Skocz do zawartości

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

@JaycobTak jak pisali wcześniej - biedna wersja Stellara, gdzie tak jak tu chyba każdy element punktowali. Najbardziej jednak śmieszne w tej recenzji jest - koleś wywala praktycznie jeden wielki stos wad, ale na końcu daje z dupy 7/10.

 

Zapytałem Claude'a i GPT 5.6, ile wystawiłyby tej grze na podstawie całej zamieszczonej tutaj recenzji (pominąłem tylko notę końcową)

 

ClaudeNa podstawie tego, co opisujesz, oceniłbym tę grę gdzieś na 5/10 (może 5-5.5 w skali 10-punktowej, czyli coś w rodzaju "przeciętna, z wyraźnymi problemami").

GPT z samego tego fragmentu wynika ocena 5/10, ewentualnie 5,5/10, jeśli zalety są zauważalne, ale nie równoważą problemów. W klasycznej skali 10-punktowej 5/10 oznacza produkcję przeciętną: niekoniecznie złą lub niegrywalną, lecz taką, której trudno wyraźnie polecić poza konkretną grupą fanów.

 

Ludzie powinni się nauczyć, że przyjęta skala ocen jest od 1 do 10, a nie od 6 do 10. 

 

A do samej gry, to nie dziwi mnie że nie dowieźli - przecież robili ją kolesie od Pokemonów, od tego totalnie żałosnego Z-A - jedynego chyba w całej serii, którego mój syn po jednorazowym przejściu unika jak ognia. 

Edytowane przez Element Wojny
  • Like 1
  • Upvote 1
Opublikowano
1 minutę temu, slafec napisał(a):

W sumie zabawne, że jest hejt na pudełka, że to niby przez nie gry wyciekają i są spoilery przed premierą, a tu elegancko na PC piraci grają od jakiegoś czasu i jeszcze recenzji udzielają :E

Nie pierwszy przypadek na Steamie, gdzie gra wyciekła przez preload (wcześniej Pragmata i DS2), ale gruby ma na to wywalone. :E 

Opublikowano (edytowane)

Z tego co słyszałem, twórcy zapomnieli zaszyfrować, jak wrzucali na Steam. Podobna sytuacja była ostatnio z FH6, o ile pamięć mnie nie myli. 

Edytowane przez j4z
Opublikowano

Dla mnie to jest mega komiczne. Dziesiątki, albo wręcz setki ludzi pracują kilka lat nad grą, której development pochłania co najmniej kilkadziesiąt milionów dolarów. I nagle na końcu projektu, kiedy gra jest gotowa, a do wydania kilka dni, ktoś "nieumyślnie" zapomina ją zaszyfrować, wrzuca nieodpowiednie pliki tam gdzie nie trzeba, a gra ląduje w zatoce przed premierą. W dobie coraz większych zabezpieczeń, takich przypadków jest coraz więcej - dosłownie 2 dni temu czytałem artykuł o Netflixie i  "zagubionym filmie" z min. Nicholasem Cage'm, która produkcja kosztowała jakieś 40mln dolarów, a którego gotowa finalna kopia wyparowała, choć film nie ma nawet daty premiery. 

 

Chciałbym wierzyć że to przypadki...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

    • Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.
  • Popularne tematy

  • Najnowsze posty

    • Ale uruchomię na tym Batman Arkham Knight w 4k 60fps lub pożągluję częściami? No właśnie   Intel też potrafi tak idlować, ale po dostrojeniu na odpowiedniej płycie, przynajmniej tyle widziałem w tematach pod NAS.   Gdyby nie to że jeszcze chcę emulować PS3 i mieć sensowne kodowanie h265, wraz z wydajnością <25W to brałbym 5700x3d dawno temu.
    • Mini PC nawet z AMD 8/16 z 780M w idle łykają 6-7W   
    • Trails Through Daybreak ukończone, licznik zatrzymał się na 55 godzinach.   Po zakończeniu sagi Cold Steel prawie 3 lata temu, na którą poświęciłem lekko ponad 600 godzin, okropnie zmęczyłem się tą serią. Było to wyjątkowe doświadczenie - wielowątkowa fabuła, świetni protagoniści, jeszcze lepsi antagoniści, mnóstwo emocji, świetna muzyka - mógłbym tak wymieniać i wymieniać. Z drugiej strony całość była ogromnie długa i momentami przytłaczająca. Łatwo pogubić się w serii, gdzie masz praktycznie 50 postaci pierwszoplanowych i setki drugoplanowych, które przychodzą, odchodzą, wracają i tak w kółko. Moje pierwsze podejście do Daybreak, około 1,5 roku temu, zakończyło się po raptem 5-6 godzinach. Gra wtedy nie zaskoczyła, nie potrafiłem się wbić - chyba przytłoczył mnie początek i dziesiątki nawiązań do poprzednich gier. Teraz jednak spróbowałem raz jeszcze i cholernie się z tego cieszę.   Po raz pierwszy w historii serii Trails przenosimy się do zupełnie nowego regionu - Calvardu. Do tej pory był on często wspominany i omawiany, pojawiały się też postacie go reprezentujące w różnych odsłonach serii, ale na tym właściwie koniec. Nie będę opisywał tutaj fabuły ani występujących postaci, bo tego jest tyle, że mógłbym napisać książkę. Podsumuję więc krótko: nowy protagonista, Van, to obok głównego protagonisty z Crossbell jedna z najciekawszych postaci w całej serii. W końcu dostaliśmy bohatera, który nie jest czarno-biały, tylko jest odbiciem wszystkich odcieni szarości. Fabuła jest naprawdę dobra, ciekawa, angażująca i momentami bardzo emocjonalna. Niektóre wątki oraz historie poboczne są rewelacyjne i zapadają w pamięć, co rzadko zdarza się w JRPG-ach. Choćby historia małej dziewczynki, którą znalazłem pewnej deszczowej nocy przy rzece.   Bez znajomości poprzednich gier moim zdaniem nie ma nawet sensu podchodzić do Daybreak. Jest masa nawiązań, odniesień i powrotów postaci z Sky, Crossbell czy Cold Steel - dla kogoś, kto nie zna tego uniwersum, temat byłby raczej nie do ogarnięcia. Fajne jest jednak to, że powracają głównie postacie drugoplanowe i w żadnym momencie nie próbują rywalizować z Vanem o czas ekranowy. Muzyka jak zawsze trzyma dobry poziom, a grafika - wiadomo, standard Falconu. Za to przez całą grę nie uświadczyłem ani jednego buga, glitcha czy większego problemu, co dziś jest totalną rzadkością. Na ogromny plus zasługują dwie rzeczy. Pierwsza to High Speed Mode - przyspieszenie poruszania się i walk, który przy eksploracji i grindowaniu po prostu ratuje życie. Gdyby go nie było, nie skończyłbym tej gry poniżej 80-90 godzin. Druga to fakt, że naprawdę warto robić questy poboczne. Miało to ogromne przełożenie na wybory w przedostatnim chapterze, a w finale aż miło się robiło, gdy wszystkie postacie, którym wcześniej pomogłem, wracały w różnych momentach, żeby mi podziękować - i to na wiele różnych sposobów. Mega fajnie to zrobili, gratki dla twórców.   Jest jednak jeden ogromny minus, który przynajmniej dla mnie mocno zakłócał odbiór gry i czasami totalnie niszczył immersję. Z powodów budżetowych dubbing został dramatycznie obcięty względem poprzednich odsłon. Questy poboczne w JRPG-ach praktycznie nigdy nie są dubbingowane, więc tutaj nie było zaskoczenia. Bardzo szybko okazało się jednak, że dubbing fabuły głównej jest pocięty kompletnie bez składu i ładu. Setki razy dochodziło do sytuacji, w których podczas cutscenki jedna postać mówiła, a druga miała tylko napisy. W innych scenach było pięć postaci - dwie z dubbingiem, trzy z samymi napisami. Potem robiło się jeszcze gorzej, bo niektóre postacie mówiły na przykład 2–3 początkowe linijki, później przez kolejne 10 były tylko napisy, a na ostatnie 2–3 znowu wracał dubbing. Inne z kolei przez całą scenę miały tylko napisy albo pełny VA. Osoba odpowiedzialna za ten pomysł powinna zmienić zawód. Nigdy wcześniej nie spotkałem się z tak absurdalnie skonstruowanym dubbingiem. Jak już jednak był, to stał na dobrym poziomie.   Zakończenie oczywiście otwiera furtkę do kolejnej części, którą zaraz zacznę. Wiele tajemnic zostało rozwiązanych, ale pojawiło się jeszcze więcej nowych, a pytań, na które nadal nie znamy odpowiedzi, jest ogrom.   Całościowo gra zasługuje moim zdaniem na mocne 8/10, ale za ten dubbing muszę obniżyć ocenę. Finalnie daję jej więc 7,5. 
    • Szukam, szukam i ciągle widzę coś innego    
  • Aktywni użytkownicy

×
×
  • Dodaj nową pozycję...