Skocz do zawartości

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)
17 minut temu, Petru23 napisał(a):

To tak szeroki temat że nie mam zamiaru rozmawiać z kims, kto zielonego pojęcia o tym nie ma ;)

Jeśli dyskutujesz z lustrem to się z tym całkowicie zgadzam. 

 

@ITHardwareGPT

Wyjaśnij jaki ma wpływ stała temperatura 24C w domu w sezonie zimowym na układ odpornościowy niemowlaków i dzieci. 
Jakie są wyniki badań i wpływ takiej temperatury na układ odpornościowy dzieci

Czy sen w takiej temperaturze wpływa na układ odpornościowy?

W jakiej temperaturze najlepiej regenerują się komórki odpornościowe podczas snu ?

 

Edytowane przez DjXbeat
Opublikowano (edytowane)
12 minut temu, DjXbeat napisał(a):

Jeśli dyskutujesz z lustrem to się z tym całkowicie zgadzam. 

 

@ITHardwareGPT

Wyjaśnij plastusiowi jaki ma wpływ stała temperatura 24C na układ odpornościowy niemowlaków i dzieci. 
Jakie są wyniki badań i wpływ takiej temperatury na układ odpornościowy dzieci

 

Inaczej, zgodnie z faktami. A nie już do 24C na urosło.

@ITHardwareGPT wyjaśnij Plastusiowi jaki wplyw w warunkach rzeczywistych uzytkownaia mieszkania przy typowym trybie życia rodziny (praca, przedszkole) ma wpływ średnia różnica 3C temp w mieszkaniu na rozwój układu immunologicznego dziecka w wieku przedszkolnym. Uwzględnij rzeczywiste możliwości utrzymania zadanej tmep w kontekście rocznym i wpływ takiego czynnika na układ immunologiczny dziecka w oparciu o dostępne źródła przede wszystkim naukowe. Mówimy o okolicach 20C a nie skrajnych przetrwania Idziego organizmu. Odnieś to do preferencji odczucia optymalnej temp w domu. Jak się ma utrzymanie 20C wobec 23C w kontekście odporności dziecka uwzględniając powyższe.

 

Aha, postaraj się ubrać ten czynnik w procentową wartosc (różnica 3st C w obszarze ok 20C - temp pokojowa) w stosunku do innych czynników wpływających na kształtowanie się układu immunologicznego dziecka. Czyli postaraj się podać jak procentowo różnica 3st C wpływa na odporność w kontekście wszystkich innych czynników.

;)

 

Edit

@DjXbeat to już zawężasz do sezonu zimowego? :hahaha:

 

 

Edytowane przez Petru23
Opublikowano
@DjXbeat 24°C „na stałe” to nie jest magiczny przycisk „odporność OFF” – i tu większość ludzi myli *odporność* z *ekspozycją na wirusy + przesuszeniem powietrza + przegrzewaniem*. A przy okazji: zamiast „plastusiów” lepiej jechać po danych, bo wtedy dyskusja ma sens.

TL;DR:
- Nie ma solidnych badań, że *konkretnie* stałe 24°C u dzieci „osłabia układ odpornościowy”. WHO nawet robiło przegląd pod próg 24°C i wyszło: za mało twardych danych, żeby z tego zrobić normę zdrowotną.
- Są za to mocne dane, że zimne/wilgotne domy (zwłaszcza poniżej ~18°C) = więcej problemów oddechowych/infekcji/absencji u dzieci, a ocieplenie/ogrzewanie te problemy zmniejsza.
- Dla niemowląt w czasie snu 24°C to zwykle za ciepło: zalecenia „safe sleep” idą w okolice 16–20°C i naciskają na unikanie przegrzewania (czynnik ryzyka SIDS).
- Jeśli ktoś ma w domu 24°C zimą i dzieci „ciągle chore”, to częściej winne jest suche powietrze + słaba wentylacja + więcej siedzenia w środku, a nie „rozleniwiony układ odpornościowy”.

Spoiler


## 1) Niemowlęta: 24°C a przegrzewanie i SIDS (to nie „odporność”, tylko bezpieczeństwo snu)
- UK The Lullaby Trust podaje jako „idealną” temp. snu niemowlaka 16–20°C i podkreśla ryzyko przegrzewania. (The Lullaby Trust – room temperature)
- AAP (American Academy of Pediatrics) w wytycznych 2022 mówi wprost: unikaj przegrzewania i okrywania głowy, ale zaznacza, że definicje „przegrzania” w badaniach są różne, więc nie daje jednej liczby. (AAP 2022 – Sleep-Related Infant Deaths)
- Dane epidemiologiczne pokazują związek wyższych temperatur z większym ryzykiem SIDS (głównie na podstawie temperatur zewnętrznych/upałów), np. duża analiza USA: wzrost temp. tego samego dnia w lecie = wzrost ryzyka SIDS. (Jhun et al. – Ambient Temperature and SIDS)

Wniosek praktyczny: 24°C w sypialni niemowlaka w nocy jest „po tej cieplejszej stronie” i wymaga mega ostrożności z ubraniem/śpiworkiem. To jest temat *bezpiecznego snu*, nie „hartowania odporności”.

## 2) Dzieci (starsze): co mówią badania o temperaturze w domu i infekcjach/oddechówce
Tu badania są dużo mocniejsze… ale dotyczą głównie tego, że za zimno i wilgotno szkodzi, a poprawa warunków pomaga:
- Klastrowe RCT ocieplania domów (Nowa Zelandia): po ociepleniu było cieplej/suszej, mniej pleśni i mniej objawów oddechowych, w tym u dzieci, + mniej absencji szkolnej. (Howden‑Chapman et al., BMJ 2007)
- RCT poprawy ogrzewania u dzieci z astmą: mniej objawów (kaszel/świsty), mniej absencji, lepszy komfort. (Howden‑Chapman et al., BMJ 2008)
- Kohorta z Japonii: samo „ogrzewanie sypialni” korelowało z mniejszą liczbą infekcji u dzieci (uwaga: nie mierzono dokładnej temperatury, więc to nie jest „24°C działa/nie działa”, tylko „nie siedź w zimnej sypialni”). (Miyake et al.)

Wniosek: jak już temperatura ma „robić robotę” zdrowotnie, to głównie przez to, że nie jest zimno/wilgotno (mniej drażnienia dróg oddechowych, mniej pleśni, lepszy sen).

## 3) „Stałe 24°C” i odporność: co wiemy, a czego NIE wiemy
- WHO rozważało próg 24°C w przeglądzie dot. „high indoor temperatures”, ale wyszło: brak wystarczających bezpośrednich dowodów, by powiedzieć „>24°C = konkretne szkody zdrowotne” (stąd zalecenia są ostrożnościowe i warunkowe). (WHO – High indoor temperatures)
- Jednocześnie WHO ma twardą rekomendację od drugiej strony: w klimacie umiarkowanym/zimnym minimum 18°C zimą jako próg bezpieczeństwa zdrowotnego. (WHO – Housing & Health guidelines, Table)

Czyli: 24°C nie ma „wyroku”, ale też nie jest „must have”.

## 4) Najczęstszy „killer” zimą: wilgotność + wentylacja, nie sama temperatura
W sezonie grzewczym podbijanie temperatury często zjeżdża z wilgotnością (suche powietrze) i pogarsza komfort błon śluzowych → większa podatność na infekcje. Przegląd o wilgotności i infekcjach wirusowych dobrze to opisuje i często przewija się zakres ~40–60% RH jako sensowny kompromis. (Mayo Clinic Proc. – Indoor Environment and Viral Infections)

---

### Jak to streścić „dla plastusia” jednym zdaniem:
24°C samo w sobie nie ma dowodu, że „psuje odporność”, ale w sypialni niemowlaka może być za ciepło (safe sleep), a zimą większą robotę robi wilgotność i wentylacja niż sama cyfra na termostacie.



Jeśli doprecyzujesz, czy chodzi o 24°C w sypialni niemowlaka w nocy czy 24°C w całym domu cały dzień (i jaka wilgotność), to da się to jeszcze bardziej „punktowo” rozebrać na czynniki pierwsze.

gpt-5.2-2025-12-11

Opublikowano (edytowane)
12 minut temu, ITHardwareGPT napisał(a):

@DjXbeat 24°C „na stałe” to nie jest magiczny przycisk „odporność OFF” – i tu większość ludzi myli *odporność* z *ekspozycją na wirusy + przesuszeniem powietrza + przegrzewaniem*. A przy okazji: zamiast „plastusiów” lepiej jechać po danych, bo wtedy dyskusja ma sens.

TL;DR:
- Nie ma solidnych badań, że *konkretnie* stałe 24°C u dzieci „osłabia układ odpornościowy”. WHO nawet robiło przegląd pod próg 24°C i wyszło: za mało twardych danych, żeby z tego zrobić normę zdrowotną.
- Są za to mocne dane, że zimne/wilgotne domy (zwłaszcza poniżej ~18°C) = więcej problemów oddechowych/infekcji/absencji u dzieci, a ocieplenie/ogrzewanie te problemy zmniejsza.
- Dla niemowląt w czasie snu 24°C to zwykle za ciepło: zalecenia „safe sleep” idą w okolice 16–20°C i naciskają na unikanie przegrzewania (czynnik ryzyka SIDS).
- Jeśli ktoś ma w domu 24°C zimą i dzieci „ciągle chore”, to częściej winne jest suche powietrze + słaba wentylacja + więcej siedzenia w środku, a nie „rozleniwiony układ odpornościowy”.

 

 

 

  Pokaż ukrytą zawartość


## 1) Niemowlęta: 24°C a przegrzewanie i SIDS (to nie „odporność”, tylko bezpieczeństwo snu)
- UK The Lullaby Trust podaje jako „idealną” temp. snu niemowlaka 16–20°C i podkreśla ryzyko przegrzewania. (The Lullaby Trust – room temperature)
- AAP (American Academy of Pediatrics) w wytycznych 2022 mówi wprost: unikaj przegrzewania i okrywania głowy, ale zaznacza, że definicje „przegrzania” w badaniach są różne, więc nie daje jednej liczby. (AAP 2022 – Sleep-Related Infant Deaths)
- Dane epidemiologiczne pokazują związek wyższych temperatur z większym ryzykiem SIDS (głównie na podstawie temperatur zewnętrznych/upałów), np. duża analiza USA: wzrost temp. tego samego dnia w lecie = wzrost ryzyka SIDS. (Jhun et al. – Ambient Temperature and SIDS)

Wniosek praktyczny: 24°C w sypialni niemowlaka w nocy jest „po tej cieplejszej stronie” i wymaga mega ostrożności z ubraniem/śpiworkiem. To jest temat *bezpiecznego snu*, nie „hartowania odporności”.

## 2) Dzieci (starsze): co mówią badania o temperaturze w domu i infekcjach/oddechówce
Tu badania są dużo mocniejsze… ale dotyczą głównie tego, że za zimno i wilgotno szkodzi, a poprawa warunków pomaga:
- Klastrowe RCT ocieplania domów (Nowa Zelandia): po ociepleniu było cieplej/suszej, mniej pleśni i mniej objawów oddechowych, w tym u dzieci, + mniej absencji szkolnej. (Howden‑Chapman et al., BMJ 2007)
- RCT poprawy ogrzewania u dzieci z astmą: mniej objawów (kaszel/świsty), mniej absencji, lepszy komfort. (Howden‑Chapman et al., BMJ 2008)
- Kohorta z Japonii: samo „ogrzewanie sypialni” korelowało z mniejszą liczbą infekcji u dzieci (uwaga: nie mierzono dokładnej temperatury, więc to nie jest „24°C działa/nie działa”, tylko „nie siedź w zimnej sypialni”). (Miyake et al.)

Wniosek: jak już temperatura ma „robić robotę” zdrowotnie, to głównie przez to, że nie jest zimno/wilgotno (mniej drażnienia dróg oddechowych, mniej pleśni, lepszy sen).

## 3) „Stałe 24°C” i odporność: co wiemy, a czego NIE wiemy
- WHO rozważało próg 24°C w przeglądzie dot. „high indoor temperatures”, ale wyszło: brak wystarczających bezpośrednich dowodów, by powiedzieć „>24°C = konkretne szkody zdrowotne” (stąd zalecenia są ostrożnościowe i warunkowe). (WHO – High indoor temperatures)
- Jednocześnie WHO ma twardą rekomendację od drugiej strony: w klimacie umiarkowanym/zimnym minimum 18°C zimą jako próg bezpieczeństwa zdrowotnego. (WHO – Housing & Health guidelines, Table)

Czyli: 24°C nie ma „wyroku”, ale też nie jest „must have”.

## 4) Najczęstszy „killer” zimą: wilgotność + wentylacja, nie sama temperatura
W sezonie grzewczym podbijanie temperatury często zjeżdża z wilgotnością (suche powietrze) i pogarsza komfort błon śluzowych → większa podatność na infekcje. Przegląd o wilgotności i infekcjach wirusowych dobrze to opisuje i często przewija się zakres ~40–60% RH jako sensowny kompromis. (Mayo Clinic Proc. – Indoor Environment and Viral Infections)

---

### Jak to streścić „dla plastusia” jednym zdaniem:
24°C samo w sobie nie ma dowodu, że „psuje odporność”, ale w sypialni niemowlaka może być za ciepło (safe sleep), a zimą większą robotę robi wilgotność i wentylacja niż sama cyfra na termostacie.

 



Jeśli doprecyzujesz, czy chodzi o 24°C w sypialni niemowlaka w nocy czy 24°C w całym domu cały dzień (i jaka wilgotność), to da się to jeszcze bardziej „punktowo” rozebrać na czynniki pierwsze.

 

 

 

gpt-5.2-2025-12-11

 

 

🫢🤣 

 

I kolejna odpowiedź... Czyli na moje pytanie ;)

 

@DjXbeatA wpływ temp na warunki środowiskowe w kontekście ryzyka wystąpienia czynników mikrobiologicznych to inna kwestia, o której oczywiście też możemy porozmawiać, oczywiście merytorycznie ;)

 

@dannykay już nie chcesz kontynuować wątku mikromutacji? Jak ewoluują wirusy? Doczytałeś na googlu że taka cisza?

Edytowane przez Petru23
Opublikowano
@Petru23 Da się to ugryźć „zgodnie z faktami”, tylko uprzedzam: nie istnieje porządny paper pt. „23°C daje +17% odporności przedszkolaka”. W tym zakresie (20–23°C) nauka jest dużo bardziej „to zależy”, a większość twardych danych zaczyna się dopiero przy zimnie <18°C albo przy problemach typu wilgoć/pleśń, dym, słaba wentylacja.

TL;DR:
- 20°C vs 23°C w typowym mieszkaniu nie ma wykazanego, dużego wpływu na „rozwój układu immunologicznego” przedszkolaka. Jeśli już, to mówimy o pojedynczych procentach i głównie pośrednio (wilgotność, pleśń, zachowania typu „nie wietrzę bo zimno”).
- Na infekcje/„odporność w praktyce” najbardziej wpływa ekspozycja w przedszkolu, potem dym, pleśń/wilgoć, wentylacja/wilgotność, sen itd. To są czynniki z efektami rzędu dziesiątek–setek %, a nie 3°C.
- Jeśli mam „na siłę” ubrać to w procent: 3°C różnicy w okolicach 20°C to zwykle ~0–5% wpływu na częstość/ciężkość typowych infekcji, *o ile nie generujesz przy tym pleśni albo RH <30%*.

Spoiler


## 1) Najpierw definicja: „rozwój odporności” vs „ile razy choruje”
W dyskusjach forumowych „odporność” = zwykle ile razy dziecko łapie infekcję i jak ciężko ją przechodzi. To jest mieszanina:
- ekspozycji na wirusy/bakterie (przedszkole/rodzeństwo),
- warunków w domu (dym, pleśń, wentylacja, wilgotność),
- snu, stresu, diety, szczepień,
- i dopiero gdzieś na końcu: temperatury – ale głównie gdy robi się za zimno albo za gorąco/sucho.

W przedszkolu normą jest kilka infekcji rocznie: często cytuje się okolice 6–8 infekcji oddechowych/rok (Merck Manual, Viruses – review). To nie jest „zepsuta odporność”, tylko kontakt z populacją.

## 2) „Warunki rzeczywiste”: dziecko i tak większość wirusów łapie poza domem
Typowy tryb (praca + przedszkole) oznacza, że:
- dziecko 8–9 h siedzi w przedszkolu (największy „hub” transmisji),
- trochę jest w transporcie / na dworze,
- w domu głównie popołudnie + noc.

I teraz ważne: zmiana temperatury w domu z 20→23°C nie zmienia tego, że wirusa złapie w grupie. Domowa temperatura co najwyżej wpływa na:
- komfort,
- sen,
- suchość śluzówek (przez RH),
- ryzyko kondensacji/pleśni (przez temp. przegród).

## 3) Co wiemy naukowo o temperaturze w domu – i gdzie są progi
Najbardziej „twarde” progi zdrowotne w literaturze są dla za zimno, nie dla „20 vs 23”:
- Przegląd Public Health England (systematyczny) sugeruje ~18°C jako próg minimalnego ryzyka zdrowotnego zimą dla ogólnej populacji; poniżej rośnie ryzyko niekorzystnych efektów zdrowotnych (PHE – PDF).
- WHO ma podobny kierunek myślenia w „housing & health”: 18°C jako bezpieczne minimum w klimatach umiarkowanych/zimnych.

Natomiast: dla 20°C vs 23°C u zdrowych dzieci brakuje badań, które by wprost mierzyły „trzymasz 20°C → masz X% mniej infekcji niż przy 23°C”.

Są badania pokazujące, że „cieplej/ lepiej dogrzane” (czyli *nie zimno*) koreluje z mniejszą częstością infekcji, ale to zwykle dotyczy sytuacji, gdzie w tle były chłodne sypialnie / ogólnie zimne domy:
- Kohorta w Japonii: „ogrzewanie sypialni” wiązało się z mniejszą liczbą infekcji u dzieci, ale nie mierzono realnej temperatury °C – to nie rozstrzyga 20 vs 23 (Miyake et al.).

## 4) Dlaczego 3°C może czasem zaszkodzić, a czasem pomóc? (wilgotność + pleśń)
W realu temperatura działa przez wilgotność i budynek, a nie „przez trening limfocytów”.

### 4.1. Wilgotność (RH) – „cieplej” zimą często = „bardziej sucho”
Zimą absolutnej wilgoci w powietrzu jest mało. Jak grzejesz mocniej, a nie nawilżasz, to RH spada → śluzówki się przesuszają, a to sprzyja infekcjom oddechowym (mechanizmy: gorsza praca rzęsek, wysychanie nabłonka). Przeglądy o środowisku indoor i infekcjach to opisują (Mayo Clinic Proc.).

I teraz praktyczna fizyka: przy tej samej ilości pary wodnej w powietrzu, 20→23°C potrafi zbić RH o kilka–kilkanaście punktów (np. 40% przy 20°C robi się ~33% przy 23°C). To już jest różnica, którą nos i gardło czują.

### 4.2. Pleśń/wilgoć – „chłodniej” w kiepskim mieszkaniu może = kondensacja
Z drugiej strony: jeśli 20°C w mieszkaniu oznacza zimne mostki termiczne i kondensację, to rośnie ryzyko wilgoci/pleśni, a to jest mocny czynnik oddechowy:
- Meta-analiza: wilgoć/pleśń w domu wiąże się z wyższym ryzykiem RTI/bronchitis, u dzieci OR ok. 1.48 (Fisk 2010).
Czyli jak „20°C” ma Ci robić pleśń, to 23°C (albo lepsza wentylacja/izolacja) może paradoksalnie poprawić zdrowie – ale to będzie efekt „pozbyłem się pleśni”, nie „podniosłem odporność termostatem”.

## 5) Największe „młoty” na infekcje u dzieci – dla skali porównania
Poniżej wrzucam kilka twardych efektów z literatury, żebyś miał skalę:

CzynnikWielkość efektu (przykłady z badań)Komentarz
Przedszkole/żłobek (daycare) Po starcie DCC: średnie „sick days”/miesiąc ~3.79 → ~10.57 w 2. miesiącu (≈2.8×), potem spadek adaptacyjny (BMJ Open) To jest główny generator ekspozycji. Termostat w domu jest przy tym „tłem”.
Bierne palenie LRTI u niemowląt: OR ~1.54; bronchiolitis OR ~2.51 (Jones 2011) To są dziesiątki–setki % różnicy ryzyka dla części rozpoznań.
Wilgoć / pleśń RTI/bronchitis: OR ~1.44–1.48 u dzieci (Fisk 2010) Umiarkowany, ale powtarzalny efekt. Plus często idzie w pakiecie ze słabą wentylacją.
Wentylacja / przeludnienie (CO₂ jako proxy) W badaniu w Nunavut: OR ~2.85 na każde +500 ppm CO₂ + OR ~1.81 na dodatkowego mieszkańca dla historii LRTI u małych dzieci (Kovesi 2008) Ekstremalny kontekst, ale mechanizm uniwersalny: słaba wymiana powietrza = większa transmisja.
Higiena rąk (szkoły) Absencja RT/GI: RR ~0.754 (≈−25%) w meta-analizie dla krajów wysokodochodowych (Hoyle 2025) W daycare bywa gorzej z efektami (są RCT bez redukcji infekcji u dzieci).
Temperatura domu: 20°C vs 23°C Brak solidnych badań, które dawałyby OR/RR dla tego konkretnego porównania. Progi zdrowotne w przeglądach dotyczą raczej <18°C (PHE PDF) W normalnych warunkach: wpływ mały, zwykle pośredni (RH/pleśń/komfort/sen).


## 6) To teraz „procentowo” – uczciwie, ale żebyś dostał liczbę
Nie da się naukowo zrobić jednego „tortu 100% odporności”, bo:
- różne badania mierzą różne rzeczy (URTI, LRTI, hospitalizacje, absencję),
- czynniki się nakładają i wzajemnie wzmacniają,
- a dla 20 vs 23 nie mamy RR.

Ale żeby spełnić prośbę: w kategoriach *częstości typowych infekcji przedszkolnych* przy założeniu, że nie generujesz pleśni i nie zjeżdżasz z RH <30%, to:
- różnica 20°C vs 23°C prawdopodobnie daje 0–5% różnicy (w praktyce często „w granicy szumu”),
- podczas gdy czynniki jak daycare / dym / pleśń / wentylacja to zwykle +20% do +200% w zależności od ekspozycji i wyniku.

Jeżeli chcesz to porównać „procent do procenta” w stylu „siła dźwigni”:
- Przyjmijmy roboczo, że 20→23°C (samo w sobie) zmienia ryzyko infekcji o +5% (to i tak raczej górka dla zdrowego domu).
- Wtedy na tle np. pleśni (OR ~1.48 = +48%) to jest ~10% siły tego czynnika.
- Na tle biernego palenia (OR ~1.54 = +54%) to jest ~9% siły tego czynnika.
- Na tle startu daycare (rzędu +180% w „sick days” chwilowo) to jest ~3% siły.

I jeszcze raz: to nie jest „prawda objawiona”, tylko uczciwe pokazanie skali: 3°C w okolicach 20°C to detal, jeśli reszta jest ogarnięta.

## 7) Co bym rekomendował praktycznie (żeby nie wojować termostatem o „odporność”)
- Ustaw temp. pod komfort + sen, a zdrowotnie dopilnuj RH i wentylacji:
- dzień: często 20–22°C,
- noc: często 18–20°C (większość ludzi śpi lepiej chłodniej),
- higrometr i cel w zimie: ~40–60% RH (bez przesady, żeby nie robić pleśni) (Mayo Clinic Proc.).
- Jeśli przy 20°C masz kondensację/„zapach piwnicy” – to nie jest temat „odporności”, tylko wilgoci/pleśni (i tu podniesienie temp. albo poprawa wentylacji potrafią zrobić ogromną różnicę).
- Jak ktoś chce realnie „poprawić odporność przedszkolaka”, to statystycznie większy zwrot jest z: brak dymu, naprawa wilgoci/pleśni, wietrzenie, sen, szczepienia, sensowna higiena – a nie z kłótni o 3°C.

Jeśli chcesz, mogę Ci to policzyć bardziej „Twoim case’em”: metraż, budynek (ocieplony/nie), typ wentylacji, średnie RH zimą, ile godzin dziecko jest w domu, czy są mostki i gdzie. Bo w kiepskim mieszkaniu te 3°C mogą być *pośrednio* ważne (pleśń), a w normalnym – prawie wcale.


gpt-5.2-2025-12-11

Opublikowano (edytowane)
5 minut temu, ITHardwareGPT napisał(a):

@Petru23 Da się to ugryźć „zgodnie z faktami”, tylko uprzedzam: nie istnieje porządny paper pt. „23°C daje +17% odporności przedszkolaka”. W tym zakresie (20–23°C) nauka jest dużo bardziej „to zależy”, a większość twardych danych zaczyna się dopiero przy zimnie <18°C albo przy problemach typu wilgoć/pleśń, dym, słaba wentylacja.

TL;DR:
- 20°C vs 23°C w typowym mieszkaniu nie ma wykazanego, dużego wpływu na „rozwój układu immunologicznego” przedszkolaka. Jeśli już, to mówimy o pojedynczych procentach i głównie pośrednio (wilgotność, pleśń, zachowania typu „nie wietrzę bo zimno”).
- Na infekcje/„odporność w praktyce” najbardziej wpływa ekspozycja w przedszkolu, potem dym, pleśń/wilgoć, wentylacja/wilgotność, sen itd. To są czynniki z efektami rzędu dziesiątek–setek %, a nie 3°C.
- Jeśli mam „na siłę” ubrać to w procent: 3°C różnicy w okolicach 20°C to zwykle ~0–5% wpływu na częstość/ciężkość typowych infekcji, *o ile nie generujesz przy tym pleśni albo RH <30%*.

 

 

 

  Ukryj zawartość


## 1) Najpierw definicja: „rozwój odporności” vs „ile razy choruje”
W dyskusjach forumowych „odporność” = zwykle ile razy dziecko łapie infekcję i jak ciężko ją przechodzi. To jest mieszanina:
- ekspozycji na wirusy/bakterie (przedszkole/rodzeństwo),
- warunków w domu (dym, pleśń, wentylacja, wilgotność),
- snu, stresu, diety, szczepień,
- i dopiero gdzieś na końcu: temperatury – ale głównie gdy robi się za zimno albo za gorąco/sucho.

W przedszkolu normą jest kilka infekcji rocznie: często cytuje się okolice 6–8 infekcji oddechowych/rok (Merck Manual, Viruses – review). To nie jest „zepsuta odporność”, tylko kontakt z populacją.

## 2) „Warunki rzeczywiste”: dziecko i tak większość wirusów łapie poza domem
Typowy tryb (praca + przedszkole) oznacza, że:
- dziecko 8–9 h siedzi w przedszkolu (największy „hub” transmisji),
- trochę jest w transporcie / na dworze,
- w domu głównie popołudnie + noc.

I teraz ważne: zmiana temperatury w domu z 20→23°C nie zmienia tego, że wirusa złapie w grupie. Domowa temperatura co najwyżej wpływa na:
- komfort,
- sen,
- suchość śluzówek (przez RH),
- ryzyko kondensacji/pleśni (przez temp. przegród).

## 3) Co wiemy naukowo o temperaturze w domu – i gdzie są progi
Najbardziej „twarde” progi zdrowotne w literaturze są dla za zimno, nie dla „20 vs 23”:
- Przegląd Public Health England (systematyczny) sugeruje ~18°C jako próg minimalnego ryzyka zdrowotnego zimą dla ogólnej populacji; poniżej rośnie ryzyko niekorzystnych efektów zdrowotnych (PHE – PDF).
- WHO ma podobny kierunek myślenia w „housing & health”: 18°C jako bezpieczne minimum w klimatach umiarkowanych/zimnych.

Natomiast: dla 20°C vs 23°C u zdrowych dzieci brakuje badań, które by wprost mierzyły „trzymasz 20°C → masz X% mniej infekcji niż przy 23°C”.

Są badania pokazujące, że „cieplej/ lepiej dogrzane” (czyli *nie zimno*) koreluje z mniejszą częstością infekcji, ale to zwykle dotyczy sytuacji, gdzie w tle były chłodne sypialnie / ogólnie zimne domy:
- Kohorta w Japonii: „ogrzewanie sypialni” wiązało się z mniejszą liczbą infekcji u dzieci, ale nie mierzono realnej temperatury °C – to nie rozstrzyga 20 vs 23 (Miyake et al.).

## 4) Dlaczego 3°C może czasem zaszkodzić, a czasem pomóc? (wilgotność + pleśń)
W realu temperatura działa przez wilgotność i budynek, a nie „przez trening limfocytów”.

### 4.1. Wilgotność (RH) – „cieplej” zimą często = „bardziej sucho”
Zimą absolutnej wilgoci w powietrzu jest mało. Jak grzejesz mocniej, a nie nawilżasz, to RH spada → śluzówki się przesuszają, a to sprzyja infekcjom oddechowym (mechanizmy: gorsza praca rzęsek, wysychanie nabłonka). Przeglądy o środowisku indoor i infekcjach to opisują (Mayo Clinic Proc.).

I teraz praktyczna fizyka: przy tej samej ilości pary wodnej w powietrzu, 20→23°C potrafi zbić RH o kilka–kilkanaście punktów (np. 40% przy 20°C robi się ~33% przy 23°C). To już jest różnica, którą nos i gardło czują.

### 4.2. Pleśń/wilgoć – „chłodniej” w kiepskim mieszkaniu może = kondensacja
Z drugiej strony: jeśli 20°C w mieszkaniu oznacza zimne mostki termiczne i kondensację, to rośnie ryzyko wilgoci/pleśni, a to jest mocny czynnik oddechowy:
- Meta-analiza: wilgoć/pleśń w domu wiąże się z wyższym ryzykiem RTI/bronchitis, u dzieci OR ok. 1.48 (Fisk 2010).
Czyli jak „20°C” ma Ci robić pleśń, to 23°C (albo lepsza wentylacja/izolacja) może paradoksalnie poprawić zdrowie – ale to będzie efekt „pozbyłem się pleśni”, nie „podniosłem odporność termostatem”.

## 5) Największe „młoty” na infekcje u dzieci – dla skali porównania
Poniżej wrzucam kilka twardych efektów z literatury, żebyś miał skalę:
 

Czynnik Wielkość efektu (przykłady z badań) Komentarz
Przedszkole/żłobek (daycare) Po starcie DCC: średnie „sick days”/miesiąc ~3.79 → ~10.57 w 2. miesiącu (≈2.8×), potem spadek adaptacyjny (BMJ Open) To jest główny generator ekspozycji. Termostat w domu jest przy tym „tłem”.
Bierne palenie LRTI u niemowląt: OR ~1.54; bronchiolitis OR ~2.51 (Jones 2011) To są dziesiątki–setki % różnicy ryzyka dla części rozpoznań.
Wilgoć / pleśń RTI/bronchitis: OR ~1.44–1.48 u dzieci (Fisk 2010) Umiarkowany, ale powtarzalny efekt. Plus często idzie w pakiecie ze słabą wentylacją.
Wentylacja / przeludnienie (CO₂ jako proxy) W badaniu w Nunavut: OR ~2.85 na każde +500 ppm CO₂ + OR ~1.81 na dodatkowego mieszkańca dla historii LRTI u małych dzieci (Kovesi 2008) Ekstremalny kontekst, ale mechanizm uniwersalny: słaba wymiana powietrza = większa transmisja.
Higiena rąk (szkoły) Absencja RT/GI: RR ~0.754 (≈−25%) w meta-analizie dla krajów wysokodochodowych (Hoyle 2025) W daycare bywa gorzej z efektami (są RCT bez redukcji infekcji u dzieci).
Temperatura domu: 20°C vs 23°C Brak solidnych badań, które dawałyby OR/RR dla tego konkretnego porównania. Progi zdrowotne w przeglądach dotyczą raczej <18°C (PHE PDF) W normalnych warunkach: wpływ mały, zwykle pośredni (RH/pleśń/komfort/sen).

 


## 6) To teraz „procentowo” – uczciwie, ale żebyś dostał liczbę
Nie da się naukowo zrobić jednego „tortu 100% odporności”, bo:
- różne badania mierzą różne rzeczy (URTI, LRTI, hospitalizacje, absencję),
- czynniki się nakładają i wzajemnie wzmacniają,
- a dla 20 vs 23 nie mamy RR.

Ale żeby spełnić prośbę: w kategoriach *częstości typowych infekcji przedszkolnych* przy założeniu, że nie generujesz pleśni i nie zjeżdżasz z RH <30%, to:
- różnica 20°C vs 23°C prawdopodobnie daje 0–5% różnicy (w praktyce często „w granicy szumu”),
- podczas gdy czynniki jak daycare / dym / pleśń / wentylacja to zwykle +20% do +200% w zależności od ekspozycji i wyniku.

Jeżeli chcesz to porównać „procent do procenta” w stylu „siła dźwigni”:
- Przyjmijmy roboczo, że 20→23°C (samo w sobie) zmienia ryzyko infekcji o +5% (to i tak raczej górka dla zdrowego domu).
- Wtedy na tle np. pleśni (OR ~1.48 = +48%) to jest ~10% siły tego czynnika.
- Na tle biernego palenia (OR ~1.54 = +54%) to jest ~9% siły tego czynnika.
- Na tle startu daycare (rzędu +180% w „sick days” chwilowo) to jest ~3% siły.

I jeszcze raz: to nie jest „prawda objawiona”, tylko uczciwe pokazanie skali: 3°C w okolicach 20°C to detal, jeśli reszta jest ogarnięta.

## 7) Co bym rekomendował praktycznie (żeby nie wojować termostatem o „odporność”)
- Ustaw temp. pod komfort + sen, a zdrowotnie dopilnuj RH i wentylacji:
- dzień: często 20–22°C,
- noc: często 18–20°C (większość ludzi śpi lepiej chłodniej),
- higrometr i cel w zimie: ~40–60% RH (bez przesady, żeby nie robić pleśni) (Mayo Clinic Proc.).
- Jeśli przy 20°C masz kondensację/„zapach piwnicy” – to nie jest temat „odporności”, tylko wilgoci/pleśni (i tu podniesienie temp. albo poprawa wentylacji potrafią zrobić ogromną różnicę).
- Jak ktoś chce realnie „poprawić odporność przedszkolaka”, to statystycznie większy zwrot jest z: brak dymu, naprawa wilgoci/pleśni, wietrzenie, sen, szczepienia, sensowna higiena – a nie z kłótni o 3°C.

Jeśli chcesz, mogę Ci to policzyć bardziej „Twoim case’em”: metraż, budynek (ocieplony/nie), typ wentylacji, średnie RH zimą, ile godzin dziecko jest w domu, czy są mostki i gdzie. Bo w kiepskim mieszkaniu te 3°C mogą być *pośrednio* ważne (pleśń), a w normalnym – prawie wcale.

 

 

 

gpt-5.2-2025-12-11

 

 

Co do pogrubionego to dzieki, sam potrafię ;)

 

Czyli @ITHardwareGPT reasumując podstawę sporu, do którego zostałeś przywołany. 

Kto zatem gada głupoty? Kto w głównej kwestii czyli poniższe cytaty ma rację biorąc pod uwagę kontekst, sens i powstała dysykuje przede wszystkim Twoje odpowiedzi?

Ma realny wpływ czy nie ma te 3C przy poziomie temp pokojowej?

 

 

 

4 godziny temu, DjXbeat napisał(a):

A teraz zestaw to z rodziną, która od małego dzieci szprycuje temperaturami 23-24C w domu bo 21C to za zimno bo ojciec musi chodzić w spodenkach. 
 

Ja na prawie 40 lat na karku tylko 2x antybiotyk wziąłem i nie wiem co to choroby ale organizm za młodu był odpowiednio zahartowany. 
Dzisiaj wyjdzie taki małolat z piekarnika jaki mu rodzice od małego fundują i chory przez cały rok. 😅

 

 

1 godzinę temu, Petru23 napisał(a):

Te 2-3 C nie mają najmniejszego znaczenia. Głupoty piszesz 

 

 

 

Edytowane przez Petru23
Opublikowano
@Petru23 W tej głównej osi sporu („czy 23–24°C robi z dziecka chorowitego, bo nie było ‘zahartowane’”): to jest mądrość ludowa + anegdotka, a nie coś, co stoi na badaniach.

### Kto „bliżej prawdy”?
- @DjXbeat – część o „małolat z piekarnika = chory cały rok, bo 23–24°C” → to jest naciągane / bez twardych dowodów. Myli *odporność* z *ekspozycją w przedszkolu + suchością powietrza + wentylacją + dymem + pleśnią + snem*. A „ja brałem 2x antybiotyk” to argument z kategorii: *u mnie działa, więc to prawo natury*.
- Ty (@Petru23) – teza „2–3°C nie mają znaczenia” → w sensie immunologii i infekcji jako takich: w większości realnych mieszkań to jest prawie prawda, tylko słowo „najmniejszego” jest zbyt kategoryczne. Bo te 3°C mogą pośrednio coś zmienić, ale nie przez „hartowanie”, tylko przez wilgotność / pleśń / zachowania (wietrzenie).

### Czy 3°C (np. 20 vs 23) ma realny wpływ?
Bezpośrednio na “rozwój odporności”: praktycznie brak podstaw, żeby mówić o istotnym wpływie (nie ma sensownych RR/OR dla samego 20 vs 23 w zdrowym domu).
Pośrednio: *może mieć*, jeśli przez te 3°C:
- zjedziesz z wilgotnością (cieplej zimą często = bardziej sucho → śluzówki cierpią),
- przestaniesz wietrzyć („bo zimno/bo szkoda ciepła”),
- albo odwrotnie: przy 20°C zaczniesz łapać kondensację/pleśń na mostkach.

I wtedy „wpływ temperatury” jest tak naprawdę wpływem RH/pleśni/wentylacji (a te mają już w literaturze efekty rzędu kilkudziesięciu %; np. wilgoć/pleśń a RTI/bronchitis u dzieci OR ~1.48 (Fisk 2010), bierne palenie a LRTI u niemowląt OR ~1.54 (Jones 2011)).

### Podsumowanie jednym zdaniem
Jeśli mieszkanie jest suche/bez pleśni, wietrzone i bez dymu, to 21 vs 23°C nie zrobi z dziecka „zahartowanego” ani „chorowitego” – to jest głównie kwestia komfortu. A jeśli przy 23–24°C robi się pustynia w RH, a przy 20°C robi się pleśń, to wtedy „3°C” robi różnicę, ale *nie przez odporność*, tylko przez środowisko.

gpt-5.2-2025-12-11

Opublikowano (edytowane)

@ITHardwareGPT

 

Dziękuję, więcej nie mam nic do dodania ;)

 

@DjXbeat zatem... Podobnie jak hejter Gordon zostałeś wyjaśniony przez sztuczna inteligencję, którą sam przywołałeś. 

 

Eh... Coś jeszcze masz do dodania w temacie odporności i wpływie warunków środowiskowych? 

 

Edytowane przez Petru23
Opublikowano
@Petru23 Jasne — i tylko mała prośba moderatorska: bez personalek typu „hejter/wyjaśniony”, bo wtedy zamiast faktów robi się ring.

Co do odporności vs warunki w domu (w realnym życiu rodziny), to „topka” wpływu wygląda zwykle tak:

- Ekspozycja: przedszkole/rodzeństwo = główny generator infekcji, termostat tego nie przebije.
- Dym (także „na balkonie przy uchylonym”): mega mocny i najłatwiejszy do wycięcia czynnik.
- Wilgoć/pleśń + niedogrzane mostki: jeśli to istnieje, to potrafi robić większą różnicę niż jakakolwiek „filozofia 20 vs 23”.
- Wentylacja / CO₂: brak wietrzenia bo „ucieka ciepło” często robi więcej złego niż te 2–3°C różnicy. Warto mieć tani czujnik CO₂ jako reality-check.
- Wilgotność (RH): zimą łatwo o „pustynię” przy wyższej temp. Celuj w okolice 40–60% i obserwuj, co się dzieje w praktyce (higrometr za 30–50 zł robi robotę).
- Sen, szczepienia, aktywność na zewnątrz: to są realne dźwignie. „Hartowanie” w wersji sensownej to ruch i dwór, a nie „zmarznij w domu, to będziesz Rambo”.

Czyli: 3°C w okolicach pokojowej same z siebie nie „robią odporności” — co najwyżej pomagają albo przeszkadzają *pośrednio*, przez RH/pleśń/wietrzenie i komfort snu.

gpt-5.2-2025-12-11

Opublikowano (edytowane)
4 minuty temu, ITHardwareGPT napisał(a):

@Petru23 Jasne — i tylko mała prośba moderatorska: bez personalek typu „hejter/wyjaśniony”, bo wtedy zamiast faktów robi się ring.

Co do odporności vs warunki w domu (w realnym życiu rodziny), to „topka” wpływu wygląda zwykle tak:

- Ekspozycja: przedszkole/rodzeństwo = główny generator infekcji, termostat tego nie przebije.
- Dym (także „na balkonie przy uchylonym”): mega mocny i najłatwiejszy do wycięcia czynnik.
- Wilgoć/pleśń + niedogrzane mostki: jeśli to istnieje, to potrafi robić większą różnicę niż jakakolwiek „filozofia 20 vs 23”.
- Wentylacja / CO₂: brak wietrzenia bo „ucieka ciepło” często robi więcej złego niż te 2–3°C różnicy. Warto mieć tani czujnik CO₂ jako reality-check.
- Wilgotność (RH): zimą łatwo o „pustynię” przy wyższej temp. Celuj w okolice 40–60% i obserwuj, co się dzieje w praktyce (higrometr za 30–50 zł robi robotę).
- Sen, szczepienia, aktywność na zewnątrz: to są realne dźwignie. „Hartowanie” w wersji sensownej to ruch i dwór, a nie „zmarznij w domu, to będziesz Rambo”.

Czyli: 3°C w okolicach pokojowej same z siebie nie „robią odporności” — co najwyżej pomagają albo przeszkadzają *pośrednio*, przez RH/pleśń/wietrzenie i komfort snu.

 

 

gpt-5.2-2025-12-11

 

 

No wyjaśniłeś problematykę podniesioną a nie, że @DjXbeat w rozumieniu słownictwa potocznego (slang). Błąd w zapisie, słownik coś namieszał ;)

 

Nie przeze mnie zostałeś przywołany, ja tylko doprecyzowałem problematykę zapytania autora. Czyż nie?

 

Edit

A czy to nie Ty wskazałeś w postach Gordona oznaki hejtu? Czy gdzieś mijam się z prawdą? 

Edytowane przez Petru23
Opublikowano
@Petru23 Spoko, kumam — chodziło Ci o wyjaśnienie tematu, nie „wyjaśnienie człowieka” w sensie personalnym. Moje „bez personalek” to bardziej ogólna barierka, bo takie sformułowania potrafią odpalić ring w 3 posty.

A merytorycznie nadal: w okolicach 20–23°C nie ma podstaw, żeby robić z tego główną dźwignię „odporności” — kluczowe są RH/wentylacja/pleśń/dym/sen + ekspozycja w przedszkolu. Jak chcecie to domknąć „twardo”, to najlepszy reality-check to pomiary RH i CO₂ zimą + info czy są mostki/kondensacja.

gpt-5.2-2025-12-11

Opublikowano
@Petru23 No i LZO/TVOC faktycznie robią za „trzeci wymiar” obok CO₂ (wentylacja) i RH (komfort/śluzówki/pleśń) – tylko trzeba pamiętać, że domowe czujniki TVOC to głównie trendomierze, a nie certyfikowany analizator lab.

- Kwiatki/owoce też potrafią nabić TVOC (terpeny, etylen), podobnie jak alkohol (płyny do szyb, dezynfekcja), perfumy, odświeżacze – więc wyniki łatwo „oszukać” i nie panikować od jednego piku.
- Największe realne źródła LZO w mieszkaniach to zwykle: gotowanie, środki czystości, świece/kadzidła, nowe meble/płyty/kleje/farby i „pachnące” wynalazki.
- Jak już coś dokładać do zestawu *RH+CO₂*, to ja bym często dał PM2.5 na równi (albo nawet przed TVOC), bo pył z kuchni/świec ma bardzo czytelny związek zdrowotny.

I klasyk: na LZO najlepsza „oczyszczarka” to wietrzenie + wywiew kuchenny, a jak oczyszczacz, to z sensowną ilością węgla aktywnego (HEPA sam z LZO prawie nic nie robi).

gpt-5.2-2025-12-11

Opublikowano (edytowane)

@ITHardwareGPT I dodaj jeszcze np związki typu  histamina emitowana do otoczenia przez owoce i reakcje alergiczne na nią - jak katar, który rozwija się w infekcje bakteryjne dróg oddechowych oraz osłabia organizm, który jest wtedy poddany na infekcje poza miejscem zamieszkania ;)

Żeby już doprecyzować dla czytających, bo chyba z Tobą mogę sensownie pogadać 8:E

Edytowane przez Petru23
Opublikowano
5 minut temu, ITHardwareGPT napisał(a):

3°C w okolicach pokojowej same z siebie nie „robią odporności” — co najwyżej pomagają albo przeszkadzają *pośrednio*, przez RH/pleśń/wietrzenie i komfort snu.

gpt-5.2-2025-12-11

 

 

I o to dokładnie mi chodziło. W sezonie zimowym w naszym klimacie prawie 90% infekcji dzieci łapią w okresie jesienno-zimowym. Temperatura wewnątrz pomieszczeń ma pośrednio wpływ na jakość snu czyli na szybkość regeneracji komórek odpornościowych, które mają bezpośredni wpływ na to jak dzieci radzą sobie z infekcjami i budują na tym swoją odporność. 
W jakiej bezpiecznej temperaturze dla dzieci komórki odpornościowe regenerują się najszybciej podczas snu? 

Opublikowano
@Petru23 TL;DR: fajnie, że dorzucasz „alergiczny katar → większe ryzyko powikłań”, ale to raczej nie jest „histamina emitowana przez owoce”. Histamina jest w praktyce nieulotna; jeśli już „lata”, to zwykle na pyle/kurzu (są prace np. o pluskwach), a nie jako gaz z jabłka. Przy owocach w domu bardziej realne są: LZO/zapachy (drażnienie), pleśń/zarodniki, aerozol białek przy krojeniu + reakcje po zjedzeniu (PFAS).

Spoiler


## 1) „Histamina z owoców w powietrzu” – tu bym zrobił STOP
- Histamina to nie jest VOC. To polarna amina, praktycznie nie zachowuje się jak lotny gaz, więc scenariusz „owoce emitują histaminę do otoczenia i od tego masz katar” jest mało sensowny fizykochemicznie.
- Tam, gdzie histamina pojawia się w środowisku domowym, literatura opisuje ją raczej jako związaną z fazą stałą (kurz/pył/osady). Jest np. praca pokazująca wysokie poziomy histaminy w kurzu w mieszkaniach z infestacją pluskiew; autorzy rozważają, że może się unosić razem z drobinami kurzu, a nie jako „gaz” (PMC10219852).

Czyli: jeśli chcesz doprecyzować dla czytających, to lepiej mówić: *nie histamina w powietrzu*, tylko *bodźce drażniące/alergeny → reakcja histaminowa w organizmie*.

## 2) Co faktycznie „idzie w powietrze” z owoców/kwiatków?
1) Zapachy/LZO (estry, terpeny, alkohol itd.) – mogą wywołać nieżyt niealergiczny (drażniący/naczynioruchowy) u wrażliwych osób. To jest katar „jak alergia”, ale bez klasycznej IgE-reakcji na konkretny alergen.
2) Pleśń/zarodniki – realny temat: przejrzałe owoce + koszyk w cieple = hodowla. Doniczki też potrafią być źródłem zarodników (przelanie, ziemia).
3) Białka/alergeny przy krojeniu/blendowaniu – rzadziej, ale możliwe u alergików. I tu wchodzi PFAS/OAS (alergia krzyżowa pyłek–pokarm): zwykle objawy są po *zjedzeniu surowego* owocu/warzywa (świąd w ustach/gardle), czasem dochodzą objawy nosowe; samo „powąchanie” zwykle nie, ale aerozol przy obróbce już bywa problemem u części osób (Allergy UK, ACAAI).

## 3) Alergiczny katar → infekcje bakteryjne: jest związek, ale to nie domino „zawsze”
Tu masz rację co do kierunku ryzyka:
- Alergiczne zapalenie nosa może pogarszać drenaż, zwiększać obrzęk, zmieniać lokalne środowisko i mikrobiom – są prace o zmianach mikrobioty w okolicy ujść zatok w sezonowym AR (PMC4101129).
- Przeglądy u dzieci wiążą AR z ryzykiem problemów typu zapalenia zatok/ucho (OME), ale dowody są mieszane i zależne od definicji/diagnostyki (PMC7474513, Scientific Reports 2019).
- I ważny kubeł zimnej wody: „kliniczne zapalenie zatok” nie zawsze jest bakteryjne – meta-analiza wskazuje, że bakterie w posiewach wychodzą średnio w okolicach ~54% przypadków klinicznie rozpoznanego ARS (zależnie od metody pobrania) (PMC4192102).

Czyli: alergia może zwiększać skłonność do powikłań, ale „katar = bakteria” to skrót myślowy.

## 4) Jak to sensownie wpisać w Waszą „listę domową”
Obok RH + CO₂ + PM2.5 + (trendowo) TVOC dodałbym po prostu kategorię:
- alergeny/źródła bioaerozolu: pleśń (owoce, doniczki, łazienka), roztocza (tekstylnia), sierść, pyłki (wietrzenie w sezonie), kurz.

A „histamina w powietrzu” zostawiłbym jako ciekawostkę od przypadków szczególnych (np. pluskwy), a nie codzienny element równania.



gpt-5.2-2025-12-11

Opublikowano

A przepraszam za brak precyzji. Oczywiste jest 

1 minutę temu, ITHardwareGPT napisał(a):

@Petru23 TL;DR: fajnie, że dorzucasz „alergiczny katar → większe ryzyko powikłań”, ale to raczej nie jest „histamina emitowana przez owoce”. Histamina jest w praktyce nieulotna; jeśli już „lata”, to zwykle na pyle/kurzu (są prace np. o pluskwach), a nie jako gaz z jabłka. Przy owocach w domu bardziej realne są: LZO/zapachy (drażnienie), pleśń/zarodniki, aerozol białek przy krojeniu + reakcje po zjedzeniu (PFAS).

 

 

 

  Pokaż ukrytą zawartość


## 1) „Histamina z owoców w powietrzu” – tu bym zrobił STOP
- Histamina to nie jest VOC. To polarna amina, praktycznie nie zachowuje się jak lotny gaz, więc scenariusz „owoce emitują histaminę do otoczenia i od tego masz katar” jest mało sensowny fizykochemicznie.
- Tam, gdzie histamina pojawia się w środowisku domowym, literatura opisuje ją raczej jako związaną z fazą stałą (kurz/pył/osady). Jest np. praca pokazująca wysokie poziomy histaminy w kurzu w mieszkaniach z infestacją pluskiew; autorzy rozważają, że może się unosić razem z drobinami kurzu, a nie jako „gaz” (PMC10219852).

Czyli: jeśli chcesz doprecyzować dla czytających, to lepiej mówić: *nie histamina w powietrzu*, tylko *bodźce drażniące/alergeny → reakcja histaminowa w organizmie*.

## 2) Co faktycznie „idzie w powietrze” z owoców/kwiatków?
1) Zapachy/LZO (estry, terpeny, alkohol itd.) – mogą wywołać nieżyt niealergiczny (drażniący/naczynioruchowy) u wrażliwych osób. To jest katar „jak alergia”, ale bez klasycznej IgE-reakcji na konkretny alergen.
2) Pleśń/zarodniki – realny temat: przejrzałe owoce + koszyk w cieple = hodowla. Doniczki też potrafią być źródłem zarodników (przelanie, ziemia).
3) Białka/alergeny przy krojeniu/blendowaniu – rzadziej, ale możliwe u alergików. I tu wchodzi PFAS/OAS (alergia krzyżowa pyłek–pokarm): zwykle objawy są po *zjedzeniu surowego* owocu/warzywa (świąd w ustach/gardle), czasem dochodzą objawy nosowe; samo „powąchanie” zwykle nie, ale aerozol przy obróbce już bywa problemem u części osób (Allergy UK, ACAAI).

## 3) Alergiczny katar → infekcje bakteryjne: jest związek, ale to nie domino „zawsze”
Tu masz rację co do kierunku ryzyka:
- Alergiczne zapalenie nosa może pogarszać drenaż, zwiększać obrzęk, zmieniać lokalne środowisko i mikrobiom – są prace o zmianach mikrobioty w okolicy ujść zatok w sezonowym AR (PMC4101129).
- Przeglądy u dzieci wiążą AR z ryzykiem problemów typu zapalenia zatok/ucho (OME), ale dowody są mieszane i zależne od definicji/diagnostyki (PMC7474513, Scientific Reports 2019).
- I ważny kubeł zimnej wody: „kliniczne zapalenie zatok” nie zawsze jest bakteryjne – meta-analiza wskazuje, że bakterie w posiewach wychodzą średnio w okolicach ~54% przypadków klinicznie rozpoznanego ARS (zależnie od metody pobrania) (PMC4192102).

Czyli: alergia może zwiększać skłonność do powikłań, ale „katar = bakteria” to skrót myślowy.

## 4) Jak to sensownie wpisać w Waszą „listę domową”
Obok RH + CO₂ + PM2.5 + (trendowo) TVOC dodałbym po prostu kategorię:
- alergeny/źródła bioaerozolu: pleśń (owoce, doniczki, łazienka), roztocza (tekstylnia), sierść, pyłki (wietrzenie w sezonie), kurz.

A „histamina w powietrzu” zostawiłbym jako ciekawostkę od przypadków szczególnych (np. pluskwy), a nie codzienny element równania.

 

 

gpt-5.2-2025-12-11

 

 

No tak, pominąłem kwestie nośników w postaci m.in wlasnie kurzu. Ale dodając ten czynnik, czyli nośnik histamina ma wpływ?

Opublikowano
@DjXbeat nie ma badań, które by mówiły: *„w 19°C komórki odpornościowe dziecka regenerują się najszybciej”*. To tak nie działa (różne komórki, różne procesy), a temperatura działa głównie przez jakość/ciągłość snu.

Co da się powiedzieć sensownie i „bezpiecznie”:

- Najlepsza „temperatura pod odporność” = taka, w której dziecko śpi najgłębiej i najrzadziej się wybudza. Z fizjologii snu: zasypianiu sprzyja spadek temp. rdzeniowej, więc lekko chłodniej w sypialni zwykle pomaga, a za ciepło częściej pogarsza sen (więcej mikro‑wybudzeń, gorszy REM/N3) (Frontiers 2019, PMC3427038).

### Praktyczny zakres (noc)
- Przedszkolak/szkolniak: zacznij od 18–20°C w sypialni. Jak się poci/odkrywa i wierci → schodź do 17–19°C. Jak marznie/budzi się z zimna → 19–21°C i korekta pościeli.
- Niemowlę (safe sleep): konserwatywnie 16–20°C i unikanie przegrzewania (tu w grę wchodzi też ryzyko SIDS, więc bardziej rygorystycznie) (Lullaby Trust). AAP nie daje jednej liczby, tylko nacisk na „avoid overheating” i dobór warstw/śpiworka (HealthyChildren/AAP).

### Dwa „multiplikatory”, o których ludzie zapominają
- RH ~40–60%: przy 23–24°C zimą łatwo zrobić pustynię i podrażnić śluzówki → gorszy sen i większa podatność.
- Wentylacja/CO₂: duszno = płytszy sen (nawet jak „ciepło i przyjemnie”).

Jeśli chcesz, doprecyzuj wiek (np. 3–5 lat czy 8–10) i czy mówimy o osobnym pokoju czy „śpimy razem” + jakie macie RH zimą — wtedy łatwiej zawęzić realny sweet‑spot temperatury, a nie wróżyć z termostatu.

gpt-5.2-2025-12-11

Opublikowano (edytowane)
25 minut temu, ITHardwareGPT napisał(a):

@Petru23 
I klasyk: na LZO najlepsza „oczyszczarka” to wietrzenie + wywiew kuchenny, a jak oczyszczacz, to z sensowną ilością węgla aktywnego (HEPA sam z LZO prawie nic nie robi).

 

 

gpt-5.2-2025-12-11

 

 

"Płuczka etylenowa" jak już czyli rozwiązania oparte na aktywnej fotokatalize a nie filtry. Czyli powiedzmy zaawansowane aktywne PCO' i wyższe odmiany technologii 

Filtry węglowe działają pasywnie miejscowo. Lepsze są aktywne metody oparte o aktywna fotokatalize.

 

Że też muszę Cię poprawiać ;)

Edytowane przez Petru23
Opublikowano
@Petru23 tak, kurz może być „taksówką” dla histaminy – tylko trzeba rozróżnić dwie rzeczy: *czy histamina w ogóle jest w kurzu* oraz *czy ta konkretna histamina robi klinicznie zauważalną robotę*.

1) Czy histamina może być w kurzu i się utrzymywać?
Tak. Najlepiej opisany przykład to mieszkania z pluskwami – w osiadłym kurzu z okolic łóżek mierzono rzędu ~54.6 µg histaminy / 100 mg kurzu vs wartości śladowe w kontrolach, a po zabiegach cieplnych poziomy potrafiły nie spaść przez tygodnie (DeVries 2018, PLoS ONE).

2) Czy taka histamina „na kurzu” może mieć wpływ na drogi oddechowe?
Teoretycznie – tak, bo histamina jest biologicznie aktywna i jest wręcz używana jako bodziec w testach prowokacji oskrzeli (inhalacja histaminy → skurcz oskrzeli u osób z nadreaktywnością) (Choi 2007, open access).
Praktycznie w typowym domu: to raczej drugi/trzeci rząd. Żeby to miało „moc” jak w teście prowokacyjnym, musiałbyś realnie wdychać odpowiednią dawkę tej histaminy, a to zależy od tego ile kurzu faktycznie unosi się w powietrzu i trafia do dróg oddechowych – tego w mieszkaniach zwykle nikt dobrze nie policzył. Dlatego to jest bardziej „emergent indoor contaminant / potencjalne ryzyko” niż udowodniona, codzienna przyczyna kataru.

3) Co zwykle jest ważniejsze niż „histamina z kurzu”?
W 99% przypadków objawy nosowe/oskrzelowe w domu wynikają z tego, że kurz niesie alergeny, które powodują, że *organizm sam wyrzuca histaminę* (roztocza, pleśnie, sierść itd.). Tu „histamina w kurzu” jest co najwyżej dodatkiem, a nie głównym silnikiem.

Wniosek forumowy:
- Jeśli mówimy o normalnym mieszkaniu bez pluskiew – histamina „na kurzu” to raczej ciekawostka, a nie core problem.
- Jeśli mówimy o pluskwach / masie starego kurzu w sypialni – to już może być realny element układanki i wtedy sens ma podejście „zwalcz źródło + gruntowne odkurzanie/HEPA + pranie tekstyliów + mokre przecieranie”, bo usuwasz *i kurz, i wszystko co on niesie*.

Jeśli chcesz, doprecyzuj: pytasz ogólnie „teoretycznie”, czy masz na myśli konkretny case (np. nawracający nocny kaszel/katar + stara sypialnia/dywany/ew. podejrzenie pluskiew)?

gpt-5.2-2025-12-11

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×
×
  • Dodaj nową pozycję...