze wracam wyrównać rachunki. Specjalnie mi to nie przeszkadza. O tym nic nie wiem, ale rozumiem co masz na myśli. Takiej tanioszki nikt chyba nie lubi. Myślałem, że masz jakieś wątpliwości co do samej walki, ale że kupiłeś i niedługo pewnie zaczniesz grać, do tematu się wróci. Mnie martwi głównie balans i to jak w późniejszej fazie gra ma zamiar egzekwować poziom trudności i "zachęcać" do korzystania z mechanik. Na razie jest pod tym względem dość wyrozumiała.
-
Tak z ciekawości, możesz sprecyzować co dokładnie jest tutaj wątpliwej realizacji? To zwyczajna turówka, w której standardowe obrywanie w swojej turze, urozmaicono o możliwość odgryzienia się. Przy czym zarówno parowanie jak i uniki, nie są kluczowe w późniejszej fazie gry, gdzie mnogość buildów pozwala praktycznie całkiem od tego odejść. Nie wiem mówiąc szczerze o jakie mody chodzi. Wiem, że dla niektórych okienka parry i evade są zbyt ciasne i można już teraz zmienić je za ich pomocą. Jeśli zabierzemy z pojedynków te elementy, nie wiem w jaki sposób miałoby to grze pomóc, jeśli ona właśnie jest chwalona za bycie gatunkową hybrydą. Masz jak najbardziej rację co do tego, że nie ma się co nadmiernie ekscytować. Ale reakcje są zrozumiałe, bo w czasach gier, które niewiele sobą reprezentują, a pracowały nad nimi wielkie zespoły, taka produkcja potrafi bardzo miło zaskoczyć. Produkcja absolutnie nie kameralna, nie czarujmy się, ale nadal wyraźnie mniejsza od rynkowych molochów. A że nie jest pozbawiona problemów, wiadomo. Sam rozwój postaci i jego balans, zwłaszcza w kontekście zadawanych obrażeń, to wielka niewiadoma. @Jaycob już o tym wspominał. Nie wiem jak to później będzie polepione, za mało widziałem.
-
Możesz, ale nie musisz. Gra tego na normalnym poziomie nie wymaga, tak jak nie wymagają tego Soulsy. I co jest w tym niedorzecznego, w serii FF i wielu innych grach, masz odradzających się przeciwników czy randomowe walki. Mechanika jak każda inna. Przede wszystkim gra nie jest frustrująca, bo margines błędu mamy tutaj spory. Bez farmienia, trzymając się głównego wątku, idzie gładko. Masz bardzo negatywne i dość emocjonalne podejście do tak trywialnej sprawy. Przede wszystkim ta gra nie ma za bardzo feelingu soulsów, a tutaj panika, że przeciwnicy się odnawiają albo, że bronie mają skaling. Tak, są elementy wspólne, ale wiele gier je posiada. To nie jest nic w branży niespotykanego. Eldenowi pyknęło ostatnio 30 milionów kopii, powodzenia z powrotem Solusów do niszy. To od dawna nie jest nisza, bo takie mechaniki są przez graczy poszukiwane.
-
@Zas Niestety, nikt Ci w tym miejscu nie pomoże. Join us or die. Elementy soulsów się prostu sprawdzają, bo to jest samoregulujący się poziom trudności. Wiele osób reaguje też mało entuzjastycznie na zwrot "walka turowa", często uważając ją za zbyt mało dynamiczną. Dlatego taka hybryda w postaci interakcji dołożonych do klasycznego obrywania po gębie w turze przeciwnika, nadaje całości dynamiki. Warto również doprecyzować - w tej grze nie czuć soulsów tylko dlatego, że zastosowano pewne mechaniki. Gra ma swój niepowtarzalny klimat i bynajmniej nie jedzie na popularności innych gier.
-
DEI, LGBT i poprawnosc polityczna w grach
Vulc odpowiedział(a) na Roman_PCMR temat w Gry komputerowe (PC)
Tak, przypomina za to, że to często coś kompletnie odwrotnego i równie mało wiarygodnego. No, ale kiedy wyolbrzymia się w drugą stronę, tworząc czasami wręcz karykaturalne postaci, wtedy jest okej, bo to "nasze" klimaty. Stare, znałem. Stosując tak płytkie podejście, oparte na chęci zrobienia "zapyziałym ćwokom" na złość, bez zwracania uwagi na wpływ takich działań na poziom produkcji, w których się to stosuje, nigdy nie będzie tutaj żadnego porozumienia. I żadne badania nic nie zmienią, bo ludzie mają pełne prawo oceniać to nie na podstawie cyferek z jakiegoś raportu, ale stanu w jakim niektóre gry lądują na rynku. Daleki jestem od twierdzenia, że każda produkcja z elementami DEI to porażka. Nie kręcą mnie skrajne stanowiska. Równocześnie nie mam zamiaru udawać, że wszystko jest okej, a postępowość to zysk i szersza perspektywa, dodatkowa wartość. Ani gry, które mnie w jakimś stopniu interesują lub interesowały, ani tym bardziej seriale, tego na razie nie potwierdzają. -
Miałem obawy o QTE, bo to nie jest system za którym przepadam, łagodnie mówiąc. Natomiast tutaj, w grze turowej, naprawdę fajnie uatrakcyjnia on walki i przy okazji jest bardzo lajtowy. Trafiasz w przyciski czy nie trafiasz, na średnim poziomie nie będzie to miało decydującego wpływu na rezultat pojedynku. Pomaga za to w jego efektownym zakończeniu i zwyczajnie daje frajdę. No i można go wyłączyć, więc twórcy mieli z tyłu głowy, że nie każdemu to podejdzie. System uników/parowania jest raczej klasyczny i również oferuje masę satysfakcji, kiedy od pewnej śmierci wybronisz się efektowną kontrą i zadasz przeciwnikowi bonusowe obrażenia. Gra zachęca do ryzykowania, zwłaszcza jeśli masz build dostosowany pod dps. Ja taki mam, bo zdecydowanie wolę wysoki dmg i zabawę na krawędzi od powolnego podgryzania wrogów. Co ważne, gra wyglądająca na jeden z lepszych tytułów ostatnich lat (nie chcę jeszcze zapeszać), nie jest produkcją AAA. I to,w tym miejscu, jej niezaprzeczalna zaleta. Skupiono się na tym co ważne, widać że ekipy odpowiedzialne za poszczególne elementy, ściśle ze sobą współpracowały. Dawno nie widziałem takiej spójności konstrukcyjnej, co coraz rzadziej jest możliwe do osiągnięcia w potężnych zespołach branżowych molochów.
-
No i właśnie mówię za siebie, natomiast wcześniej wspominano regularnie o "większości rowerzystów". Przykłady z naszych, często właśnie małych miejscowości, niekoniecznie mają przełożenie na ogół. A ludzie, którzy nie znają podstawowych przepisów i jeżdżą jak wariaci, zawsze będą najbardziej widoczni, niezależnie od pojazdu jakim się poruszają.
-
Zdrowy rozsądek i zwykła drogowa uprzejmość, z pewnością ułatwiają wszelkie interakcje. Z pewnością nie ułatwia tego dążenie do konfrontacji, albo próby przekonywania, że to ja mam pierwszeństwo. Niezależnie od strony która to robi. Strony, bo ciężko jest mi w dzisiejszych czasach wprowadzać podział kierowca/rowerzysta. Od 20 lat mam prawo jazdy. Jeszcze dłużej jeżdżę rowerem. Pędząc w swoim śmiesznym, opiętym spandeksie na wymuskanej szosie, potrafię zjechać w zatoczkę autobusową, aby przepuścić samochód ciężarowy, powarkujący za mną od kilkuset metrów. Za co często dziękuje on później mrugnięciem światłami awaryjnymi. Nie powiem, sprawia mi to satysfakcję. Dlatego śmieszą mnie takie podziały na pedalarzy i samochodziarzy. Człowiek odpowiada za określone zachowania, nie pojazd którym się porusza. Wybitnie niekompatybilne jednostki można spotkać tu i tu, pośmiać się ze stereotypów. Co nie zmienia faktu, że jeśli na drogach na być lepiej, obie strony muszą być tym zainteresowane. Wtedy nieprecyzyjność przepisów nie będzie problemem.
-
No i tak wynika z przepisów, ponieważ najwyraźniej przepisy poświęcone konkretnie przejazdom rowerowym, nie konkretyzują kto ma pierwszeństwo w momencie dojeżdżania do nich, a nie już znajdowania się na nich, w sytuacji innej niż skręcanie w drogę podporządkowaną, gdzie rowerzysta jedzie prosto. Za to te Twoje linki jak i masa innych, o których wspominasz, mówią w tym momencie o "zdrowym rozsądku", który jest jak najbardziej wskazany, ale nie jest przepisem prawa. Reguła prawej strony jest właśnie zdrowym rozsądkiem i jest przy okazji przepisem prawa. Co stoi na przeszkodzie, aby w tej sytuacji po to sięgać? Dodatkowo ponownie, darujmy sobie teksty typu "wielkość rowerzystów to, większość rowerzystów tamto". To nie jest żaden argument, a wyłącznie prywatna obserwacja, która w wiarygodny sposób nie odnosi się do rzeczywistości. Już całkiem nie rozumiem tekstów "zapraszam pod maskę, zobaczymy kto wygra, u mnie 2 tony żelastwa", albo "będziesz się nad tym zastanawiać w szpitalu". Kompletnie niezrozumiale dążenie do konfrontacji, czy naprawdę ktokolwiek chciałby potrącić inną osobę, nawet nie ze swojej winy, a ewidentnie winy drugiej strony? Czemu mają służyć takie słowa?
-
Tak jak wyżej, to jest opcjonalny boss przeznaczony dla postaci na wyższym poziomie, albo właśnie takich wariatów jak Ty, którzy będą go klepać przez prawie 40 minut. Idąc z fabułą, nikt taki się na trafi. A na przykład ten gigant w Latających Wodach to jest pikuś przy nim. Animacje są super i zdecydowanie warto ćwiczyć kontry i uniki. Choćby właśnie dla tych specjali, na przykład kontry całej ekspedycji. Czysty miód. W ten sposób można położyć dużo silniejszych przeciwników, a jeśli ktoś nie ma refleksu lub zwyczajnie mu się nie chce, może wrócić później.
-
Zobaczymy, piszę przecież tylko o tym co widziałem do tej pory. Jeśli później ma być trudniej, super. Przypominam tylko, że ktoś tutaj w wątku pisał, że początek jest trudny.
-
Nadal można wziąć na klatę część obrażeń. Przeciwnicy, którzy biorą cię na hita, są opcjonalni. Zakładam, że będzie można do nich wrócić później. Trzymając się fabuły i pokonując nawet nieco mocniejszych wrogów, gra wybacza wiele błędów. Yep, bezsensownie rozwiązane. Nawet jeśli taka postać dużo szybciej awansuje, nadal pozostaje level gap.
-
Przede wszystkim uniki czy parowanie nie są kluczowe w walce. Bardzo pomagają, ale nawet niespecjalnie trzeba się troszczyć o to, żeby każdy się udał. Obecnie żadna z moich postaci na 13 bodajże levelu, nie ma nawet jednego punktu w obronie. Ot, taki eksperyment, jako że można w każdej chwili zrobić respec. Jak ktoś mnie trafia, łącznie z bossami, idzie się uleczyć lub dotrwać na końcówce życia do wygranej. Gram na średnim poziomie, trudność potyczek jak do tej pory, postawiłbym między średnią a łatwą. Zastanawiam się czy nie dać na hard, ale może się jeszcze całość rozkręci.
-
Ja nawet nie twierdzę, że ona jest specjalnie dobra. Jest remasterem starej gry i nikt tutaj niczego nie ukrywa. Odniosła duży sukces na Steamie, ale robotę zrobił głównie sentyment. Jak ktoś zapłacił, kierowany nim lub potrzebą chwili, 250 zł za pełniaka, a teraz jest zdziwiony, że nie wszystko działa tak jak powinno - no to już pretensje wypada mieć głównie do siebie.
-
Jasne, i takie sytuacje też się zdarzają, dlatego sensowność wrzucania wszystkich do jednego worka - rowerzystów, kierowców czy pieszych - jest żadna. Nie brakuje choćby kierowców z wieloletnim doświadczeniem, którzy myślą, że jak 35 lat jeżdżą samochodem, to mogą i potrafią wszystko. Ale chyba nie będziemy w tym temacie rozmawiać o moim wujku, prawda?
