Skocz do zawartości

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

2-4 na dzień? To w wielu miejscach jest nieosiągalny luksus. :)

 

Naparwdę dobija mnie ta sytuacja, człowiek chciałby kupić coś, co mu się podoba, ale bez wygranej w lotto albo kolejnego krachu na giełdach, by zarobić na późniejszych wzrostach, to można tylko marzyć. 

 

Kredyt pod korek i późniejsza wegetacja na swoim, a w każdym razie kalkulacja każdego większego wydatku, bo trzeba mieć zabezpieczenie na czarną godzinę? - też słaba perspektywa (było o tym na początku wątku, tylko w kontekście zakupu kolejnych mieszkań :/) 

Jedyna nadzieja, że mimo większej zdolności sprzedaż nie ruszy aż tak z braku nadziei na duże wzrosty cen. Bo na razie chyba sprzedaż wciąż średnia... No i u mnie w mieście w niektórych miejscach wchodzą inwestycje o 1-1,5k tańsze... A wtórny zdaje się stać - WP do niczego, nowe za kosmiczne stawki.

Opublikowano (edytowane)

Nie schrony tylko przystosowanie garaży do szybkiej zmiany na miejsca tymczasowego ukrycia. "Uciskane" dewelo-świnie jak zwykle kwiczą wyolbrzymiając temat. 

Edytowane przez Zas
Opublikowano (edytowane)
10 godzin temu, adashi napisał(a):

To co napisałeś wydaje się być sprzeczne z zasadą zachowania energii.

Jak rozpatrujesz układ jako idealnie izolowany, z idealnym rozkładem temperatury a źródło grzewcze o idealnej sprawności to zasada zachowania energii ma znaczenie.

Jednak życie pokazuje inny obraz:

  • źródła energii mają malejącą sprawność wraz ze wzrostem temp na wyjściu, tutaj piec gazowy kondensacyjny,
  • image.png.dbf7635393bc8eae987c1ccbeff3b5bb.png
  • odczuwanie temperatury - podczas ogrzewania domu najważniejsze jest aby zapewnić komfortową temperaturę w miejscu przebywania człowieka. Z racji, że ciepło unosi się do góry w przypadku klasycznych grzejników najpierw ogrzewane są masy powietrza od sufitu aż do podłogi. W przypadku ogrzewania podłogowego ogrzewanie jest niejako odwrócone bo grzejemy od spodu. Inaczej ludzki organizm będzie odbierał temperaturę, gdy na wysokości głowy będzie 20*C a na poziomie stóp 15*C, a inaczej jak na poziomie stóp będzie 22*C a na wysokości głowy 19*C. Ten drugi przypadek jest bardziej komfortowy dla człowieka. Nie ma sensu grzania powietrza, w którym człowiek nie przebywa (chyba, że jest koszykarzem).

Podejście akademickie w przypadku ogrzewania ma sens podczas egzaminowania i odsiewania studentów podczas sesji, podejście inżynierskie wykorzystuje zjawiska fizyczne do optymalizacji bilansu energii i odczuwania temp przez człowieka.

Edytowane przez trepek
Opublikowano
Godzinę temu, Zas napisał(a):

Kredyt pod korek i późniejsza wegetacja na swoim, a w każdym razie kalkulacja każdego większego wydatku, bo trzeba mieć zabezpieczenie na czarną godzinę? - też słaba perspektywa (było o tym na początku wątku, tylko w kontekście zakupu kolejnych mieszkań :/) 

Wyolbrzymiasz.

Zaraz stopy spadną i rata kredytu się zrówna a najmem. Płacę w tej chwili 3900 zł przy 6.32%, mieszkanie naprzeciwko mniejsze o 6m2 i chcą 3200 zł :E 

Zabezpieczenie na czarną godzinę ogarniasz PRZED wzięciem kredytu i nie ruszasz. Dajesz na obligacje i tyle. 

 

A jak serio nie masz kasy to kupujesz mniejsze/tańsze i tyle. Cudów nie ma. 

 

32 minuty temu, trepek napisał(a):

odczuwanie temperatury - podczas ogrzewania domu najważniejsze jest aby zapewnić komfortową temperaturę w miejscu przebywania człowieka. Z racji, że ciepło unosi się do góry w przypadku klasycznych grzejników najpierw ogrzewane są masy powietrza od sufitu aż do podłogi. W przypadku ogrzewania podłogowego ogrzewanie jest niejako odwrócone bo grzejemy od spodu

O to to. Wolałbym w salonie podłogówkę bo by mi grzało podłogę przy oknach balkonowych (mam 3 duże od podłogi po sufit), a tak jest zimno i grzejnik który stoi w drugim kącie niewiele daje. 

Opublikowano
Godzinę temu, Zas napisał(a):

Kredyt pod korek i późniejsza wegetacja na swoim, a w każdym razie kalkulacja każdego większego wydatku

No tak, bo na wynajmie to po prostu nie płacisz i zgodnie z prawem cię nie wywalą, albo po prostu się wyprowadzasz * i nie musisz płacić :E 
te myślenie życzeniowe: 30 letnie klatki kredytowej vs. brak "kagańca" najmu jako lek na całe zło - myślałem że już dawno zniknęło :E 

* hu.. gdzie...

Opublikowano (edytowane)

Zabezpieczenie mam ogarnięte (tzn. kredyt jest po to, żeby została kasa na koncie) tylko im drożej  tym tej kasy zostanie mniej, i to jest problem, a rata z każdymi 10k kredytu niebezpiecznie rośnie, nawet ta równa (o malejącej mogę pomarzyć) 

 

Wiem, że to mój problem i "nie podskakuj wyżej dupy, bidoku", ale wku.. po tylu latach odkładania, to sobie chcę trochę ponarzekać :E

Pazerne świnie nawet 10k nie chcą ci opuścić przy mieszkaniu za 500k. 

 

Jestem przegrywam, który wrócił do rodzinnego domu, żeby odkładać, więc najem mnwi nie dotyczy, inaczej to byłbym w czarnej d..., ale takie życie w moim wieku to nie życie. 

 

Niestety wtórny to jest koszmar w moim mieście... Albo drożej niż u dewelopera doliczając wykończenie, albo totalne dno, którego nikt nie chce, więc ogłoszenia wiszą od 6-8 miesięcy. 

Edytowane przez Zas
Opublikowano (edytowane)
1 godzinę temu, Zas napisał(a):

Kredyt pod korek i późniejsza wegetacja na swoim, a w każdym razie kalkulacja każdego większego wydatku, bo trzeba mieć zabezpieczenie na czarną godzinę?

A ktoś w Polsce źle wyszedł na kredycie pod korek? ;)

Działaj z wyprzedzeniem, jeśli stopy spadają to kupuj zanim spadną do końca.

 

Mieszkanie można sprzedać, nie zginiesz od tego kredytu, zaakceptuj los i wchodź w betonowe złoto ;)

22 godziny temu, Zas napisał(a):

Tylko to kolejny rok wyjęty z życiorysu...

I zleci kolejny, za rok będziesz miał ten sam problem ;)

 

Zakładam że popełniłeś już kilka błędów przesypiając dopłaty do kredytów, jeśli to jedno ze wspomnianych dużych miast to tracisz tylko czas, w końcu i tak weźmiesz kredyt.

 

Edytowane przez Wu70
Opublikowano (edytowane)
52 minuty temu, kanon7 napisał(a):

No tak, bo na wynajmie to po prostu nie płacisz i zgodnie z prawem cię nie wywalą, albo po prostu się wyprowadzasz * i nie musisz płacić :E 
te myślenie życzeniowe: 30 letnie klatki kredytowej vs. brak "kagańca" najmu jako lek na całe zło - myślałem że już dawno zniknęło :E 

* hu.. gdzie...

Mnie w wynajmie najbardziej przerażał fakt, że z miesiąca na miesiąc możesz stracić dach nad głową. I to za kwotę prawie raty kredytu. CHORE.

 

51 minut temu, Zas napisał(a):

Zabezpieczenie mam ogarnięte (tzn. kredyt jest po to, żeby została kasa na koncie) tylko im drożej  tym tej kasy zostanie mniej, i to jest problem, a rata z każdymi 10k kredytu niebezpiecznie rośnie, nawet ta równa (o malejącej mogę pomarzyć) 

Odkładasz na 6 msc życia bez pracy i tyle. Żadnej filozofii, prosta kalkulacja, jesteś bezpieczny.

Potem dobierasz kredyt tak, żeby był MAKSYMALNIE 50% Twoich dochodów, to jest absolutny max i lepiej by było celować w 30%, ale wiadomo jak jest.4

 

Dużo zależy czy masz perspektywy. Ja brałem kredyt dość duży bo prawie 600k ale wiedziałem że będę zarabiał więcej i za kilka lat ta rata będzie śmiesznie niska. 

Do tego RKM i nadpłacam od pierwszego miesiąca.

Edytowane przez galakty
Opublikowano (edytowane)

@galakty z reguły w umowie masz zawsze 2-3 miesięczny okres odstąpienia. Po za tym jak masz normalnego najemcę to ci dużo wcześniej zasygnalizuje. W końcu po trzecie w Polsce to nawet nie można tak łatwo wyrzucić ludzi co latami nie płacą, a co dopiero płacą. Po czwarte mają wejść przepisy, żeby najem był zawsze na długi czas.

 

Co do aspektów finansowych to kiedyś myślałem tak samo, że to są pieniądze wywalane za okno jeśli chodzi o najem. Natomiast wszystko też zależy od wieku. Zaciągamy kredyt na 20 czy 30 lat na kwotę 500000zł, ale spłacamy 1mln czyli 500 000 oddajemy również i też wyrzucamy w błoto. Jedynie mamy perspektywę, że to będzie nasze. Najbardziej opłaca się odłożyć własne pieniądze np po pracy zagranicą i kupić za własne lub z bardzo dużym wkładem własnym. No i jak będzie wojna to te wszystkie domki i mieszkanka, które spłacało się całe życie pójdą w gruz :) 

 

Oczywiście odłożenie dzisiaj własnych środków jest niezwykle trudne, ale to najlepsza droga. A zarówno kredyt jak i najem mają swoje plusy i minusy.

Edytowane przez hubio
Opublikowano (edytowane)

Na dopłaty się nie łapałem, poza tym nie miałem wystarczającej zdolności, by zostawić sobie cokolwiek na czarną godzinę (a może nawet by starczyło na wykończenie). Teraz, chociaż mieszkania są 2x droższe, mogę sobie cokolwiek zostawić, niestety też tylko dzięki kredytowi - tak, zacząłem właśnie tak kombinować, że trzeba jednak brać kredyt i heja, życie nie poczeka. 

 

Niestety perpsektywy mam zerowe, dlatego boję się zostać z kasą na pół roku, muszę sobie zostawić znacznie więcej. Dlatego trudno mi przychodzi przekraczanie kolejnych granic cen mieszkań, a rynek jest fatalny i trudno kupić cokolwiek tańszego, nawet o kilkanaście tys, co nie będzie wielkim rozczarowaniem albo dużym problemem logistycznym (nie mogę mieć prawka - zresztą wtedy dochodziłoby miejsce postojowe :E

Czasem zazdroszczę ludziom mogącym kupić coś pod miastem taniej (no, brak ciepła systemowego jest tutaj niedogodnością, dojazdy czasem pewnie też).

Edytowane przez Zas
Opublikowano
4 minuty temu, hubio napisał(a):

z reguły w umowie masz zawsze 2-3 miesięczny okres odstąpienia. Po za tym jak masz normalnego najemcę to ci dużo wcześniej zasygnalizuje. W końcu po trzecie w Polsce to nawet nie można tak łatwo wyrzucić ludzi co latami nie płacą, a co dopiero płacą. Po czwarte mają wejść przepisy, żeby najem był zawsze na długi czas.

Ja miałem zawsze 1 msc, aczkolwiek jest pewna furtka prawna bo jeśli masz umowę na czas określony, to ten okres wypowiedzenia niby nie obowiązuje, ale ile w tym prawdy to nie sprawdzałem. Tak czy siak może umowy nie przedłużyć. 

 

5 minut temu, hubio napisał(a):

Zaciągamy kredyt na 20 czy 30 lat na kwotę 500000zł, ale spłacamy 1mln czyli 500 000 oddajemy również i też wyrzucamy w błoto.

Mało kto spłaca kredyt przez 30 lat, nawet jeśli bierze na 30 lat.

To policz teraz ile wydasz przez 20-30 lat na czynsz, bo koszt może zdziwić a na kapitału nie masz NIC. 

 

@Zas mieszkając u rodziców to ja bym wolał 30m2 kawalerki i się wynieść.... Ale to ja ;) 

Opublikowano
4 godziny temu, huudyy napisał(a):

ak samo spadki będą* w miastach, które najszybciej się wyludniają - jak np. Łódź, gdzie już w tym momencie jest ponad 8 TYSIĘCY mieszkań w stanie deweloperskim oczekujące na frajera klienta :E przy tak dramatycznym odpływie mieszkańców, to będzie musiało w końcu *ebnąć, bo betonowe złoto mimo że tylko stoi, to jego utrzymanie nawet na pusto również kosztuje. 

Co do Łodzi to się akurat orientuję :) Dzięki temu, że się wyludnia moja mama ma całkiem fajną kawalerkę na wynajmie za 1200zł. Duży pokój, oddzielna duża kuchnia, osobna łazienka, duży przedpokój, duży balkon. Nawet z bratanicą się bawimy tam w chowanie. Co prawda stare budownictwo, ale bardzo fajne mieszkanko. W takiej cenie nie do zdobycia w Warszawie czy Krakowie.

 

Do pracy zdalnej to takie miasta są idealne. Zobaczysz, że teraz się wyludnia, a jak ludzie zaczną bardziej liczyć kasę i ogarniać to się zapełni :) 

Opublikowano

Te kawalerki wcale nie takie tanie, bo jest na nie rynek najmu. I nie ma ich wiele wolnych, a do tego jak już są, to często naparwdę dramat, który musisz wyremontować, a potem i tak będziesz sfrustrowany...

Jasne, mocno rozważałem, ale uznałem, że to nie ma sensu - zamienił stryjek, z poczuciem zamrożonej kasy i że to przecież na chwilę. 

Opublikowano (edytowane)
8 minut temu, galakty napisał(a):

Tak czy siak może umowy nie przedłużyć. 

W przypadku nie przedłużenia to nic nie zmienia. Bo tylko sąd może cię eksmitować. Żaden właściciel nie ma prawa wejść do ciebie na siłę bo to przestępstwo. Musi uzyskać wyrok sądu. A choćby między październikiem a marcem w ogóle eksmisje są prawnie zakazane. Normalny najemca nie sądzę aby z dużym wyprzedzeniem nie sygnalizował braku chęci przedłużenia. To już szybciej może zrobić złośliwy najmujący. Zostawić klucze i tyle.

 

@Zas w tej kawalerce to ja nawet bym upchnął swój TV 75'', kierownicę, komputer, kino domowe. Jedynie musiałbym mieć małe łóżko i jeden segment :) 

Owszem musiała trochę wyremontować kuchnię, ale mamy znajomego złotą rączkę, ale solidny gościu i zrobił wszystko za 1000zł łącznie z ceną materiałów - głównie szafki pod zlewozmywak + farba. Tam nawet podłączył wszystko pod jakieś wejścia w ścianie i musiał coś kuć.

Edytowane przez hubio
Opublikowano
3 minuty temu, Zas napisał(a):

Te kawalerki wcale nie takie tanie, bo jest na nie rynek najmu. I nie ma ich wiele wolnych, a do tego jak już są, to często naparwdę dramat, który musisz wyremontować, a potem i tak będziesz sfrustrowany...

Jasne, mocno rozważałem, ale uznałem, że to nie ma sensu - zamienił stryjek, z poczuciem zamrożonej kasy i że to przecież na chwilę. 

Ale sprzedasz też drożej, a kapitał już byś budował.

 

2 minuty temu, hubio napisał(a):

W przypadku nie przedłużenia to nic nie zmienia. Bo tylko sąd może cię eksmitować. Żaden właściciel nie ma prawa wejść do ciebie na siłę bo to przestępstwo.

Chyba że wynajmie smutnych panów, niejedną historię słyszałem ;) 

Opublikowano (edytowane)

@galakty w perspektywie 20-30 lat to czy sprzedasz drożej czy taniej będzie zależało od tryliona czynników. Wystarczy, że putin zajmie Ukrainę i Polska będzie w strefie wojny to już będzie duży odpływ korpo z Warszawy. Cudzoziemców. Cała gospodarka może polecieć. Do tego może w końcu jakiś rząd zrobi jakieś powszechne programy mieszkaniowe. To zależy od bardzo wielu czynników. A nawet jak tak to raty spłacasz co miesiąc, a nawet jak ci się zwiększy wartość nieruchomości po tych 20-30 latach to pytanie czy nadgoni inflację.

 

A na jednych smutnych panów może wziąć innych smutnych panów :) Oczywiście nikogo absolutnie nie namawiam do bezumownego korzystania z cudzej własności bo to ostatnie k... ale też najemcy nie mogę tak z dnia na dzień nie przedłużyć umowy :) Po za tym co się stanie jak nie przedłuży? Znajdzie się inne. Jedynie koszt przeprowadzki. To jest fajne w najmie, że ci też daje dużą mobilność. Możesz się przenieść gdzie chcesz i nie masz na głowie sprzedaży itp. Natomiast długofalowo rzeczywiście dobrze jest budować sobie kilka nieruchomości. Mój wujek tak robił. Pierwszą kupił. A na następną wziął kredyt i wynajął więc miał tak naprawdę spłacany kredyt przez wynajmującego. Ale i tak miał problemy bo przestawali płacić. Eksmisje itp. To tak naprawdę nie żaden pasywny dochód tylko ciągły stres. Wcale to też nie takie super.

Edytowane przez hubio
Opublikowano
3 minuty temu, hubio napisał(a):

Do pracy zdalnej to takie miasta są idealne. Zobaczysz, że teraz się wyludnia, a jak ludzie zaczną bardziej liczyć kasę i ogarniać to się zapełni :) 

Nie ma tam niczego idealnego, dlatego ludzie nie chcą tam mieszkać. ;)

Życie to nie tylko własny pokój.

 

16 minut temu, hubio napisał(a):

Jedynie mamy perspektywę, że to będzie nasze

Jest nasze od razu ale przede wszystkim długoterminowo wychodzimy finansowo na ogromny plus.

Jeśli społeczeństwo widzi w nieruchomościach najlepszą lokatę kapitału a do tego mamy inflacyjne eldorado i ogromne wydatki to najgorsze co można zrobić to siedzieć i wynajmować.

 

7 minut temu, Zas napisał(a):

Te kawalerki wcale nie takie tanie

To później sprzedasz i kupisz większe, tak realnie to będziesz żałował że od razu nie kupiłeś większego bo tylko straciłeś na tym, to beton trzyma wartość a nie Twoje oszczędności.

Opublikowano

@Wu70 ale kluczowe jest tu właśnie słowo: "długoterminowo"... W ciągu 20 albo 30 lat możesz ciężko zachorować albo może być wojna. Wiem, że jak się ma 20-35 lat to o tym się nie myśli bo człowiek myśli, że zawsze tak będzie. No cóż - jak pisałem - obie opcje mają plusy i minusy... Kiedyś byłem mocnym zwolennikiem kredytu i kupienia. Dzisiaj już tak do końca na to nie patrzę, że to musi być zawsze najlepsze rozwiązanie. I w jednej i w 2 opcji wyrzucimy część pieniędzy.

Opublikowano
14 minut temu, Wu70 napisał(a):

To później sprzedasz i kupisz większe, tak realnie to będziesz żałował że od razu nie kupiłeś większego bo tylko straciłeś na tym, to beton trzyma wartość a nie Twoje oszczędności.

Dlatego wiem, że maksymalnie w tym roku muszę coś kupić... :/

Opublikowano (edytowane)

No tak. Masz rację. Choć spieniężyć to też wcale nie jest łatwo. W dobrej cenie to będziesz sprzedawać nawet i z 5 lat jak mój kolega. No chyba, że ma się farta jak ja, że akurat matka chciała blisko dla córki i zięcia i zszedłem z pierwotnej ceny grosze :) Gdyby nie to to bym się bujał lata :) akurat w zeszłym roku na bieżąco byłem w temacie. Ale w czasie choroby to rzeczywiście za najmniejsze pieniądze. Z tym, że i tak zostajesz z kredytem (o ile można w ogóle sprzedać mieszkanie na kredycie hipotecznym bo nie wiem). No i oczywiście - zakładanie z góry złych scenariuszy nie jest może właściwie, ale trzeba liczyć się ze wszystkim. Po prostu kwestia własności daje o wiele mniejszą elastyczność. A sprawa się mega komplikuje jak bierzesz kredyt wspólny z żoną albo nieruchomość wchodzi w skład majątku wspólnego. Ile ja nie słyszałem historii - nie kocham jej, ale mamy wspólny dom na kredycie i się męczymy bo nie wiemy jak to ruszyć. Sprzedawałem mieszkanie w zeszłym roku i poziom stresu z tym związanego jest naprawdę wysoki. Tak samo mają wynajmujący z lokatorami. Wszystko ma swoje plusy i minusy. 

 

A i jeszcze dodam, że cena wyjściowa była u mnie stosunkowo niska w stosunku do innych (z uwagi na pewne rzeczy, ale dla mnie mega dobra i opłacalna) a i tak nie rzucił się momentalnie tłum. Więc powtarzam - wcale nie jest tak łatwo sprzedać, a ofert są setki jak nie tysiące. I do tego chmary "odwiedzających". Jedna mi nawet klamkę urwała :) A jak jeszcze kiedyś pomagałem sprzedać mieszkanie mamie, ale parę mieszkań wstecz :) To z 1,5 roku przychodzili odwiedzający. A jedna szczerze powiedziała, że ma takie hobby bo lubi oglądać jak ludzie mieszkają :) I wtedy po 1,5 roku trzeba było mocno zjechać z ceny. To jest generalnie katorga z tą sprzedażą mieszkania. Jak ci się wydaje, że nie jest to trudne to się mylisz. Chyba, że dasz 50% normalnej ceny, a i wtedy będą wietrzyli podstęp :) 

 

Najczęściej też przychodzą całe rodziny - z babciami, dziadkami, rodzicami i KAŻDEMU musi się spodobać żeby była decyzja ostateczna. Książki można pisać... A temat pośredników to następna książka :) Wcale nie jest łatwo sprzedać.

Edytowane przez hubio

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

    • Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

  • Popularne tematy

  • Najnowsze posty

    • No ja byłem na pogrzebie, nie raz. W mieście na największym cmentarzu mam kaplicę, gdzie zwykle są nabożeństwa, na kolejnym tak samo. Nie wiem, co się dzieje w przypadku, gdy nabożeństwo jest w rodzinnej parafii zmarłego, ale nie kojarzę praktycznie żadnego kościoła bez parkingu czy placu przed wejściem, poza takimi w ścisłym, zabytkowym centrum, ale zdaje się, że nawet na teren ciasnego starego miasta karawany wyjątkowo mogą wjeżdżać tak samo jak karetki, policja czy zaopatrzenie.   Tutaj sytuacja mimo wszystko jest IMHO specyficzna. O ile dobrze widzę, nie ma bezpośredniego przejścia z kościoła na parking, jeśli już, to przez budynek klasztoru/szkoły (?). Inna opcja to właśnie niesienie trumny wzdłuż Czerniakowskiej do skrzyżowania i potem Nowosielecką do wejścia na parking.   Tak, na wsiach jeszcze jakiś czas temu nosiło się albo i nadal przenosi trumnę z konduktem na cmentarz, jeśli jest blisko kościoła. Ale szczerze mówiąc - jakoś tego w centrum miasta nie widzę.  To nie jest boczna osiedlowa uliczka. I jednocześnie nie jest to pogrzeb z celebrą itp.  Wszystko to nawet jeśli trzeba się zgodzić, że widok trumny to nie jest też nic gorszącego. Ale IMHO wystarczy, że wyniosą ją na przystanek...    No właśnie, skoro już muszą, to albo tam powinien być dopuszczony wjazd obok przystanku (a faktycznie nie ma - wszędzie słupki) albo nie powinno tam być pogrzebów. A jeśli mimo wszystko są...  to na karawan przymknąłbym oko.    Ja wiem, że raz na milion jakieś dziecko będzie akurat biegło do przedszkola - ale to są skrajne przypadki, generalnie nic nikomu nie ma prawa się stać jeśli karawan na pięć minut wjedzie ostrożnie i bardzo powoli na chodnik. A podejrzewam jeszcze, że i pogrzeby nie odbywają się tam masowo?   OK, jasne, dura lex... no ale komentarz mam do tego chyba taki jak większość: Konfitura kiedyś w końcu wyłapie ostry wp...l i, jak tłumaczył klasyk: nie będę popierał, ale zrozumiem. A wcale nie jestem fanem kościelnych jasełek.
    • @Dikson Spotkałem się z takim czymś na początku zeszłego roku na OLX, kilka takich kont zgłosiłem i je zablokowali. Widać, że jest to walka z wiatrakami, najwidoczniej dalej udaje im się oszukiwać ludzi. 
    • Gdzie w końcu kupiłeś?  Ja akurat złotego wolę i nawet w przezroczyste etui wsadzę bo mi się bardziej podoba . 
    • Długo czytałem ten temat bez konta, ale w końcu nadszedł czas na kupno OLEDa. Do tej pory własciwie byłem nastawiony na Asusa PG27UCWM, ale ostatnio też zacząłem się jednak zastanawiać nad QD, a dokładniej Dell AW3426DW. Nastawienie na WOLEDa (czy jak to się tam teraz zwie bez white pixela) było głównie z obawy przed rysami przy czyszczeniu, ale niby w tej najnowszej generacji mocno poprawili wytrzymałość ekranu. Okno mam typowo za samym monitorem, więc z tym nie powinno być problemu, bo wprost na niego nic nie świeci + w razie czego mam rolety. Sam monitor będzie na ramieniu, więc minusy i plusy podstawy tych modeli mnie nie interesują. Mogę prosić o podpowiedzi czy warto iść w QD czy jednak poczekać np. na testy tego Asusa jak już się pojawi? Ew. może popatrzeć na jakieś inne modele QD oprócz tego Della, bo jednak do tej pory siedziałem na IPS 16:9, więc będzie to spory przeskok, ale z drugiej strony wolałbym chyba od razu przejść na 4K. Monitor będzie do grania, przeglądania internetu i okazjonalnego oglądania filmów (chociaż od tego głównie mam LG C4). Z takich dodatkowych rzeczy, to też nie mam zamiaru jakoś bardzo dostosowywać się pod monitor, jak np. ukrywanie paska windows. Mam świadomość, że szybciej się przez to może wypalić. Z góry dzięki za wszelkie podpowiedzi.
    • Szczerze jakiekolwiek podświetlenie za ekranem, nie ważne czy to Ambilight wygląda całkiem dobrze na ekranach LCD z dużą ilością stref, żeby "podreperować" kontrast i zniwelować blooming. Na OLEDach granie, czy oglądanie filmów z takim pierdolnikiem oświetleniowym za ekranem, całkowicie zabija immersje i ten efekt wow OLEDa. Ale to moje zdanie i każdemu może podobać się co innego. Testowałem różne i jak już ktoś chce jakieś oświetlenie za ekranem to ciepłe białe ustawione na jak najniższą jasność. Mowa oczywiście o całkowicie ciemnym pokoju. To drugie stanowisko co wkleił @azgan jeszcze ok jakby wyłączyć te świecące kwiatki i  jasność na minimum. 
  • Aktywni użytkownicy

×
×
  • Dodaj nową pozycję...