Skocz do zawartości

Demografia Polski - System Emerytalny


Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano
Cytat

Tylko 233 miejscowości w Polsce mają przyrost naturalny. Jest coś charakterystycznego

Kryzys demograficzny nie tylko nie stoi za drzwiami, ale już jest tutaj, rozgościł się w Polsce na dobre. Coraz więcej osób przechodzi na emeryturę, a coraz mniej pracuje na ich utrzymanie. System emerytalny wymagać będzie co roku około 10 mld zł dodatkowych środków z budżetu państwa, wynika z prognoz ZUS. Na mapie Polski jest jednak 233 miejscowości (w tym dzielnic), w których sytuacja jest odmienna i ludzi rodzi się więcej, niż umiera. Może patrząc na miejsca, gdzie kryzysu nie ma, da się stwierdzić, czego brakuje, żeby krachu nie było? Sprawdźmy, co wspólnego ze sobą mają miejsca o największym przyroście naturalnym.

https://businessinsider.com.pl/gospodarka/tylko-233-miejscowosci-w-polsce-maja-przyrost-naturalny-jest-cos-charakterystycznego/pj0fwme

Opublikowano

Trzeba wrócić do egzaminów wstępnych. Niech na studia idą ci co mają potencjał. To samo dotyczy etapu szkoła zawodowa a szkoła średnia.

Wtedy mniej było by kwiatków gdzie byli studencie zatrudniani są do prostych prac, bo nie ma narybku z zawodówek. W ten sposób pracę często wykonują ludzie zupełnie do tego nie przygotowani.

Opublikowano

Na studia medyczne mamy limity, bo nie ma kto uczyć. Uczelnie nie są w stanie przerobić więcej studentów. Ale humanistów produkować możemy w opór 😅 Bo byle magister humanista może prowadzić zajęcia ze slajdów. 

3 godziny temu, adashi napisał(a):

Egzaminy wstępne na gównokierunki nie mają sensu. Można by do nich wrócić na wybranych lepszych uczelniach, no ale przecież równość, wyrównywanie szans i tak dalej.

Lepsze uczelnie i tak mają więcej chętnych niż są w stanie przyjąć. Problemem są te gorsze, które kończy w terminie każdy kto ich w trakcie nie rzuci. Bez wysiłku. Na tych uczelniach nie ma problemu z nadmiarem studentów, bo zajęcia może prowadzić każdy. 

Opublikowano
2 godziny temu, michasm napisał(a):

Problemem są te gorsze, które kończy w terminie każdy kto ich w trakcie nie rzuci. Bez wysiłku. Na tych uczelniach nie ma problemu z nadmiarem studentów, bo zajęcia może prowadzić każdy. 

Kiedyś było to samo. 20 lat temu kończyłem jakąś 2 letnią g* szkołę, zaocznie, totalna strata czasu ... i był egzamin techniczny, który z całego roku tylko ja zdałem. Nauczyciele przez 2 lata mieli wywalone i tak samo na egzaminie.

Opublikowano
3 godziny temu, michasm napisał(a):

Na studia medyczne mamy limity, bo nie ma kto uczyć. Uczelnie nie są w stanie przerobić więcej studentów.

Ja akurat znam to z trochę innej strony. Studentów jest tak mało, że puszczają ich jak leci, robią "endziesiąte" terminy byle tylko nie oblali. Za te paręnaście lat nie wiadomo czy bezpieczniej nie będzie się u Ukraińców bez papierów leczyć ;) 

Opublikowano (edytowane)
34 minuty temu, Suchy211 napisał(a):

Nie wiem, "za mich czasów" w mojej uczelnie przez sito odpadało kilkadziesiąt procent przed końcem studiów. Nie pamiętam teraz jednak czy do było bliżej 30, 50 czy 70%.

Na uniwerku w Szczecinie egzaminy bez nauki zaliczał osoby, których nigdy nie było na wykładach 😂 kierunek zarządzanie. 

Edytowane przez michasm
Opublikowano

Heh to się zapisz na jakieś studia i sam zobaczysz ten "wysoki poziom"

Kiedyś tylko prywatne walczyły o studenta, teraz państwowym też zależy żeby mieli kogo uczyć....

Co do unikania poboru to nie trzeba było na studia się zapisywać byle "szkoła policealna" wystarczała.

Opublikowano

Jest niższy poziom ze względu na mniejszą rywalizację i to nie tylko na studiach ale i w szkołach średnich.
Słowo klucz demografia.

20 lat temu ludzie bili się o miejsca w szkołach, 10 lat temu nawet średni uczniowie dostawali się do lepszych szkól może nie najlepszych ale lepszych.
Obecnie uczelnie ściągają studentów z za granicy i biją się o rodzimych.
Za tych zza granicy jest więcej pieniędzy.
Uczeń lub student to kasa dla szkoły.

Ich nie będzie to nie będzie szkoły. Kompleks budynków, infrastruktura,  ludzie zatrudnieni w szkołach.
Miasto w takiej sytuacji ma kłopot.

Opublikowano

Uczelnie mają płacone od studenta, a nie za poziom nauczania. Są wysyczne jakie mają być przedmioty. Nikt nie mówi czego dokładnie mają tam uczyć. 

Jeszcze za moich czasów typowym zagraniem uczelni było fizyczne uniemożliwienie złożenia pracy w terminie co wiązało się z utrzymaniem statusu studenta na następny semestr. Czyli więcej kasy dla uczelni. 

Wymagający program nauczania czy egzaminy i kolokwia, na które trzeba się uczyć skutecznie zniechęcają studentów. 

Teraz każdy ma magistra w moim wieku. Humana skończył ten co robi na taśmie i ten co jest programistą. 

Opublikowano (edytowane)
18 godzin temu, Camis napisał(a):

Takie Dopiewo czy Komorniki to przyrost jest, bo ludzie się tam przeprowadzają nie tylko z Poznania ale i z moich stron by być bliżej roboty więc jak są młodzi (ogarnięci życiowo i nie biedni) to i dzieci się pojawiają, bo są warunki bytowe. Ale takim sposobem spada dzietność w samym Poznaniu czy z miasta 40-50km dalej jak u mnie. Proste, ludzie idą tam gdzie jest dobrze, wygodnie i są perspektywy.

Edytowane przez blabla123
Opublikowano
20 godzin temu, michasm napisał(a):

Przy obecnym modelu finansowania uczelni "płatne per student" prestiżowym uczelniom jest ciężko konkurować z uczelniami, które można skończyć w terminie bez jakiejkolwiek nauki, a opłacanie takich studiów przez państwo to rozdawnictwo.

Ty widzisz rozdawnictwo, a inwestycje w społeczeństwo.

Na drogach warto by postawić kontrolerów co będą pytać gdzie i po co kto jedzie, bo utrzymanie dróg to kupa kasy i po co wydawać kasę na tych co je rozjeżdżają dla przyjemności, czy po jakieś głupoty.

Opublikowano
10 godzin temu, 209458 napisał(a):

Ty widzisz rozdawnictwo, a inwestycje w społeczeństwo.

Na drogach warto by postawić kontrolerów co będą pytać gdzie i po co kto jedzie, bo utrzymanie dróg to kupa kasy i po co wydawać kasę na tych co je rozjeżdżają dla przyjemności, czy po jakieś głupoty.

Po prostu nie widzę sensu w opłacanie studiów nie przydatnych na rynku pracy osoba, które te studia nie interesują i są na nich tylko dlatego, że są łatwe i nic z nich nie wyniosą. 

Jakby były zgodne z zainteresowaniami danego studenta to spoko nawet jak poziom jest żenująco niski, bo może lepszych w danym mieście niema. 

Jakby dany student wyciągnął jakąś wiedzę lub się rozwinął dzięki studiom w jakikolwiek sposób, nawet mimowolnie, bo ma to gdzieś, ale musiał się uczyć, aby zdać, to też spoko. 

Po prostu nie rozumiem po co płacić za studia studentom, których one w ogóle nie interesują, nie muszą się uczyć, aby je skończyć, niczego z nich nie wyniosą i nawet na papierze nigdy nie dadzą mu możliwości podjęcia ciekawej pracy. Studiują tylko dlatego, bo wszyscy coś studiują albo rodzice chcą, aby poszli na byle jakie studia. 

 

Masa osób kończy filologię niemiecką, bo myśleli, że nauczą się tam języka niemieckiego za free! Ale tego tam nie uczą! Ale jak już zaczęli to skończyli. 

Co dają takie studia osobie, która ma gdzieś niemiecką kulturę i literaturę? 

Opublikowano (edytowane)

@GordonLamemanod osoby, która te studia skończyła. 

 

Fililogia niemiecka nie wymaga znajomości języka. Literatura niemiecka przerabiana jest w wersji polskiej. 

 

Po prostu studenci mieli nadzieję, że na tych studiach będą głównie uczyć się języka. 

Edytowane przez michasm
Opublikowano

Właśnie. Nawet jak ktoś pójdzie na słabą uczelnie z zamiarem jednak nauczenia się czegoś, na przykład niemieckiego, to jednak na sensownym poziomie się go nauczy. To nie jest przecież tak, że na zajęciach na tych uczelniach gra siew pasjansa czy cs'a.

Opublikowano

To wygląda jak normalizacja jakichś ekstremów - ale przypadki takie były, są i będą - i to nie tylko na filologiach. Znam przypadek pani inżynier, która jakoś tak się przeturliwała z roku na rok na studiach technicznych (!) uczelni raczej nie topowej, ale jednak technicznej. Wicie rozumicie, miała dużo poprawek ustnych, urodziwa była, zdecydowana większość prowadzących była mężczyznami, a niewiasta miała kolana giętkie, a usta chętne... ;) 

Opublikowano
3 minuty temu, michasm napisał(a):

@GordonLamemanod osoby, która te studia skończyła. 

 

Fililogia niemiecka nie wymaga znajomości języka. Literatura niemiecka przerabiana jest w wersji polskiej. 

 

Po prostu studenci mieli nadzieję, że na tych studiach będą głównie uczyć się języka. 

Skoro znasz taką jedną osobę to czemu ekstrapolujesz to na cały kierunek? Skąd „masa” takich?

 

Czemu ta literatura miałaby być analizowana w oryginale? :E 

Opublikowano (edytowane)

@Suchy211ale filologia to nie jest jakaś wzmożona nauka języka. Języków obcych tam jest tyle godzin co wszędzie i na filologii niemieckiej możesz się uczyć wyłącznie hiszpańskiego jeśli masz ochotę. 

@GordonLamemanosoba którą znam chciała to studiować. Jej zdaniem to większość studentów poszła ta, aby uczyć się języka. Pozostałych studentów. Nie ona sama. 

11 minut temu, jagular napisał(a):

To wygląda jak normalizacja jakichś ekstremów - ale przypadki takie były, są i będą - i to nie tylko na filologiach. Znam przypadek pani inżynier, która jakoś tak się przeturliwała z roku na rok na studiach technicznych (!) uczelni raczej nie topowej, ale jednak technicznej. Wicie rozumicie, miała dużo poprawek ustnych, urodziwa była, zdecydowana większość prowadzących była mężczyznami, a niewiasta miała kolana giętkie, a usta chętne... ;) 

Uczelnia techniczna przynajmniej być może jako papier umożliwi jej podjęcie jakiejś pracy. Ludzie po filologii nie szukają pracy z tym związanej tylko pracują jako trener personalny na siłowni, programują, pracują na stacji benzynowej. Ta filologia niczego im nie da. No chyba, że kogoś to faktycznie zainteresuje w trakcie studiów. Takie osoby też na pewna są. Wątpię, że większość, ale chociaż garstka. 

9 minut temu, GordonLameman napisał(a):

Czemu ta literatura miałaby być analizowana w oryginale? :E 

No bo myśleli, że będą się uczyć niemieckiego 🤣 a na ostatnim roku na zajęciach prowadzący próbował rozmawiać z nimi po niemiecku to się okazało, że prawie nikt po niemiecku nie rozmawia. 

Edytowane przez michasm
Opublikowano (edytowane)

@michasm

No nie wiem, sam pamiętam czasy (nie tak dawno, 10 lat wstecz) kiedy korporacje szukały a choćby i małpy, byle z wysoką znajomością wymaganego języka obcego. Nauka języka w stopniu zaawansowanym trwa dość długo. Nauka księgowania na przykład jednego typu należności dość krótko. Pamiętam że część moich znajomych w okresie studiów zatrudniały się w centrach usług wzajemnych za przyzwoitą kasę, a kluczowym wymogiem był płynny angielski.

Może nic się nie zmieniło, nie wiem, przestałem to śledzić.

Edytowane przez Suchy211

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

    • Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

  • Popularne tematy

  • Najnowsze posty

    • No ja byłem na pogrzebie, nie raz. W mieście na największym cmentarzu mam kaplicę, gdzie zwykle są nabożeństwa, na kolejnym tak samo. Nie wiem, co się dzieje w przypadku, gdy nabożeństwo jest w rodzinnej parafii zmarłego, ale nie kojarzę praktycznie żadnego kościoła bez parkingu czy placu przed wejściem, poza takimi w ścisłym, zabytkowym centrum, ale zdaje się, że nawet na teren ciasnego starego miasta karawany wyjątkowo mogą wjeżdżać.   Tutaj sytuacja mimo wszystko jest IMHO specyficzna. O ile dobrze widzę, nie ma bezpośredniego przejścia z kościoła na parking, jeśli już, to przez budynek klasztoru/szkoły (?). Inna opcja to właśnie niesienie trumny wzdłuż Czerniakowskiej do skryżowania i potem Nowosielecką do wejścia na parking.   Tak, na wsiach jeszcze jakiś czas temu nosiło się albo i nadal przenosi trumnę z konduktem na cmentarz, jeśli jest blisko kościoła. Ale szczerze mówiąc - jakoś tego w centrum miasta nie widzę.  Albo tam powinien być dopuszczony wjazd obok przystanku (a faktycznie nie ma - wszędzie słupki - i jest tam przystanek) albo nie powinno tam być pogrzebów. Skoro już jednak są, to na karawan przymknąłbym oko.  Ja wiem, że raz na milion jakieś dziecko akurat - ale to są skrajne przypadki, generalnie nic nikomu nie ma prawa się stać jeśli karawan na pięć minut wjedzie na chodnik. A podejrzewam jeszcze, że i pogrzeby nie odbywają się tam masowo?   OK, jasne, dura lex... no ale komentarz mam do tego chyba taki jak większość - Konfitura kiedyś w końcu wyłapie ostry wp...l i, jak tłumaczył klasyk: nie będę popierał, ale zrozumiem. A wcale nie jestem fanem kościelnych jasełek.
    • @Dikson Spotkałem się z takim czymś na początku zeszłego roku na OLX, kilka takich kont zgłosiłem i je zablokowali. Widać, że jest to walka z wiatrakami, najwidoczniej dalej udaje im się oszukiwać ludzi. 
    • Gdzie w końcu kupiłeś?  Ja akurat złotego wolę i nawet w przezroczyste etui wsadzę bo mi się bardziej podoba . 
    • Długo czytałem ten temat bez konta, ale w końcu nadszedł czas na kupno OLEDa. Do tej pory własciwie byłem nastawiony na Asusa PG27UCWM, ale ostatnio też zacząłem się jednak zastanawiać nad QD, a dokładniej Dell AW3426DW. Nastawienie na WOLEDa (czy jak to się tam teraz zwie bez white pixela) było głównie z obawy przed rysami przy czyszczeniu, ale niby w tej najnowszej generacji mocno poprawili wytrzymałość ekranu. Okno mam typowo za samym monitorem, więc z tym nie powinno być problemu, bo wprost na niego nic nie świeci + w razie czego mam rolety. Sam monitor będzie na ramieniu, więc minusy i plusy podstawy tych modeli mnie nie interesują. Mogę prosić o podpowiedzi czy warto iść w QD czy jednak poczekać np. na testy tego Asusa jak już się pojawi? Ew. może popatrzeć na jakieś inne modele QD oprócz tego Della, bo jednak do tej pory siedziałem na IPS 16:9, więc będzie to spory przeskok. Monitor będzie do grania, przeglądania internetu i okazjonalnego oglądania filmów (chociaż od tego głównie mam LG C4). Z takich dodatkowych rzeczy, to też nie mam zamiaru jakoś bardzo dostosowywać się pod monitor, jak np. ukrywanie paska windows. Mam świadomość, że szybciej się przez to może wypalić. Z góry dzięki za wszelkie podpowiedzi.
    • Szczerze jakiekolwiek podświetlenie za ekranem, nie ważne czy to Ambilight wygląda całkiem dobrze na ekranach LCD z dużą ilością stref, żeby "podreperować" kontrast i zniwelować blooming. Na OLEDach granie, czy oglądanie filmów z takim pierdolnikiem oświetleniowym za ekranem, całkowicie zabija immersje i ten efekt wow OLEDa. Ale to moje zdanie i każdemu może podobać się co innego. Testowałem różne i jak już ktoś chce jakieś oświetlenie za ekranem to ciepłe białe ustawione na jak najniższą jasność. Mowa oczywiście o całkowicie ciemnym pokoju. To drugie stanowisko co wkleił @azgan jeszcze ok jakby wyłączyć te świecące kwiatki i  jasność na minimum. 
  • Aktywni użytkownicy

×
×
  • Dodaj nową pozycję...