-
Postów
2 372 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
1
Treść opublikowana przez Vulc
-
U mnie takie seriale nazywają się "do gotowania". Jednym okiem zerkasz na serial, drugim na deskę z warzywami, żeby sobie palca nie upierd... Takich angażujących, do których się siada na spokojnie z herbatą i zagrychą, jest ostatnio jak na lekarstwo. Pozostaje oglądać serie sprzed lat.
-
Muszę się zgodzić, bardzo słaby serial, z absolutnie komiczną końcówką. Oglądałem "na doczepkę", bo moja chciała już do końca dotrwać, choć też już szło opornie. Nic się tutaj nie klei - ani aktorstwo, ani intryga, ani pacing. No, to możliwe, że się rozstaniemy już po pierwszym. Mam ostatnio problem wytrwać przy jakimkolwiek serialu dłużej niż kilka odcinków. Obecnie na tapecie Teheran, bo wisiał długo na liście "do obejrzenia", a teraz o tym regionie głośno, więc może kilka odcinków wpadnie. Po trzech jest tak sobie, ale lepiej niż w przypadku Nocnego Manadżera, gdzie też mamy wątki szpiegowskie, które szczególnie lubię.
-
Czy ja wiem, patos zawsze jest w takich produkcjach, nawet w tych lżejszych (jak Thor: Ragnarok), ale jest też trochę luźniejszego humoru. Dla mnie to i tak bez znaczenia, film niewiele mnie interesuje, więc może kiedyś, w streamingu, właśnie "do kotleta".
-
Masz zasadniczo rację, ale czy ktoś realnie spodziewał się czegoś innego w przypadku ekranizacji He-Mana? To musiało tak się skończyć.
-
Co mnie bardzo dziwi i bez podtekstu ani żadnych negatywnych intencji zapytam: Grałeś w PoPy w pierwszej połowie lat 90tych? Grałem we wszystkie "większe" PoPy jakie wyszły. Najczęściej niedaleko po ich premierze prócz pierwszej odsłony z 1989 roku, którą ograłem jakiś rok przed premierą Shadow and the Flame. Zaliczyłem nawet takie abominacje jak Prince of Persia 3D, choć wolałbym o tym zapomnieć. Po prostu jestem dużo bardziej elastyczny pod tym względem. Jak wychodził Warrior Within, mnóstwo ortodoksyjnych fanów też jęczało, że nowy image Księcia nie pasuje do serii, że hard-rockowo/metalowe brzmienie stworzone przez Chatwooda, w połączeniu z kawałkami od Godsmacka podczasa Dahaka chase, to jakieś nieporozumienie. Później, w 2008, wyszedł kolejny reboot z oprawą w stylu cel-shaded i jaka była reakcja części fanów? "Taka oprawa nie pasuje do serii", "po co oni to zrobili". Gra jest świetna swoją drogą, choć zdecydowanie zbyt łatwa. Nie ma możliwości, żeby dogodzić wszystkim (a już marne szanse, żeby dogodzić Tobie najwyraźniej :P). The Lost Crown został zrobiony pod obecne trendy i to jest fakt. Taki sam fakt, jak to że całkiem dobrze im to wyszło. Zwłaszcza w kontekście tego co ostatnio wydaje Ubi, gdzie ze świecą szukać wartościowych produkcji. Co do biznesowej strony - stylistyka jest pod pryszczatych. Co oni wiedzą o PoPie? Było dać tytuł Dragon Prince, Prince of Asia, Prince of Ninja czy cokolwiek - i nie obniżyłoby to moim zdaniem zysków ze sprzedaży. Natomiast nie przylepiłoby serii uśmiercającej łatki "to gierka w stylistyce anime", z czego teraz już nie będzie powrotu, bo zawiedliby fanów, którzy zaczęli przygodę z Księciuniem dopiero od właśnie tej odsłony i będą potem marudzić, jak im zniknie styl anime. Mocno przesadzasz. To nie jest aż tak duża gra, żeby ten styl była w stanie na lata zakorzenić. Ponownie używasz zwrotów o "wadze" nieadekwatnej do sytuacji, pisząc o "uśmiercaniu". Naprawdę w to wierzysz, w czasach gdy gracze mają pamięć złotej rybki i potrafią zapomnieć co developer/wydawca obiecywali rok-dwa lata temu? I nie, nazywanie tego inaczej - z marketingowego punktu widzenia - byłoby zwyczajnym strzałem w stopę. Akurat Prince of Persia to marka dość rozpoznawalna, która wyraźnie zakorzeniła się w gejmingowej kulturze. Dzięki za dyskusję bez wyzwisk i w normalnym tonie, bez obrażania. Może obaj się damy radę czegoś z niej nauczyć, choćbyśmy się nie dali rady przekonać bardziej niż 1%. Zawsze coś. I wzajemnie.
-
Korzystniej było przedstawić głównego bohatera w taki sposób, bo bardziej pasował do przygodowego charakteru gry. I nikt się nie przejmował historyczną dokładnością. To oczywiście jeden z powodów, inny wymieniłeś Ty, choć tutaj też można było to rozwiązać inaczej.
-
Nie jestem uczulony, więc widocznie to problem głównie po Twojej stronie, nie innych. A samo uniwersum jest na tyle elastyczne, że można sobie pozwolić na drobne odstępstwa od typa z turbanem na głowie. Przypomnę tylko jak wyglądał pierwszy, oryginalny Książę - był jasnoskórym blondasem. Bo marketing. Spoko. Nadal nie uzasadnia to w moich oczach tych niezdrowych emocji, bo kontrowersji tutaj tyle co kot napłakał. Nawet sam twórca serii jej nie widzi, no ale wiadomo - PR, nie chciał być niemiły dla kolegów. Przecież niemożliwym jest, że jest bardziej "open-minded" od Ciebie lub - o zgrozo - się z Tobą nie zgadza. Oczywiście, że The Lost Crown nie ma nic wspólnego z SoT. Problem w tym, że nikt tego nie obiecywał, od początku było wiadomo, że dostaniemy wariację na ten temat, a nie jakiś pełnoprawny sequel lub remake. Do kogo więc dokładnie masz pretensje? Nie jestem w tej dyskusji Twoim wrogiem, sam oddałbym bardzo dużo, aby zobaczyć coś tak fantastycznego jak trylogia Piasków. Na tyle zdesperowanym, że nawet porządny remaster przyjąłbym z otwartymi ramionami. A mimo to kompletnie nie czuję potrzeby robienia gównoburzy z tak trywialnej rzeczy jak kolejna iteracja w ramach dużej serii, która niekoniecznie trafia w moje gusta. Mocno naciągana argumentacja. Jak znajdę 2x tyle recenzji, których autorzy nie chwalą się swoim zamiłowaniem do mangi i anime, to znaczy że ja mam rację, a Ty się mylisz? Sam chyba widzisz, że to ślepy zaułek.
-
Widzisz, a generalnie tytuł został przyjęty raczej ciepło. Bo jest zwyczajnie bardzo dobry. Ubi dało ciała z marketingiem, wrzucając jakieś pokraczne, hip-hopowe gówno zamiast klasycznego, perskiego pierdzenia, główny bohater też odstaje od tego na co czekali fani. Ale jak już ludzie zaczęli w to grać, zamiast pluć jadem na sam widok, okazało się, że to kawał dobrej gry. Jęczenie wynika głównie z faktu, że po tylu latach wszyscy spodziewali się czegoś innego, a Ubi nie ma ostatnio dobrej passy, więc dostaje strzały z każdej strony. Wątku anime szerzej nie poruszę, bo już była na ten temat dyskusja, więc krótko - ja tego kompletnie w tym nie widzę, ani nie czuję. Są dziesiątki, setki 2D platformerów w takim stylu. No, ale nie byłbyś sobą, jakbyś nie robiły afery z czterech liter. A tutaj IMO nie ma żadnych, większych kontrowersji. A, i zastanawiasz się co Jordan Mechner na to? Przykro mi, on też płakać z tego powodu zamiaru nie ma. Wręcz przeciwnie: For anyone wondering: The Lost Crown is not a continuation of either the Sands of Time or the retro-2D storyline, it's a fresh beginning. I didn't write or have a direct role in this one — which means I'll get to enjoy its surprises as a gamer. I know the talented POP team at Ubisoft Montpellier well, I've watched them pour their hearts and passion into this project over three years from pre-conception to full beta, and I couldn't be more excited. This is the Prince of Persia game I've been wishing for. https://www.jordanmechner.com/en/latest-news/#prince-of-persia-takes-a-mighty-new-leap Wiem, że to jak gaszenie ognia benzyną, ale czy na pewno zdrowe są tak... niezdrowe emocje?
-
-
Żadnego. Gdziekolwiek się nie poruszam na piechotę czy samochodem, towarzyszy mi Spotify.
-
Odyseja to historia wypełniona magią bogami i potworami, co oczywiście nie tłumaczy całkowicie niezgodności z historycznymi zapiskami, ale na pewno zachęca do przymykania na to oka. Mnie bardziej w tym filmie martwi casting, bo o ile choćby w Diunie nie czułem przeładowania gwiazdami, tak tutaj nie do końca podobają mi się niektóre decyzje co do obsady. Holland, Zendaya, to są obecnie dość głośne nazwiska, ale nie stoi za nimi warsztat. Tak jak Damona bardzo lubię (zwłaszcza tego ze starszych produkcji), średnio widzę go w roli Odyseusza. No, ale to Nolan, nigdy nie stronił od znanych aktorów. Film na pewno będzie wielkim wydarzeniem, choć Oppenheimer na kolana nie rzucił, a Tenet to jego chyba najsłabszy film.
-
Istnieje taka opcja, choć możemy się już tego nie dowiedzieć. Katastrofa w tym Ubi, nie kontrolują swoich własnych planów wydawniczych, jakościowo są cieniem samego siebie sprzed lat.
-
Z jednej strony szkoda, bo Sands of Time to fantastyczna gra, która jednak już zauważalnie się zestarzała. Z drugiej jeśli nawet dla Ubi poziom rimejku nie był wystarczający (a wiemy co ta firma potrafiła wypuszczać na rynek), to raczej nie ma czego żałować.
-
Książka jest świetna. W całkiem innym tonie niż Pieśń Lodu i Ognia, znacznie luźniejsza, bardziej przyziemna. Nie za długa, więc jak ktoś ma ochotę, można szybko strzelić te 350-400 stron, w zależności od wydania.
-
Super, super, co to dokładnie ma do rzeczy? Są dziesiątki seriali, którymi krytycy się zachwycają, a to posypane brokatem gówno. Nie twierdzę, że tak jest w tym wypadku, zwyczajnie mi nie siadł pierwszy odcinek. Obejrzę kolejne, może coś się zmieni. Rycerz siedmiu królestw. Całkiem udane otwarcie nowej serii. Aktorzy grający Dunka i Jajo dają radę, choć ten pierwszy mimo wszystko mógłby być wyższy. To w tym wypadku ma kolosalne znaczenie, przez co wyraźnie widać manipulowanie perspektywą i niższymi aktorami. Nie ma jednak co narzekać, ciężko znaleźć bardzo wysokiego aktora, który pasowałby do tej roli i jeszcze potrafił coś zagrać. Jak zwykle nie obyło się bez dokładania czegoś od siebie względem książki, czego nie lubię, ale od tego też nie ma chyba ucieczki.
-
Major of Kingstown - pierwsze trzy odcinki, jest przyzwoicie. Nic rzucającego na kolana, ale idzie się zahaczyć. Równocześnie nie wiem czy przetrwam tyle sezonów. Night manager. Tutaj, po pierwszym odcinku, totalne pudło. Naiwna, wręcz dziecinna historia, przeciętne aktorstwo, scenariusz sprawiający wrażenie pisanego przez stażystów. Szkoda, bo jest potencjał u podstaw, ale przy takiej realizacji to będzie raczej krótka przygoda.
-
U mnie ostatnia sesja 29 listopada z tego co widzę. Już kompletnie zapomniałem o tej grze i nie wiem czy chce mi się do niej wracać nawet przy okazji kolejnych map. Co jest dla mnie, w przypadku tej serii, nowością. Czy ktoś wyciągnie wnioski z obecnego stanu rzeczy? Pewnie tak, ale podobnie jak w przypadku samej gry, nie będzie to nic long-term. Wątpię, żeby możliwe było zawrócenie z obranej ścieżki w przypadku kolejnych odsłon.
-
Może to i dobrze? Nie wiem czy pod skrzydłami Amazonu ta seria nie skończy jak Władca Pierścieni. Tam też kompletnie nie zrozumiano przesłania oryginału i mam spore obawy, że i tutaj podstawy byłyby mocno wypaczone. Żeby zrobić dobry serial w tym uniwersum, nie można brać jeńców. A Cavill, nawet będąc jego fanem, raczej nie dysponuje siłą przebicia, aby wpływać na showrunnerów. Wiedźmin jest tego dobrym przykładem. Dla mnie ten świat ma większe szanse w postaci animacji, choćby kapitalnego "Astartes", które do dziś nie ma sobie równych, w pełni oddając klimat W40K i obraz Space Marines.
-
Trzeba po prostu złapać bakcyla. Mnie Minecraft interesuje tyle co nic, podobnie jak CS, Fortnite, jakieś PUGBy i tak dalej. A przecież grają w to grube miliony. Co kto lubi.
-
Spoko, jedyne co mnie tutaj przekonuje to fakt, że Fleabag jest generalnie bardzo dobrze oceniany i zgarnął swego czasu trochę nagród, więc widocznie coś w tym jest. Po prostu kompletnie nie dla mnie, dotrwałem do połowy pierwszego sezonu (czwarty odcinek?). Killing Eve? Podobnie. Oczywiście Tomb Raider nie jest tak "ambitny" i być może będzie to wyglądać odmiennie. Tak czy inaczej produkcje PWB to nie moje klimaty.
-
Tak, zwłaszcza że dwa najdroższe seriale od nich, czyli Rings of Power i Citadel to gnioty, a trzeci Peripheral jest co najwyżej średni. Nie ma w tej branży, przy tych platformach i w dzisiejszych czasach, żadnych przesłanek aby wierzyć w "co najmniej dobrze".
-
Jak się często mawia, Halo umarło wraz z odejściem Bungie, Bungie umarło po odejściu od Halo. Byli dosłownie na szczycie, skończyli na ultra-generycznym shooterze pozbawionym iskry, za to opakowanym w ładne, posypane brokatem pudełko. Jedno z największych rozczarowań w mojej styczności z gejmingiem.
-
Sam imejdź mocno tomb raiderowy, ale mi również ta aktorka zwyczajnie nie pasuje do roli. Tak samo jak nie pasowała do roli Jean Grey. Może nadrobić trochę głosem, choć mam obawy, że ten serial będzie miał dużo więcej problemów niż Sophie Turner w roli pani archeolog. W duże mierze odpowiada za niego Phoebe Waller-Bridge, a jak do tej pory nic od niej nie przypadło mi raczej do gustu. Na szczęście to serial, po pierwszym odcinku będzie wiadomo czy warto poświęcić czas.
-
Tak jak normalnie nie byłbym zainteresowany handheldem od Sony, ostatnio mam mega zajawkę na przenośne konsole. Nadal wolałbym jednak trochę wyższe TDP kosztem baterii, ale wszystkim dogodzić nie można. Temat na razie dość odległy, będziemy obserwować.
-
Na gradientach powyżej 8% się ucieszą na pewno. Inna sprawa, że warto sobie zostawić najlżejsze przełożenia jako rezerwa.
