Skocz do zawartości

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano
2 godziny temu, TmK napisał(a):

Pierwszy raz zacząłem Dragon Age Origins, głównie dla fabuły o której słyszałem wiele dobrego. Walki póki co totalnie nie czuję, ale może się jeszcze przekonam.

Oj czasem jest bardzo trudna nawet na normalnym poziomie, jeśli nie ustawisz sam masy taktyk. Chyba w katakumbach miałem problemy jak od obu stron mnie atakowali a byli odporni na ciosy, tam trzeba było kombinować

  • Upvote 1
Opublikowano

Po skończeniu Gothic Remake, zabrałem się w końcu za coś co budziło wiele kontrowersji, czyli Assassin Creed Shadows.

Po krótkim wstępie Onsuke, gra przedstawia nam historię Naomi i na prawdę gra się dobrze. Ledwo w sumie zacząłem, a oczywiście już mam ze 20 znaczników na skrawku mapy, ale cóż, trzeba będzie je sprawdzić :wariat:

Opublikowano

Fable Anniversary. 

Myślałem, że to gra dla dzieci jakaś, ale naprawdę się gra w to super. Coś tam walczysz mieczem, łukiem i magią, coś tam eksplorujesz, gadasz sobie z ludźmi, wykonujesz misje. Bajkowy klimat. W sumie fajna odskocznia od ciężkich gier. A grałem z 9h pod rząd więc wleciało nieźle.

  • Like 2
Opublikowano

Sprawdziłem open betę Mortal Shell 2 i choć czuć większy rozmach to nadal zawodzą podstawy - system poruszania wybija z rytmu, kamera za blisko postaci (to akurat można skorygować) i ogólnie nie czuć uderzeń. Na tle pozostałych klonów soulslike jak LotF, LoP wypada słabo.

  • Upvote 1
Opublikowano

Także nie jestem przekonany.

Walka niby została poprawiona względem jedynki, ale wciąż widzę braki - przeciwnicy jakoś dziwnie latają i nie czuć wagi uderzeń. Parowanie wydaje się zbyt hojne.
 

Nie podoba mi się też, że świat jest tak podzielony na strefy, a w nich upchnięto jakieś dodatkowe wyzwania. Dla mnie soulslike to, poza samą walką, przede wszystkim świetny level design i spójność świata: jakieś skróty, ukryte przejścia do innych biomów. Tutaj w ogóle tego nie czuć. Świat sprawia wrażenie mocno poszatkowanego.
 

"Ogniska" mają dodatkowe wyzwania? Dziwny pomysł, a tym bardziej że w każdej z nich jest może z trzech przeciwników. Nie lubię takich zapychaczy.
 

Bossowie - ja nawet nie wiem, czy to w ogóle byli bossowie. Wyglądali jak zwykłe moby z innych gier, tylko z wydłużonym paskiem życia. Ich design był dość generyczny. 
 

Główny hub to okropny korytarz, w którym wszystko wyglądało tak samo, łatwo się tam pogubić.
Nie podobają mi się "wspomnienia" z dawnego życia?, które trzeba przejść. Ja chcę grać w soulsy, a nie jaką narracyjną grę. Ogólnie uważam, że za dużo dialogów jest jak na ten gatunek.

Na plus optymalizacja - działa to bardzo ładnie, ale szczerze mówiąc to oprawa nie zachwyca, słabej jakości tekstury, mało detali i najebali bloomu, że aż oczy wypala. Momentami jest za ciemno, a momentami za jasno.

Poprawiono sporo względem jedynki, ale czy wystarczająco? Moim zdaniem nie. Zero hajpu na ten moment i prędzej ogram The Lords of the Fallen 2 niż to. A MS2 spróbuje w abonamencie może.

  • Upvote 1
Opublikowano

Trails Through Daybreak ukończone, licznik zatrzymał się na 55 godzinach.

 

Po zakończeniu sagi Cold Steel prawie 3 lata temu, na którą poświęciłem lekko ponad 600 godzin, okropnie zmęczyłem się tą serią. Było to wyjątkowe doświadczenie - wielowątkowa fabuła, świetni protagoniści, jeszcze lepsi antagoniści, mnóstwo emocji, świetna muzyka - mógłbym tak wymieniać i wymieniać. Z drugiej strony całość była ogromnie długa i momentami przytłaczająca. Łatwo pogubić się w serii, gdzie masz praktycznie 50 postaci pierwszoplanowych i setki drugoplanowych, które przychodzą, odchodzą, wracają i tak w kółko. Moje pierwsze podejście do Daybreak, około 1,5 roku temu, zakończyło się po raptem 5-6 godzinach. Gra wtedy nie zaskoczyła, nie potrafiłem się wbić - chyba przytłoczył mnie początek i dziesiątki nawiązań do poprzednich gier. Teraz jednak spróbowałem raz jeszcze i cholernie się z tego cieszę.

 

Po raz pierwszy w historii serii Trails przenosimy się do zupełnie nowego regionu - Calvardu. Do tej pory był on często wspominany i omawiany, pojawiały się też postacie go reprezentujące w różnych odsłonach serii, ale na tym właściwie koniec. Nie będę opisywał tutaj fabuły ani występujących postaci, bo tego jest tyle, że mógłbym napisać książkę. Podsumuję więc krótko: nowy protagonista, Van, to obok głównego protagonisty z Crossbell jedna z najciekawszych postaci w całej serii. W końcu dostaliśmy bohatera, który nie jest czarno-biały, tylko jest odbiciem wszystkich odcieni szarości. Fabuła jest naprawdę dobra, ciekawa, angażująca i momentami bardzo emocjonalna. Niektóre wątki oraz historie poboczne są rewelacyjne i zapadają w pamięć, co rzadko zdarza się w JRPG-ach. Choćby historia małej dziewczynki, którą znalazłem pewnej deszczowej nocy przy rzece.

 

Bez znajomości poprzednich gier moim zdaniem nie ma nawet sensu podchodzić do Daybreak. Jest masa nawiązań, odniesień i powrotów postaci z Sky, Crossbell czy Cold Steel - dla kogoś, kto nie zna tego uniwersum, temat byłby raczej nie do ogarnięcia. Fajne jest jednak to, że powracają głównie postacie drugoplanowe i w żadnym momencie nie próbują rywalizować z Vanem o czas ekranowy. Muzyka jak zawsze trzyma dobry poziom, a grafika - wiadomo, standard Falconu. Za to przez całą grę nie uświadczyłem ani jednego buga, glitcha czy większego problemu, co dziś jest totalną rzadkością. Na ogromny plus zasługują dwie rzeczy. Pierwsza to High Speed Mode - przyspieszenie poruszania się i walk, który przy eksploracji i grindowaniu po prostu ratuje życie. Gdyby go nie było, nie skończyłbym tej gry poniżej 80-90 godzin. Druga to fakt, że naprawdę warto robić questy poboczne. Miało to ogromne przełożenie na wybory w przedostatnim chapterze, a w finale aż miło się robiło, gdy wszystkie postacie, którym wcześniej pomogłem, wracały w różnych momentach, żeby mi podziękować - i to na wiele różnych sposobów. Mega fajnie to zrobili, gratki dla twórców.

 

Jest jednak jeden ogromny minus, który przynajmniej dla mnie mocno zakłócał odbiór gry i czasami totalnie niszczył immersję. Z powodów budżetowych dubbing został dramatycznie obcięty względem poprzednich odsłon. Questy poboczne w JRPG-ach praktycznie nigdy nie są dubbingowane, więc tutaj nie było zaskoczenia. Bardzo szybko okazało się jednak, że dubbing fabuły głównej jest pocięty kompletnie bez składu i ładu. Setki razy dochodziło do sytuacji, w których podczas cutscenki jedna postać mówiła, a druga miała tylko napisy. W innych scenach było pięć postaci - dwie z dubbingiem, trzy z samymi napisami. Potem robiło się jeszcze gorzej, bo niektóre postacie mówiły na przykład 2–3 początkowe linijki, później przez kolejne 10 były tylko napisy, a na ostatnie 2–3 znowu wracał dubbing. Inne z kolei przez całą scenę miały tylko napisy albo pełny VA. Osoba odpowiedzialna za ten pomysł powinna zmienić zawód. Nigdy wcześniej nie spotkałem się z tak absurdalnie skonstruowanym dubbingiem. Jak już jednak był, to stał na dobrym poziomie.

 

Zakończenie oczywiście otwiera furtkę do kolejnej części, którą zaraz zacznę. Wiele tajemnic zostało rozwiązanych, ale pojawiło się jeszcze więcej nowych, a pytań, na które nadal nie znamy odpowiedzi, jest ogrom.

 

Całościowo gra zasługuje moim zdaniem na mocne 8/10, ale za ten dubbing muszę obniżyć ocenę. Finalnie daję jej więc 7,5. 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

    • Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

×
×
  • Dodaj nową pozycję...